emilia.b
27.02.03, 10:06
Wczoraj pracownikom mojego meza przydazyla sie taka sytuacja:
Ukradziono im samochod spod naszego domu - nic nadzwyczajnego w Warszawie i
okolicach - byla policja zeznania itp. Po samochodzi zostaly na śniegu slady
bieznika wiec poszli na spacer ich sladami. Prowadzily do lasu kolo ktorego
mieszkamy. Po drodze znalezli slady po wybitej szybie i kawalki rozbitego
reflektora. Zadzwonili po raz kolejny na policje i gdy przyjechala wsiedli do
radiowozu i pojechali razem z policjantami lesnymi drogami, az na jakies
zasniezone mokradla. Tam okazalo sie, ze po ok. godzinie "krecenia sie" po
okolicy znalezli: porozzucane czesci samochodowe, np. kompletna wymontowana z
jakiegos samochodu klimatyzacje, blachy itp, SWOJ SAMOCHOD (!!!!) ukryty w
jakis krzakach i przykryty galeziami oraz..... drugi samochod - ktorego
kradziez, jak potwierdzila policja, zgloszono w styczniu.........
Zjechalo sie 5 radiowozow i mnostwo specjalistow i uznali to za swoj wieli
sukces. Szkoda ze sami na to nie wpadli i nic nie zrobili dopoki nie zostali
do tego zmuszeni przez poszkodowane osoby.