wiemicho1
23.03.06, 11:24
Za disiejszą Gazetą Polską:
W 1996 r. Jarosław Kaczyński o mało nie zginął. Jechał w okolicach Mławy swym *******(*marka samochodu). - Samochód wypadł z drogi przy szybkości 160 km na godzinę - wspomina. - Byliśmy o włos od śmierci, policjanci powiedzieli nam, że przeżyliśmy tylko dlatego, że to ******* (*kraj pochodzenia) solidny wóz. Po drodze wyrwaliśmy drzewo z korzeniami. Jak się okazało, ktoś lekko poluzował zawór w kole, by powietrze powoli uchodziło.
Kiedyś tłumaczyłem policjantom, że ta spalona żarówka to przez współpracownika, że pewnie na moje stanowisko czycha.
Rzecz poważna a oni śmiali się tylko.
Ty tu czytasz a moze właśnie przy Twoim samochodzie....
Oczywisty argument obalający tezę jakoby przyczyną większości wypadków była nadmierna prędkość czy głupota.
Przyczyną większości wypadków jest spisek.
I tego będę się trzymał.