ice_ice
11.10.07, 15:13
Jechałam na 70, przy podwójnej ciągłej, od jakichś 5 km próbował mnie
wyprzedzić jakiś niecierpliwy gościu. Nie szło mu za bardzo, droga w tym
miejscu wąska, z naprzeciwka ciągle samochody, a głupia baba przed nim [ja] za
nic nie chce zjechać na pobocze [też ciągła]. Co i rusz mi podjeżdżał tuż pod
bagażnik. W końcu niemal mu się udało. Wyprysnął z mojej lewej. To znaczy
chciał wyprysnąć. Pech chciał, że w tym momencie jadący przede mną samochód
zwolnił i wrzucił kierunkowskaz w prawo, a ja odruchowo zwolniłam. Dostałam
porządnie w kufer, bo nie dość, że gościu z tyłu mi dołożył, to okręciłam się
i odbiłam od samochodu przede mną - a potem do rowu. Samochód do kasacji :(
Pasy uratowały mi życie, nie dam się przekonać do niezapinania ich. Facet
okazał z lekka pomroczny - 1,7 promila.
Pasy pasami, ale jeśli kiedyś jeszcze zobaczę z tyłu za sobą kogoś, kto
ewidentnie się spieszy, chyba schowam na bok dumę, schowam chęć pouczenia
tego, co za mną i zjadę na bok, niechby nawet na tą ciągłą. Tyle tylko, że
będę pilnować czy tam aby rowerzysty jakiego nie ma.
Wolę być żywa niż dumna.
Sorry, że tak przeżywam, ale dotąd nawet stłuczki nie miałam, nawet rysy na
lakierze, a teraz od razu kasacja samochodu:( Dochodziłam do siebie przez
tydzień ;)