Dodaj do ulubionych

Już nie mogę...

01.12.06, 23:49
Mam serdecznie dosyć codziennych dojazdów do pracy w korkach, które z kolei
są siłą napędową chamstwa na drodze i agresji. Dzisiaj rano znowu mnie
poniosło, kiedy facet złośliwie nie chciał mnie wpuścić na pas. Mam dosyć
wykańczających mnie nerwowo poranków. Najdalej za parę miesięcy, w związku z
przeprowadzką, przesiadam się w pociąg. Nie mogę już się doczekać.
Obserwuj wątek
    • stefan4 Znak czasów... 02.12.06, 09:21
      qw994:
      > Mam serdecznie dosyć codziennych dojazdów do pracy w korkach, które z kolei
      > są siłą napędową chamstwa na drodze i agresji.
      [...]
      > Najdalej za parę miesięcy, w związku z przeprowadzką, przesiadam się w pociąg.
      > Nie mogę już się doczekać.

      No pewnie. Samochody to ślepa uliczka cywilizacji. Teraz to już albo one
      zniszczą nas albo my je. Mam nadzieję, że raczej my je.

      - Stefan

      www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
      • qw994 Re: Znak czasów... 02.12.06, 10:04
        Jesteś z Gdańska, prawda? Miałam przyjemność prowadzić samochód w Trójmieście
        parę miesięcy temu. Zupełnie inaczej ludzie jeżdżą. Mądrzej. Spokojniej. To, co
        się dzieje na warszawskich ulicach, czasami przechodzi wszelkie wyobrażenie.
        • andrzej28aaa Re: Znak czasów... 02.12.06, 10:35
          Ja jakoś zawsze wpuszczam, nawet jak ktoś włącza się po ominięciu korka pasem do
          skrętu w prawo itp. I mnie też jakoś wszyscy wpuszczają, a jeżdżę w Warszawie.
          • qw994 Re: Znak czasów... 02.12.06, 14:43
            No to masz najwidoczniej niebywałe szczęście.
        • stefan4 Re: Znak czasów... 02.12.06, 10:55
          qw994:
          > Jesteś z Gdańska, prawda? Miałam przyjemność prowadzić samochód w Trójmieście
          > parę miesięcy temu. Zupełnie inaczej ludzie jeżdżą. Mądrzej. Spokojniej. To,
          > co się dzieje na warszawskich ulicach, czasami przechodzi wszelkie
          > wyobrażenie.

          W imieniu Gdańska dziękuję za uznanie... Ale my też idziemy w Wasza stronę,
          tylko jesteśmy mniej zaawansowani.

          Oszukać prawa przyrody jest trudno a takim prawem jest zasada wzrostu agresji w
          przypadku ścisku i wynikającym z niego braku zasobów. Warszawa osiągnęła już
          takie zagęszczenie spaliniaków na centymetr kwadratowy dostępnej powierzchni, że
          agresywne odczucia i reakcje są praktycznie nie do uniknięcia. To nie jest
          kwestia kultury osobistej, tylko walki o przetrwanie i o miejsce na postawienie
          własnych kół.

          Bardzo mądrymi rozwiązaniami techniczno-organizacyjnymi (np. stosowanymi na
          zachodzie Europy) da się jeszcze przez jakiś czas powstrzymywać ostrość kryzysu,
          ale nie wiadomo, czy warto. Jeśli jakimś cudem i wielkim kosztem
          wygospodarujemy tyle wolnego miejsca, że starczyłoby go na 100 blachosmrodów i
          zechcemy to miejsce użyć dla rozgęszczenia korków, to na ulicach przybędzie 150
          blachosmrodów i korki zrobią się jeszcze gorsze.

          Skutecznym sposobem jest tylko brutalne wypędzanie spaliniaków z centrów miast i
          utrudnianie im życia. Różne ciągi piesze, jezdnie przerobione na drogi dla
          rowerów (z betonowymi słupami u wylotów). Tylko ostrożnie, bo rowery w dużym
          przegęszczeniu też potrafią być agresywne...

          - Stefan

          www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
          • Gość: Kodem_PL Re: Znak czasów... IP: *.hor.brad.ac.uk 02.12.06, 18:57
            Po co wypedzac i utrudniac? Wystarczy dac ALTERNATYWE!

            Wkurza mnie to socjalistyczne myslenie. Budujmy jak najlepsze drogi, owszem.
            Jak najlepsze rozwiazania w miastach, owszem. Ale przy tym dobrze budowac
            metro, unowoczesniac tramwaje, autobusy itp. i pracowac nad ich SYNCHRONIZACJA.

            Nawet przy doskonalych drogach w miastach beda korki. Dlaczego? Bo tyle jest
            aut. Dajmy wiec ludziom wybor: auto lub metro/bus/cokolwiek. A teraz nie ma
            zadnego wyboru... smierdzace, brudne, przepelnione autobusy z przystankami
            pozal sie boze i synchronizacja rozkladu taka, ze zawsze trzeba czekac?
            Dziekuje, wole powalczyc w korkach. Gdyby jednak droga do/z pracy zabierala w
            sumie godzine autem, a pol autobusem? Do tego odpowiednia ilosc autobusow w
            odpowiednim stanie etc... to zmienia postac rzeczy.

            Ja powiem szczerze, ze lubilem jazde z niedzwiednika do sopotu na wydzial
            ekonomiczny UG. Zawsze dojezdzalem mocno pobudzony, nie bylo mowy o
            przysypianiu. Lubie tez jezdzic np. z olszynki na niedzwiednik. Trzeba ostro
            poglowkowac:-D Olszynka, orunia, cyganskie wzgorze itp. no po prostu takie
            drogi sie zawsze wymysla zeby nie utonac w korku na 45 min na alejach... hehe
            piekna sprawa:-D
            • stefan4 Re: Znak czasów... 02.12.06, 20:53
              Kodem_PL:
              > Ja powiem szczerze, ze lubilem jazde z niedzwiednika do sopotu na wydzial
              > ekonomiczny UG.

              Piękna trasa na rower...

              - Stefan

              www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
              • Gość: Kodem_PL Re: Znak czasów... IP: *.hor.brad.ac.uk 02.12.06, 20:56
                Niestety w wakacje nie ma zajec...

                A o 7 przy -10 srednio przyjemna...
                • stefan4 Re: Znak czasów... 03.12.06, 10:27
                  Kodem_PL:
                  > Niestety w wakacje nie ma zajec...
                  >
                  > A o 7 przy -10 srednio przyjemna...

                  Nigdy nie próbowałes, więc teoretyzujesz. Eksperymenty zaś wykazują takie, że u
                  nas w Trójmieście są w roku średnio może dwa tygodnie, kiedy nie można jechać na
                  rowerze z powodu pogody. Z tego jeden tydzień z powodu śniegu. Klimat mamy
                  łagodniejszi niż poludniowcy.

                  Bez śniegu -10 to żadna przeszkoda, tylko trzeba zjeść przedtem śniadanie i
                  sensownie się ubrać. I nie ma kłopotów z rozładowanym akumulatorem.

                  Oczywiście to nie jest żadna rada dla sprawnych inaczej poganiaczy blaszaków...

                  - Stefan

                  www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                  • kodem_pl Re: Znak czasów... 03.12.06, 16:05
                    Bedac w PL lubilem sobie pojezdzic na rowerze po sniegu (nieziemska frajda) czy
                    latem pojezdzic do Sledziowa. To daje mi frajde, jest przyjemne itp. Niestety
                    tak jak mowilem latem sa wakacje, wtedy nie ma zajec.

                    Obecnie ekonomia ma zajecia czasammi na 7:30. Ja jestem czlowiekiem o trybie
                    zycia sowy - rano jestem zawsze niewyspany. Nadal sugerujesz, ze rower jest
                    JAKAKOLWIEK alternatywa dla normalnych ludzi na taka trase?

                    1) Jazda to minimum godzina
                    2) Dojedziesz pewnie nieco spocony, zapewne rowniez czesto przemoczony, brudny.
                    3) Raz w tygodniu byl dzien, ze siedzialo sie 10 godzin, bo plan zajec mial
                    sporo okienek... po 10 godzinach na uczelni srednio palilbym sie na powrot
                    rowerem.

                    Wole auto:-D Nie mam problemow z akumulatorem, jedynie pewne z odsniezaniem.

                    > Oczywiście to nie jest żadna rada dla sprawnych inaczej poganiaczy
                    blaszaków...

                    No coz, widac nie nadaje sie na ortodoksyjnego poganiacza szprychowcow
                    • user0001 Re: Znak czasów... 04.12.06, 20:19
                      1. To daje dwie godziny wysiłku fizycznego dziennie. Kardiologowie byli by
                      oburzeni, że odejmujesz im chleb od ust :-)
                      2. Może masz z tym problem, ja jeżdżę codziennie rowerem do pracy. To co że
                      przyjechałem spocony, przemoczony i brudny? po przyjeździe wskakuje po prysznic
                      i zakładam świeże ubranie.
                      3. Przesadzasz, po wielu godzinach wysiłku intelektualnego, wysiłek fizyczny
                      jest odprężający. Zdarzało mi się pracować od 7:00 do 21szej z minutami. Powrót
                      na rowerze po 14 godzinach ślęczenia z oczami w monitorze był wielką ulgą.
                      • Gość: Kodem_PL Re: Znak czasów... IP: *.hor.brad.ac.uk 04.12.06, 23:27
                        Nie przecze, ze jest to zdrowe.
                        Nie przecze, ze jest to mozliwe.

                        Ale na uczelni nie mam swojej szafy z ciuchami, prysznica itp. Nie mam zamiaru
                        wyruszac z domu przed 6:30... to nie byloby przyjemne przez 90% roku (ciemno,
                        zimno, beznadziejnie) i tak dalej i tak dalej... Co bysmy nie mowili rower jest
                        srednia alternatywa dla auta (w wiekszosci przyadkow).
                      • stefan4 Re: Znak czasów... 04.12.06, 23:58
                        user0001:
                        > 1. To daje dwie godziny wysiłku fizycznego dziennie.

                        Nie daje tyle, Kodem_pl przedramatyzował sytuację. Z Niedźwiednika (to jest
                        dzielnica Gdańska) na uniwerek w Sopocie jest nie więcej niż 12km. Gdyby biegł,
                        to może potrzebowałby godziny ale nie na rowerze. W każdym razie po przejażdżce
                        z prędkością 12km/h na pewno nie zajedzie na miejsce spocony.

                        Myślę, że jego pomyłka bierze się z tego, że mierzył odległość jadąc samochodem.
                        Ulicami samochodowymi jest oczywiście dalej niż naprawdę. W dodatku ulica
                        Słowackiego, która pewnie jechał, należy do najbardziej zapchanych w mieście.
                        Myślę, że przez dużą część dnia bez specjalnej trudności zajechałbym na rowerze
                        na miejsce w Sopocie, zanim on samochodem wyplątałby się z korka jeszcze w Gdańsku.

                        Ale cóż, każda potwora znajduje amatora. Osobnik zakochany w spalinohydzie może
                        godzinami gnić w jej wnętrzu a nie potraktuje serio alternatyw...

                        - Stefan

                        www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                        • kodem_pl Re: Znak czasów... 05.12.06, 15:59
                          Samochodem jest okolo 20 (dolem). Obwodnica 26 o ile pamietam.

                          Problem tylko w tym, ze jadac rowerem rowniez nawdycham sie spalin. Bo od
                          siebie z niedzwiednika wyskocze lasem, ale dalej co? Autem max jade 25 min. I
                          to jest prawdziwy max. Na rondzie de la salle nie jade na slowackiego tylko na
                          potokowa, przebijam sie lasem po polnej drodze i wyjezdzam na partyzantow. Tam
                          chwile stoje na slowackiego, gdy wjade na grunwaldzka jest juz looz blues.
                          Dopiero pod samym sopotem zaczyna sie robic ciasno, bo czesto stoja chlopcy z
                          radarem to kazdy zwalnia. Tak czy owak nie ma tragedii...
                          Gdy byla odwilz jezdzilem obwodnica, bo faktycznie slowackiego to pomyslka (w
                          dol). To juz calkiem przyjemna sprawa. No czasami robilo sie gesto na
                          sopockiej, ale tylko czasami. I oczywiscie tam tez trzeba na psiarnie uwazac;-)

                          Wracajac do tematu: w aucie mam cieplo, gra moja ulubiona muzyka, spokojnie
                          siedze i gdy jest korek przegladam notatki. Spaliny wdycham tak samo jak
                          robilbym to rowerem. Bo przeciez rowerem nie bede jechal droga, ktora na prawde
                          sprawi mi przyjemnosc (aleje nadmorskie) bo wtedy to robi sie calkiem daleko...
                          Na prawde lubie jezdzic rowerem, ale niestety nie jest on zadna alternatywa dla
                          samochodu.

                          Teraz jednak mieszkam w campusie na innym uniwerku i zapomnialem niemal co to
                          korki. Bo auto ruszam 2x w tygodniu. No dobra, troche czesciej, ale staram sie
                          unikac godzin szczytu jesli tylko to mozliwe. Tu niemniej juz w ogole nie
                          wyobrazam sobie roweru jako alternatywy dla auta... ciagle pada i pada i
                          pada... I ten huraganowy wiatr...
      • emes-nju Re: Znak czasów... 04.12.06, 14:46
        stefan4 napisał:

        > No pewnie. Samochody to ślepa uliczka cywilizacji. Teraz to już albo one
        > zniszczą nas albo my je. Mam nadzieję, że raczej my je.


        Trudno sie nie zgodzic :-) Choc jazda, to taka frajda czasem...

        Tylko, ze PRZED wyeliminowaniem samochodow wypadaloby pomyslec nad jakas ROZSADNA alternatywa. Bo wepchniecie calych miast do komunikacji masowej rozwiazaniem nie jest. Niestety... Tym bardziej, ze niektorzy musza jezdzc samochodem w sprawach. Wielu rzeczy nie da sie autobusem/tramwajem/metrem zalatwic - np. przewiesc towaru, do ktorego transportu nie oplaca sie wynajmowac taxi bagazowego czy jej niesamochodowego odpowiednika.
        • stefan4 Re: Znak czasów... 04.12.06, 22:59
          stefan4:
          > Samochody to ślepa uliczka cywilizacji. Teraz to już albo one zniszczą nas
          > albo my je. Mam nadzieję, że raczej my je.

          emes-nju:
          > Tylko, ze PRZED wyeliminowaniem samochodow wypadaloby pomyslec nad jakas
          > ROZSADNA alternatywa. Bo wepchniecie calych miast do komunikacji masowej
          > rozwiazaniem nie jest.

          Nie oczekuj rozsądku na popieprzonej drodze rozwoju ludzkiej syfilizacji. Jest
          dosyć jasne, w co przekształci się samochód, choć być może uznasz te
          przekształcenie za nierozsądne.

          Najpierw rozwiązania drogowe będą coraz drastyczniej ograniczały samodzielność
          kierowcy. Na zatłoczonych drogach będzie musiał jechać za poprzednikiem bez
          żadnego wyprzedzania, kozakowania itp. Wjeżdżasz na autostradę za niebieskim
          Elektrofajterem 2020, jedziesz 120km/h i opuszczasz autostradę za niebieskim
          Elektrofajterem 2020. Każdy inny system niż jazda wytyczonym odgórnie torem z
          wyznaczoną odgórnie prędkością jest bardziej niebezpieczna i ma gorsze skutki
          dla płynności ruchu.

          Potem samochody zostaną wyposażone w urządzenia do automatycznego trzymania się
          drogi. Już obecnie w amerykańskich autach powszechne jest stosowanie
          t.zw. ,,cruise control''
          • emes-nju Re: Znak czasów... 05.12.06, 12:31
            Ciekawe koncepcje i wcale nie mowie nie - prowadzenie auta nie jest moim ulubionym zajeciem choc czasem lubie sie pobawic.

            Z tym, ze mam drobne zastrzezenie. Dopoki automaty nie zdejma z nas calej kontroli, nie chce ich stosowac. Wspomniany przez Ciebie tempomat (cruise contrl) jest wbrew pozorom bardzo niebezpieczny. Jedziesz odprezony, bez nogi na gazie, bez koniecznosci panowania nad czyms innym niz kierownica, a jak cos sie na drodze zaczyna sie dziac, jestes kompletnie niegotowy do dzialania. Wiem co pisze - kiedys jezdzim autem z czym takim. Przestalem tego uzywac po kilku akcjach, ktore mogly sie skonczyc dzwonem - musze hamowac, a nie moge "wybrac" odpowiedniej konczyny do wykonania tego manewru ;-)
    • mejson.e Nastawienie 02.12.06, 14:53
      To zależy od nastawienia.
      Ja zmagam się z korkami dwa razy dziennie, tracąc łącznie ok. trzech godzin na
      dojazdy.
      Alternatywą jest komunikacja zbiorowa, która zabrałaby mi minimum cztery godziny
      mojego czasu.

      Tak więc zbytnio wyboru nie mam.

      Tracę tylko czas, rzadziej nerwy, bo staram się nie generować agresji i nie
      eskalować tej skierowanej przeciwko mnie.
      Ale tak naprawdę rzadko obserwuję złośliwość, coraz częściej jednak wzajemną
      uprzejmość. Bez zrozumienia i wzajemnej uprzejmości wykończylibyśmy się dość szybko.

      I żeby nie było wątpliwości - jeżdżę po Warszawie i okolicach i wbrew pozorom
      wcale nie jeździ mi się tu gorzej niż np w Krakowie - tłok większy, więc i
      myślenie musi być większe...

      Wyluzuj, spojrzyj na swoje dojazdy jak na coś normalnego, a złośliwości innych
      za wyjątek niewarty komentarza.
      I miej zawsze trochę więcej czasu na dojazd niż niezbędne minimum - zapas czasu
      działa ozdrowieńczo na układ nerwowy. ;-)

      Pozdrawiam,
      Mejson --
      Automobil
      Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
      • qw994 Re: Nastawienie 02.12.06, 15:13
        Dzięki za ciepłe słowa, Mejson :)

        Jestem już po prostu zmęczona. Do tego za te codzienne nerwy płacę pieniądze, i
        to niemałe. Ale już niedługo. W pociągu będę mogła poczytać, zdrzemnąć się, a,
        co najważniejsze, koniec ze staniem w korkach.
        • spacecoyote Re: Nastawienie 02.12.06, 21:40
          A ja mieszkam w Anglii, gdzie transport publiczny jest ponizej wszelkiej
          krytyki. Przez pierwszy rok dojezdzalam wszedzie pociagami i autobusami -
          starczy mi tej przyjemnosci do konca zycia! Ciagle opoznienia albo po prostu
          nie pojawiajace sie autobusy i odwolane pociagi, bezsilne stanie na stacji i
          czekanie w nieskonczonosc, koniecznosc dostosowywania planow do rozkladu
          pociagow, dochodzenie na stacje i ze stacji w deszczu, bandy wrzeszczacych
          dzieciakow i dresow, smrod i smieci w pociagach, nastolatki palace papierosy
          albo rzucajace sie sniezkami w autobusach... Teraz stoje w korkach, ale wole to
          100 razy od transportu publicznego. Rano nawet specjalnie wyjezdzam godzine
          wczesniej, zeby ominac korki (w pracy pije kawe i czytam gazete, zanim sie za
          cokolwiek zabiore), ale po poludniu to juz sie nie da. Puszczam sobie muzyke i
          spokojnie jade, juz sie nawet nie denerwuje.
          • Gość: Kodem_PL Re: Nastawienie IP: *.hor.brad.ac.uk 03.12.06, 00:45
            Dokladnie. Kazdy narzekajacy na korki powinien zrobic sobie raz dzien bez
            samochodu:-D Najlepiej w deszczu lub przy mrozie i wietrze...

            Jak mu sie spodoba jazda srodkami komunikacji masowej to ma rozwiazanie
            problemu stania w korkach, w innym przypadku stwierdzi, ze lepiej siedziec w
            swoim autku i sluchac radia niz... tak jak piszesz:-D
            • qw994 Re: Nastawienie 03.12.06, 09:35
              Ja na szczęście mogę jechać pociągiem :)
              • kodem_pl Re: Nastawienie 03.12.06, 16:07
                Jezeli masz to szczescie i pracujesz/mieszkasz w miare blisko dworca (dojscie)
                i w miare daleko dworca (halas) to OK. Wtedy sam jezdzilbym pociagiem (mimo, ze
                ich nie trawie...).
                • Gość: aa Re: Nastawienie IP: 195.205.42.* 04.12.06, 15:09
                  Wiecie co, jak stoję w korkach to wpadam w panikę, że za chwilę złapie mnie
                  biegunka albo parcie na mocz. :))) To chyba jakieś nerwowe:)))) Pozdrawiam
                  • emes-nju Re: Nastawienie 04.12.06, 15:10
                    Widzialem kiedys goscia, ktory kurcgalopkiem biegl do balustrady mostu, na ktorym tkwilismy w calkowitym bezruchu od dlugiego czasu ;-)
                    • Gość: aa Re: Nastawienie IP: 195.205.42.* 04.12.06, 15:46
                      to nie byłem ja, u mnie to typowe nerwowe, jeszcze mi się nie zdarzyło:) Ale
                      wszystko jest możliwe i zdarzyć sie może każdemu. Najgorsze byłoby to, że
                      trzebaby zostawić samochód, a przypadku ruszenia korka zostałby taki zatrąbiany
                      na śmierć:)
                      • spacecoyote Re: Nastawienie 06.12.06, 09:14
                        Sprzedaja specjalne nocniki samochodowe, takie jakby butelki z krysztalkami w
                        srodku, zeby sie nic nie wylalo. Troche podobne do tych plastikowych kaczek,
                        ktore sie w szpitalu stosuje. Spraw sobie, to sie nie bedziesz stresowac.

                        Moj facet ostatnio jechal na rozmowe o prace i ugrzazl w strasznym korku - tak
                        mu sie chcialo siku, ze jeszcze 3 dni potem non-stop o tym gadal.
    • misiania Re: Już nie mogę... 04.12.06, 15:26
      po dwóch latach stania w korku koło Galmoku w W-wie nauczyłam się spokoju i
      pokory za kierownicą. czyli - nie ma tego złego... ;)
      • qw994 Re: Już nie mogę... 04.12.06, 19:50
        No to naprawdę masz stalowe nerwy :) Ja miałam "przyjemność" tylko ze trzy razy
        stać tam w korku.
        • misiania Re: Już nie mogę... 05.12.06, 11:25
          kila razy mogło rzeczywiście denerwować. ale ja musiałam stać w korku pięć razy
          w tygodniu, miesiącami, i po jakimś czasie jazda do pracy zaczęła przypominać
          japońską ceremonię picia herbaty. nastrajała refleksyjnie i filozoficznie ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka