edek40
02.09.10, 14:08
Jade ja sobie wjazdowka do Warszawy. Tak, to ta, o ktorej ciagle pisze, ze policja radaruje na niezabudowanej dwujezdniowce i egzekwuje 50 km/h. Dzis jechal sobie sznureczek pokornych barankow, nie przekraczajac 60 km/h. Znaczy sie terror robi swoje. Obywatele znajacy to miejsce zostali wytresowani i poslusznie sie zastosowali. Pozostaje to bez wiekszego wplywu na poprawe bezpieczenstwa, bo nie ma co tu poprawiac. Ci wszyscy, ktorzy tak pokornie jechali tu powoli o tym wiedza, bo nigdy zapewne nie widzieli tu najmniejszej nawet stluczki. Widzieli tu tylko radar.
I tak mi sie skojarzylo. Wszelkiej masci podreczniki dotyczace "obslugi" codziennej wlasnego dziecka powiadaja jedno: zakazy musza miec swoj zrozumialy dla dziecka sens. Proba narzucenie wstawania zawsze prawa noga u malego dziecka moga odniesc skutek - wytresowanie. U starszego bezsensowny nakaz/zakaz wygeneruje bunt i dzialanie na odwrot.
No i tak sobie mysle dalej o tym tresowaniu/egzekwowaniu/sensownosci i bezsensownosci i wyjezdzam z pola razenia radaru. Dwujezdniowka sie konczy, zaczyna sie jednojezdniowka, jakas stacja benzynowa, przejscie dla pieszych i takie tam. Kolumna wytresowanych w miejscu bezsensownym zaczela przyspieszac i osiagnela cos kolo 70 km/h.
Jak na dloni widac, jak dziala bezsensowna tresura i egzekwowanie nonsensow "bo tak!".