anndelumester
22.08.02, 23:14
Przeczytałam, jak zwykle podoba mi się średnio, ale to moja wina, taka
jestem. Czepiam się jak cholera, a na codzien jeszce mi za to bezczelnie
płacą.
A jednak było o Barbie. Barbie na serio. Barbie w ujęciu feministycznym,
kulturowym, ewolucyjnym, socjobiologicznym i medycznym….Ile można o Barbie, i
to na dodatek jak w pracy semestralnej…. Ile można wałkować jeden temat???
Nie miałam Barbie, miałam lalkę Fleur. Była kupiona przez rodziców za
ciężko zarobione-wymienione bony pewexowskie w ciemną noc pogrudniową (dla
niewtajemniczonych we wczesnych latach 80.) Kształt ciała miała ten sam; te
same sterczące cycki, przesadnie wąska talia, długie nogi. Przez przywilej
posiadanie lalki typu Barbie nie stałam się w x lat potem dewiantką ,
nimfomanką, narkomanką, anorektyczną głupią cipą, nie słuchałam Papa Dance,
nie leżałam na kanapie przed TV marząc o karierze Madonny, czy Samanty Fox.
Ani mnie ani mojej siostrze, ani naszym kuzynkom czy koleżankom, a wszystkie
razem się tą jedną jedyną lalką bawiłyśmy, nie przyszło do głowy utożsamiać
ją z kimkolwiek, czy porównywać do własnej mamy!!!! Nie dość tego,
skończyłyśmy szkoły, przeżyłyśmy burzliwy okres dojrzewania i koniec końców
wszystkie wyrosłyśmy na raczej normalne, inteligentne osoby. Za to posiadanie
cud-lalki, innej niż te które zapełniały dziecięcy pokój, uruchomiło w nas
niespożyte źródła inicjatywy krawiecko-szewsko-designerskiej (ha, proszę
państwa, proszę uszyć prawdziwe (!) dżinsy czy zrobić drewniaki dla Barbie z
resztek skóry i kawałka kory, albo kalosze …Można, można …moja mam ma do tej
pory te arcydzieła rękodzieła 10-latki gdzieś schowane!)
Można pisać tomiszcza o zgubnym wpływie popkultury na młode dziewczęta czy
dzieci i młodzież w ogóle. Ale zaraz zaraz, czyja to jest wina ??? Andy
Warhola? Britnej? Tangi Moreau i Kate Moss??? Telewizji??? Frytek od
makdonalda ??? Czy alkoholikiem staje się automatycznie od przechodzenia obok
wystawy w monopolowym??? Nie! To że się we własnym domu wyhoduje wzorcowy
produkt globalnej papki – głupi, tępy, bezmyślny, ergo podatny na wszelkie
debilizmy, wpływy i mody, spasiony na przetworzonym żarciu i pełen kompleksów
od owego spasienia, jest winą rodziców. I tylko rodziców, a konkretnie braku
umiejętności wychowywania- w szerokim znaczeniu tego słowa, potomstwa.
Wychowywania od momentu narodzin.
Zaraz ktoś powie, że wtedy kiedy byłam małą dziewczynką, a potem nastolatką
było inaczej. Owszem było! Ale mam przykłady, że i teraz można wychować
normalne trzylatki, które mówią pełnymi zdaniami, nie tarzają się w
szale „chciejstwa” w supermarkecie i nie pożerają codziennie happy mealsów w
McDisach, normalne pięciolatki, które czytają książeczki dla dzieci zamiast
grać w play station i gapić się w telewizor; w miarę ; ) normalne nastolatki
i wreszcie mądrych, wrażliwych, inteligentnych, asertywnych i przede
wszystkim znających swoją wartość (!) 16-17 18-latków. Ale niestety (a raczej
stety), jest to codzienna, ogromna, ciężka, czasami aż niewdzięczna praca
rodziców !
Jeśli zawalili i teraz mają w domu cyborga, to nie jest wina Calvina Kleina,
snikersów i telewizyjnych britnejek, tylko ich grzech zaniechania.
Bardzo łatwo i jakże często, za zwyczajne i intelektualne lenistwo, własne
słabości i niedoskonałości obwiniamy „siły” spoza, siły wyższe, niewidzialną
rękę Wielkiego Manipulatora. Zeżarłam batonika, bo była reklama, a teraz się
źle czuję bo widziałam na bilbordzie superlaskę w stringach.... palę
papierosa, bo kowboj jechał na koniu, pije, no bo przecież „przygoda
przygoda” i „łódka Bols”(a wina jest copywritera a nie moich nałogów),
wyżyłuję się na lastminute na Cypr bo Kowalscy ... Muszę to, muszę
tamto...ale czy na pewno muszę ??? Bezrefleksyjność, konformizm i brak
indywidualizmu nie są dziećmi II połowy XX wieku; były zawsze, teraz tylko po
prostu łatwiej się usprawiedliwić....A, o ironio pomagają w tym prace
psychologiczne, socjologiczne, z antropologii kultury etc., których konkluzją
dla niewtajemniczonych jest proste wytłumaczenie - bo tak jest (odpowiedni
cytat, przypis).
Nie jest, nie będzie, jeśli włoży się w siebie, swoich bliskich, dzieci
trochę pracy...od czytania Cosmo, Przetrwają najpiękniejsi, czy Wojny
plemników się nie umiera, trzeba umieć wybrać.
Amen.
A na dobranoc życzę każdemmu zainteresowanemu moc refleksji nad starozytną
grecką zasadą kajos kai agathos - piekności ciała i umysłu....na raz, dwa w
jednym.
pozdrawiam A.