mejson.e
05.01.09, 20:07
Obserwując zachowanie większości kierowców na śliskiej jezdni, szczególnie
ośnieżonej, tak jak dzisiaj, coraz bardziej upewniam się w przekonaniu, że
innych kierowców najczęściej blokują ... harcerze.
Wiadomo, czego nie robi harcerz - nie pije, nie pali, nie ćpa.
Pewnie też nie uprawia seksu przedmałżeńskiego.
I nigdy nie wpada w poślizg.
Od wszystkiego tego trzyma się z daleka i jest przekonany, że świetnie się na
tym zna.
Więc snuje się 30-ką po co prawda ośnieżonej drodze, ale prostej, szerokiej, z
widocznymi poboczami - takiej na której nic nie powinno go zaskoczyć i zmusić
do gwałtownego hamowania.
Dlaczego więc stara się cały czas zachowywać drogę hamowania niezbędną do
uratowania dzieciaka wyskakującego z krzaków?
Przecież nic nie zaszkodzi zatrzymać się na odcinku np 50-100 metrów?
Ty bardziej, że np na kopnym śniegu można zatrzymać się całkiem sprawnie nawet
na letnich oponach?
Dlaczego na łagodnym łuku wynosi go na zewnątrz zakrętu albo stawia bokiem
mimo minimalnej "bezpiecznej" prędkości np. 30 km/godz.?
Dlaczego nie wyprzedzi jadącego wolniej samochodu, a czasem nawet traktora czy
rowerzysty?
Dlaczego boi się przejeżdżać przez śnieżne koleiny na oblodzonej nawierzchni?
Odpowiedź jest prosta - nie umie jeździć po śniegu, skręcać, hamować,
przejeżdżać kolein bo zawsze ... trzymał się od tego z daleka.
Nie wie więc jakie są objawy początku uślizgu kół napędowych przy
przyspieszaniu, skręcaniu, redukcji biegu, puszczaniu sprzęgła.
Nie wie, w którym momencie i w którą stronę zarzuci mu przód (a może tył?)
przy przejeżdżaniu przez koleinę, wjechaniu w zaspę a nawet w głupią kałużę.
Nie wie i nie będzie wiedział, póki go w końcu nie ... zarzuci.
Tylko że wtedy często skończy się na płaczliwym niedowierzaniu, że jak mogło
go coś tak strasznego spotkać, jeśli on jechał tak "bezpiecznie" - czyli wolno?
Nie mógł tego zrozumieć też mój znajomy, który jadąc poniżej 40-ki próbował
wyprzedzić rowerzystę przejeżdżając przez śnieżną koleinę.
Wylądował na latarni po lewej stronie drogi na godzinę i w kołnierzu
ortopedycznym na miesiąc (bo jeździł bez pasów).
Należy trochę potrenować - pozwolić autu się pośliznąć, sprawdzić, jak się
zachowuje na zakręcie przy przyspieszaniu, hamowaniu silnikiem, omijaniu
przeszkody.
Do tego nie trzeba koniecznie placu treningowego i dużych prędkości.
Czasami wystarczy kawałek pustej drogi czy parkingu i to podczas jazdy na
pierwszym biegu.
Trzeba tylko chcieć zrobić to świadomie.
Dlatego wszystkim harcerzom proponuję uzyskanie harcerskiej sprawności -
świadomości ruchów swojego samochodu!
Zanim przy naszej nieświadomości samochód zrobi z nami, co sam zechce.
Wtedy zrozumiecie, że nie każdy wyprzedzający was na śniegu to wariat...
Pozdrawiam,
Zastępowy Mejson
--
Automobil
Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.