emes-nju
30.06.09, 12:52
Najpierw skrecalem za nim w lewo. Na oddzielnej fazie wiec trzeba
bylo to robic ostroznie. Predkosciomierz w moim aucie nie pokazal
wiecej jak 10 km/h max. Min. wynosilo 0 km/h jak dziadunio sie
gubil...
Potem jechalem za dziaduniem jednym pasem - bylo dosc wasko, a po
lewej byly roboty drogowe wiec nie szybciej niz 40 km/h, a wiekszosc
dystansu, bardzo nierownym tempem 20-30 km/h.
Potem musialem przejechac przez remontowane skrzyzowanie. Jakis
kretyn, po warszawsku, dal znak, ze mamy ruch okrezny, a potem
powyklejal zolta tasma cos, co dosc zdecydowanie przeczylo
oznakowaniu pionowemu. Standard. W Warszawie nie tylko w czasie
remontow - mamy przeciez Galasa. Gdyby nie znak informujacy o
rondzie, byloby czytelnie i jasno. A tak dziadunio sie gubil kilka
razy. Ot, kilka zatrzyman, kilka nieplanowanych zmian pasa. Ale
udalo sie!
A potem zrobilo sie straszno. Jak skonczyly sie remonty wyprzedzilem
dziadunia, ktory chyba jeszcze nie doszedl do siebie po ekstremalnej
jezdzie i pojechalem swoja droga ok. 50 km/h. Chwile potem dziadunio
mnie wyprzedzil jadac chyba pod 100 km/h.
Ciekawe co taki "gubliwy", za to na prostej "raczy" dziadunio zrobi
jak cos pojdzie nie do konca po jego mysli...