Linie boczne.

05.11.07, 13:16
Pare dni temi niewiele brakowalo, a zaliczylbym krajobraz.

Nie! Nie jechalem za szybko. Nie jechalem z predkoscia niedostosowana do warunkow. To warunki zmienily sie z sekundy na sekunde...

Wchodze w lesny zakret w lewo. Jest ciemno i pada jade wiec dosc wolno. Zza zakretu wyjezdza TIR (widzac odblask jego swiatel na scianie lasu, dosc znacznie zwolnilem) i chyba wszystkimi lampami jakie ma, oslepia mnie dokumentnie. Lini srodkowej na jezdni nie moge obserwowac, a krawedziowej, jak to w Pomrocznej, nie ma. W powodzi swiatla nie widze minimalnego kontrastu pomiedzy mokrym asfaltem, a poboczem wiec je "zaliczam". Nie jechalem szybciej niz 70-80 km/h (jakos jadac po miekkim nie mialem czasu sprawdzic - po powrocie na jezdnie mialem ok. 40 km/h) wiec sie udalo (bardziej zawdzieczam to samochodowi niz umiejetnosciom). Tylko autko mam ublocone jak nieszczescie.

K... mac! Kiedy te zlodziejskie nygusy zaczna SOLIDNIE i BEZPIECZNIE oznakowywac drogi?! Linia wzdluz krawedzi jezdni jest na ruchliwych drogach niezbedna. Najgorsze jest to, ze ta trasa jest systematycznie modernizowana - linie boczne wymalowano jednak tylko na krotkich odcinkach. Reszta linii nie ma. Po co? Jak ktos wyjedzie w krajobraz, to winna bedzie nadmierna/niedostosowana predkosc :-/
    • simon921 Re: Linie boczne. 05.11.07, 13:45
      No właśnie - takie linie powinny być przynajmniej na drogach
      krajowych! Jechałem sobie wczoraj z Wrocławia piątką w kierunku
      Poznania i do szału doprowadzało mnie kilka pierwszych km za
      Wrocławiem. Lało dość mocno, z przeciwka sznur aut, a na drodze brak
      lini bocznych, a dodatkowo środkowa też strasznie wytarta, że o
      koleinach nie wspomnę. I wychodziła jedyna sensowna prędkość na
      drodze krajowej! ok 70km/h!!! No i jazda na zasadzie - zmieszczę się
      na tym zakręcie w drodze, czy akurat nie:/
      • Gość: na zimno Wczoraj wracalem A4 z Gliwic do Niemiec noca IP: *.dip0.t-ipconnect.de 05.11.07, 14:13

        Praktycznie na calej trasie czerwone swiatelka odblaskowe
        na slupkach hektometrycznych sa ledwo widoczne w swiatlach mijania,
        bo na innych nie da sie jechac ze wzgledu na duzy ruch.
        Swiatelka nie sa zablocone, to nie bloto jest przyczyna
        ich "niewidzialnosci", one sa po prostu do d....

        Oznakowanie poziome tez jest mocno sfatygowane.

        Co do swiatelek odblaskowych: takiego badziewia nigdzie poza
        granicami Polski sie nie zobaczy. To g... nie spelnia zadnych
        norm technicznych. Ktos powinien sie tym zainteresowac.
        Przy niekorzystnych warunkach atmosferycznych jest jeszcze gorzej.
        • Gość: wirek Re: Wczoraj wracalem A4 z Gliwic do Niemiec noca IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.07, 14:38
          Może się to da umyć.
          Podobnie powinno sę myć znaki drogowe, klosze sygnalizatorów
          świetlnych.
          Czyżby brak dbałości i wymiana były tańsze dla budżetu?
          pozdr
          • Gość: na zimno Nie da sie umyc. To nie to. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 05.11.07, 15:54

            Kiedys zaparkowalem na parkingu na A4. Z ciekawosci podszedlem do
            slupka hektometrowego aby obejrzec sobie "ten wynalazek" czyli
            swiatelko odblaskowe.

            To jest problem technologii wykonania i w konsekwencji wlasnosci
            optycznych. Po prostu tandeta. Moj junior ma lepsze w rowerku.



            • emes-nju Re: Nie da sie umyc. To nie to. 05.11.07, 16:06
              Wszystko przez to, ze Cena Czyni Cuda. Jak najtanie, byle jak, bo jakby cos, to zawze winny jest kierowca, bo przekroczyl/niedostosowal :-/ A cuda polegaja na tym, ze na tych duktach zabija sie tylko male miasteczko roczne!

              Jechales DO Niemiec. Znacznie bardziej spektakularny jest powrot z kazdego kraju (z wyjatkiem tych na wschod) do Polski. Czlowiek nagle przestaje widziec droge!
              • Gość: na zimno Sam piszesz, ze drog u nas nie ma. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 05.11.07, 16:23

                Wiec, jesli ich nie ma, to ich nie mozesz widziec!

                A teraz powaznie:

                Piszesz:
                > Wszystko przez to, ze Cena Czyni Cuda.

                Jeden taki, calkiem niedawno, obiecal cud.
                No to do gory glowa!

                (obaj maja cos z kaczora, jeden imie, a drugi nazwisko)

                pzdr
                • emes-nju Re: Sam piszesz, ze drog u nas nie ma. 05.11.07, 16:28
                  Drogowe cuda z najwyzszych wladz partyjnych i panstwowych mam w... glebokim powazaniu - drogi organizuje (dezorganizuje) u nas, przesiakniety bolszewizmem i bojaznia o stolek, sredni i niski urzedas malo zalezny od partyjnego rozdania :-/

                  A co do cudow na wieksza skale. Pozywiom, uwidim. Bardzo chcialby "uwidziec" ;-)
    • tiges_wiz Re: Linie boczne. 05.11.07, 14:20
      heh .. ja kiedys po starej drodze z Gliwic do Wrocka jechalem :D .. i tam
      namalowali linie. .. mgla byla i tak wpatruje sie w boczna, bo srodkowej nie
      bylo i malo w pole nie wjechalem ... bo zamiast prze wjezdzie na pole zrobic ja
      dalej prosto, tylko przerywana, to je zawineli :D
      • emes-nju Re: Linie boczne. 05.11.07, 14:29
        Numer z skrecaniem razem z linia na jezdni jest stary jak swiat ;-D W ilu to komediach go cwiczono...

        Ale jednak wolalbym, zeby te linie byly. Prawidlowo namalowane!
    • rapid130 Re: Linie boczne. 05.11.07, 18:48
      emes-nju napisał:

      > Pare dni temi niewiele brakowalo, a zaliczylbym krajobraz.

      Ja też, skoro już odreagowujemy.
      I to też był realny air-miss.

      Ale to nie droga zawiniła, tylko inny "gienialny" kierowca.

      Leciałem sobie ładną, prostą drogą wojewódzką, standardowo szeroką
      (chyba 6 metrów), bez poboczy. Piękny pogodny późny wieczór, plus
      super widoczność, plus przyzwoicie świecące reflektory w Pipidówce.

      Z naprzeciwka jechał rower mrugający z przodu niebieską lampką.
      Z daleka było go pięknie widac.
      Dogonił go samochód. Gość w aucie najpierw zwolnił, a potem zrobił
      coś co mnie po prostu rozłożyło na łopatki. Jak kop w...

      Gdy dzieliło nas może 30 metrów, a ja miałem na liczniku 85-90 km/h,
      wykonał nagłą woltę. :O
      Skoczył na moją stronę jezdnią niemal połową szerokości auta.
      Przypuszczam, że w porę nie zauważył rowerzysty. :/ Może jednoślad
      nie miał tylnej lampy?

      Niestety (chociaż częściej stety) zwyczajowo jeżdżę dość blisko osi
      środkowej. Nie pamiętam, żebym kiedyś widział przedni narożnik
      cudzego samochodu, oświetlony moim lewym reflektorem...

      Autentycznie sprężyłem się przed [wydawało się] nieuchronnym
      uderzeniem. Dlatego odruchowa wolta wyszła mi mało płynnie, koślawo
      i grubociosano ;) Myk - gwałtowny skok w lewo, prawe koła
      niebezpiecznie zabalansowały na krawędzi asfaltu, myk - powrót na
      swój tor jazdy.
      Pffff.... Wyszło!
      Kwiecista wiązanka dla odreagowania.

      I po chwili cicha satysfakcja z jednej rzeczy.
      Wcale nie z udanego manewru, bo to był po trosze fuks, po trosze
      nagroda za dobrą koncentrację za kierownicą.
      To była satysfakcja z mojej przezorności.
      Akurat przed tym wyjazdem sprawdziłem ciśnienie powietrza w oponach.
      Wszędzie było 0,3 kg/cm za mało, bo w ciągu paru dni temperatura
      siadła z 15-20 na 5 stopni.

      Ciekawe, czy Pipidówka utrzymałaby się na drodze na lekko
      niedopompowanych laczkach?
    • habudzik Re: Linie boczne. 05.11.07, 22:59
      emes-nju napisał:

      Reszta linii nie ma. Po co? Jak k
      > tos wyjedzie w krajobraz, to winna bedzie nadmierna/niedostosowana predkosc :-/

      Dokładnie tak , masz racje . Skoro bowiem nie ma linii to znak że należy zwolnić
      ( bo h... wie co Cię czeka ) a nie pyspieszać . To że linie powinny być to już
      inna sprawa ale Ty powinieneś ZWOLNIC . Tak samo tłumaczą się kierowcy "...no
      qźwa nie widziałem tego..." . Skoro nie widział to nie mógł jechać a zrobił to
      wiec jechał w ciemno . Nawet dzieci w przedszkolu wiedzą ( poza Klemensem1 ) że
      tłumaczyć się też trzeba umieć a kłamstwo ma bardzo krótkie nogi .
      • Gość: :))) Re: Linie boczne. IP: *.acn.waw.pl 06.11.07, 08:08
        habudzik napisał: (...)Tak samo tłumaczą się kierowcy "...no
        > qźwa nie widziałem tego..." . Skoro nie widział to nie mógł jechać
        a zrobił to wiec jechał w ciemno . (...)

        Z logiki pała, ale generalnie masz rację - ten kraj jest tak
        bałaganiarsko niecywilizowany, że na drodze należy spodziewać się
        wszystkiego, jak w Zambii czy innym interiorze. I dlatego tak mnie
        niepokoją doniesienia z frontu ideologizowania, zagłupiania i
        katolicyzowania kraju a brak doniesień o dochodzeniu do cywilizacji.
        Poparcie dla tak niebezpiecznego dla kraju idioty jak Kaczyński, na
        poziomie 30% jest straszne. Pogarda dla edukacji przynosi owoce.
        • Gość: Poll Re: Linie boczne. IP: *.tvp.pl 06.11.07, 08:38
          A za koklusz i gradobicie Kaczor też odpowioada ?
      • emes-nju Re: Linie boczne. 06.11.07, 09:53
        habudzik napisał:

        > emes-nju napisał:
        >
        > Reszta linii nie ma. Po co? Jak ktos wyjedzie w krajobraz, to
        > winna bedzie nadmierna/niedostosowana predkosc :-/
        >
        > Dokładnie tak , masz racje . Skoro bowiem nie ma linii to znak że
        > należy zwolnić ( bo h... wie co Cię czeka ) a nie pyspieszać .

        Eeeee... Ale... Hm... Przeczytales Ty post, na ktory odpowiadasz? Bo
        wiesz... ja WYRAZNIE napisalem, ze widzac swiatla jakiegos auta
        zwolnilem przed zakretem. Oczywiscie nie bylem wrozka i nie
        przewidzialem tego, ze kierowca TIRa z jakichs powodow nie zmieni
        swiatel i zwolnilem za malo, zeby "bezpiecznie" :-P odwiedzic
        krajobraz. Bo odwiedzilbym go praktycznie przy kazdej predkosci
        innej od zera. Powiedz mi teraz, mundralinski, do jakiej predkosci
        mialem zwolnic?

        I... No... Mam prosbe! Rozwiej moje watpliwosci... Bo wiesz...
        Wyobraz sobie opisana w pierwszym poscie sytuacje zmodyfikowana o
        to, ze TIR oprocz oslepienia mnie, zjechal na moj pas wypychajac
        mnie z drogi. Jaka predkosc mam zachowac PRZED zakretem, bo taka
        sytuacja moze sie zdarzyc, a nie chcialbym, moj guru od
        bezpieczentwa, byc uznanym przez Ciebie za winnego, bo nie
        dostosowalem predkosci do warunkow. MINUS 70 km/h, zeby uciec jadac
        do tylu? Nie wiem czy na wstecznym tyle uciagne... :-P :-D

        Ty naprawde boisz sie jezdzic...
        • habudzik Re: Linie boczne. 06.11.07, 11:52
          emes-nju napisał:

          > Eeeee... Ale... Hm... Przeczytales Ty post, na ktory odpowiadasz?
          Bo
          > wiesz... ja WYRAZNIE napisalem, ze widzac swiatla jakiegos auta
          > zwolnilem przed zakretem. Oczywiscie nie bylem wrozka i nie
          > przewidzialem tego, ze kierowca TIRa z jakichs powodow nie zmieni
          > swiatel i zwolnilem za malo, zeby "bezpiecznie"

          A co miały do tego linie boczne bedące tematem wątku ?




          > I... No... Mam prosbe! Rozwiej moje watpliwosci... Bo wiesz...
          > Wyobraz sobie opisana w pierwszym poscie sytuacje zmodyfikowana o
          > to, ze TIR oprocz oslepienia mnie, zjechal na moj pas wypychajac
          > mnie z drogi.

          I jaki zwiazek miały z tym linie boczne bedące tematem wątku ???Jak
          by były to tir by nie zjechał czy Ciebie by nie zniosło na
          krajobraz ? Ni rozumiem
          • emes-nju Re: Linie boczne. 06.11.07, 11:57
            habudzik napisał:

            > Ni rozumiem

            Wiem :-D
            • habudzik Re: Linie boczne. 06.11.07, 14:32
              Nie wiesz . Nie rozumiem co maja linie boczne do tego że tir zepchał
              Cię w krajobraz ?
              • kozak-na-koniu Re: Linie boczne. 06.11.07, 14:49
                Jak dorośniesz, zrobisz prawo jazdy i zaczniesz samodzielnie
                jeździć, to się dowiesz.
                • Gość: Poll Re: Linie boczne. IP: *.tvp.pl 06.11.07, 14:52
                  Jestes jego adwokatem ? W naturze Ci płaci ?
                  On sam potrafi lub nie odpowiedziec na proste pytanie .
                • emes-nju Re: Linie boczne. 07.11.07, 16:25
                  kozak-na-koniu napisał:

                  > Jak dorośniesz, zrobisz prawo jazdy

                  Czasem odnosze wrazenie, ze Habudzik/Poll jest osoba w mocno srednim wieku. Te skrystalizowane poglady rodem z glebokiego, wrecz gomulkowskiego PRLu...

                  Czy posiada PJ nie wiem. Wiem jedno - na drodze byl/jest/bedzie skrajnie niebezpieczny, bo "mysli" komunalami i wyswiechtanymi frazesami.
                  • Gość: :))) Re: Linie boczne. IP: *.acn.waw.pl 08.11.07, 13:04
                    emes-nju napisał: > Czy posiada PJ nie wiem. Wiem jedno - na drodze
                    byl/jest/bedzie skrajnie niebez
                    > pieczny, bo "mysli" komunalami i wyswiechtanymi frazesami.

                    Tutaj pod blokiem jest duży parking "społeczny". Miejsca na nim
                    okupują miejscowi emeryci i renciści. Parking wygląda jak świecące
                    muzeum: pysznią się na nim Lanosy, wiekowe Polonezy i nie młodsze
                    Escorty czy inne Corsy. Kiedyś podsłyszałem dyskusję panów zajętych
                    deliberowaniem dlaczego nieużywany od miesięcy Polonez nie odpala.
                    Pośród wielu wątków były też utyskiwania na ruch drogowy i wariatów
                    jeżdżących szybciej niż Polonez na dwójce czy ruszających
                    natychmiast po zapaleniu zielonego, jakby im się spieszyło!
                    Oburzające :))) Ci panowie reprezentowali taki "bezpieczny" trend na
                    drodze: wszędzie progi, fotoradary, zwęzić drogi, postawić wysepki i
                    paliki a generalnie zabronić wjeżdżania i parkowania...
    • naprawdetrzezwy Problemy z logiką? Od dawna? ;>>> 06.11.07, 10:13
      "Nie jechalem z predkoscia niedostosowana do warunkow. To warunki zmienily sie z
      sekundy na sekunde..."

      Jeśli warunki się zmieniły, to prędkość już nie była do nich dostosowana.
      • emes-nju Re: Problemy z logiką? Od dawna? ;>>> 06.11.07, 10:16
        A ja tego nie przewidzialem... Kiepawy jestem :-(

        Habudzikowi/Polowi zadalem juz pytanie jaka bylaby bezpieczna
        predkosc. Oczywiscie chce odpowiedzi niejako zza kierownicy, a nie
        PO FAKCIE zza monitora :-P
        • habudzik Re: Problemy z logiką? Od dawna? ;>>> 07.11.07, 12:32
          emes-nju napisał:

          > A ja tego nie przewidzialem...

          No niestety nie przewidziałeś i wielu by nie przewidziało dlatego powinni zwolnić .


          > Habudzikowi/Polowi zadalem juz pytanie jaka bylaby bezpieczna
          > predkosc.

          Nie wiem jak by była bo nie znam sytuacji ale założyłeś wątek ośmieszający
          drogowców bo nie namalowali linii bocznych ( a powinni to fakt ) a opisałeś
          sytuacjie nie związaną z ich brakiem . Po co , pytam ? Przecież doprecyzowałeś
          że rozpędzony tir oślepił i zepchnął Cię w krajobraz a co miały do tego boczne
          linie których notabene w Europie też często nie ma ????????

          • emes-nju Re: Problemy z logiką? Od dawna? ;>>> 07.11.07, 13:11
            habudzik napisał:

            > emes-nju napisał:
            >
            > > A ja tego nie przewidzialem...
            >
            > No niestety nie przewidziałeś i wielu by nie przewidziało dlatego
            > powinni zwolnić .

            O ile?! Kiedy?!

            Dokladne recepty dla kretyna, ktorym mam prawo byc, albo uznajemy, ze jakosc drogi (CALEJ - nie tylko nawierzchni) ma bardzo duzy wplyw na bezpieczenstwo!

            > > Habudzikowi/Polowi zadalem juz pytanie jaka bylaby bezpieczna
            > > predkosc.
            >
            > Nie wiem jak by była bo nie znam sytuacji ale założyłeś wątek
            > ośmieszający drogowców bo nie namalowali linii bocznych ( a powinni
            > to fakt )

            Mnie tam to nie smieszy wiec nikogo nie osmieszam.

            Raczej probuje NORMALNIE myslacych natchnac mysla, ze w majestecie prawa, za NASZE ciezkie pieniadze NASZE panstwo robi nas w ch..., a pozniej jeszcze nas, kierowcow, pietnuje (i karze) jako nieodpowiedzialnych kretynow.

            Jeszcze raz, bo jestem kretynem. O ile (PRECYZYJNIE) mam zwolnic przez zakretem w lesie jezeli widze, ze za zakretem COS jedzie? Nie wiem czy to TIR, nie wiem, ze nie zmieni swiatlel i oslepi mnie tak, ze zle ocenie luk drogi. O ile mam zwolnic, zeby po calkowitym oslepieniu uniknac odwiedzenia pobocza na zakrecie?

            Moze latwiej Ci bedzie napisac o ile Ty bys zwolnil? A mi wtedy bardzo latwo, z wysoce komfortowego fotela przy komputerze, bedzie latwo ocenic czy wystarczajaco, czy nie :-P :-D Czekam :-)

            > Przecież doprecyzowałeś że rozpędzony tir oślepił i zepchnął Cię w
            > krajobraz

            Jednak nie rozumiesz tekstu...

            Nie napisalem, ze TIR byl rozpedzony. Nie wiem z jaka jechal predkoscia.

            Nie napisalem tez, ze TIR wypchnal mnie z jedni. Sam z tej jezdni wyjechalem, bo jej nie widzialem, a byl zakret. Zadalem Ci natomiast pytanie o ile powinienem zwolnic przewidujac calkiem mozliwa sytuacje, ze TIR mnie z jezdni moze wypchnac :-P Odpowiedzi tez sie, jak zawsze, nie doczekalem.

            > boczne linie których notabene w Europie też często nie ma ????????

            Hm... Naprawde? My ciagle po innych zagranicach jezdzimy... Owszem linii bocznych za granica CZASEM nie ma na drogach lokalnych - na innych, w NORMALNYCH krajach, sa. Widoczne. I skoro sa, to chyba ktos uznal, ze czemus sluza. Np. kierowcom :-P Tylko do czego...? Moze, zeby lepiej widzieli droge w KAZDEJ sytuacji, i zeby mniej bylo wypadkow polegajacych na zwyklym, glupim wyjechaniu w krajobraz po zahaczeniu o pobocze, ktore niewiele (w nocy i w czasie deszczu) rozni sie kolorem od jezdni.
            • habudzik Re: Problemy z logiką? Od dawna? ;>>> 07.11.07, 13:55
              emes-nju napisał:

              > habudzik napisał:

              > O ile?! Kiedy?!

              Nie wiem o ile i kiedy wiem że powienieneś zwolnić . Nie wiem dlatego że nie zam
              ani drogi ani samochodu ani Twoich umiejetności .





              > > Nie wiem jak by była bo nie znam sytuacji ale założyłeś wątek

              > Mnie tam to nie smieszy wiec nikogo nie osmieszam.

              Osmieszasz bo wytykasz im błędy nie majace wpływu na opisana sytuacje .


              >
              > Raczej probuje NORMALNIE myslacych natchnac mysla, ze w majestecie prawa, za NA
              > SZE ciezkie pieniadze NASZE panstwo robi nas w ch..., a pozniej jeszcze nas, ki
              > erowcow, pietnuje (i karze) jako nieodpowiedzialnych kretynow.

              Bo nimi jesteśmy . Jedziesz w nocy , nie widzisz linii bocznej bo jej nie ma ,
              wiesz że zza zakrętu zaraz cos wyleci ( może wielki samochód z balami drzew
              które na zakręcie moga spaść ) świeci wszystkimi światłami jakie ma byćmoże po
              to by ostrzeć idiote z przeciwka że nawaliły mu hamulce a mimo to Ty jedziesz
              zbyt szybko o czym się chwile później przekonujesz na własnej skórze . Zbyt
              szybko bo max . dozwolona tam predkość to 90km/h ( jeśli nie mniej ) a Ty w
              mroku , słabej widoczności na śliskim i mokrym jedziesz 80km/h . No to jak ma
              Cię nasze państwo postrzegać inaczej niż jako kretyna .




              >
              > Jeszcze raz, bo jestem kretynem. O ile (PRECYZYJNIE) mam zwolnic przez zakretem
              > w lesie jezeli widze, ze za zakretem COS jedzie?

              Z Twojej opowieści wynika że jesteś i powinieneś zwolnić o ok. 40km/h czyli do
              40km/h




              .
              >
              > Nie napisalem, ze TIR byl rozpedzony. Nie wiem z jaka jechal predkoscia.

              No to stał sobie może .


              >
              > Nie napisalem tez, ze TIR wypchnal mnie z jedni. Sam z tej jezdni wyjechalem, b
              > o jej nie widzialem, a byl zakret.

              Ależ napisałeś dokładnie tak : " zjechal na moj pas wypychajac
              mnie z drogi. " . Rzeczywiście wypchnął Cię z drogi a nie z jezdni - pomyliłem
              się , przepraszam .





              Zadalem Ci natomiast pytanie o ile powiniene
              > m zwolnic przewidujac calkiem mozliwa sytuacje, ze TIR mnie z jezdni moze wypch
              > nac :-P Odpowiedzi tez sie, jak zawsze, nie doczekalem.

              Powinieneś z 80 zwolnić do 40 czyli do tylu ile miałeś wracając na jezdznie ,
              przepraszam na droge .




              > > boczne linie których notabene w Europie też często nie ma ????????
              >
              > Hm... Naprawde?


              Tak , naprawde , czesto ich nie ma a zwłaszcza w Alpach gdy jedziesz ocierajac
              się lusterkami o skały .

              • emes-nju Jak zawsze - unik... 07.11.07, 14:52
                habudzik napisał:

                > emes-nju napisał:
                >
                > > habudzik napisał:
                >
                > > O ile?! Kiedy?!
                >
                > Nie wiem o ile i kiedy wiem że powienieneś zwolnić . Nie wiem
                > dlatego że nie zam ani drogi ani samochodu ani Twoich umiejetności.

                To skad wiesz, ze zwolnilem za malo? Oczywiscie jak na standardowe i PRZEWIDYWALNE warunki.

                A moze to, ze po zahaczeniu o pobocze, NIE odwiedzilem krajobrazu swiadczy o tym, ze predkosc dostosowalem fantastycznie? W koncu warunki z normalnych nagle zmienily sie w mocno nienormalne i zyje...

                Nie wiesz, a piszesz kocopaly.

                > Osmieszasz bo wytykasz im błędy nie majace wpływu na opisana
                > sytuacje .

                Wytykanie czyichs bledow i zaniedban ZDECYDOWANIE nie miesci sie w kategorii osmieszanie. Szczegolnie dlatego, ze te bledy i zaniedbania moga (nie musza) skonczyc sie nieszczeciem.

                > > NASZE panstwo robi nas w ch..., a pozniej jeszcze nas,
                > > kierowcow, pietnuje (i karze) jako nieodpowiedzialnych kretynow.
                >
                > Bo nimi jesteśmy .

                Pisz za siebie, z laski swojej! :-) Ja na przyklad jestem odpowiedzialny na tyle, ze nie boje sie opisywac swoich bledow lub podbramkowych sytuacji, zdajac sobie sprawe, ze natychmiast "loza recenzentow" (ktorzy nigdy nic od siebie nie napisza, a tylko krytykuja i pouczaja) zacznie sie nade mna pastwic :-) Z poczucia odpowiedzalnosci pisze to, zeby inni mogli skorzystac z moich doswiadczen.

                A kretynem nie jestem - bez wyjasnien dlaczego, bo i tak nie pojmiesz.

                > Jedziesz w nocy , nie widzisz linii bocznej bo jej nie ma ,
                > wiesz że zza zakrętu zaraz cos wyleci ( może wielki samochód z
                > balami drzew które na zakręcie moga spaść ) świeci wszystkimi
                > światłami jakie ma byćmoże po to by ostrzeć idiote z przeciwka że
                > nawaliły mu hamulce a mimo to Ty jedziesz zbyt szybko o czym się
                > chwile później przekonujesz na własnej skórze .

                Zadalem Ci juz pytanie jak mam sie zachowac gdy TUZ PRZED zakretem widze swiatla jadacego z przeciwka i wiecej NIC nie wiem? Zatrzymac sie, wysiasc, uciekac? Dokad? W lewo? W prawo? A moze probowac zawrocic? A moze na wstecznym? Z takimi swiatlami za zakretem nic nie wiadomo. Ty wiesz i wytykasz mi bledy, wiec domagam sie PRECYZYJNEJ odpowiedzi na jak mam sie zachowac WIDZAC WYLACZNIE SWIATLA za zakretem drogi w lesie (to, ze ktos przed zakretem jedzie na drogowych o NICZYM, oprocz tego, ze chce widziec droge przed soba, nie swiadczy).

                > Zbyt szybko bo max . dozwolona tam predkość to 90km/h ( jeśli nie
                > mniej ) a Ty w mroku , słabej widoczności na śliskim i mokrym
                > jedziesz 80km/h .

                Czy ja gdzies napisalem, ze bylo slisko...? Nie... Nie napisalem, a Ty sobie to wymysliles.

                70-80 km/h na TAKIM mokrym zakrecie, to na NORMALNE "mokre" warunki jest, jak dla mnie, malo. Z innych zakretow przedtem i potem nie wyskoczylem jadac szybciej...

                Predkosc mamy zatem z glowy - skoro na innych zakretach nie wylecialem z drogi, to znaczy, ze nie jechalem za szybko, jak na NORMALNE i PRZEWYDYWALNE warunki. Nie predkosc byla przyczyna wypadniecia z drogi (choc policja tak by to oczywiscie okreslila... Zgodnie z prawda oczywsicie - przeciez gdybym nie jechal, to bym z drogi nie wyjechal :-P ) tylko to, ze przez dluzszy czas w ogole nie widzialem ZAKRECAJACEJ drogi.

                > No to jak ma Cię nasze państwo postrzegać inaczej niż jako kretyna

                Oszlales?! Panuj nad soba!

                > Z Twojej opowieści wynika że jesteś i powinieneś zwolnić o ok.
                > 40km/h czyli do 40km/h

                NO!!! Wreszcie! :-)

                Siedze wygodnie w fotelu i zaczynam sie mondrzyc jak Ty.

                40 km/h to ponad 11 m/s. Dla wyjasnienia, jakbys nie zrozumial - moje auto w ciagu JEDNEJ sekundy przejezdza ponad 11 m. To ok. dwie i pol dlugosci mojego auta. Spoznienie zakretu o dwie i pol dlugosci samochodu moze skonczyc sie zahaczeniem o pobocze. A, po poteznym oslepieniu, "slepy" na bardzo male kontrasty pomiedzy mokrym asfaltem, a mokra ziemia bylem dluzej niz 1 sekunde :-) Wynika z tego, ze 40 km/h, to ZDECYDOWANIE za szybko. Pudlo, panie wszechwiedzacy zza monitora :-D

                > Nie napisalem tez, ze TIR wypchnal mnie z jedni.

                > Ależ napisałeś dokładnie tak : " zjechal na moj pas wypychajac
                > mnie z drogi. " .

                Pysiaczku! Gdzie ja to napisalem?


                A o LOKALNYCH drogach w Alpach nie pisz mi porownujac je do polskich drog wojewodzkich na rowninnym i pieknym jak z bajki Mazowszu.
                • habudzik Re: Jak zawsze - unik... 07.11.07, 15:23
                  emes-nju napisał:


                  > To skad wiesz, ze zwolnilem za malo? Oczywiscie jak na standardowe i PRZEWIDYWA
                  > LNE warunki.

                  Wiem że jechałeś 80km/h w miejscu gdzie nie powinieneś tyle jechać bo
                  administracyjny zakaz jest jechać tam 90km/h ale w doskonałych warunkach . Było
                  mokro a wiec i ślisko , było ciemno , i był zakręt z nieprzewidywalnym jego
                  zakończeniem .



                  > A moze to, ze po zahaczeniu o pobocze, NIE odwiedzilem krajobrazu swiadczy o ty
                  > m, ze predkosc dostosowalem fantastycznie? W koncu warunki z normalnych nagle z
                  > mienily sie w mocno nienormalne i zyje...

                  Nie były to normalne warunki : ciemno , mokro , nieznana droga , nieznany zakret
                  , bliżej nieokreślony pojazd na drogowych co oznacza że należało się spodziewać
                  iż Cię może oślepić . Słowem kilka jeśli nie kilkanaście niewiadomych to nie sa
                  warunki normalne to są warunki bliskie ekstremalnym a Ty w najlepsze 80km/h .



                  >
                  > > Osmieszasz bo wytykasz im błędy nie majace wpływu na opisana
                  > > sytuacje .
                  >
                  > Wytykanie czyichs bledow i zaniedban ZDECYDOWANIE nie miesci sie w kategorii os
                  > mieszanie.

                  Mieści się i to dobrze skoro te błędy nie przyczyniły się do zaistniałej
                  sytuacji a przyczyniły się do niej Twoje podstawowe błędy i bezmyślność .


                  > Pisz za siebie, z laski swojej! :-) Ja na przyklad jestem odpowiedzialny na tyl
                  > e, ze nie boje sie opisywac swoich bledow lub podbramkowych sytuacji,

                  Ja też się nie boje opisywać swoich błedów czy podbramkowych sytuacji ale nie
                  zwalam winy na boczne linie wtedy gdy przekraczając dozwolona lub rozsądną
                  prędkość wypadam z drogi .



                  > Zadalem Ci juz pytanie jak mam sie zachowac gdy TUZ PRZED zakretem widze swiatl
                  > a jadacego z przeciwka i wiecej NIC nie wiem?

                  Zwolnić z 80km/h do 40km/h lub do 20km/h a światła nie widziałeś tuż przed
                  zakrętem tylko wcześniej bo drogowe maja spory zasięg a zwłaszcza szperacze na
                  kabinie tira pięknie oświetliły Ci ściane lasu .



                  >
                  > > Zbyt szybko bo max . dozwolona tam predkość to 90km/h ( jeśli nie
                  > > mniej ) a Ty w mroku , słabej widoczności na śliskim i mokrym
                  > > jedziesz 80km/h .
                  >
                  > Czy ja gdzies napisalem, ze bylo slisko...?

                  Tak , bo napisałeś że było mokro i błotniste pobocze czy jakoś tak , miałeś
                  ubłocony samochód i nie mogłeś dokładnie sprawdzić prędkości jadąc po miekkim .



                  > > Nie napisalem tez, ze TIR wypchnal mnie z jedni.



                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=510&w=71537485&a=71580592
                  Tu pisałeś o hipotetycznej takie sytuacji i gdyby się wydarzyła tez byś ja tak
                  opisał





                  > A o LOKALNYCH drogach w Alpach nie pisz mi porownujac je do polskich drog wojew
                  > odzkich na rowninnym i pieknym jak z bajki Mazowszu.


                  Nie pisałem o lokalnych drogach tylko o nacjonalkach . Tam też panują takie
                  warunki a nawet gorsze , tez nie ma linii bocznych i tez zza ciasniejszego
                  zakrętu może wyjechać ktoś kto oślepi Cie światłami . Tyle że tam nikt o
                  zdrowych zmysłach nie pojedzie 80km/h w taką pogode bo nie ma pobocza tylko
                  przepaść .


                  • emes-nju Nie brnij... 07.11.07, 15:38
                    Z 20 km/h tez, z pozycji przed monitorem, latwo sie rozprawie.

                    Piszesz glupoty nie majace NIC wspolnego z praktyka.
                    • habudzik Re: Nie brnij... 07.11.07, 15:44
                      Opisana przez Ciebie sytuacje interpretuje tylko .Jechałeś 80km/h w miejscu i w
                      warunkach w jakich jechać nie powinieneś a winę za ubrudzenie auta zwalasz na
                      brak linii bocznych .
                      Kiedyś facetowi spadła z suwnicy 1,5 tonowa płyta na łeb a komisja obwiniła
                      kierownika budowy że pracownik nie miał kasku ochronnego i butów z "żabami"
                      • emes-nju Re: Nie brnij... 07.11.07, 16:10
                        habudzik napisał:

                        > Opisana przez Ciebie sytuacje interpretuje tylko .Jechałeś 80km/h w
                        > miejscu i w warunkach w jakich jechać nie powinieneś a winę za
                        > ubrudzenie auta zwalasz na brak linii bocznych .

                        Ciagle chce recepty na 100% sukces, a Ty mi jej nie dajesz. Z 40 km/h juz sie rozprawilem... Skutecznie :-) Jezeli uwazasz, ze jest inaczej, to zamknij oczy tylko na 2 sekundy i sprobuj wejsc w zakret jadac 40 km/h. Tylko najpierw zrob PJ :-D

                        Chce tez wiedziec jak odroznic "niebezpieczny" poblask czyichs swiatel za zakretem od bezpiecznego, czyli takiego, ktory jadac spotykam bardzo czesto i nic sie nie dzieje :-P

                        Bo w to, ze kazde swiatla maja zmuszac mnie do szukania drogi ucieczki (bo kolo moglo mu sie urwac, bo ladunek spasc na zakrecie, bo zasnal, bo...) jakos nie wierze. Zbyt dlugo jezdze i wciaz zyje :-P A jak zdarzy sie cos nieprzewidywalnego, to zgine i powieksze statystyke tych, co jechali za szybko, bo nie przewidzieli tego, ze za kierownica TIRa siedzial maniakalny zabojca (ktorego nie ujeto, bo przeciez winnym zajscia byl jadacy za szybko kierowca osobowki :-P ).

                        > Kiedyś facetowi spadła z suwnicy 1,5 tonowa płyta na łeb a komisja
                        > obwiniła kierownika budowy że pracownik nie miał kasku ochronnego i
                        > butów z "żabami"

                        O! Wypisz wymaluj policyjny raport! Bolszewizm, szukajacy winnych nie tam gdzie trzeba, ma sie mocno. I dziwic sie trudno - takich jak Ty nie brakuje... :-(
                        • habudzik Re: Nie brnij... 07.11.07, 18:00
                          Sukcesu w 100% nie da się uzyskac ani w Polsce ani gdzie indziej na świecie ale
                          w opisanym przez Ciebie przypadku zwolnienie z nieprawidłowych 80km/h do
                          bardziej niż rozsądnych 40km/h lub nawet jeśli trzeba do 20km/h znacznie
                          podwyższyłoby Twoje szanse na unikniecie pobocza a nawet w przypadku gdyby Ci
                          się nie udało uniknąć to skutki byłby o wiele łagodniejsze . I o to chodzi by
                          zmniejszać do minimum ryzyko a nie całkowicie je wyeliminować bo zwyczajnie tego
                          nie da się zrobić .
                          Mając doświadczenie za kierownica takie jak ja czyli 20 letnie powinieneś bez
                          trudu odróżnić światła mijania od zapalonych wszystkich na tirze świateł
                          włącznie ze szperaczami . Skoro widać że za zakrętem jedzie coś na drogowych a
                          widać doskonale to znaczy że kierowcy tego auta albo spierniczył się wyłącznik
                          albo słabą ma widoczność a co za tym idzie Ty też masz słabą widoczność .
                          Jesteś dziwny . Sam opisałeś sytuacje w której niemal książkowo pokazałeś jak
                          nie powinno się jeździć ( 10 niewiadomych , mizerna widoczność a Ty wpadasz w
                          niebezpieczny zakręt po znacznym zwolnieniu 80km/h ) a teraz próbujesz z tego
                          głupio wybrnąć .
                        • habudzik Re: Nie brnij... 07.11.07, 18:02
                          Jak ktoś tu na forum zada pytanie : jak wygląda niedostosowanie prędkości do
                          warunków panujących na drodze to można Twój opis podać jako słownikowy przykład
                          bezmyślności doświadczonego kierowcy z 20-to letnim stażem .
                          • emes-nju Bijesz wszelkie rekordy! :-D n/t 07.11.07, 18:12


                            • habudzik Re: Bijesz wszelkie rekordy! :-D n/t 07.11.07, 18:21
                              Ty już je pobiłeś . Jak można było ciemną nocą , gdy jest mokro i ślisko , przez
                              las , nieznaną drogą jechać po niebezpiecznym zakręcie aż 80km/h ??? To mi się w
                              głowie nie zmieściło i teraz leży obok mnie .
                              • emes-nju Re: Bijesz wszelkie rekordy! :-D n/t 07.11.07, 18:29
                                habudzik napisał:

                                > Jak można było ciemną nocą , gdy jest mokro i ślisko , przez
                                > las , nieznaną drogą

                                Znana. Bardzo dobrze znana, co wcale nie znaczy, ze potrafie nia jechac nie widzac zakretow ;-)

                                > jechać po niebezpiecznym zakręcie aż 80km/h ???

                                Zakret byl na 100-120 km/h. Przynajmniej dla mnie i mojego auta (co nie znaczy, ze tyle bym po nim jechal - w odroznieniu od Ciebie raczej przestrzegam przepisow). Zwolnilem do 70-80 km/h widzac, ze cos jedzie z przeciwka.

                                Jest mi szalenie przykro, ze nie jestem miszczem prostej, ktory na w Warszawie na Lopuszanskiej osiaga KOMPLETNIE KRETYNSKIE 120 km/h (pisales, ze tak robisz...), a popuszcza w gatki przed kazdym zakretem w lesie i proponuje wszytkim jazde po nim 20-40 km/h.

                                > To mi się w głowie nie zmieściło i teraz leży obok mnie .

                                Zawsze podejrzewalem, ze jest ciasnawa... :-D
                                • habudzik Re: Bijesz wszelkie rekordy! :-D n/t 07.11.07, 19:21
                                  emes-nju napisał:


                                  > > Jak można było ciemną nocą , gdy jest mokro i ślisko , przez
                                  > > las , nieznaną drogą
                                  >
                                  > Znana. Bardzo dobrze znana, co wcale nie znaczy, ze potrafie nia jechac nie wid
                                  > zac zakretow ;-)

                                  Nieznana w sensie że w nocy w lesie wszystkie koty są czarne . Droge może znasz
                                  ale na pewno nie poruszasz się po niej w nocy tak jak w oświetlonym latarniami
                                  mieście .



                                  > > jechać po niebezpiecznym zakręcie aż 80km/h ???
                                  >
                                  > Zakret byl na 100-120 km/h.

                                  Nie wolno Ci było jechać przez ten zakręt nawet 90km/h bo jest to zakręt
                                  oznaczany jako niebezpieczny ( może być że nie ma tam znaku ) w dzień przy
                                  dobrej pogodzie a co dopiero w nocy , po śliskiej nawierzchni .


                                  > Zwolnilem do 70-80 km/h widzac, ze cos jedzie z przeciwka.

                                  To znaczy że dymałeś tam całkiem nieźle mimo złych warunków .



                                  >
                                  > Jest mi szalenie przykro, ze nie jestem miszczem prostej, ktory na w Warszawie
                                  > na Lopuszanskiej osiaga KOMPLETNIE KRETYNSKIE 120 km/h (pisales, ze tak robisz.
                                  > ..), a popuszcza w gatki przed kazdym zakretem w lesie i proponuje wszytkim jaz
                                  > de po nim 20-40 km/h.

                                  Rzeczywiście tak jade często Łopuszńską ale nie jestem ani najszybszy ani
                                  osamotniony ale nigdy nie zwalam winy na waaadze za własną głupote a Ty to
                                  robisz i jeszcze to bezczelnie propagujesz.
                                  • emes-nju Propaganda 07.11.07, 19:27
                                    Ja nic nie propaguje!

                                    Ty za to, przycisniety do muru, coraz bardziej sie odkrywasz. Jak na razie wychodzi na to, ze jestes miszczem prostej ;-P
                                    • habudzik Re: Propaganda 07.11.07, 20:55
                                      emes-nju napisał:


                                      > Ty za to, przycisniety do muru,

                                      Ja przyciśnięty ? Przecież to ja przyciskam .


                                      > Jak na razie wych
                                      > odzi na to, ze jestes miszczem prostej ;-P

                                      Nie jestem miszczem ani prostej ani zakrzywionej . Jestem przeciętny aż do bólu
                                      ale nie znosze zakłamańców .

                                      • emes-nju Zaklamanie? 07.11.07, 21:00
                                        Czy zaklamanie polega na probie krytycznego ogladu rzeczywistosci?

                                        A moze na bezkrytycznym przyjmowaniu najwiekszych kretynizmow?
                                        • habudzik Re: Zaklamanie? 07.11.07, 22:28
                                          emes-nju napisał:

                                          > Czy zaklamanie polega na probie krytycznego ogladu rzeczywistosci?

                                          Mówiłem Ci , nie graj ze mną w słówka bo szans nie masz . Zakłamaniec to takie
                                          moje słowo określające człowieka podpierającego się wypaczaniem prawdy .
                                          Zadawałem Ci już pytanie czy masz jakieś źródło swoich imaginacji tak samo lub
                                          bardziej wiarygodne od tego którym ja się posługuje . Jeśli nie , jeśli nie masz
                                          go to znaczy że starasz się przeinaczać prawde której nikt wiarygodny nawet nie
                                          ośmiela się weryfikować nie mówiąc już o jej oficjalnym podważaniu . Nie powiem
                                          , zdarzają się kretyni którzy starają się odwrócić uwage od problemu kierując ją
                                          na inne tory ale nie ma odważnego by ją kwestionować .

                                          • emes-nju Re: Zaklamanie? 08.11.07, 10:19
                                            habudzik napisał:

                                            > emes-nju napisał:
                                            >
                                            > > Czy zaklamanie polega na probie krytycznego ogladu
                                            > > rzeczywistosci?
                                            >
                                            > Mówiłem Ci , nie graj ze mną w słówka bo szans nie masz .

                                            Dlaczego?

                                            > Zakłamaniec to takie moje słowo określające człowieka
                                            > podpierającego się wypaczaniem prawdy . Zadawałem Ci już pytanie
                                            > czy masz jakieś źródło swoich imaginacji tak samo lub
                                            > bardziej wiarygodne od tego którym ja się posługuje .

                                            Zrodlo? Np. policyjne statystyki. Na czyms musimy sie opierac. O ile radosna tfurczosc w wymyslaniu jak najprostszych przyczyn wypadkow budzi moje watpliwosci, o tyle sama, sucha liczba tych wypadkow sklania (mnie oraz innych normalnie i krytycznie myslacych) do refleksji. Fotoradarow coraz wiecej i coraz wiecej zabitych. Sam przytaczaczales (o ile pamietam z pamieci) dane, mowiace o tym, ze w miejscu ustawienia skrzynek spada liczba wypadkow. LOGICZNE MYSLENIE pozwala wiec zauwazyc, ze fotoradary nie zmniejszaja ogolnej liczby wypadkow, a tylko zmieniaja miejsce ich wystepowania i zwiekszaja liczbe wypadkow poza zasiegiem swojego dzialania. Skoro w jednym miejscu spada, a w calym kraju rosnie, to gdzies liczba wypadkow musi sie zwiekszyc. LOGIKA! Nie imaginacja ;-D Dane z Francji malo mnie interesuja, bo mieszkam i jezdze po Polsce.

                                            Te same policyjne statystyki mowia, ze od wiosny 2006, kiedy wykryto 1 istotna z punktu widzenia bezpieczenstwa wade na kazde 3 km, do wiosny 2007, kiedy wykryto 1 wade na 2 km, warunki BEZPIECZENSTWA na polskich drogach drastycznie sie pogorszyly. Porownanie danych. Nie imaginacja :-D

                                            Obserwacja stanu faktycznego, czytanie (ze zrozumieniem) danych i krytyczne wsluchiwanie sie w to, co media maja do powiedzenia, daje jaki taki obraz calosci. Nie jako spisku przeciw memu cennemu zyciu. Nie - z dzialan waaaadzy bardzo wyraznie widac, ma ona nasze bezpieczenstwo w dupie (a tego na pewno nie da sie okreslic mianem spisku), a fotoradary stawia, bo swietnie na nich zarabia (przytocz mi jakis dane o tym ile istnien ludzkich fotoradarty uratowaly w POLSCE. Dane o tym jak szybko inwestycje w skrzynki sie zwracaja znam, ale malo mnie to cieszy w konfrontacji z danymi o zwiekszeniu liczby zabitych).
                                            • Gość: Poll Re: Zaklamanie? IP: *.tvp.pl 08.11.07, 12:13
                                              Prosiłem o źródło o takim samym lub wiekszym stopniu wiarygodności
                                              które obala ustalenia te z mojego źródła . Nie interesuja mnie Twoje
                                              słowa tylko fakty .
                                              • emes-nju Re: Zaklamanie? 08.11.07, 12:46
                                                Wejdz na strone policji i poszukaj danych o ilosci wypadkow oraz o wiosenym przegladzie drog.
                                                • Gość: Poll Re: Zaklamanie? IP: *.tvp.pl 08.11.07, 13:07
                                                  Nie o tym pisałem . Chciałem żebyś podał wiarygodne źródło które
                                                  zaprzecza temu co podaje raport KE . Nie interesują mnie Twoje
                                                  przemyślenia , interpretacje . Chce mieć czarno na białym napisane
                                                  że raport KE jest błędny .
                                                  • emes-nju Re: Zaklamanie? 08.11.07, 13:55
                                                    Pisz, z laski swojej, WYRAZNIE o ci Ci chodzi - po co mam marnowac czas ;-P

                                                    Ja nie podwazam raportu KE. UWAZAM jednak (mam prawo do wlasnych wnioskow i przymyslen tak, jak Ty masz prawo sie z nimi nie zgadzac - choc Tobie to nie wsmak, to nadal wolny kraj), ze opiera sie on na nierzetelnych polskich danych.

                                                    Policyjne dane (www.policja.pl/download.php?s=1&id=7139 - pkt. 5) podaja przyczyny wypadkow bez zadnych wyjasnien na czym polega wypadek z powodu niedostosowania predkosci do warunkow (niedostosowanie predkosci zdecydowanie NIE jest tozsame z przekroczeniem predkosci). Niedostosowane - ilosc, procenty. Reszta wypadkow jest opisana - nieustapienie, czolowe, pieszy... Przy predkosci cisza.

                                                    Na czym polegaja te wypadki? Czy prawie 30% wypadkow to wypadniecie z jezdni z powodu nadmiernej predkosci? To sa rzetelne dane?!
                                                  • Gość: Poll Re: Zaklamanie? IP: *.tvp.pl 08.11.07, 14:00
                                                    Niedostosowanie predkości to znaczy że kierowca jechał szybciej niz
                                                    powienien . Coś tak jak Ty w tym lesie , zamiast 40 jechałeś 80
                                                  • emes-nju Re: Zaklamanie? 08.11.07, 14:07
                                                    No i wlasnie na tym polega nierzetelnosc tych danych! W moim wypadku, co potwierdza praktycy, duza czesc winy (nie cala!) ponosi stan, a wlasciwie brak stanu infrastruktury. Bo nie napiszesz mi chyba, ze odblaskowe linie na krawedzi drogi pogarszaja bezpieczenstwo...? :-P

                                                    Zadalem Ci "prace domowa". Miales wchodzac w zakret, z jakze bezpieczna predkoscia 40 km/h, na dwie sekundy zamknac oczy i zobaczyc jak Ci ten zakret wyszedl (najlepiej bedzie jak cwiczenie zrobisz w nocy - nie musi padac). Probowales, czy nadal wierzysz w bajeczki miszczu prostej? Jezeli nie probowales, to lepiej zamilknij zamiast pisac glupoty :-)
                                                  • Gość: Poll Re: Zaklamanie? IP: *.tvp.pl 08.11.07, 14:52
                                                    Linie nie pogarszają bezpieczeństwa ale Ty wyleciałeś z drogi nie
                                                    przez brak lini tylko przez prędkość wyższą od rozsądnej o 40km/h .

                                                    > Zadalem Ci "prace domowa". Miales wchodzac w zakret, z jakze
                                                    bezpieczna predkos
                                                    > cia 40 km/h, na dwie sekundy zamknac oczy i zobaczyc jak Ci ten
                                                    zakret wyszedl .

                                                    Nie odrobiłem pracy domowej ale wiem że przy 40km/h ten zakręt
                                                    wyszedł by mi lepiej niż gdybym zrobił to samo ale z prękościa 80km/h

                                                  • emes-nju Odrob lekcje, a potem oceniaj. Pa, pa 08.11.07, 14:55


                                                  • Gość: Poll Re: Odrob lekcje, a potem oceniaj. Pa, pa IP: *.tvp.pl 08.11.07, 14:58
                                                    Chyba nie powiesz że pokonanie tych 2 sekund na zakręcie z
                                                    prędkością 40 jest niebezpieczniejsze od zrobienia tego samego tyle
                                                    że z predkością 80km/h
                                            • jureek Re: Zaklamanie? 08.11.07, 13:52
                                              To w końcu jak jest? Gdy inni twierdzą, że na wzrost liczny wypadków miał wpływ
                                              obowiązek świecenia, przywołujesz policyjne statystyki dowodzące, że pogorszył
                                              się stan dróg. Nie masz jednak najmniejszych oporów, żeby za wzrost liczby
                                              wypadków obwiniać fotoradary. W tym przypadku pogorszenie stanu dróg nie ma
                                              znaczenia? Poza tym weź proszę pod uwagę, że te większe ilości radarów pojawiło
                                              się dopiero od niedawna. Gdy forumowicze przytaczali statystyki wypadków i
                                              odnosili to do świateł, pisałeś, że jest jeszcze za wcześnie na wyciąganie
                                              jakichś wniosków. W przypadku fotoradarów nie jest za wcześnie?
                                              Jura
                                              • Gość: Poll Re: Zaklamanie? IP: *.tvp.pl 08.11.07, 13:56
                                                Te statystyki z jego strony podaja że wypadków spowodowanych złym
                                                stanem dróg lub złą ogólnie pojetą organizacja ruchu jest niewielki
                                                procent , jednocyfrowy .
                                              • emes-nju Re: Zaklamanie? 08.11.07, 14:01
                                                jureek napisał:

                                                > Nie masz jednak najmniejszych oporów, żeby za wzrost liczby
                                                > wypadków obwiniać fotoradary.

                                                Wydaje mi sie, ze zawsze pisalem, ze fotoradary MOGA powodowac wypadki (jeden widzialem na wlasne oczy - w wyniku BLEDU kierowy, ktory za ostro zareagowal na widok fotoradaru doszlo do kolizji trzech aut). Jezeli gdzies sie zapomnialem i napisalem, ze "powoduja", prosze o wybaczenie.

                                                > Gdy forumowicze przytaczali statystyki wypadków i odnosili to do
                                                > świateł, pisałeś, że jest jeszcze za wcześnie na wyciąganie
                                                > jakichś wniosków. W przypadku fotoradarów nie jest za wcześnie?

                                                Alez ja nadal pisze, ze przydalyby sie rzetelne opracowania jaki wplyw na bezpieczenstwo maja swiatla, jaki stan infrastruktury, a jaki fotoradary i inne czynniki. I oczywiscie sie nie doczekam, bo tak jak swiatla sa sprawa polityczna (jezdze na swiatlach z przekonania, ale przepis, jako forma ucisku, wywoluje u mnie raczej sprzeciw niz akceptacje), tak sprawa polityczna sa fotoradary (a raczej zyski z nich plynace...) i stan drog (a raczej pogarszanie sie ich stanu).
                                                • jureek Re: Zaklamanie? 08.11.07, 14:21
                                                  emes-nju napisał:

                                                  > Alez ja nadal pisze, ze przydalyby sie rzetelne opracowania jaki wplyw na bezpi
                                                  > eczenstwo maja swiatla, jaki stan infrastruktury, a jaki fotoradary i inne czyn
                                                  > niki.

                                                  Ale przecież w przypadku świateł pisałeś, że za wcześnie jeszcze na rzetelne
                                                  opracowania. W przypadku fotoradarów nie jest za wcześnie?
                                                  Jura
                                                  • emes-nju Re: Zaklamanie? 08.11.07, 14:27
                                                    jureek napisał:

                                                    > emes-nju napisał:
                                                    >
                                                    > > Alez ja nadal pisze, ze przydalyby sie rzetelne opracowania jaki
                                                    > > wplyw nabezpieczenstwo maja swiatla (...)
                                                    >
                                                    > Ale przecież w przypadku świateł pisałeś, że za wcześnie jeszcze na
                                                    > rzetelne opracowania. W przypadku fotoradarów nie jest za wcześnie?

                                                    Czy konstrukcja zdania, w ktorym wystepuje zwrot "przydalyby sie" nie dotyczy przyszlosci? Wczytaj sie dokladnie w to, co napisalem powyzej.

                                                    Skad to czepialstwo?! Czy to, ze roznimy sie w podejsciu do swiatel musi wywolywac agresje?
                                                  • jureek Re: Zaklamanie? 08.11.07, 14:38
                                                    Ejże, gdzie Ty tu widzisz agresję? Przecież nie obrażam Cię. A że się czepiam?
                                                    To przecież w dyskusji normalne, że jako argumentów używa się tego, co kiedyś
                                                    adwersarz sam napisał. To w ogóle chyba najlepszy argument, bo cóż może lepiej
                                                    przekonać adwersarza niż jego własne słowa. Różnimy się nie tylko w podejściu do
                                                    świateł, w innych sprawach też. Ale na tym chyba polega forum dyskusyjne, że
                                                    można się różnić. Zapewniam Cię, że nic do Ciebie osobiście nie mam, powiem
                                                    więcej, mimo iż znam Cię tylko z forum, spokojnie wsiadłbym do samochodu, który
                                                    prowadzisz. Zresztą bardzo podobają mi się Alfy (chyba najlepszy dezajn), szkoda
                                                    tylko, że trochę są za małe, jak na moje potrzeby.
                                                    Jura
                                                  • emes-nju Re: Zaklamanie? 08.11.07, 14:54
                                                    No dobra. Z ta agresja w Twoim wydaniu moze toche przesadzilem - troche jestem byc moze przeczulony, bo na forach odbywa sie jakas dziwna walka.

                                                    Zwroc uwage, ze nie naleze do maniackich zwolennikow swiecenia, i ze wyraznie, od samego poczatku, pisze, ze swiece, bo wydaje mi sie, ze tak jest lepiej, ale bardzo chcialbym rzetelnych, a nie po polsku spychologicznych analiz tego tematu. (Dlatego troche mnie zirytowalo to, co napisalem i co okreslilem czepialstwem - znasz mnie z forum nie od dzis!)

                                                    Pisze tez, ze nie podoba mi sie odgorne odfajkowywanie spraw - tak samo w kwestii poprawy bezpieczenstwa poprzez nakaz jazdy na swiatlach, jak i poprzez istalowanie Wielkiego Oka zamiast poprawiania faktycznego bezpieczenstwa.

                                                    Nie podoba mi sie to wciskane ludziom zaklamanie, ktore serwuje nam waaadza - mnostwo ruchow pozorowanych i malo faktycznych, przynoszacych efekty dzialan.

                                                    Wypadki? Nakazemy swiecic, to sie przypadkowe spoleczenstwo bedzie cieszyc, ze tak o nie dbamy.

                                                    Wypadki, ktorych najczestsza przyczyna jest nadmierna predkosc (tak wynika z policyjnych raportow - ciekawe jak jest naprawde. Czy ta nadmierna predkosc nie jest policyjnym chodzeniem na latwizne?) - fotradary zamiast np. kladek dla pieszych.

                                                    Najbardziej mi sie nie podoba, ze czesc spoleczenstwa wydaje sie wierzyc, ze to wystarczy. Ze wystarczy tylko nakazac jazde na swiatlach oraz obsr.c drogi setkami ograniczen i fotoradarow, a bedzie bezpiecznie. Praktyka, ktora obserwujemy na codzien na to nie wskazuje - nie powoduje to jednak zmiany praktyki waaadzy...
    • Gość: patyska Re: Linie boczne. IP: 62.29.248.* 06.11.07, 11:40
      nastepnym razem zwolnij do 40-50 przedtem nie potem ;) a swoja droga
      mnie tez zdarza sie jechac "na kobieca intuicje" bo za cholere nie
      wiem jak droga prowadzi :( bida, panie, nie stac drogowcow na
      oznakowanie drog, a ze ktos moze przez to nawet zginac? kogo to
      obchodzi! :(
      • emes-nju Re: Linie boczne. 06.11.07, 11:56
        Gość portalu: patyska napisał(a):

        > nastepnym razem zwolnij do 40-50 przedtem nie potem ;)

        Tak naprawde, to nie ma optymalnej predkosci bezpiecznej - po kazdym zdarzeniu mozna komus napisac, zeby jechal wolniej.

        Albo przy szacowaniu predkosci bierze sie jakas "srednia polska" (mi wyszlo, ze ten zakret moge bezpiecznie przejechac 70-80 km/h) albo bierze sie pod uwage zawsze najgorsze scenariusze i w ogole nie wychodzi z domu. Proby wymyslania coraz gorszych scenariuszy (ten TIR mogl mnie, oprocz oslepienia, wypchnac z drogi...) sprowadzaja predkosc do zera...
        • Gość: patyska Re: Linie boczne. IP: 62.29.248.* 06.11.07, 12:02
          eee, bez przesady! ale przyznaj, ze gdybys mial gorszy samochod te
          20-30 wolniej mogloby byc na wage co najmniej zdrowia. nie wiem jaka
          srednia nalezy brac przy szacowaniach wszelkich, ale poniewaz moj tata
          mawia "nie widzisz-nie jedziesz", to nie mam oporow przed znacznym
          zwalnianiem w razie niedogodnosci. tak tak, ja wiem, mozna w doope
          dostac etc. ale wole w tylek niz w drzewo ;)
          • emes-nju Re: Linie boczne. 06.11.07, 12:22
            Gość portalu: patyska napisał(a):

            > przyznaj, ze gdybys mial gorszy samochod te 20-30 wolniej mogloby
            > byc na wage co najmniej zdrowia.

            Zdaje sobie sprawe. Stad rowniez ten watek.

            Klopot w tym, ze nie da sie przewidziec wszystkiego. TIR na zakrecie, to absolutna normalka i jeszcze zaden nie wystawil mnie na pobocze. Bo kto, jak kto, ale kierowcy TIRow bardzo rzetelnie zmieniaj swiatla na mijania. Ten nie zmienil... To co? Teraz widzac, ze cos jedzie za zakretem, w ktory wchodze, mam sie zatrzymac? A moze zawrocic i uciekac? Do tego ta dyskusja prowadzi. A dla poprawy bezpieczenstwa wystarczyloby troche farby...

            > moj tata mawia "nie widzisz-nie jedziesz"

            Slusznie! Tylko, ze w Polskich warunkach oznacza to koniecznosc ZATRZYMYWANIA sie za kazdym razem jak kogos w nocy mijamy. Bo jego swiatla, nawet dobrze ustawione, oslepiaja na tyle mocno, ze czlowiek raczej domysla sie niz widzi. I o ile dobrze rozmalowana jezdnie raczej sie widzi, to zaparkowanej furmanki, najtroweru czy nieoswietlonego pieszego ABSOLUTNIE nie. Naprawde - jezeli chciec trzymac sie ortodoksyjnie dewizy Twojego taty, nalezy zatrzymywac sie za kazdym razem jak cos nas mija. Tylko kto bedzie ponosil odpowiedzialnosc za najechania...

            > nie mam oporow przed znacznym zwalnianiem w razie niedogodnosci.

            Ja tez. Pod warunkiem, ze widze je odpowiednio wczesnie. TIR na swiatlach drogowych na zakrecie nie dal mi czasu na reakcje. Nie spodziewalem sie, ze mnie az tak oslepi - na zwykle oslepienie ("srednia polska" :-D ) jestem przygotowany.
            • Gość: patyska Re: Linie boczne. IP: 62.29.248.* 06.11.07, 12:46
              Emes, sie nie zaperzaj ;) tylko jedz ostroznie. jak zostajesz
              napadniety przez tira zza zakretu, to ja rozumiem, ze nie masz
              mozliwosci tak szybko przyhamowac, by osiagnac komfortowe 40-50 i ze
              ciezko cos takiego przewidziec. no i jesli mial dlugie to i farba by
              pewnie niewiele pomogla. no i nie przesadzaj z kazdorazowym
              zatrzymywaniem sie przy nadjezdzajacym samochodzie. a powiedz mi
              slonce, gdzie patrzysz jak nic nie widzisz? ;) to nie zart. bo moze
              problem tkwi, ze tak powiem, punkcie Twojego patrzenia ;) moj kolega
              kiedys (prowadzi z ojcem szkole jazdy zreszta) nauczyl mnie gdzie
              patrzec zeby swiatla pojazdow z naprzeciwka nie draznily wzroku i
              widocznosc ogolna byla lepsza. kurcze, trudno mi to bedzie tak
              pisemnie przekazac, poza tym jesli wiesz, to niepotrzebnie bede
              walczyc ;)
              • kozak-na-koniu Re: Linie boczne. 06.11.07, 12:59
                Takie zalecenia były dobre w czasach, gdy wszyscy mieli zwykłe
                żarówki. Halogeny, że o argonach nie wspomnę dają tak jaskrawe
                światło, że zjawisko "skoku w mrok" z chwilową utratą wzroku przy
                wymijaniu jest praktycznie nie do uniknięcia, szczególnie na na
                wąskich drogach, mokrej nawierzchni itp.. Poza tym, w życiu zawsze
                pozostaje pewien margines nieprzwidywalności, regulowany działaniem
                tzw. "siły wyższej" - w końcu nawet drewnianym kościele na łeb może
                spaść cegłówka... A mnie takie mądrości po fakcie, jakich nie
                brakuje także w tym wątku po prostu śmieszą.
              • emes-nju Re: Linie boczne. 06.11.07, 13:02
                Gość portalu: patyska napisał(a):

                > Emes, sie nie zaperzaj ;) tylko jedz ostroznie.

                Sie nie zaperzam! :-) I jezdze spokojnie i ostroznie. W sumie to gdybym szalal, to uznalbym swoja wycieczke w krajobraz za efekt swoich szalenstw. Ale od wielu juz lat nie szaleje...

                Jak wariat jezdzilem jeszcze jakies 18 lat temu. Do momentu, w ktorym moj osobisty brat nie potracil czlowieka. Jechal ok. 70 km/h (na szosie), ale pijaczynka nie dal mu zadnych szans - wyskoczyl prosto pod kola. Auto skasowane (nawet tylna klapa zostala powaznie pogieta), a facet bez zadnych obrazen przezyl (moj brat byl gorzej poraniony - szyba). Od tego czasu jezdze wolniej (zeby nie siedziec za zabicie kogos, kto nie da mi szans, ale ja bede "winien" bo przekroczylem predkosc) i wiem, ze sa sutuacje, ktorych sie nie przewidzi. Dlatego to, ze waaadza nie stara sie zmniejszyc zagrozen zadowalajac sie obciazaniem odpowiedzialnoscia kierowce, ktory "nie dosotosowal", uwazam za ciezki skandal. W tym konkretnie przypadku boczne linie najprawdopodobniej uchronilyby mnie przed wyjazdem z jezdni (a gdyby poboczem, calkiem prawidlowo (!) ktos szedl...?) - oslepiony z cala pewnoscia latwiej zauwaze swiecace linie niz czarny asfalt konczoncy sie czarna ziemia.

                > a powiedz mi slonce, gdzie patrzysz jak nic nie widzisz? ;)

                Na pobocze i w dol - fakt, trudno to wyjasnic :-) I doskonale wiem, ze jak bedzie tam cos ciemnego, to jakbym sie nie napinal, to tego czegos nie zauwaze :-(
                • Gość: patyska to zle patrzysz ;) IP: 62.29.248.* 06.11.07, 13:30
                  to znaczy dobrze, ale... zle. podobno zeby w miare dobrze widziec co
                  sie dzieje a jednoczesnie nie byc oslepianym (raczej nalezaloby
                  powiedziec meczonym swiatlami) trzeba patrzec przed siebie, ale tak
                  troche jakby bardziej w prawo i w dal, koorva no, nie wiem jak to
                  wytlumaczyc, bo mi tak weszlo w krew ze juz pewnie inaczej nie
                  umiem. nie prosto przed siebie, nie w dol, tylko jakos tak ociupinke
                  bardziej w prawo i w dal ;) no nie umiem najasnic... oczywiscie na
                  porzadne oslepianie nie dziala, ale wsio lepiej widac i wzrok mi sie
                  nie meczy - kark moge miec drewniany, wszystko zdretwiale, ale oczek
                  nawet lekko zaczerwienionych nie posiadam.
                  ale w sumie to chyba mowimy o dwoch roznych rzeczach ;)
                  • kozak-na-koniu Re: to zle patrzysz ;) 06.11.07, 14:46
                    Jeśli wolno mi się jeszcze raz wtrącić, uważam że wszystko jest
                    względne a sprawa nie taka prosta: ciężarówki mają reflektory
                    umieszczone wyżej i nawet jeśli taki jedzie na światłach mijania,
                    zawsze jst moment oślepienia. Poza tym, w polskich warunkach lepiej
                    jest w nocy trzymać się osi jezdni, by ocalić życie paru
                    nieoświetlonym samobójcom. Wyraźnie wytyczona droga, także liniami
                    bocznymi jest więc tu prawdziwym błogosławieństwem.
                    • emes-nju Re: to zle patrzysz ;) 06.11.07, 14:49
                      kozak-na-koniu napisał:

                      > w polskich warunkach lepiej jest w nocy trzymać się osi jezdni, by
                      > ocalić życie paru nieoświetlonym samobójcom. Wyraźnie wytyczona
                      > droga, także liniami bocznymi jest więc tu prawdziwym
                      > błogosławieństwem.

                      Tym bardziej, ze jak ktos idzie w jej okolicy, to ja zaslania i tym samym zdradza swoja obecnosc, ktora (czarnym strojem bez jakichkolwiek elementow pozwalajacych go zobaczyc) ze wszystkich sil stara sie ukryc.
                  • wojtek33 Re: to zle patrzysz ;) 06.11.07, 15:53
                    Gość portalu: patyska napisał(a):

                    > powiedziec meczonym swiatlami) trzeba patrzec przed siebie, ale
                    tak
                    > troche jakby bardziej w prawo i w dal, koorva no, nie wiem jak to
                    > wytlumaczyc,

                    50-70m przed siebie na prawy skraj jezdni?
                    • patyska Re: to zle patrzysz ;) 07.11.07, 12:15
                      Wojtek, nie wiem, najprawdopodobniej jakos tak wlasnie, po prostu
                      trudno nawyk dokladnie opisac.
                • rapid130 Re: Linie boczne. 07.11.07, 10:37
                  kozak-na-koniu napisał:

                  > A mnie takie mądrości po fakcie, jakich nie
                  > brakuje także w tym wątku po prostu śmieszą.

                  Mnie też.


                  emes-nju napisał:

                  > Dlatego to, ze waaadza nie stara sie zmniejszyc zagrozen
                  > zadowalajac sie obciazaniem odpowiedzialnoscia kierowce,
                  > ktory "nie dosotosowal", uwazam za ciezki skandal.

                  Ja też.
                  I nie widzę światełka w tunelu.

                  Nie ma ani chęci do rzetelnej pracy, ani chociaż dobrej woli po
                  stronie tych, którzy z urzędu dbają o nasze bezpieczeństwo na
                  drogach (zarządcy, policja). Bo te dwie rzeczy by wystarczyły, żeby
                  zrobić wiele dobrego. Niedobór kasy jest tylko wygodnym
                  wytłumaczeniem dla nierobów.

                  Skąd mam takie czarne myśli?

                  Anedgota 1

                  Późnowiosenne przyjęcie w starostwie powiatowym w mieście X. Straszę
                  gości aparatem i swoim widokiem (prasa lokalna). Zaczepiam pół
                  żartem, pół serio kierownika zarządu dróg:
                  - Panie Marku, co ma zrobić kierowca, który wyjeżdża z
                  podporządkowanej drogi (tu podaję dokładną lokalizację skrzyżowania)
                  i prawie nic nie widzi, bo krzaki pozarastały pobocza i nie ma
                  minimalnego trójkąta widoczności? :P
                  Pada odpowiedź (po tonie głosu wynika, że serio):
                  - Powinien wyśiąść z samochodu i upewnić się czy może wjechać.
                  :PPPPPPPPP ;((((

                  Wniosek - Oczekiwałem całkowicie odmiennej reakcji. Wyjęcia notesu,
                  zanotowania podanego punktu i deklaracji "Coś z tym trzeba zrobić".


                  Anegdota 2

                  Lecę gdzieś umówiony na godzinę drogą wojewódzka, szybką i fajną jak
                  się ją zna, ale z wieloma chytrymi zakrętami. Przed jednym z nich
                  widzę odwrócony przez smarkaterię istotny znak ostrzegawczy.

                  Lecę tą samą drogą tydzień później.
                  Znak jest wciąż odwrócony.
                  W drodze powrotnej już się nie spieszę.
                  Przed w samym tym punktem, mijam radiowóz powolutku patrolujący
                  okolicę. Parę sekund później widzę znajomy znak. Wciąż odwrócony.

                  Kurwuję pod nosem, pociskam hamulec, zjeżdżam prawie w rów, poza
                  obrys jezdni, włączam awaryjne, pomykam w poprzek asfaltu, jak
                  ostatni idiota w gajerku i lakierkach włażę w mokrą trawę i siłując
                  się z martwą materią odwracam znak.

                  Wniosek - Policjantowi nie chciało się d**** dzwignąć z fotela w
                  ciepłym autku, chociaż na pewno przejeżdżał tą drogą parę razy, bo
                  radiowóz był z miejscowego komisariatu.

                  Ale przecież w Pizdulkowie Dolnym i tak wszyscy wiedzą, że koło
                  odrapanego domu Kowalczyka, tego z parchatym łańcuchowym psem przy
                  czerwonej budzie, jest zakręt, na którym można się wysypać lecąc
                  ponad 82 km/h.
                  • emes-nju Re: Linie boczne. 07.11.07, 11:17
                    rapid130 napisał:

                    > kozak-na-koniu napisał:
                    >
                    > > A mnie takie mądrości po fakcie, jakich nie
                    > > brakuje także w tym wątku po prostu śmieszą.
                    >
                    > Mnie też.

                    A mnie podk.rwiaja!

                    Zapewne dlatego, ze sporo wskazuje na to, ze duza czesc ludzi naprawde mysli w kategoriach zblizonych do kregu najwyzszych wladz partyjnych i panstwowych. Takie chore dwumyslenie. Drogi sa g.wniane, ale jak cos sie stanie, to mea culpa - jestem ciec, pirat itd. Sek w tym, ze prawdziwi piraci raczej nie grzesza refleksja. Wina obciazaja sie raczej ci normalni, ktorych z jakichs powodow przerosla sytuacja na drodze. Wedlug mnie organizator ruchu ze wszystkich sil powinien darzyc do zmniejszenia ilosci miejsc, w ktorych sytuacja przerasta kieorwcow. A co robi organizator? Stawia "czarny punkt" i martw sie kierowco. Przerazajace jest to, ze duza czesc uzytkownikow drog wierzy gleboko, ze tak jest ok... :-(
                  • Gość: na zimno Tzw. etyki pracy nigdy praktycznie IP: *.dip0.t-ipconnect.de 07.11.07, 11:17

                    nie udalo sie urzeczywistnic az do dzisiaj.

                    Ktos odpowiedzialny okreslany jest mianem frajera.
                    I nie widac konca - przyklad z policja jest symptomatyczny.







                    • rapid130 Re: Tzw. etyki pracy nigdy praktycznie 07.11.07, 16:34
                      Gość portalu: na zimno napisał(a):

                      > nie udalo sie urzeczywistnic az do dzisiaj.
                      >
                      > Ktos odpowiedzialny okreslany jest mianem frajera.
                      > I nie widac konca - przyklad z policja jest symptomatyczny.

                      Ba, przestawianie znaków do stanu właściwego to mały pikuś.

                      Kilometr od chaty, za lasem, ma ja ci drogę wojewódzką.

                      Wybudowaną w latach 70. XIX wieku, od początku z profilami na łukach
                      jak dla samochodów, obciążoną chronicznym problemem dróg w PL, w
                      postaci zarośniętych poboczy przewyższających krawędź jezdni. No i
                      woda nie miała gdzie spływać. Po byle ulewie kałuże sięgały
                      miejscami osi jezdni i ciągnęły się metrami, szeroko, w bliskości
                      pobocza. Gdy samochód wleciał w to z niewinną prędkością 70-80 km/h
                      woda tryskała w górę na 2-3 metry. Hydrokatastrofa.

                      Jazda tędy w nocy, w deszczu, była ruską ruletką, jeśli nie znało
                      się topografii kałuż. Raz i drugi ktoś na tym odcinku "popłynął z
                      aquaplaningiem" i wydachował w polu.

                      Któregoś dnia jesienią miarka się przebrała...

                      W ramach przewietrzenia hemoroidów powstałych od pracy siad-
                      dupnej :PPPP, wieczorkiem po ulewie wdziałem portki moro, gumowce,
                      plus na wszelki wypadek pałatkę, uzbroiłem się w pancerną saperkę i
                      poszedłem walczyć. :PPP Po półtorej godzinie woda z najgorszego,
                      kilkusetmetrowego odcinka była tam gdzie jej miejsce - w rowie.
                      Odpływy wykopane w newralgicznych punktach działały skutecznie
                      prawie przez rok. Jako "komandos drogowy" zadziałałem tam jeszcze ze
                      3-4 razy. Następne wypady były łatwiejsze, bo wystarczyło udrożnić
                      pierwotnie wykopane odpływy.

                      Aż rok temu (wreszcie!) drogowcy przejrzeli na oczy i sfrezowali
                      pobocze na całym, dantejskim odcinku.

                      Nie bijcie brawo, bo te ciche [teraz już nie] "czyny społeczne" były
                      wykonane przy okazji. Motyw przewodni akcji był bowiem bardziej
                      egoistyczny:
                      - "Jeżdżę tą drogą prawie codziennie. Wkurzają mnie te pierd***ne
                      kałuże. Czasem wracam wieczorem zmęczony i zapominam o topografii
                      niektórych bajorek. Może się zdarzyć, że właduję się w takie
                      rozlewisko znienacka przy wymijaniu. I skończę paroma dachami w
                      polu. Z notką w gazecie, że nie dostosowałem prędkości do panujących
                      warunków. Co z tego, że będę dzwonił do zarządu, żeby zwrócić im
                      uwagę? I tak palcem nie kiwną. Zrobię to sam!"

                      Urlop mi się dłuży i ostatnio coraz częściej korci mnie wyrwać z
                      garażu piłę spalinową, żeby poprawić "trójkąty widoczności" na
                      pewnym skrzyżowaniu.

                      Tylko obawiam się, że formalnie mogę być uznany przez waadzę za...
                      niszczącego mienie publiczne (sic!) W końcu te bezcenne krzaczki i
                      samosiejki, zarastające pobocza i zasłaniające widok, wchodzą w
                      skład bezpośredniego otoczenia jezdni. Ergo, są własnością zarządu
                      dróg i tylko ta firma może nimi dysponować.
                      • Gość: na zimno Samotny jezdziec na prerii. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 08.11.07, 10:46

                        Mozna Ci tylko pogratulowac silnej woli.

                        W kazdym normalnym kraju zawiadamia sie lokalny zarzad drog,
                        ktory ma w ciagi 14 dni OBOWIAZEK udzielenia odpowiedzi
                        co do terminu usuniecia tzw. przeszkod w ruchu drogowym.

                        Jesli tego nie zrobi, szefunio oddzialu ryzykuje wlasnym tylkiem.
                        Nikt nie zaryzykuje wlasnego tylka.


                      • wojtek33 Re: Tzw. etyki pracy nigdy praktycznie 08.11.07, 19:15
                        rapid130 napisał:

                        > Urlop mi się dłuży i ostatnio coraz częściej korci mnie wyrwać z
                        > garażu piłę spalinową, żeby poprawić "trójkąty widoczności" na
                        > pewnym skrzyżowaniu.
                        >
                        > Tylko obawiam się, że formalnie mogę być uznany przez waadzę za...
                        > niszczącego mienie publiczne (sic!) W końcu te bezcenne krzaczki i
                        > samosiejki, zarastające pobocza i zasłaniające widok, wchodzą w
                        > skład bezpośredniego otoczenia jezdni.

                        Tylko się pospiesz, bo jak będą miały 5 lat, to ich wycięcie może sporo
                        kosztować ;-))
    • jaro_ss EEEtam Typowy manewr 07.11.07, 11:26
      Zaręczsam ci, że linii bocznej też byś nie dostrzegł. To typowy
      manewr mijanie auta po ciemku na ciemnej drodze - po prostu musisz
      sie przytulić do niego, zapomniec o jakiś tam liniach, tylko minąć
      go jak najbliżej. Wiem, ze nie jest to łatwe, ale wymaga tylko
      trochę opanowania nerwów.

      Taz zauważyłem, że i w jasny dzień, kiedy jest fragment drogi
      niepomalowany, to utka jakoś zwalniają, gubia się, nie potrafią się
      zachować, a przecież droga bez malunków jest jak każda inna,
      obowiązują te same przepisy....

      Nie ma problemu, tylko trzeba czasem zjechać z głównej drogi i się
      przyzwyczaić....
      • emes-nju Re: EEEtam Typowy manewr 07.11.07, 11:41
        jaro_ss napisał:

        > Zaręczsam ci, że linii bocznej też byś nie dostrzegł. To typowy
        > manewr mijanie auta po ciemku na ciemnej drodze - po prostu musisz
        > sie przytulić do niego, zapomniec o jakiś tam liniach, tylko minąć
        > go jak najbliżej. Wiem, ze nie jest to łatwe, ale wymaga tylko
        > trochę opanowania nerwów.

        Ja nie wypadlem na prostej drodze, tylko na luku - tu nie bardzo jest jak "przyklejac sie" do mijanego. Zapewniam Cie, ze umiem radzic sobie z jazda i po raz pierwszy zdarzyla mi sie taka akcja (stale jezdze od prawie 20 lat).

        Faktycznie nie zauwazylbym linii krawedziowych wtedy, gdy TIR swiecil mi w oczy, ale bez cienia watpliwosci mozna chyba stwierdzic, ze jak juz TIR mnie minal, to ZDECYDOWANIE wczesniej zauwazylbym swiecace w moich swiatlach biale linie niz roznice pomiedzy czarnym asfaltem, a mokrym blotkiem na poboczu ;-) W tym wypadku, przy predkosci rzedu 70-80 km/h, liczy sie kazdy ulamek sekundy. Nawet jak juz bym jechal po poboczu, linie bardzo pomoglyby mi bezpiecznie wrocic na jezdnie - widzialbym gdzie jest jej, zakrzywiajaca sie w luku, krawedz.
Pełna wersja