apsik87
13.08.05, 18:02
Zarzuca mi się brak wrażliwości....hhmm...rozważmy dwie sytuacje.Zrywa z emna
facet z powodu takiego,że jesteśmy oddzieleni kilkunastoma kilometrami,albo
nawet i wiecej.Są opcje dwie podstawowe(;)):"Ach boże,chyba się potnę,boze
jak on mógł mi to zrobić!Co ja teraz z robie bez niego!??!!!!Przecież nie dam
rady sama!!!"...powiem wam,że kiedyś tak było.2,5 roku temu może tak.Ale co?
przez chwile!Miałam pieniążki odłożone na bransolete dla niego którą miał
dostać w prezęcie na rok.Poszłam do zoologicznego,zakupiłam piekną durza
kulę,roślinki,domek,i boskiego bojownika:)Smutek minął?Troszke.Umówiłam sie
na randkę.I znów byłam sobą."A co tam mi kozak jakis...."-może to nie do
sytuacji,ale tak.Co mi tam on.Pare miesięcy temu chciał z emną skończyć mój
obecny facet.A przynajmniej tak ja to odebrałam.Dupa tam facet,tego kwiata
jest pół świata,nałożyłam maseczkę na twarz,olejek do kapieli i robiłam sie
na bóstwo;].
Czy więc jestem niewrazliwa czy też myslę rozsądnie?Dla mnie powodem do
płaczu było to,że za pieć minut mieli mnie operować,płakałam kiedy leżałam
golusieńka na bloku.Plakałam kiedy zadzwoniła mój ojciec i nawet nie zapytał
co u mnie,a rozmawialismy pierwszy ra zw życiu.Później gadał z moją mamą,i
też nie zapytał.Dzwonił po raz 3ci ale też nic...Dla mnie to są powody do
płaczu.Czy więc jestme niewrażliwa?