simon921
19.09.08, 08:34
Załkładam, że sytuacj wygląda sobie tak: droga dwupasmowa w terenie
zabudowanym. Prawy pas jedzie jak przykazali 50 może 60. Na lewym
bezpieczni jadą 90-100. Ruch dość gęsty i ktoś jadący na prawym
zgodnie z przepisami musi skręcić w lewo. Czyli przejechać przez pas
lewy i zjechać na lewoskręt lub jak nie ma skręcić z lewego. I opcje
ma dwie. Albo na gaz szybko rozpędza się na krótkim odcinku do
prędkości lewego pasa, zjeżdza i skręca (często zmuszając ten pas do
lekkiego wyhamowania). Druga opcja - jadąc ze swoją prędkością
zmienia pas i zajeżdża drogę tym z lewego zmuszając ich do
gwałtownego hamowania.
Następnym razem taki osobnik sobie pomyśli, że nie będzie ryzykował
kolizji i po prostu zmieni sobie pas na lewy np. kilometr wcześniej
jak mu się akurat trafi dogodny moment. A potem się wszyscy wkurzają
na lewopasmowca. Przemyślcie to sobie:)
PS. A przy okazji jakim prawem ktoś pogania kogoś jadącego lewym
pasem z przepisową prędkością? Przecież znaczy to, że sam jedzie
szybciej niż przepisy nakazują. Taki Kali? Ja łamię przepis o
prędkości bo mi wygodniej, ale ktoś łamie przepis nakazujący jazdę
prawym pasem to już mi niewygodnie i źle robi?;)
PS2. Żeby nie było nieporozumień - jestem radykalnym zwolennikiem
używania prawego pasa. Ale w mieście nikogo z lewego nie zganiam.