Dodaj do ulubionych

Jedź bezpiecznie

16.07.15, 11:06
Jedź zawsze tak, byś panował nad pojazdem.
Stara zasada usłyszana od jeszcze starszego wykładowcy podczas kursu na prawo jazdy.

Moje zachowania wzgledem mojej pracy nie odbiegaja od sredniej. Nie jestem kamikaze czy przyglup ktory nie mysli. Wypadkow, kraks na drogach sa tysiace kazdego dnia, jedne nic nie znaczace stluczki, inne nogami do przodu, a jeszcze inne sa takie ze po ofierze znajduja kilka kosci, nawet z wykryciem czyje to gnaty bywaja klopoty. Gdybym to wszystko bral pod uwage siedzialbym w szafie, w piwnicy i jeszcze mialbym parasol z calowej blachy nad lbem - ale, ze to wszystko olewam, a prace swoja lubie - to ... se jade.

Bylo to kilka lat temu, jechalem z San Diego do Dallas - doladowac 3/4 naczepy. Latwo, lekko i przyjemnie. Na dziesiatce, po minieciu Yumy, robi sie bardzo zolto jak w Vancuver in China Town i pusto jak w miesnym sklepie za komuny w kieleckim, nie ma na czym oka powiesic, jedynie niedzwiedzie wesza za Meksykanami idacymi uparcie na saxy do Usiech. Puszczasz wowczas muzyke, dlubiesz w nosie, popiardujesz - szukajac jakiegos zajecia i pchasz sie do celu (Gaz Wyb wowczas nie bylo). Pomiedzy Tuscon a El Paso (zeby dac mniej wiecej namiary o jakich okolicach gledze), joggujac po kanalach CB zlapalem slabe gdakanie Slowian z nad Wisly, nadstawilem uszu - ja! - Polaki! - jada tyz "dycha" w te sama strone co ja - na wschod. Byli okolo 20 mil przede mna wiec strzelilem z bata - po zadach szkapom i po pol godzinie widze; od czasu do czasu na widnokregu polyskujaca chromem ..pe cysterny Polakow, i druga dwie mile z przodu. Zaczelismy nawijke jak to bywa w takich przypadkach na odludziu. Z psem by czlowiek gawedzil w tych stronach a co dopiero z ziemlakem. Rozmawiajac, dowiedzialem sie ze sa z Frisco, jada do Houston do portu z jakims infammabile tatalajstwem. Zabraklo mi cieczy do nawilzania organizmu wiec im mowie ze ich smigne i sie zaopatrze w co trzeba, pozniej dokonczymy geganie, bo chcialem we "Wpolnocie Polskiej" pociagnac do Kant (nie mylic!) Jest taka miejscowosc w Texasie. Za nia, jadac na pn. wschod - w moim wypadku do Dallas - wskakuje sie na "dwie dychy" - czaisz czytelniku?
Wyprzedzajac ich, pogralismy sobie na trabkach pomachujac galeziami. Oni byli zaopatrzeni nie mieli zamiaru zatrzymywac sie az u celu bo poganial ich termin rozladunku.

Bylo to przed Deming (czaisz namiar?), minalem je, pognalem dalej pamietajac o ladnej "pompie" z zapleczem w miasteczku z francuska zwanym "Cambray".

Chociaz swiat wydaje sie wielki, tak nie jest. Czasami ludzie spotykaja sie wcale na to nie liczac, poprostu los, przeznaczenie kieruje naszym zachowaniem, naszymi ruchami w gownie jakim jest zycie. Czasami chcac kogos spotkac planujesz, umawiasz sie i kicha! - nie wydalo, dziwne prawda? No, chyba ze idziesz do swej babci ktora zyje obok z kwiatami w dniu jej urodzin, trafienie pewne - chociaz? Tez mozesz idac, zlamac noge i dupa!

Zjechalem na pompe, skladajac wizyte w "Krolestwie Ciszy" gdzie chwile rozmyslalem na dziejami swiata. Pozniej kupilem napoje i inne wiktualy po czym do furki. W pudelku uslyszalem znajome glosy. Zapytalem czy juz mineli Cambray? - Nie, za chwile.
Lubilem "wozic sie na kole", od tego czasu juz nie - dlaczego? Gdybym ruszyl przed nimi, gadalibysmy nadal do czasu az by zamilkli, pomyslalbym ze staneli albo "kabel sie urwal", pognalbym swoja droga, czekajac na nich zmienilem swoj jeden z nawykow.

Byla godz. 8 P.M. slonce ostro dawalo po oczach jadacym na zachod. Kolesi juz widze z oddali jak sie zblizaja do parkingu na ktorym stalem (poludniowa strona). Gdy juz mnie mineli inny kierowca jadacy naprzeciw tez mozliwe, ze poczul potrzebe zwilzenia wnetrza. Nie wiem i nikt sie nie dowie co go sklonilo do zjazdu na parking. Wycelowal to spotkanie dokladnie. Z dwu truckow z naczepami, nie liczac ladunkow nie zostalo kawalka prostego elementu.
Odjezdzajac z Cambray zostawilem dopalajace sie resztki aut i marzenia, troski, radosci - slowem, mienione zycie czterech kierowcow.

Czy zapomne z czasem nazwe tego miasteczka o nazwie "Cambray"? Nie, nie zapomne, ale i rowniez nie porzuce swej pracy ktora naprawde lubie i mysle ze dobrze ja wykonuje. Nie wierze w zadne prowadzace anioly, sw. Krzysztofow (chociaz mam medalik w kabinie. Dostalem go kiedys na pl. sw. Marka w Wenecji od pewnej zakonnej siostry). Wierze w siebie w swoja intuicje, doswiadczenie i licze tylko na siebie - to, pozwala mi wejsc do kabiny i jechac.

Ps. Panuje schemat, ze aby dobrze się bawic, ba, aby w ogole sie bawic, trzeba wprawic sie w jakis odmienny stan swiadomosci. Zupelnie tak, jakby stan normalny – stan trzezwosci, byl czyms nie normalnym. I takie rozumowanie jest niestety bliskie prawdzie. Trzezwosc jest po prostu nudna, przypomina nam o naszych kompleksach, o tym, ze tak naprawde nie lubimy i nie akceptujemy siebie takich jakimi jestesmy naprawde. Wiec rozumowanie jest proste – jesli takich siebie nie lubimy, to aby dobrze sie bawic, musimy sie napic lub nacpac. Wtedy spada introwersja, a rosnie towarzyskosc, smialosc, wygadanie, i najwazniejsze – akceptacja siebie.
- Także i to, ze czytając po weekendowe newsy możemy sobie uswiadomic i to, ze jeszcze zyjemy.
Obserwuj wątek
    • hasch1 Re: Jedź bezpiecznie 16.07.15, 11:58
      Mnie, w takich wypadkach, do łba kołacze że gdzieś tam, na górze, siedzi sobie taki gostek, w tradycji nazywamy go BOGIEM, i zawiaduje co komu i kiedy. I owa persona, w swej doskonałości, musi kochać wariatów. Jednych bardziej innych mniej. I Ciebie w tym przypadku lubił bardziej.
      Co oczywiście nie zwalnia nas z myślenia za fajerą.
      Gdybym tak nie myślał to siedział bym w tej wspomnianej piwicy i krzykiem reagował bym na każdą próbę wywabienia Mnie na drogę.
      Dziś też szykuję się do drogi, circa 1150km. Kiedy wrócę, czy wogule Mi się powiedzie.....?
      Staram się nie myśleć, bo inaczej to tylko piwniczka.

      Bujaj więc swoje mile, Ja swoje kilometry i niech Bóg udowodni że Nas kocha.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka