lovedance
17.08.05, 09:49
Od razu napiszę, że nie chcę obrazić żadnego faceta, piszę co wynika z moich
obserwacji:) A więc tak: Facetów nigdy nie zrozumię...Ja z natury jestem
bardzo uczynna, robię wszystko, żeby mojemu facetowi było ze mną
dobrze...gotuję mu, sprzątam ( nie mieszkam z nim), przynoszę smakołyki,
które lubi, w seksie szczeglnie dbam o jego potrzeby, pomagam mu jeśli tego
potrzebuje, załatwiam różne rzeczy , kryję w różnych sytuacjach itp itd...i
wtedy mój luby mnie nie docenia...ogląda się za innymi, na spotkaniach
buszuje po komputerze lub ogląda TV, na spacery nie chce mu się chodzić itd.
I kiedyś pomyślałam sobie, że nie będę mu włazić do tyłka na
siłę...Przestałam wysyłaś esy, nie przynosiłam smakołyków, nie pomagałam w
różnych sytuacjach...nie biegłam pierwsza z otartymi ramionami.I co?? Mój miś
nagle zaczął się mną interesować...pisał super eski, gotował dla mnie (!), i
przestał oglądać telewizję na spotkaniach...a i dyskotekę zaproponował (?!).
I tego własnie nie rozumiem...czy oni (faceci) kochają kogoś kto ich olewa??
To mnie własnie denerwuje. Dla uwiarygodnienia mojej teorii powiem ze znam
pewną parę gdzie dziewczyna odnosi się do faceta z góry...on chodzi jej do
sklepu po podpaski (!) wydaje pieniądze na drogie prezenty, a ona ma go
gdzieś...wiecie jak on ją kocha?? Może to źle, że ja zawsze płacę za siebie,
bo głupio jest mi nawet wypić colę za kasę mojego lubego...(on nie jest tym
zachwycony ale taki mam charakter) Jak to jest z Wami Panowie??