Gość: natuś wazneeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee eeeeeeeeeeeeeeeee IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.11.06, 21:25 NIGDY NIE REZYGNUJ Z MIŁOSCI!!!!!!!! JA KIEDYS O MAŁY WŁOS TAK NIE ZROBIŁAM NA SZCZESCIE NAUCZYŁAM SIE SZTUKI KOMPROMISU TO JEST ZNACZNIE TRODNIEJSZE NIZ ODEJSC I WYMAGA WIECEJ CZASU ALE NA WŁASNYM PRZYKŁADZIE POWIEM CI ZE WARTO NAWET JAKBYS MORZE ŁEZ WYLAŁA JAK SIE KOGOS KOCHA TO DA SIE DLA NIEGO ZROBIC WZYSTKO !!!!! POZDRAWIAM NATUS Odpowiedz Link Zgłoś
myszka243 Re: wazneeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee eeeeeeeeeee 30.11.06, 16:58 to może trzymajmy sie tej tezy;)) Odpowiedz Link Zgłoś
nusia1820 Re: wazneeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee eeeeeeeeeee 05.12.06, 10:48 hey.. ja zerwałam z chłopakiem jakis miesiac temu teraz bardzo tego załuje :( zobaczylam ze wchodzi na jakies konta (kiedys juz wchodził na konta towarzystkie dlatego wbiło mi sie do głowy ze tym razem jest tak samo:( .. ) jednak okazało sie ze tym razem była to stronka z jakimis filmikami przestrazylam sie i zerwałam .. w ta niedziele sie spotkalismy pierwszy raz po miesiacu czasu gdy wszedl do mnie cały sie trzasł .. powiedzial ze mnie kocha ale nie mozemy być ze soba .. bo sie charakterami roznimy i on musi być fer wobec siebie :( czuje ze mnie kocha gdy wychodził wziol jeszcze chusteczki a pozniej jak mówia moi rodzice mial łzy w oczach .. przeciez wiem ze mnie kocha on jest dla mnie całym moim życiem nie umiem o nim zapomniec .. myslicie ze jak kocha to wróci :(? ja nie potrafie bez niego życ :( Odpowiedz Link Zgłoś
myszka243 Re: wazneeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee eeeeeeeeee 05.12.06, 15:01 hmmmmm...no to trzeba by było chyba poważnie z nim porozmawiać,wyjaśnic sobie wszystko, bo my nie znamy całej sytuacji i nie możemy zgadywać.... ale powodzonka życzę:) Odpowiedz Link Zgłoś
maaaluska Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 05.12.06, 15:08 OJEJU!!! dokładnie takie coś jak ja właśnie teraz przeżywam..... miałam chłopaka, którego niesamowicie kocham. Zerwałam z nim ale nie umiałam tego wytrzymać i szczerze nie umiem do tej pory. W związku płakałam przez niego strasznie często. Tydzień temu zdarzyło się to znowu i już nie wytrzymałam, powiedziałam że z nami koniec, ale to co się później we mnie działo to była katastrofa. Chciałam wrócić, wszyscy wokoło mówili bym tego nie robiła, ja chciałam. Wczoraj rozmawiałam z nim, wyrzucił mi znowu pewne punkty z mojego życia które straszliwie bolą a ja pomimo tego mam ochote do niego wrócić. Wciąż go strasznie mocno kocham i nie potrafię sobie wyobraźić życia bez niego ale zarazem tak strasznie mnie krzywdził...najlepsze jest to, że nawet jak z nmim rozmawiałam, to wyszło że on nie wie dlaczego z nim zerwałam, obwinia mnie za to, że to zrobiłam. Strasznie się szarpie we mnie serce z mózgiem. I tak jak Ty nie wiem co zrobić:( Odpowiedz Link Zgłoś
nusia1820 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 05.12.06, 16:08 ja juz jestem bezsilna nie moge jesc spac ciagle o nim myśle najgorsze ze ja wiem ze on mnie kocha a mimo to nie chce wrócic .. żyje z mysla ze wróci bo nie wyobrazam sobie bycia z kimś innym maaaluska <przytul> biedactwo mam nadzieje ze nam obu sie uda bede mocno trzymać kciuki za Ciebie Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 10.12.06, 23:10 jaki ten problem ciagle aktualny.. :/ jak pokazała historia tego watku, wszystkie te opowiesci nasze maja ze soba cos wspolnego, ale tez każda jest zupelnie inna.. i dlatego nie mozna powiedziec tak albo nie, zawsze czarne albo biale, zawsze odejśc albo zawsze walczyć.. jedyne co moge wam doradzic, to to, zebyście nie postepowaly wbrew sobie.. jezeli jest wam zle, to walczcie z tym co to zle powoduje jezeli facet was kocha, nie bedzie sprawial wam zle na tym to mniej wiecej polega moj zrozumial.. :) Odpowiedz Link Zgłoś
blueska3 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 11.12.06, 03:23 elamodela napisała: > jezeli facet was kocha, nie bedzie sprawial wam zle Ojjj..święta prawda!!! Zeby tylko tak było zawsze to i życie byłoby piękne. Ahhhh... Odpowiedz Link Zgłoś
katizawadzka Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 11.12.06, 10:33 Mi czasem też. Mój facet jest zakazanym owocem, dla każdej kobiety. Czasem myślę jak mam go zostawić i jak to zrobic Nic mi nie wychodzi. Jestem z Tobą. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
gamn znowu ja ale pozytywnie 14.12.06, 00:40 dawno mnie tu nie bylo ale praca+przygotowanie do wizyty na swieta zbytnio pochlonely moj czas dziewuszki te nowe i stare uwiercie ze wszystko da sie przezyc a cierpimy tyle ile same tego chcemy, bo to od nas samych zalezy proces leczenia, inni moga nas wspomagac ale nie zrobia za nas brudnej roboty czyli wziecia sie w garsc i zabrania do zycia nie mozna trwac w czyms wbrew sobie i tlumaczyc to wszystko ze sie kocha i w imie tej milosci wszystko sie wytrzyma bo kiedys cos w nas peknie i naprawde nie wytrzymamy, trzeba czasem tez zaczac myslec egoistycznie i wyznaczyc granice własnego Ja poniewaz zwiazek dwojga ludzi polega na kompromisie a nie na pasozytnictwie jednej strony dlatego jesli to wy zakonczylyscie znajomosc badz to jestescie porzucone to po prostu pomyslcie pozytywnie: w pierwszym przypadku ze nareszcie sie nie dusicie, w drugim przypadku ze predzej czy pozniej i tak by sie to skonczylo bo On zawsze by mial jakies "ale..." i skoro nie potrafil walczyc o "Nas" to nie jest wart czegokolwiek dziewczyny idzie nowy rok a z nim nowe wyzwania pozdrawiam Was cieplutko i błagam niech ktos zabierze odemnie ten wiatr za oknem bo juz mam go dosc ;( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: miki Re: znowu ja ale pozytywnie IP: *.ramtel.pl 29.01.07, 18:06 No i nie udało się :( dużo życiowych problemów dołów, a jego już nie ma.Bo coś się wypaliło...a ja wciąż tesknię Odpowiedz Link Zgłoś
dominika_18 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 17.12.06, 17:39 Wielkokrotnie wchodzilam na ten wątek i czytalam Wasze historie... Mowicie ze czas leczy rany...ile ja dalabym zeby nie pamietac, nie tesknic, nie czekac:( To nie ja zamknelam pierwsza drzwi, tylko on. Zalamalam sie wtdy, pamietam ze byl to oczatek wakacji, wtedy postanowilam walczyc, uparcie wierzylam ze to ten jedyny i wrocil tylko po to aby mnie odtracic drugii raz.Dalam sobie spokoj,przynajmniej udawalam ze wszystko jest w porzadku,powiedzial ze wtedy do mnie wrocil tylko po to zebym juz nie byla smutna-wiec obiecalam sobie ze juz mnie smutnej nie zobaczy.Miesiac nie mielismy ze soba kontaktu (chodzi mi ze nie pisalismy do siebie, a nasze rozmowy konczyly sie na zwyklym czesc na szkolnym korytarzu)nazjelam sie soba i byloby dobrze gdyb on sie znowu nie pojawil...zaczal pisac, zapraszal na spotkania-jaka glupia bylam ze nie odmowilam, spotykalismy sie bez zadnych obietnic,nie bylo mowy o byciu razem a ja nie pytalam bo balam sie pokazac ze mi zalezy zeby go znowu nie sploszyc.Cieszylam sie ze i tak moge sie chociaz na chwile z nim spotkac. W zeszla niedzile kogos poznal i mi sie tym jeszcze pochwalil... a dzien wczesniej byl u mnie...calowal, przytulal Odpowiedz Link Zgłoś
dominika_18 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 17.12.06, 17:42 Teraz znowu czuje sie wykorzystana...poznal kogos innego i zrobil szybka zamiane,a ja znowu glupia i naiwna myslalam ze te spotkania dla niego cos znacza, a widac byly tylko dobra zabawa Odpowiedz Link Zgłoś
ja.natajka_18 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 08.01.07, 12:45 Ja tez strasznie kogos kocham i od dwoch dni nie jestem juz z ta osoba...strasznie mi ciezko.Ten facet bil mnie i ponizal,a ja nadal go kocham! gdyby nie pewna madra osobka,ktora wytlumaczla mi,ze znajde jeszcze swoje prawdziwe szczescie-pewnie dalej tkwilabym w tym "zwiazku"... Zycze Ci powodzenia... i sobie tez! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kobietka25 A u mnie.. IP: *.aster.pl 08.01.07, 18:32 Sprawa wyglada tak: nie kocham go juz chyba,ale boje sie odejsc. Bo wiem ze zrujnuje mu zycie,zalamie sie po tym, moze juz nigdy nie zaufa zadnej kobiecie.Jestesmy razem 5 lat,on bardzo kocha,a ja juz nie..Smutne. Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: A u mnie.. 10.01.07, 02:25 smutne.. ale jakie prawdziwe;] chyba nic Cie tak nie przekona jak zycie;] co poradze.. moze kiedys sama zrozumiesz.. byle nie bylo za pozno:D Odpowiedz Link Zgłoś
neli_23 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 15.01.07, 11:08 "...po prostu pomyslcie pozytywnie: w pierwszym przypadku ze nareszcie sie nie dusicie, w drugim przypadku ze predzej czy pozniej i tak by sie to skonczylo bo On zawsze by mial jakies "ale..." i skoro nie potrafil walczyc o "Nas" to nie jest wart czegokolwiek" święta racja Gamn!!! pozdro:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: myszka243 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.07, 17:58 mi jednak sie nie udało...miesiąc temu wkońcu on zerwal,wyprowadzil sie i zostałam sama:( najsmutniejsze jest to w jaki sposób to zrobił,ale tym zanudzac Was juz nie bede... prawie nie mamy kontaktu ze sobą,staram sie jakos trzymac,wychodze bawie sie i staram myslec ze tak bedzie lepiej-ale do konca w to jeszcze nie uwierzylam:( wiem ze jak go zobacze bede marzyła tylko o tym zeby przytulił i było jak dawniej,dlatego nie chce go spotkac,choc to nie uniknione i wiem ze wkrotce nastąpi.. beznadzieja, nie ma chcili zebym nie myslala o nim,zebym nie porównywała go do innych,zebym nie wspominala itp. :( :( pocieszam sie tylko ze kiedys cierpienie musi sie skonczyc i ze jezeli Bóg na to pozwoli spotkam kogos kto da mi prawdziwe szczescie-czego i Wam wszystkim życzę :* Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aniołek1412 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.elpos.net 18.01.07, 20:19 Zgadzam się z Tobą całkowicie. Ja też kochałam ale musiałam powiedzieć 'koniec'...nie wytrzymałam niedojrzałości i nieodpowiedzianości swojego byłego partnera. Walczyłam ale do czasu! Miałam dosyć ciągle powracających łez rozczarowań. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: laura Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.07, 11:53 Ja jestem w podobnej sytuacji,tez nie umialm odejsc ale zebrałam sie w sobie i mimo ze kocham nadal bardzo i wiem ze takiej milosci juz nieprzezyje,odeszłam dla swojego dobra,nie było to latewe i nie ma recepty jak to zrobic,mysle ze w koncu wydarzy sie cos co przpełni czare goryczi i moze wtedy a tym czasem trzymaj sie ciepło Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: K. Pomozcie mi nie odchodzic! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.07, 04:11 Przeczytalam caly ten watek. Znalazlam wiele cennych wypowiedzi, na wielu z nich ryczalam, a inne mnie uspokajaly. Dziekuje Wam za wszystkie posty:) U mnie jest problem odwrotny. Jestem z nim 2 lata. On jest taki, jakiego zawsze chcialam miec - czuly, pomocny, nosi na rekach, bardzo kocha. Do tej pory ja tez czulam sie jak w bajce. Ale cos we mnie sie zmienia: bardzo chce z nim byc juz zawsze, miec z nim dzieci, ale czuje, ze przestaje go kochac:( A tak bardzo chce go kochac wciaz i zawsze juz! Zdecydowalam sie walczyc o ta milosc - dla niego, dla siebie, dla nas. Rozmawiam z nim, staram sie spedzac wiecej czasu poza domem, staram sie od niego troche odpoczac, aby za nim bardzo zatesknic. Chce isc do psychologa. Staram sie byc cierpliwa. Cierpie niewyobrazalne meki, nie mogac dac mu tego co kiedys. Nie moge jesc, spac, mam ciagle nudnosci, ale chce z tym wygrac, musze to pokonac. Pomozcie, prosze, nie wiem juz co mam robic :( Nie chce odchodzic od takiego cudownego czlowieka :( Rozum pragnie go na 101%, a serce sie waha :/ Czy to normalne?! Dziewczyny, pomozcie mi z nim zostac! Nie chce byc taka, jak Wasi byli, nie chce ranic mojego faceta! Nie chce pierwsza zamykac drzwi! Co mam robic?... Boje sie :( Odpowiedz Link Zgłoś
myszka243 Re: Pomozcie mi nie odchodzic! 21.01.07, 12:16 moze to poprostu przejsciowe...ja w moim 4,5 letnim związku tez mialam takie stany i wachania,przetrwałam z czasem wszystko sie poukladalo i kochałam jak dawniej-tylko że mi sie to nie opłacilo,bo on zostawil mnie-nie potrafil dla mnie walczyć... Ale skoro masz tak wspanialego faceta,to moze warto powalczyc.... z czasem ogień powinien zaplonąć na nowo.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: K. Re: Pomozcie mi nie odchodzic! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.07, 13:06 Dziekuje Ci za te slowa! :))) Najwyzej on mnie kiedys oleje. Ale ja chce z nim byc :) Odpowiedz Link Zgłoś
gamn jestem w Polsce 21.01.07, 22:51 ale juz sie nie moge doczekac wylotu (2 lutego) nawet przetrwalam te "wakacje" w domu, świata i sylwester bardzo sie udały, chrzest siostrzenicy rowniez, jedyne co zmacilo moj spokoj ducha byla kartka swiateczna od niego, ale wyladowala w koszu, nie odpisalam na nia, nie podziekowalam... moze i niegrzecznie sie zachowalam, moze hipokrytka ze mnie (tyle pisalam wczesniej o zostaniu z nim przyjaciolmi) ale wole byc taka i myslec egoistycznie po raz pierwszy od dawna o sobie..... wiem ze potrzebuje spokoju od niego i jest mi calkiem dobrze troche powrocily wspomnienia kiedy siedze w swoim starym pokoju ale juz nie boli, niestety niesmak pozostał... ale naprawde czas leczy rany i to jest pocieszajace :) trzymajcie sie cieplo wszystkie bo wieje strasznie i podobno od wtorku snieg ma zaczac padac odezwe sie nastepnym razem juz z wyspy, buziaki dziewczyny Odpowiedz Link Zgłoś
kotek_vel_lol2 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 22.01.07, 22:42 ja NIESTETY nie umiem ... Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 24.01.07, 11:17 powiem Wam tak.. zal za miloscia to jeszcze wciaz milosc.. a gdy nie ma juz zalu, to nie ma i milosci.. tak sobie kiedys zaslyszalam i ostatnio mi sie bardzo spelnia :D Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: piwoifilm Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.chello.pl 30.01.07, 18:07 Dwa razy odeszłam od faceta.Nie jestem do końca przekonana czy to,że zrezygnowałam z chłopaka kilka lat temu to była słuszna decyzja.Ale było minęło.Czasami jest tak ,że na pierwszy rzut oka wydaje Ci się,że wszystko Was dzieli,a tak naprawdę możecie stworzyć piękny związek.Teraz jestem z facetem,który jest po rozwodzie.Czasami lepiej późno niż wcale ;) Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 16.02.07, 14:02 czasami lepiej poźno niz wcale.. ja mam nowa teorię: czasami lepiej późno, niż za późno :D baj de uej: Kobitki!!! co u WAS?????????????? takam ciekawa, tyle czasu minelo... u mnie powiem tylko ze jest KOMPLETNIE inaczej calkowicie different calkowicie w calosci calkiem zupelnie inaczej.. jest mi dobrze:> Odpowiedz Link Zgłoś
neli_23 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 18.02.07, 17:46 ;(( właśnie pęka mi serce!! myślałam, ze mi przeszło, ale oszukiwałam samą siebie. dzisiaj sie dowiedziałam, że się zaręczył, wkrótce bedzie się żenił, że jest zakochany... a ja wciz miałam nadzieję, ze kiedyś sie zejdziemy i będę szczęsliwa :(((( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: neska Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.stk.vectranet.pl 18.02.07, 17:58 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: neska Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.stk.vectranet.pl 18.02.07, 17:59 :((( Czemu to tak cholernie boli i ma sie wrazenie,ze ktos wyrywa golymi rekami serce,a potem je depcze??:(( Odpowiedz Link Zgłoś
myszka243 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 19.02.07, 19:47 tez chciałabym to wiedziec...:( Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 20.02.07, 13:30 no bo.. albo kopiesz, albo jestes kopany.. ;/ szkoda, myslalam ze u Was dobrze.. ja odeszlam, musialam Go skopac przy tym, ale wierze ze sie pozbiera, tak jak i Wy, i na dobre to wyjdzie wszystkim:D trzeba szukac szukac szukac w zyciu no.. Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Dzień Świętego Patryka!!!!!! 16.03.07, 01:48 Hej Dziewuszki!!! U mnie w sobote jest Dzien św.Patryka wiec z tej okazji wszystkiego zielonego Wam zycze!!!!!!!!!!!!!!!!! Jak obiecalam tak pisze juz z Wyspy. Jestem tutaj ponownie juz od 6 tygodni i jakos sie trzymam. Moje zycie nabralo tempa i troche sie zmienilo - na lepsze wg mnie :):):) Od 6 lutego mam dodatkową prace w sklepie i to bylo to COŚ czego potrzebowałam. Nie mam teraz dzieki pracy czasu myslec o glupotach (czyt. o Dupku), a do tego do sklepu przychodzi sporo ludzi w tym wielu Polakow i zaczynam sobie robic jako-takich znajomych w tym obcym miescie. Niestety do starych znajomych jezdze teraz na 1 weekend raz w miesiacu, czasu brak i oni za daleko. Smutno mi troche z tego powodu i tesknie za nimi, zwlaszcza za przyjaciolka ale zycie inaczej mi sie ulozylo. Moze z Gusia za rok zamieszkamy w jednym miescie... Ok, ja tu pierdu-pierdu nie na temat a Wy zapytacie pewnie czy jestem szczesliwa, jak z moim serduchem? Do szczescia troche mi brakuje ale zaczynam nareszcie jakos normalnosc odczuwac. Czasem jest mi smutno tak samej, nie ma do kogo sie przytulic ale wszystko mozna przetrwac. Co najwazniejsze zaczynam powoli odkurzac moja wiare w milosc. O Dupku mysle sporadycznie (jak mam dola hormonalnego przed okresem) - raczej wspominam mile chwile i usmiecham sie w duchu do przeszlosci. Elamodela pisala ze jak nie ma zalu to i nie ma milosci - hmmm cos w tym jest... We mnie chyba jeszcze zalu troche jest ale sama nie wiem za czym dokladnie, na pewno nie za nim, moze za bliskoscia z drugim czlowiekiem.... Dzis uzmyslowilam sobie ze minelo juz 10 miesiecy od rozstania.... Alez ten czas szybko plynie... A co u Was?? Neli_23 jak sie czujesz? Elamodela - ciesze sie ze pozmienialas na lepsze swoje zycie i jest Ci z tym dobrze. Tekane - zagladasz tu jeszcze? A co z resztą Was? Jak Wasze serducha? Mam nadzieje ze powoli dochodzicie do siebie i uwierzcie - czas naprawde leczy rany, a to ile nam go potrzeba na pozbieranie sie zalezy jedynie od nas samych. Gorąco pozdrawiam, buziaki :*:*:*:*:*:* Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mietek Re: Dzień Świętego Patryka!!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.07, 11:21 wreszcie sie odezwalas Gamn. To dobrze ze potrafisz nie pielęgnowac nienawisci i cieszysz sie z tego co masz, tyle optymizmu w Twoich slowach na pewno przyda sie to innym. Wystarczy poczytac Twoje wołanie i proces uwalniania sie zeby teraz Cię podziwiac za madrosc zyciową. Zadne analizy nie pomoga dlaczego tak sie stalo. Jezeli cos sie skonczylo to nasze analizowanie tylko przysparza cierpienia a i tak jestesmy na przegranej, bo osobno. Teraz wazne jest zaczac od nowa i Ty to potrafisz. Jesteś mocna i mądra osoba. Każde przeżycie wzbogaca nas jakos i z perspektywy nie ma czego zalowac. A On tez pewnie ma swoje doswiadczenia i wnioski nie wierze ze Go to nie obeszlo. Bo odchodzenie tez jest bolesne i czegos uczy. Odzywaj sie od czasu do czasu jak sobie radzisz. Niech Twoj przypadek bedzie dla innych zalamanych terapia. Odpowiedz Link Zgłoś
kittypop Re: Dzień Świętego Patryka!!!!!! 17.03.07, 23:40 Hej I ja znow tu zagladam. Nie bylo mnie ponad 3 miesiace, az mi konto zamknieto. Ciesze sie, ze niektorym lepiej, a tych ktorym ciagle zle przytulam i zycze wytrwalosci. Pamietajcie ze bol minie z czasem. Badzcie silne(i)w cierpieniu i szukajcie radosci w najmniejszych rzeczach. Ja tez wrocilam do mojego ex po rozstaniu tak jak niektore z was. Na 3 miesiace. Bylam z nim w Nowej Zelandii, wreszcie, zawsze planowalismy tam pojechac. Bylo cudownie, to taki piekny kraj. Jedyny problem to ze to jest tak cholernie daleko...Mielismy swietne wakacje, prawie miesiac. Cudowne plaze, surfing, wynajetym autkiem zwiedzilismy cala polnocna wyspe. Odpoczelam od wszystkiego. A po powrocie myslalam, ze mielismy wiecej sil do walki. Okazalo sie ze tylko ja tak myslalam. Wszystko bylo ok przez jakies 2 miesiace od powrotu (rozstalismy sie na poczatku listopada, wrocilismy do siebie po miesiacu), moze dlatego, ze oboje wtedy probowalismy. Potem on znow sie poddal. Zaczely sie znow klotnie. Stara basn, ta sama historia. On wycofany coraz bardziej, nie rozmawial juz nawet ze mna, byl dziwny, nie swoj. Wiedzialam co sie kroi. Pare dni temu, tydzien po powrocie z NZ odszedl znow. Tak samo jak ostatnio, cichaczem, jak nie bylo mnie w domu, zabral wszystko co tu mial i uciekl. Potem przez telefon oznajmil mi, ze odchodzi. Wiem, wiem, wszyscy mi odradzali powrot, wszyscy mowili, ze zrani mnie znowu. Ale milosc nie pozwala sluchac takich rad. Ale o dziwo i ja tym razem czuje sie inaczej. Placze zdecydowanie mniej, choc minelo dopiero 6 dni.Poddalam sie, zaakceptowalam to w mig. On nie wierzy, ze przetrwalibysmy razem. I ja tez nie wierze. Twierdzi, ze nie przestalibysmy nigdy sie klocic, ze nasze osobowosci zbyt sie roznia. Mowi, ze kocha nadal, ale nie chce byc ze mna, nie widzi przyszlosci razem. Trudno bylo zawsze z nim o tej przyszlosci rozmawiac, bylo to jak ciagniecie osla sa uszy...zawsze ja inicjowalam takie rozmowy, po babsku wyobrazalam sobie ze bedziemy miec wspaniala rodzine, domek niedaleko plazy w NZ...Nie wierze w gadki pt.jestesmy zbyt rozni. Roznice sa fajne, przeciez nikt nie chce byc ze swoim klonem! Gdyby te roznice byly tak zle i nie mogli bysmy sie dogadac,jak on twierdzi, jak jest mozliwe, ze mielismy tyle swietnych dni, tygodni,miesiecy? Tez nie znosilam klotni, ale byly one sporadyczne, skupialam sie na dobrych chwilach, o zlych zapominalam, chcialam walczyc i zmieniac sie dla nas, dla niego. On nie chcial robic nic, chcial po prostu byc. Bezwysilkowo. A wszyscy wiemy, ze tak to mozna tylko na poczatku, problemy przychodza zawsze, predzej czy pozniej kazdy zwiazek przechodzi jakis kryzyz. I to wszystko. Jest mi teraz tak calkiem inaczej, niz ostatnio. Boli, ale bol jest stlumiony. Moze dlatego, ze jestem po tak dlugim urlopie nadal odprezona, a moze dlatego, ze juz to wszystko raz przerobilam, ze juz sie wtedy wyryczalam,wybolalam, ze teraz to prawie sie tego po nim spodziewalam. Nie, moze nie tak, nie spodziewalam sie...ale nie zapomnialam tego co mi wtedy zrobil, chociaz wybaczylam, wiedzialam ze moze zrobic to po raz kolejny. Aaanyway....spedzam Sw. Patryka w lozku, zrobilam sobie pyjama party dzis z kolezanka, spala u mnie, zeby bylo mi razniej...tez ma problemy z facetem, wiec siedzialysmy tu sobie i od 11 rano oproznialysmy moj barek ogladajac filmy. Bylo fajnie. Potem jej facet zadzwonil i pofrunela do niego, a ja zostalam sama. I postanowilam do Was zajrzec. Widze, ze zlamane serducha powoli sie zrastaja...a zycie plynie sobie dalej. Mysle sobie teraz o znalezieniu zapelniacza czasu, moze dodatkowej pracy poszukam. Potesknie za nim jeszcze na pewno, poboli jeszcze troszeczke. Ale plakac juz chyba nie bede. Tak jest lepiej, ewidentnie nie kochal mnie na tyle, zeby nie ranic, zeby chciec walczyc. Mam nadzieje, ze i on znajdzie swoje szczescie gdzies tam, moze kiedys bedziemy w stanie pogadac o wszystkim i posmiac sie z tego. Mam nadzieje, ze nie zrani kogos tak jak mnie, chociaz moze ludzie sie nie zmieniaja i moze on inaczej nie umie, odchodzi jak tchorz, bo boi sie emocji, ktore sa zawsze podaczas rozmow. Jesli wroci, bedzie chcial rozmawiac to mam nadzieje, ze znajde w sobie tyle sil, zeby mu drzwiami przed nosem trzasnac albo jak Gamn mi kiedys poradzila chyba - powiedziec ze mam goscia. Nie zaluje powrotu do niego, mialam cudowny urlop, zwiedzilam kawalek swiata (Dubaj, Singapore, Australia po drodze) i dowiedzialam sie, ze tak naprawde to nie mam czego zalowac, bo on nie da mi nigdy tego, czego potrzebuje. Wiecznie dopraszalabym sie o wiecej czulosci, uwagi, wiecznie walczylabym z jego grami komputerowymi o czas....Zasluguje na cos lepszego i sprobuje to znalezc i wam dziewuszki i nieliczni panowie zycze tego samego. Sciskam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: meg Re: Dzień Świętego Patryka!!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.07, 15:30 Pomocy... mam straszny problem... Wiem, że to, co zaraz napiszę wyda się pewnie większości głupie... Wiem, że jestem głupia i że większość z was ma dużo większe problemy...;( Strasznie się męczę ze swoimi myslami:( Jesteśmy razem 2,5 roku, to mój pierwszy chłopak "na poważnie". Od zawsze duzo rozmawialiśmy, zawsze szczerze, o wszystkich problemach, żalach, bólach itp. Jesteśmy do siebie bardzo pdobni jeśli chodzi o charakter, zainteresowania, plany na przyszłość... jakiś czas temu zaczeliśmy już takie robić. Tzn. on mówił, ze jestem tą Jedyną, że tylko ze mną chce już być, że chce ze mną wziąć ślub (im szybciej tym lepiej), chce mieć ze mną dzieci itp. Początkowo podchodziłam do tego strasznie sceptycznie, ot "szczeniackie gadanie" (mamy oboje po 19 lat). No, ale jak to każda kobieta, zakochana to łatwowierna - w końcu w to uwierzyłam:) No i z podejścia "ciesz się chwilą, nie myśl o przyszłości, jesteś młoda" zrobiło się "czy będziemy szczęśliwi w przysżłości itp.". Problem pojawił się kilka mcy temu... moja ciotka, z którą dużo rozmawiałam powiedziała "a co ty tak z tym jednym... jesteś młoda, to powinnaś popoznawiać trochę więcej facetów, a nie... wszystkie, co młodo wyszły za mąż żałują, że nie poużywały życia". Ona sama, lat 3o, wyszła za mąż 5 lat temu i żałuje, nie jest szczęśliwa. Cóż, jej słowa zasiały u mnie ziarenko niepokoju... Zwłaszcza,ze od jakiegoś czasu w moim związku dzieje się źle. Kłócimy się dość cząsto z byle powodu, chłopak zaczyna się na mnie zamykać, nie chce, jak kiedyś mówić o swoich problemach, powoli przestaje być czuły, ciepły itp. Kiedy zrobi mi jakąś przykrość zamiast przepraszam słyszę "nie wymyślaj, znowu sie obrażasz"... dowiedziałam się też, że on uważa, że jest ode mnie lepszy jesli chodzi o inteligencję i zdolności (zatrzęsło mną tak, że dobrze, że to było przez telefon, bo mógłby nie wyjść z tego cało)... odsunęłam się od niego, poczułam chłód, który noszę w sobie do dziś, choć coraz mniejszy... ostatnio rozmawialiśmy, wydawało mi się, że zrozumiał, ale nic się szczególnie nie zmieniło. Na razie staram się przeczekać... strasznie mało czasu razem spędzamy, max. po 30 minut dziennie (w szkole), nie spotykamy się od 2 mcy poza, bo uczymy się do matury... Ciężko mi potwornie;( Jesteśmy oboje zmęczeni, niewyspani, zestresowani... Tłumaczę sobie, że to przez to się nam teraz nie układa (w wakacje było cudownie) i ze muszę poczekać... Ale z drugiej strony mam mnóstwo wątpliwości. Słowa mojej ciotki wyprowadziły mnie z równowagi, zastanawiam się coraz częściej jakby to było z innym, może byłoby lepiej. Ale też boję się samotności,a przede wszystkim tego, że już nigdy kogoś tak pasującego do mnie nie znajdę... wiem też, że się stara, że pracuje nad sobą, żeby nam było lepiej. Wiem, że mnie kocha nad zycie, ja jego też. Ale te wątpliwości... i to tzw. "morze łez" wylanych przez te 2 lata... Napiszcie mi coś, proszę, nie mam już siły trwać w tej niepewności;( Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: Dzień Świętego Patryka!!!!!! 25.03.07, 09:20 do kittypop: nie można kochac za dwoje, a takie wlasnie odnioslam wrazenie czytajac Twoja historie. Jezeli on nie czul wystarczajaco duzo w tym zwiazku, to zadne wasze wspolne starania nic by nie daly. Poza ty roznice mozie owszem sprawiaja, ze nie jest nudno, ale naprawde wyobrazasz sobie zycie z kims, kto caly cza chce robic cos innego niz Ty? To wyglada na to, ze jedna strona musialaby sie co jakis czas naginac do drugiej, a kompromisy na dluzsza mete zdaja sie byc polsrodkami.. Nie chodzi mi bron Boze o to, ze trzeba zawsze stawiac na swoim, tak wiem, ze kompromisy to podstawa, ale zmienianie siebie, by sie dopasowac do drugiej osoby to juz jest daleko cos innego. Poza tym w zwiazku powinno byc zabronione dopraszanie sie o cokolwiek. Niektore rzeczy, takie jak uwaga, czas, szacunek Ci sie naleza i kropka. Do meg: Straszny to ten problem chyba nie jest, taki po prostu zwyczajny.. Poznajesz kogos, kto jest Twoja pierwsza miloscia, dostajesz w leb, poki jest pieknie, a na poczatku zwykle jest, widzisz siebie z pieskiem i kotkiem i bialym plotkiem, az tu nagle idealna wizja pada, bo ktos jak sie okazuje, tez ma wady.. Potrafi nawet powiedziec pare niemilych rzeczy, no i w koncu.. Tyle ludzi jest na swiecie.. Tak. Najglupsze jest uczucie, gdy my jestesmy szczesliwi, a inni ludzie wmawiaja nam, ze ta blad. Sama wiesz najlepiej, a sugerowac sie opiniami typu: tak sie nie robi, zobacz na innych, itd. jest naprawde smieszne. Co innego, jesli te watpliwosci sa w Tobie. Ile dostajesz, a ile potrzebujesz dostawac? No bo powiem Ci tak: jcie mlodzi, slubu nikt Wam jeszcze brac nie kaze:D Daj sobie czas na zrozumienie siebie. Zmartwilo mnie tylko to co on powiedzial Ci przez telefon.. Hmm.. Tu mi sie wlacza alarm. No ale pozyjemy, zobaczymy, mam nadzieje ze sie nie powtorzy. Sprobuj tez o tym porozmawiac, Czasem oni po prostu wyslowia sie tak ze w piety idzie, nierkoniecznie majac na mysli to, co im sie uda wyprodukowac. Tylko jakby cos, to wiedz, ze najgorsza rzecza jast tkwic w zwiazku z przyzwyczajenia, lub sentymentu. Szukaj 100%, a nie 60%, 70%, 80% ... Odpowiedz Link Zgłoś
gamn hej meg 26.03.07, 01:02 zgadam sie z elamodela, trzeba zawsze szukac 100% co do jego slow ze jest lepszy od Ciebie... hmmmm - tu by mi sie zapalilo mocno czerwone swiatelko, jesli ktos tak o Tobie mowi znaczy sie ze nie ma do ciebie szacunku..... Oboje jestescie mlodzi i dopiero poznajecie siebie, swoje wnetrze a co dopiero mowic o zyciu w zwiazku, daj sobie czas i nie mysl ze w wakacje bylo pieknie to po maturze to wroci, oboje musicie pracowac nad zwiazkiem. Co do slow Twojej cioci to powiem Ci ze ja cos takiego samego slyszalam z ust moich ciotek i szczerze mowiac po pewnym czasie przyznaje im racje. Tylko zaznaczam odrazu ze do mnie ideal zycia z malzenstwie nie przemawial nigdy i nadal nie przemawia, ale zyciem tez trzeba sie nacieszyc. Zobaczysz jak sie wszystko pozmienia kiedy oboje pojdziecie na studia. To kompletnie inne zycie, tym bardziej jesli nie bedziecie studiowac w swoim rodzinnym miescie. Jesli moge Ci cos poradzic z wlasnego doswiadczenia to nie zamykaj sie na innych ludzi. Nie mowie tutaj o zwiazkach ale ogolnie o kontaktach z nowymi znajomymi obu plci. A jesli wasz zwiazek ma przetrwac to przetrwa, zamartwianie sie przyszloscia nic Ci nie da a jedynie wpedzi w depresje dlatego teraz to mysl o maturze a facet jak bedzie chcial walczyc o Was to to zrobi. Trzymaj sie wiosennie i zycze powodzenia, buziaki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: meg Re: hej meg IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.07, 18:59 Dziękuję Wam bardzo dziewczyny:*Szkoda, że nie jestem tak mądra, jak Wy, może żyłoby mi się łatwiej...:) Niestety, powiedział to i, co więcej on tak uważa, próbował mi to nawet uargumentować! (że jak na razie to niby więcej osiągnął!). Choć było to ze 3 tygodnie temu, to dalej się we mnie gotuje, ambitna byłam zawsze. Nie podoba mi się to szczególnie dlatego, że czuję teraz wewnętrzny nacisk, żeby mu udowodnić, że wcale tak nie jest.... dotychczas nie bło tej rywalizacji, nigdy się tak nie czułam. No i wiem, że w związku sukces jednego to sukces obojga... Fajnie, że mój facet udowodnił, że już nie;/ Wiem i widzę, że on bardzo dużo dotychczas pracował nad sobą, stara się, raz mniej, raz bardziej, ale to przypuszczam, że każdy na swoje gorsze i lepsze chwile:) Cóż, staramy się oboje, dla siebie nawzajem, więc liczymy, że wyjdziemy z tego dołka. Myślę, że klucz leży w tym, żebyśmy wreszcie zaczęli spędzać ze sobą trochę czasu... Nigdy zamknięta na znajomości nie byłam, jadę w lato ze znajomymi przyjaciółki na wakacje (bez niego), poza tym mam mnóstwo dobrych znajomych, przeważnie płci przeciwnej (tak wyszło, że się stokrotnie z facetami lepiej dogaduję). Mam nadzieje, że na studiach będzie inaczej, nowi ludzie, znajomości itp., będę studiować w tym samym, rodzinnym mieście, chłopak też, więc jeśli chodzi o to, to się nic nie zmieni. No, może poza tym, że będziemy mieć już samochody i częściej (i na dłużej) się odwiedzać. O amturze teraz mysle głównie, pewnie:) Może nie stresuję się jakoś specjalnie bardzo, czuję się w miarę przygotowana, jeszcze kilka tematów powtórzyć i będzie dobrze:) Na szczęście widzę, że na ile może, to walczy... Dzięki jeszcze raz, lepiej mi się od razu zrobiło na sercu:) Wy też się trzymajcie cieplutko i życzę Wam szczęścia:* Odpowiedz Link Zgłoś
gamn witaj kittypop 26.03.07, 01:17 podziwiam Cię, ja bym nie mogla tak pozwalac wracac i odchodzic facetowi. Po prostu sama psychicznie bym nie wytrzymala czegos takiego. Zwlaszcza ze Twoj eks robil to jak zwykly tchorz, po cichu, ukradkiem. Ja nie potrafie w milosci widziec szarosci, dla mnie jest czarne albo biale. Ciesze sie że nie zalujesz tego powrotu i ze urlop Ci sie udal (zazdroszcze Ci troche bo faktycznie bylas w naprawde fantastycznych miejscach). No i naprawde czuje ulge ze dojrzalas do nastepnego kroku i z usmiechem patrzysz w przyszlosc. Gdzies dla kazdej z nas jest jakis facet ktory bedzie nas kochal za to jakie jestesmy, bedzie nas wspieral i rozbawial, bedzie naszym oparciem w zle dni, znajdziemy w nim to czego kazda z nas szuka u faceta... a poki co kiedy go jeszcze nie znalazlysmy to mamy nasze forum i siebie dziewuszki :):):) Pozdrawiam serdecznie i sciskam goraco :*:*:*:*:* Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kittypop Re: witaj kittypop IP: *.dsl.pipex.com 26.03.07, 01:59 Hejka Tak, wiem, tez nie wierze w powroty. Ale po rozmowach wyszlo na to, ze on mial inne, bledne, przekonania o pewnych sprawach, wyjasnilismy sobie to i okazalo sie, ze z ta wiedza, ktorej wczesniej nie mial, postanowil nie odchodzic...he he..na 3 miesiace. A ja kochalam, tesknilam, mimo tego, ze prawie sie pogodzilam z rozstaniem, wiec sie zgodzilam. Nadal kocham, ale teraz cierpliwosc moja siegnela kresu i nie wezme go z powrotem, chocby na kolanach przyszedl. Niech cieszy sie swoim zyciem beze mnie, a ja pociesze sie swoim. Nie bylismy sobie pisani, mielismy inne pomysly na zycie. On zachowal sie jak tchorz, masz racje i tym zepsul moje wspomnienie o nim, ja lubie rozstawac sie z klasa, jesli w ogole. Mozna przeciez napic sie winka, przyniesc kwiaty, podziekowac sobie za wspolne lata i pamietac te dobre chwile tylko, mam 2 fajne przyjaznie z moich dawnych zwiazkow. W koncu jestesmy oboje dorosli i jak cos nie wychodzi to oboje wiemy, ze nadszedl czas sie pozegnac. U nas nie bylo zdrad, czy jakichs innych historii, tylko zwyczajne niedopasowanie. Jestem zgorzkniala przez to jak to zrobil, niepotrzebnie ranil, pytam sie sama siebie dlaczego i udzielam sobie odpowiedzi, ale tak naprawde nie bede nigdy wiedziec dlaczego tak postapil. Boli, ze ktos najblizszy tak bezmyslnie rani. Wiem, ze zrobil to zeby ochronic sie przed bolem. Czy tez przed nim uciec. Ale nie chce utonac w zalu, jego strata ze nie bedziemy sie przyjaznic. Odkrywam uroki samotnosci! Spacery w sloncu tam gdzie lubie, filmy ktore ja wybieram. Nie musze sie nikomu z niczego tlumaczyc. I co najwazniejsze - nie placze juz ze zlosci na niego. Wiem, ze wkrotce zatesknie za czyims towarzystwem i tez bedzie fajnie. Minely juz 2 tygodnie, nie moge powiedziec, ze jest mi znow wspaniale, ale wiem, ze to nie jest koniec swiata i trzymam glowe wysoko. No i znow mam divorce diet, czyli malo jjem, co sprawia, ze wygladam lepiej. Oczywiscie moje poczucie wartosci ucierpialo, jak zawsze przy rozstaniach. Ale wiem, ze jest swiatelko w tunelu i gdzies ktos na mnie czeka, a ja na niego. I wiem, ze poczuje kiedys znowu jak fajnie jest jak ktos nosi cie na rekach i jest z toba na dobre i na zle. A co u Ciebie Gamn? Jak tam sie masz na zielonej wyspie, czy twoje serduszko juz pika w rytmie cza-cza na widok kogos? Mam nadzieje, ze wszystko w porzadeczku, a ty nie myslisz juz o bylym eksie wcale. Nie warto. Idzie wiosna, czas na odrodzenie, zrzucenie skorupki zimowej i moze nawet nowe zakochanie! Sciskam Odpowiedz Link Zgłoś
gamn witaj mietku!!!! 26.03.07, 01:10 i znowu sie zarumienilam czytajac Twojego posta :) Ty mnie chyba zbytnio idealizujesz....... Dziekuje baardzo za cieple slowa ale z madroscia zyciowa to u mnie nie za bardzo dobrze :) jej poziom systematycznie spada a ja sie czuje powoli odmozdzona. Piszesz z puntu widzenia mezczyzny i ja Ci wierze ze jego pewnie odejscie obeszlo, ze dla niego moze tez to bylo trudne, zwlaszcza podjecie tej decyzji... jednak ja staram sie o tym nie myslec, minelo juz sporo czasu od tamtego momentu - to po pierwsze, a po drugie decyzja juz zapadla a ja nie lubie gdybac na tematy zamkniete. Niech on sobie zyje po swojemu i da mi zyc :) Pozdrawiam cieplutko i wiosennie, buziaki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Nietykalna123 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.03.07, 09:30 Jestem zdania, że to co ma spłonąć lepiej niech spłonie od razu niż miałoby się tlić powoli aż do wygaśnięcia. Konające związki sa bardzo męczące i strasznie unieszczęśliwiają .Najtrudniej jest na początku, warto wtedy znaleźć sobie ciekawe hobby, przyjaciół, by nie myśleć, nie zadręczać się. Czasem naprawdę warto, bo choć trudno, to mimo wszystko mniej bólu niż przy takim bezsensowym przeciąganiu. Odpowiedz Link Zgłoś
gamn "Samotnosc w sieci" J.W.Wisniewskiego 04.04.07, 13:23 czytam ta ksiazke po raz drugi i odnajduje w niej kolejne niesamowicie wzruszajace fragmenty ktore umknely mi przy pierwszym czytaniu, ta ksiazka po prostu jest niesamowita a najlepsze w niej jest to ze napisal ja mezczyzna... pierwszy raz przeczytalam "Samotnosc..." w lipcu zeszlego roku -> to byl zly pomysl :))) nie bylam w psychicznej formie na taka lekture, plakalam po jej skonczeniu pozniej przez tydzien, teraz po kilkumiesiecznej przerwie ponownie czytam ta ksiazke i jestem nia tak samo zauroczona jak za pierwszym razem, nawet pomimo tego ze znam zakonczenie, jedynie juz tak nie rozpaczam, czuje sie bardziej dojrzala do takiej lektury niestety nie widzialam ekranizacji..... ale ale!!! pewnie zastanawiacie sie dlaczego poruszylam ten temat na tym watku; otoz na okladce ksiazki jest napis mniej/wiecej takiej tresci: "zobacz czy warto przezyc taka milosc, czy warto przezyc taka zdrade?" bardzo poruszyly mnie te slowa, na pierwszym pozyczonym od kolezanki egzemplarzu ktory czytalam nie bylo takiej reklamy i chyba dlatego, ze wzgledu na te slowa i dlatego ze znalam tresc ksiazki postanowilam kupic sobie(w styczniu, na lotnisku, przy poworocie na wyspe) wlasny egzemplarz "Samotnosci w sieci"... dopiero teraz poczulam sie psychicznie gotowa do ponownego czytania i wiecie co.... wiecie co... uwazam ze warto przezyc cos takiego, nawet pomimo pozniejszego cierpienia zdaje sobie sprawe ze pisze nie na temat ale nagle naszla mnie jakas taka ochota teraz w pracy powiedzenia o tym komus i musialam to zrobic natychmiast a ludzie mnie otaczajacy nie nadaja sie na takie zwierzenia bo 1. nie czytali ksiazki, 2.nie maja takich doswiadczen, 3. to jednak kompletnie inna kultura, wrazliwosc na pewne rzeczy pozdrawiam was serdecznie i goraco, buziaki :*:*:*:* p.s. a u mnie za okonem jest piekne slonce :):):) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ania Re: "Samotnosc w sieci" J.W.Wisniewskiego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.04.07, 22:45 To jest na temat Gamn Samotnosc to jak balsam dla duszy nie zaluj ze nie widzialas filmu psuje caly smak lektury. Znawcy twierdza ze to lektura dla wrazliwych panienek a nie powazna literatura, ja jednak uwazam ze warto czytac to co nas porusza i wyzwala emocje. A problem milosci i zdrady o ktorym wspominasz wszystko co przezywamy zawsze nas ubogaca i wtedy gdy jestesmy radosni i wtedy gdy cierpimy to zawsze ma jakis sens i glebszy wymiar. A wiesz ze ta ksiazka zachecila mnie do poznawania ludzi za pomoca sieci i naprawde cos sie dzieje w moim zyciu. Wszystkim teraz placzacym i zdradzonym zycze takiego lekarstwa na samotnosc. Odpowiedz Link Zgłoś
cienmotyla Re: "Samotnosc w sieci" J.W.Wisniewskiego 06.04.07, 22:47 Samotność w sieci. Piszę o tej książce prace maturalną:) Cudowna... Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Na ielkanoc 07.04.07, 01:37 Zdrowych, pogodnych i radosnych Świat Wielkiej Nocy. Pokoju ducha. Wiary w Boga i ludzi.Umiejętności dostrzegania piękna tego świata i oczywiście wiary w siebie, swoje możliwości. Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: Na ielkanoc 09.04.07, 00:34 Dzięku :***** Wiecie najlepiej moje kochane jak ciężko było mi podjąc tę decyzję. Ile sie naplakalam za kazdym razem kiedy ktos nie mogl albo i nie chcial zrozumiec o co mi chodzi, to tylko ja wiem i moj dywan. Najostatniej ten ktos doszedl do wniosku, ze nie staral sie wystarczajaco, bo byl pewien ze zniose i i tak bedziemy razem. A ze nie jestesmy, to ktos nie moze sie teraz pozbierac. I wyszlo ze tak czy inaczej ja jestem zla. Bo niewazne, ze mowilam co czuje od dluzszego juz czasu. Niewazne ze nie czulam sie w pelni dobra bedac. Teraz czuje sie najgorsza nie bedac. Jaki mogl byc zwiazek skoro rozstanie jest nadal tak toksyczne, nawet dawno juz po rozstaniu?? Nie da sie uniknac cierpienia, rozczarowania, przeskoczyc tego wszystkiego i pogodzic sie ot tak.. Ja to rozumiem. Ale ile jeszcze moze byc na mnie zwalany caly ciezar emocjonalny tego wszystkiego?? Ja nie pamietam juz szczegolow, czasami przy okazji przelatuja mi przez mysli momenty, skrawki sytuacji, ktore sprawialy ze wypalalam sie. Stopniowo, po troche, za kazdym razem bardziej.. Nie czulam sie ani wystarczajaco madra, ani ladna, ani dobra, ani wrazliwa.. Nie mowie, ze bylo tylko zle. Bylo bardzo dobrze momentami. Tylko chodzi o ogolne samopoczucie, ktore serwuja sobie partnerzy w zwiazku.. I jakie bylo moje zdziwienie, kiedy gdzies indziej odnalazlam to wszystko czego mi bylo brak.. Ten caly szacunek do drugiej osoby.. AKCEPTACJE.. Czy ktos sie jeszcze dziwi, ze majac do wyboru czuc sie 'moze byc' albo czuc sie the best, wole czuc sie the best.. Kazde rozstanie jak i zwiazek zalezy od dwojga ludzi, tak wiec i wine powinno sie dzielic po polowie.. A ja mam nadal tak, ze to ja jestem winna. A najsmieszniejsze jest to, ze ja naprawde juz dawno temu przezywalam to wszystko, tak ze do tej pory zdazylam sie wypalic tysiac razy. I moglam sobie plakac, bo przeciez wszystko bylo cacy. Co ja czulam to moje bylo, zwierzchu przeciez ok, a teraz jestem zla.. Bo ktos nagle zaczal plakac, a ja juz nie mam łez... Odpowiedz Link Zgłoś
cienmotyla Re: Na ielkanoc 09.04.07, 10:41 Powiem tylko tyle: Jesteś bardzo mądrą dziewczynką Elu:** Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela na wiosne 17.04.07, 15:12 Oj jaką ja własnie baardzo niemądrą jestem.. szkoda ze dopiero teraz kurde szkoda ze zawsze sie czlowiek po czasie rozumuje:/ co u Was dziewczynki? bo ja wlasnie spier.dolilam sobie najpiekniejsza sprawe w zyciu :D zal mi swojej glupoty wrecz Gamn co u Ciebie? Nelly? Takeanne? Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: na wiosne 18.04.07, 00:26 hej Ela!!! co sie stało? naprawde jest az tak zle? :( u mnie po staremu, czyli praca-dom-praca-dom w pracy: dostalam mala podwyzke :):):) i mam 2 nowych podwladnych <polakow - stety/niestety>; jeden <Pan J.> pracuje juz 3 tydzien, drugi <Pan P.> zaczal pracowac przedwczoraj, co z tej wspolpracy wyniknie zobaczymy, jesli mam byc szczera to super zachwycona nie jestem, jakos wolalam pracowac w zespole angielsko-jezycznym; Panu J. jakos nie moge wbic do glowy ze to jest niekulturalne zachowanie jesli rozmawiamy po polsku przy irlandczykach, nawet menagerka zwrocila mu w zartobliwy sposob uwage ze chciala by wiedziec o czym rozmawiamy i tez sie z nami czasem posmiac - niestety facet nie zrozumial tej aluzji :/; Pan P. wydaje sie byc bardziej rozumniejszy ale to sie okaze z czasem w sercu: zadnych wiekszych czy nawet mniejszych porywow; zakrecil sie kolo mnie pewien Łotysz i nawet mialam nadzieje ze cos z tego bedzie <chociaz przejsciowy romansik na dobre rozpoczecie wiosennego sezonu> ale jednak ta iskierka, ktora we mnie na 1 dzien zaplonela szybciutko zgasla; sama nie wiem dlaczego bo facet jest naprawde do zakochania sie - z zawodu artysta-plastyk ale tutaj pracuje w strazy pozarnej <STRAZAK!!! ;););)- marzenie chyba 50% populacji kobiet na calym swiecie> zatem odwazny ale zarazem wrazliwy, potrafimy rozmawiac na rozne tematy <jesli bariera jezykowa nam nie przeszkodzi, np.brak jakiegos slowa, itp.>, widac ze potafi sie troszczyc <np. pomagal mi na spacerze z siostrzenica i nie przerazil go widok dziecka a jeszcze nie wiedzial ze to nie moje ;), jak pada deszcz pilnuje abym miala kaptur na glowie albo abym nie szla od strony jezdni po chodniku - wiem to takie pierdoly ale pierwsze wpadly mi na mysl jako przyklad>; jest dojrzaly <30 lat>, zdecydowany i raczej wie czego chce, do wygladu tez sie nie mam co przyczepic bo jest naprawde ok, nawet jego imie jest swietne.... ale co ja na to poradze ze nie czuje aby to byl TEN, nie ma tej magii czy chemii z mojej strony <nie wiem jak z jego :)> zatem jak widzisz/czytasz nic nowego, znajomi irlandczycy szukaja mi na sile faceta i nie potrafia zrozumiec ze mi dobrze teraz samej; ale sa tacy kochani ze nie mam sily aby sie im postawic, tym bardziej ze nie robia tego w bardzo natarczywy sposob jak ciotki czy reszta "kochanej" rodzinki zycie mija mi calkiem szybko i nawet nie mam czasu na leniuchowanie, psychicznie szykuje sie do nastepnego miesiaca bo maj to dla mnie okres dosc nieprzyjemnych wspominek ktorych nie chce, wiesz jak to jest - ta pierwsza rocznica "PO" - przetrwam ja i pozniej bedzie juz tylko lepiej :) pozdrawiam serdecznie i przesylam piekne slonce ktore jutro ma byc nad Wyspa, buziaki :* Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: na wiosne 18.04.07, 00:48 Ehh jak dobrze ze tak wlasnie:> bo jedno piekne zdanie jest w Twojej wypowiedzi, ze nie potrafia zrozumiec ze Ci dobrze samej. Tak ja teraz chce znow zeby mi bylo dobrze samej.. Moze kuxwa i jestem pieprzona egoistka, ale jak nie bedzie mi dobrze samej ze soba, to nie bede mogla nikomu szczescia dac. Wiec czekam na to, zeby mi bylo dobrze samej ze soba:> A ze spierdo.lilam no to coz.. Moj grzech i jak to moj Kochaniutki okreslil, musze poniesc za to konsekwencje.. Ze On nie chce ze mna byc. Bo nie wierzy ze bede madrzejsza:D Oj kurde, zeby On tego nie czytal mhyhy.. A w sensie ze spierdo.lilam jak? A tak, ze stary model dzialania, ze zwiazku w ktorym czulam sie niepewnie przenioslam do nowej, czystej i fajnej relacji.. I jak na drugi dzien poczulam, ze to wlasciwie takie dzialanie niepotrzebne jest, to bylo juz too late:/ No i tak oto elamodela pierdo.li sobie zwiazki. Czy ja sie kiedys naucze?? Heh. Ale przynajmniej powiem Wam, ze spotkalam kogos, kto potrafi odchodzic. Szacun pelen. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosc Re: na wiosne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.04.07, 23:08 Bardzo mądrze piszesz, mysle ze Jestes super osoba i cieszę się że już na dobre pogodziłas się z tym co było i potrafisz optymistycznie patrzec na życie. Gratuluję Ci Twojej życiowej mądrości. Bierzcie z Niej przyklad dziewczyny. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kejzi Re: na wiosne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.07, 19:46 a wiosna w pełni. Jak tam Wasze sprawy dziewczyny? Czy łzy nadal płyną? Z tego wątku powstanie piękna ksiązka o miłości ale musi miec sporo zakończeń Waszych prawdziwych historii dlatego żal go kończyć. Co u Ciebie elamodela i gamn i neli i pozostale dziewczyny. Slonka gorącego i dni pięknych Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: na wiosne 02.06.07, 09:29 alle pięknie nazwane.. :) książka o miłości.. :)) rzecz w tym że życie, póki trwa, jest niekończącą się historią i niebezpiecznie chyba powiedzieć: that's it, teraz tak już będzie zawsze.. choć chciałabym.. dobrze mi. i życzę wszystkim tego. nauczyłam sie od nowa :) potrafię :) i uczę się wciąż ;) Odpowiedz Link Zgłoś
gamn a wczoraj zabrał mnie w chmury :):):) 02.06.07, 13:42 Witam wszystkich!!! Ludzie wczoraj byłam autentycznie w churach!!!!!!! I to nie w samolocie. Ale od poczatku... Moja nowa praca pozwolila mi poznawac co raz wiecej polakow. No i poznalam 3 facetow. Bardzo sympatycznych i co najwazniejsze NORMALNYCH. Zaczelismy my sie odwiedzac, raz bylam z nimi w pubie. Stali sie po porostu znajomymi. Niestety z powodu mojej pracy spotkania zaczely byc co raz rzadsze. Po pewnym czasie zaczela miec uczucie ze sie narzucam im <wiecie jak to jest: raz nie mieli czasu, drugi raz gdzies pojechali sami, trzeciego razu juz nie bylo - nie zadzwonilam bo glupio sie czulam>. Jeden z Nich ma motor i jeszcze w kwietniu zazartowalam ze muszi mnie nim przewiesc - nigdy nie jezdzilam na ścigaczu. No i wczoraj dostaje telefon ze motor czeka na mnie :D:D:D:D:D:D. Myslalam ze zostane przewieziona tak po osiedlu przez 5 minut, ale.... jak wyjechalismy o 15 z domu to wrocilismy grubo po polnocy. Ludzie czego ja nie widzialam!!!! Morze, park krajobrazowy, sarenki, krówki, koniki i widoki zapierajace dech w piersi. Po pewnym czasie zatrzymal sie pod takim wzgorzem. Wdrapalismy sie na nie i wtedy znalazlam sie w chmurach!!!!! Po prostu tutaj chmury sa tak nisko ze zasnuly zaly czubek tego wzniesienia, a uwierzcie ze tutaj nie ma tak wysokich terenow jak w Polsce. Zostalismy tam do zachodu slonca czyli siedzielismy i rozmawialismy przez jakies 4-5 godzin. Sama nie wiem ile czasu minelo, ale czulam sie jak w niebie. Bylo mi tak niesamowicie dobrze. A wiecie co jest najlepsze!!?? Na sam koniec On powiedzial ze juz dawno nie mial tak udanej randki. Wtedy mi sie zrobily oczy jak spodki, bo ja myslalam ze to po prostu zwykla przejazdzka, spotkanie towarzyskie nas dwojga <pozostali chlopcy pracowali i nie mogli jechac> i tu mi sie pojawilo wielkie LOL w glowie. Sama nie wiem co myslec. Nawet wole duzo o tym nie myslec bo i po co. Carpe diem - to sie liczy. Oczywiscie rozmowa w pewnym momencie weszla na osobiste tematy. Opowiedzialam mu "moja historie". Sama sie zdziwilam ze tak na spokojnie to zrobilam. On mi opowiedzial swoja. Bylo mi dobrze. Nie musialam grac kogos kim nie jestem, dlatego moze dobrze ze nie wiedzialam ze to byla randka :D Ale jak wrocilam i spojrzalam w lustro to sie przerazilam. Dziewczyny, chlopaki dramat. Oczy rozmazane <jak mis panda wygladalam>, wlosy jak po uderzeniu piorunem <a mialam kask>. A on i tak mi powiedzial ze mam ladne oczy hahahahahaha Pisze juz bzdury bo mam metlik w glowie. Musze to sobie poukladac. Zobaczymy co z tego wyjdzie.... Strazak niestety pod koniec sierpnia wyjezdza do swojego kraju wiec sama dla wlasnego dobra psychicznego wolalam ograniczyc nasze kontakty. Po co mam sie zakochac przez przypadek... Przez przypadek bo moze by w koncu znalazl jakis sposob na mnie i moje serducho :D Mamy kontakt ale kolezenski. W pracy: Pan J. nadal pracuje a ja mu robie za tlumacza bo sie okazalo ze nie za bardzo mu idzie ten angilski i nie rozumie polecen menagerki. Pan P. po tygodniu czy dwóch sie zwolnil i znalazl sobie cos nowego. Przyjeli za to nowego Polaka Michala <17lat>. Bardzo sympatyczny chlopak i niesamowicie sie ciesze ze z nim pracuje. Elamodela jak tam u ciebie? Tekane co z Toba? Nel? Bo u mnie wiadomo metlik totalny. Bardziej w glowie niz w sercu bo do zakochania mi sie to jeszcze daleka droga. Kejzi sadzisz ze naprawde mozna z tego zrobic ksiazke? Bardzo smutna by to byla ksiązka, ale grunt to miec pomysl :D:D:D:D:D Przesylam duzo buzioli i cieplego deszczu a Wy mi dajcie troche slonca :D:D:D:D bo wiecie u mnie nowosc.... znowu pada :D:D:D:D:D :*:*:*:*:**:*:*:*:* Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: a wczoraj zabrał mnie w chmury :):):) 02.06.07, 17:05 alle usmiecha ten Twój post!! strasznie sie cieszę, ze tak.. lepiej:) że w chmurach.. :) pięknie.. i czy dla takich randek w chmurach nie warto?? :) czy smutna ta książka.. niee.. prawdziwa :) więc pewnie zbiłybyśmy fortunę hyhy ;) ale warto pocieszac przez pol roku ze bedzie dobrze, zeby przeczytac potem ze jest dobrze.. :) carpe diem :*** u mnie tez :) Odpowiedz Link Zgłoś
gamn chmur ciag dalszy czyli zachmurzenie 11.06.07, 23:32 No nareszcie sie zebralam aby siasc przy kompie i a.zdac relacje, b.poradzic sie Was, c.zrzucic z siebie to co mnie gryzie ale od poczatku wiec Witam Was Wszystkich serdecznie :*** Coz znajomosc sie nadal utrzymuje z Panem od chmur, ale jak to czesto bywa zbyt dlugo pieknie byc nie moze. Cenie go za to ze jest naprawde szczery <cos nowego po moim ostatnim doswiadczeniu z facetem - nie liczac strazaka>. Przyznal sie juz na samym poczatku ze ma kolezanke w Polsce. Od ostatniego sylwestra utrzymuje z nia kontakt telefoniczny. Zalatwil jej prace, chcial aby tutaj przyjechal, wysyla ppieniadze - tyle wiem. Wiem jeszcze tyle ze jak facet tak sie stara o dziewczyne, ktora jest od niego 2000km to raczej mu na niej zalezy. Dalej zabiera mnie w rozne miejsca. cdn nastapi bo przyszedl On do mnie... Odpowiedz Link Zgłoś
gamn obiecany ciag dalszy 12.06.07, 15:25 zatem jak juz wczoraj napisalam kobieca intuicja mi mowi ze jesli facet tak sie tara o dziewczyne to mu na niej zalezy. Wiem tez ze to ona nie jest jakas taka chetna na ten zwiazek... i teraz nie wiem co robic. Pchac sie w to dalej czy odpuscic. Krew chce mnie zalac z jednej storny bo mam wrazenie ze jestem w jakims pieprzonym konkursie p.t."Ktora lepsza" - a czegos takiego nienawidze wprost. Z drugiej strony powiedzial mi ze nie spodziewal sie ze spotka kogos takiego jak ja, ze mu porzadnie namieszalam w glowie. Przyznaje - mile tymi slowami polechtal moje kobiece ego, ALE ja nie jestem juz nastolatka ktora patrzy na swiat przez rozowe okulary. Wiem co jestem w stanie zaoferowac facetowi a jest tego naprawde duzo. Dlatego staram sie myslec o moim interesie wlasnym a dokladnie o moim serduchu. To nie jedyny przyslowiowy kubel z zimna woda, ktory na mnie wylal. Bylo tego kilka, jednak nie mam mu tego za zle. Nawet przydaly mi sie one poniewaz pozwolily mi nabrac dystansu i... jednoczenie zabily ta magiczna spontaicznosc :/. Haslo: "wiesz, nie chce abys sie we mnie zakochala tak szybko bo ja nie zakochuje sie szybko" bylo dosc mrozace krew w zylach - tym bardziej ze nastapilo ono po pocalunku..... Tak wiem, moge to traktowac jako meska szorstkosc ale kurde blade mowiac szczerze poczulam ukłucie i nie bylo ono przyjemne. Doslownie mam dysonans poznawczy. On potrafi mowic mi dosc "brutalne" rzeczy a po chwili stwierdzic ze ma wrazenie iz znamy sie juz od paru lat i zachacza tematem o slub, dzieci, rodzine!!!! Hehehehe smiac mi sie tylko chce bo nie wie ze na mnie slowo "ślub" dziala odwrotnie niz na przecietna kobiete i bynajmniej happy nie jestem jak to slysze :D:D:D:D. To tak w skrocie co mnie boli na dzien dzisiejszy. Doslownie nie wiem co mam robic. Zyc chwila i cieszyc sie tym co mam a o przyszlosc sie nie martwic czy byc stanowcza i postawic sprawe na ostrzu noza..... Ma ktos z Was jakis pomysl? Niestety musze wracac do pracy, a chetnie jeszcze bym napisala kilka aspektow tej sprawy. Moze wieczorkiem siade do kompa. Buziaki Kochani :*:*:*:*:*:* p.s. zapomnialam napisac a to chyba wazne ze jego najblizsi znajomi mowia mu aby sobie odpuscil z tamta dziewczyna bo z nikim mu nie bedzie tak dobrze jak ze mna - smiesza mnie te slowa bo nigdy sie nie przejmowalam czyms takim, jednak milo wiedziec ze ma sie po swojej stronie jego przyjaciol :D:D:D Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ania Re: obiecany ciag dalszy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.07, 11:30 Długo nie zagladalam na forum. Gamn daj sobie szanse nie rezygnuj z tej znajomosci. Każdy związek jest inny i od nas zależy jak się potoczy, ważne aby unikać wcześniejszych błędow jednak być otwartą na nowe doswiadczenia. Mam nadzieje ze juz pozbierałas sie ostatecznie po tej traumie studenckiej. Każde doswiadczenie uczy nas życia i każda kolejna miłość jest jedyna i niepowtarzalna. Cóż w kolejną wchodzimy ostrożniej więc On może też ma obawy i się asekuruje. Kiedyś czytałam mądrą radę doświadczonej osoby, aby facetowi "nie pokazywać nigdy całego tyłka" to oczywiście przenośnia chodziło o to aby nie odkrywać się do końca ze swoimi emocjami, myślami, zachciankami itd...Zyczę Ci pieknej i dojrzałej miłości. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mietek Re: obiecany ciag dalszy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.07, 14:05 a ja uważam że powinnaś być ostrożna i faktycznie traktuj z dystansem tę znajomość. Pokaż że trzeba Cię zdobywac. To powiedzenie z tyłkiem podoba mi sie ja tez lubie gdy kobieta jest troche tajemnicza i zażenowana nawet niech udaje to pobudza zmysly. A tak na marginesie to ten wątek ma wzięcie ładny tytuł dałaś miła Autorko wątku. Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: obiecany ciag dalszy 19.07.07, 09:46 Dziękuję :) Swoja drogą szkoda, ze to zjawisko nigdy nie ustaje ;/ Odpowiedz Link Zgłoś
w_panterke to co nas laczy to nic a to co nas dzieli to wszys 19.07.07, 14:18 otoz spedzilam chyba z 1,5h na studiowaniu tego forum...szkoda ze nie wiedzialam o nim jakis rok temu bo byc moze nie bylabym w tej sytulacji co jestem...zaczelo sie normalnie on ja piekne bajki on kochal ja kochalm do szczescia nic nie brakowalo az jednego dnia on mowi ze to koniec,ja rozpacz lzy, pytania bez odpowiedzi powiedzialam ok to idz, pozniej wrocil, ja wybaczylam.. nastepne zerwania przychodzily mu juz latwiej, ja jakos z siebie wytworzylam swoja ochrone, juz sie nie smieje tak glosno jak kiedys, nie jestem juz taka pogodna i beztroska, tylko obrazalska niespokojna nerwowa.. ja wiem zer to jesgo wina ostatnie zerwanie nie bylo nowoscia tylko ja obiecalam sobie ze to bedzie ostatnie ze juz nie pozwole mu wrocic, minelo pol roku ja nawet sobie zycie poukladalam a on wrocil.. dlugo sie staral bo chyba kolejne pol,we mnie odzyly wspomnienia itd..dzis mieszkamy razem, jestem zareczona kolezanki mi zazdroszcza iyd a wiecie co niedawno sobie uswiadomolam ze nie jestem z nim szczesliwa, kocham go ale juz nie tak jak kiedys, bardzoiej mnie denerwuje itd a mimo to z nim jestem bo niestety po tylu latach okazalo sie ze moja wielka milosc nia tak naprawde nie jest tylko ze teraz to mi jest 2 razy ciezej odejsc bo w sumie zawsze chcialam z nim byc a teraz to czekam az on odejdzie tylko juz wiem ze tego nie zrobi moze ja kiedys uciekne, dodam ze miaszkamy daleko od anszego rodzinnego miasta, moze kiedys bede miala odwage odejsc sama nie wiem. jestem taka glupia ani odejsc ani zostac ani smiac sie z tego ani plakac...najlepiej zeby ktos wzial mnie za reke i porowdzil prze to bpo ja uz nie mam sily na kolejne rozstanie ani sily zeby zostac.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ania Re: to co nas laczy to nic a to co nas dzieli to IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.07, 18:10 doświadczeni tak mowią ze w miejscu sklejenia bardziej trzyma wiec wierze ze Wam sie uda. Dbajcie o tę miłosc bogatsi o bol rozstan ale najwaznioejsze trzeba ze soba rozmawiac. Nie kazdemu sa dane ponowne powroty i szczesliwe zakonczenia. Znam parę z dlugim stazem naprawde szczesliwi po wielu mlodzienczych zerwaniach i powrotach do siebie zakonczone malzenstwem. Nie raz tak bywa ze myslimy ze z kims innym bedzie lepiej i dopiero po utracie zdajemy sobie sprawe co stracilismy. Zycze Ci abys w Was nie watpila bo zycie jest za krotkie aby marnowac go na unieszczesliwianie siebie. Odpowiedz Link Zgłoś
gamn Re: to co nas laczy to nic a to co nas dzieli to 20.07.07, 13:21 hej w_panterke, ciezka masz sprawe ale niestety za prosto bys miala w tym zyciu jakby ktos cie poprowadzil przez nie za reke skoro przeczytalas forum moj watek mniej lub wiecej obił Ci sie o oczy ;) napisze Ci jak to u mnie wygladalo, Dupek wrocil po pierwszym rozstaniu na drugi dzien ale ja juz wtedy gdzies tam podswiadomie wiedzialam ze rana mi zostala zadana, juz wtedy wiedzialam ze to poczatek konca i jedynie jest to kwestia czasu kiedy na dobre sie pozegnamy, cierpialam strasznie ale racjonalizmu nie wylaczylam u siebie w mozgu - nie spodziewalam sie tylko ze tak nieprzyjemnie ten koniec nastapi, ale to juz inna sprawa po pierwszym rozstaniu rowniez cos we mnie zgaslo, kiedy zaczelismy wszystko od nowa dla mnie to bylo aktorstwo, ciagle sie balam czegos a na zewnatrz usmiechalam, stalam sie taka sama jak Ty niespokojna i nerwowa... ostateczne rozstanie bardzo przezylam, gdzies tam nadal we mnie to siedzi ale po ponad roku i zmianie klimatu, otoczenia musze stwierdzic ze mam sie dobrze, wole byc sama niz narazac sie na ksiazkowe ataki paniki <raz przy dupku mialam cos takiego i nie polecam tego rodzaju przyjemnosci>, moge Ci jedynie zasugerowac: przemysl wszystko, skup sie na sobie i odkryj w sobie egoistke - czasem jest to nam potrzebne do szczescia, zastanow sie czy bedziesz w stanie spedzic z TYM czlowiekiem reszte zycia.... zycze powodzenia i madrosci - ona sie kazdemu z nas przyda, buziaki Odpowiedz Link Zgłoś
gamn powrot forumowiczki marnotrawnej 20.07.07, 13:57 Witam wszystkich. Przepraszam ze sie nie odzywam, ale przysiegam - regularnie sledze co sie dzieje na naszym forum. Widze ze sie pojawily nowe twarze, z jednej strony jest to przykre -przybywa zranionych osob, z drugiej strony ciesze sie bo wiem ze my im pomozemy i nie beda sie czuly tak samotne. Z wlasnego doswiadczenia wiem ze gdyby nie forum to marnie by ze mną bylo... Co u mnie? O toz telenowela. Strazak mi wyjechal na dobre, pozostawil jedynie po sobie niezatarte wspomnienie idealnego pierwszego pocalunku. Pana D. chyba sobie odpuszcze. On chyba sobie nie zdaje sprawy ze kocha tamta Agnieszke, a chce ja "miec" bo jest dla niego czyms nieosiagalnym. Wiecie jak to jest kiedy dziecko chce wlasnie ta zabawke, ktorej miec nie moze. Nie powiedzialam mu tego, ze w mojej glowie to juz koniec. Zostaniemy przyjaciolmi i bedzie dobrze. Pojawil sie jedynie pewien problem. Zainteresowal sie moja osoba jeden z najlepszych kumpli Pana D. I teraz zbytnio nie wiem co robic? Tzn. boje sie ze bede koscia niezgody miedzy nimi. Nie sadze ze kumpel wie iz my cos z D. krecilismy. Wiem ze mieli <cyt.> "meska rozmowe na moj temat" - niestety tylko tyle moge napisac bo moje poznanie w tej sprawie na tym sie konczy. Smiac mi sie tylko chce bo pojawienie sie Kumpla na horyzoncie zwiekszylo lekko juz nadwatlone zainteresowanie moja osoba Pana D. Z kumplem zamierzam sie umowic jak tylko czas mi na to pozwoli. Lubie go, jest bardzo inteligentny oraz sympatyczny i fajnie mi sie z nim rozmawia. Brakuje jedynie tej iskry jaka czula miedzy mna a Panem D. Jedna randka nic mi nie zaszkodzi :D:D:D:D a atencja ze strony Kumpla mile łechce moje kobiece ego. <Dziewczyny takich smsow jakie dostaje codziennie od lat nie dostawalam ;)> Smiesznie sie zrobi kiedy kiedy we wrzesniu Agnieszka przyleci. Ciekawa jestem na jak dlugo... Pamietacie jak pisalam ze przylatuje najlepsza przyjaciolka Agnieszki? Otoz Kinia juz tu jest i okazala sie calkiem zyciową dziewczyną. Po tygodniu naszej "znajomosci" wziela mnie na powazna rozmowe i zagrala w otwarte karty.Bardzo mi sie to spodobalo bo nie lubie kobiecego kretactwa. Powiedziala ze Aga jest zainteresowana ale nie Panem D. tylko kims innym, ale oni musza te sprawy miedzy soba pozalatwiac. Pan D i Agnieszka po prostu musza sami zrozumiec pewne sprawy. Okazalo sie tez ze o dziwo dziewczyna jest po mojej stronie - jesli moge tak napisac choc wydaje mi sie to az nad to. to wszystko w duzym skrocie co u mnie, w kazdym razie co bedzie to bedzie, w nic pchac sie nie bede na sile na zakonczenie dodam tylko ze nie ma to jak posiadac ekscytujace zycie osobiste ;) - taki zarcik piszcie co u Was dziewczyny, chlopcy? wielkie buziaki i podeslijcie mi troche Waszego upalu bo trafilam na najbrzydsze lato na Wyspie od 120 lat - uroczo prawda? ;/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: miki Re: powrot forumowiczki marnotrawnej IP: 194.150.98.* 04.08.07, 18:57 Też mnie tu 100 lat nie było :). A działo sie!Były chciał po 3 mcach wrócić, zaczął się odzywać, umówiliśmy się bo "nie wszystko sobie wyjaśniliśmy". No i tak od słowa do słowa...Serce wołało -tak!ale zraniona paskudnie ambicja- nie.Powiedziałam "nie". Prawdę mówiąc byłam ciekawa czy powalczy-zostawił mnie w paskudny sposób,w naprawde najgorszym momencie mojego życia ,jak tchórz-no i ciekawa byłam czy stać go na walkę o mnie.Na zasadzie "niech los zdecyduje" może.Ale po spotkaniu z nim miałam miękkie kolana z nerwów:( Nie zawalczył.Po miesiącu się towarzysko odezwał-serduszko mi nie zabiło-jupi! ale miotałam się trochę jeszcze prez jakiś czas:/. A teraz -Jestem ZAKOCHANA!!!!Znów!I nie ważne czy się uda-ważne że znów kocham i jestem szczęśliwa. Prosze trzymajcie mocno kciuki :)wiem dobrze co wszystkie przeżywamy-ale pomyślałam ze napiszę, bo ja też tu kiedyś strasznie ryczałam,też mi się świat cały zawalił-a wszystko się naprostowało. Życze wszystkim dużo,dużo siły i coraz lepszych dni :*:*:* Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: powrot forumowiczki marnotrawnej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.08, 19:56 pora powrócić do najdłuższego i najciekawszego wątku na tym forum które pisze samo życie. Proszę o kontynuację Waszych wątków jak Wam się się układa po zerwaniach i kolejnych rozstaniach? jak sobie poradziliście i co dla Was z tego wynikło. Zaglądam tu i chętnie dowiem się więcej myślę że Wy nawzajem też jesteście ciekawi siebie. A z Nowym Rokiem niech najlepszy dzień Starego będzie najgorszym Nowego 2008 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ksenia Re: powrot forumowiczki marnotrawnej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.08, 23:11 a łzy wciąż płyną...... już trzeci miesiąc, niech ktoś mądry mi powie jak długo trwa trauma po rozstaniu które było niespodziewane i niezasłużone po 4 latach znajomości. Jak robić cokolwiek? wszystko się kojarzy, miejsca, rzeczy i zdarzenia, patrzysz na gg, szukasz na poczcie mailowej, obserwujesz telefon, chcesz wystukać numer i ciągle masz nadzieje. Odpowiedz Link Zgłoś
aashenta Re: powrot forumowiczki marnotrawnej 07.02.08, 13:49 Chciałabym też się nauczyc sztuki odchodzenia.... po 4 latach naprawde ciężko odejść;-( Odpowiedz Link Zgłoś
19mlody88 Re: powrot forumowiczki marnotrawnej 07.02.08, 23:08 Witam. Eh ja dopiero wchodze w ten stan rzeczy.. mimo ze jestem 19latkiem to ciezko mi bardzo.. bylem z dziewczyna ponad 2 lata i 4 miesiace... i co ?? zerwala ze mna i na drugi dzien juz byla na balecie z innym ziomem i teraz z nim jest.. pierwsze dni byly normalnie tragedia.. a ona ciagle do mnie ze jeszcze cos do mnie czuje ze mysli o mnie i ze jestem dla niej wazny i niechce tracic ze mna kontaktu a na zapytanie sie to dlaczego tak jest z nim to odpowiedziala ze .. jest bo jest .. ehh nie rozumiem tych dziewczyn ?;/ o a teraz juz doniego mile opisiki na gg itp... ja nieiwem czy tak szybko potrafila sie zakochac w innym ?? czy to tylko tak na zalatanie dziury po mnie ?? bo ja narazie bym nie umial sobie znalesc innej dziewczyny bo dalej ja kocham ale z bezradnosci w takiej sytuacji probuje zyc normalnie i tak mam co piatek sobota noce poza domem zeby tylko nie myslec i przebywac w towarzystwie.. ale to nie jest to samo.... ;/ ja niewiem po kij mi gada jednego dnia ze jeszcze mnie kocha jak jest z nim to mysli o mnie mowi do niego moim imieniem itp.. ale i tak jest z nim... normalnie dla mnie nie pojete.... pozdrawiam i trzymajcie sie :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Aga Re: powrot forumowiczki marnotrawnej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.08, 15:45 Nie jest łatwo odejść i zostawić kogoś kogo kochamy, nawet jeśli ta osoba tego chce. 19mlody88, wybacz ale może to i dobrze że zrobiła to teraz... a gdyby takie coś zrobiła np. za 3 czy 4 lata ?? myslisz że by było łatwiej?? nie, nie było by... takie rzeczy nigdy, autorka tego tematu musiała wiele przejść, szczerze jej społczuje... Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: powrot forumowiczki marnotrawnej 01.03.08, 19:31 Dzien Dobry w Marcu! :) Wspolczucie.. nii.. nie trza, serio. Jakimi bysmy byli ludzmi, gdybysmy sie w zyciu naszym w niczym nie pogubili, do niczego nie doszli i niczego nie poczuli?? Wszystko, przez co przechodzimy, ksztaltuje nas przeciez i sprawia, ze jestemy kim jestesmy.. :) Jedni znosza cos lepiej, inni gorzej, jedni zapominaja szybciej, inni dluzej, niektorzy sie czegos naucza, inni.. Wlasnie.. Wspolczuc trzeba chyba tym, ktorzy patrza i nie widza ;) Ale mniejsza z tym. Dzieku wielkie za komplementa tam wyzej :) Ze fajny watek i ladnie nazwany (no najpopularniejszy jest tu jednak ten o bąku sabinki, hehe, ale to tak dla rownowagi chyba w kosmosie;) U mnie wszystko dobrze :) A co u Was?? Zagladacie na to forum jeszcze czasem? Jam zaganiana i dlatego czesto nie mam czasu, ale jesli sa tu jeszcze jakies zlamane serduszka, to piszta piszta.. I piszta jesliscie happy.. Szczescie pozytywnych przypadkow dobrze nastraja :) Buziaki :* Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: meg Re: powrot forumowiczki marnotrawnej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.08, 21:53 hej:) Pisałam prawie rok temu, bardzo mi wtedy pomogłyście, dziękuję:) Od tamtego czasu wiele się zmieniło, również facet. Z tamtego wyszło tzw. licho - zaczął wyzywać, szarpać, poniżać, udowadniać mi jaka to jestem głupia etc. Wyleczył mnie w miesiąc z tamtej miłości. Od 9 mcy jestem z mężczyzną, który przez wiele lat był moim przyjacielem... I pluję sobie w brodę, że tak późno odkryłam, że to jest właśnie to moje 100%, o którym mówiłyście. Znam go na wylot, 4 lata się przyjaźniliśmy... Cóż, w tej chwili mam porównanie i teraz jest nieporównywalnie lepiej, niż było kiedykolwiek. Wątpliwości brak. Trzymajcie kciuki, żeby takie chwile trwały wiecznie:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ania Re: powrot forumowiczki marnotrawnej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.03.08, 23:23 trzymamy kciuki niech Cię miłość uskrzydla na wiosnę Meg. A co słychać u pozostałych z poranionym sercem, też miłe wieści? Wiosenne pozdrowionka Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: powrot forumowiczki marnotrawnej 05.03.08, 21:18 Jeej, jak milo :) Tak sobie mysle.. a moze czas juz zamknac.. ten watek? Nie w sensie, żebym miala jakies zuchwale postanowienia, no ale moze kazdy czegos sie juz z tego wszystkiego nauczyl i czas domknac cos, co sie samoistnie z czasem stalo nieaktualne, wrecz przedawnione? :> Odpowiedz Link Zgłoś
lily_lou Re: powrot forumowiczki marnotrawnej 07.03.08, 14:03 lepiej nie zamykajmy. jest jeszcze milion osob ktorym on moze pomoc np mnie.. Chyba jestem jakas popieprzona. mam niecale 21 lat i od 2 i pol roku bylam z jednym facetem. zerwalam ale chyba troche na sile i bez powodu, bo sie czesto klocilismy, bo sie nie dogadywalismy w pewnych sprawach. On mnie strasznie strasznie kocha. okazuje to, nie mam prawa na niego narzekac, no moze czasem jest chorobliwie zazdrosny ale ok, zacisne zeby i wytrzymam pewne komentarze. tez ko kocham ale tu jest problem. ja sie po prostu NIE WYSZALALAM. dobija mnie mysl ze to moj pierwszy powazny facet, pierwsza wielka milosc ktora moze nawet moglaby byc tą do konca zycia, ale, o Boze, ja nie chce miec do konca zycia jednego partnera seksualnego ! :) Kocham go ale nie powiem mu przeciez "Daj mi 2 miesiace, poskacze sobie z kwiatka na kwiatek, popuszczam sie troche z innymi, zobacze jak to jest a potem moze laskawie do Ciebie wroce". nie jestesmy ze soba od kilku tygodni, w tym czasie nie mialam nikogo bo ciagle mysle o powrocie. przeciez kocham go, on mnie, gdybym kogos miala teraz on bylby wsciekly i pewnie nie mialbym mozlwosci powrotu. on czeka na odpowiedz czy chce czy nie chce z nim byc. CHCE ale kurcze no, czuje sie czasem gorsza od innych bo mam jednego faceta od dawna a moje kolezanki zmieniaja chlopakow jak rekawiczki, romawiaja o swoich podbojach, o doswiadczeniach erotycznych z nowym partnerem. a ja mam tylko jednego faceta, ciagle tego samego! Przeciez jestem glupia piszac takie rzeczy, przeciez powinnam byc szczesliwa, i nie powinnam sie sugerowac opiniami innych osob, ale na prawde jest mi czasem zle z tym. ja chyba jeszcze nie dojrzalam do prawdziwego zwiazku skoro mam tak chore problemy jak ten. dodam ze moj chlopak jest mlodszy ode mnie o rok a bardziej dojrzaly i odpowiedzialny, jest bardziej fair w stosunku do mnie niz ja do niego i bardziej sie stara. po prostu ideal. a ja, taka popieprzona i z takimi problemami. powinnam go poznac za jakies 5 lat. wtedy poszlabym z nim spokojnie do oltarza i nie zalowalabym mlodosci. a spotakalam go gdy mialam 18 lat. no i co? 10 lat z jednym facetem a potem slub? to brzmi strasznie, to jest chore. ale z drugiej strony... kocham i nie mam racjonalnego powodu do zrywania, pewnie wymyslam sobie jakies problemy. no co ja mam zrobic?? Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: powrot forumowiczki marnotrawnej 08.03.08, 00:48 Mam takie skromne zdanie w tym temacie, ze jesli 'to' jest 'tym', to nas na boki nie ciagnie i nie podpowiada, ze mamy szukac dalej.. Jesli.. JESLI juz znalezlismy.. Rozumiesz? :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kittypop Dzien Kobiet IP: 85.211.236.* 08.03.08, 12:55 Witam wszystkich Dzis Dzien Kobiet. Jako ze wiele pan tu zaglada zycze wam zebyscie przez lzy, ktore czasem przychodza, zaczely sie usmiechac. Zycze odwaznych, madrych decyzji. Pamietajcie ze to ze jestesmy inne daje nam sile. I nie bojcie sie odnalezc siebie, nikt was tego nie nauczy, musicie zawalczyc o siebie same. A w prezencie daje wam pokaz slidow o inspirujachych kobietach, obysmy wszystkie znalazy taki cel i sens w zyciu jak one: about.reuters.com/events/international_womens_day/ Coby dodac zakonczenie do mojej historii - jestem nadal z tym samym facetem i jestem szczesliwa. Rostawalismy sie 3 razy i za kazdym razem wracalismy w swoje ramiona. Po najdluzszym, paromiesiecznym zerwaniu ja zaczelam naprawde cieszyc sie samotnoscia, zaczelam uprawiac surfing (robilam to cale lato w Kornwalii, goraco polecam!) i poczulam ze zycie jest wspaniale i bez niego. I zmienilo mnie to bardzo. Probowalam raqndek z innymi - ale to nie bylo to, wiec przestalam. W sierpniu zeszlismy sie znow i od tamtej pory jest cudownie. Oboje tymi rozstaniami zmienieni, madrzejsi, lepsi dla siebie. Powiem wam, ze zmienilam sie dla niego i nie sadze ze jest to cos zlego bo czuje ze on sprawil, ze jestem lepszym czlowiekiem. Nauczyl mnie optymizmu. Nauczyl mnie tego, ze nie warto zawsze poddawac sie emocjom, zeby czesciej uzywac glowy zamiast serca,nie pozwalac przeszlosci zmieniac przyszlosci, oczywiscie o sercu nigdy nie zapominajac. Nauczyl mnie tego, ze nie warto przejmowac sie drobiazgami, ze szkoda zycia na glupie klotnie o nic, ze czasem mozna przyznac ze jest sie slabym, ze potrzebuje sie pomocy. Ze trzeba zawsze pamietac o tym co bedzie potem, dalej. Ze mozna i trzeba obnazyc siebie i dac komus dostep do najczarniejszych mysli i sekretow i ze to dzielenie sie soba moze byc wspaniala podroza, ktora uczy nas samych o sobie. Planujemy teraz kolejne wspaniale wakacje, czuje sie bezpiecznie, czuje ze bylo warto, choc rany mi zadane zostawily blizny na zawsze i na mnie i na nim. Wydaje mi sie ze jak przejdzie sie przez rozstania, watpliwosci i problemy i wyjdzie na druga strone poobijamym, ale nadal trzymajac ta osobe ktora zranila nas najbardziej za reke - to moze byc cudownie, moze byc inaczej. Mimo roznic - kochamy sie nadal jak szaleni i z nikim nigdy nie bedzie nam lepiej:) A jesli, wbrew moim oczekiwaniom cos sie kiedys nie uda - to bede wiedziala ze zrobilam co moglam, zeby zawalczyc o milosc mojego zycia. I nie bede niczego zalowac, bo nikt mnie nie nauczyl tyle co on. Sciskam was, zyczac wielu szczesliwych zakonczen:) Odpowiedz Link Zgłoś
lily_lou Re: powrot forumowiczki marnotrawnej 08.03.08, 13:12 no tak. tak najprosciej jest to podsumowac. spodziewalam sie takiej odpowiedzi. ale mnie nie ciagnie na boki bo nie szukam tak naprawde nowej milosci. no dzieki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: meg Re: powrot forumowiczki marnotrawnej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.08, 23:39 Ale wiesz... to nie o to chodzi. Jestem rok młodsza od Ciebie:) Jeszcze niedawno, bo 2 lata temu czułam coś podobnego. Męczyłam się jeszcze rok. Facet był ok, ale właśnie... nie wyszalałam się. Nie chodziło mi o erotyczne doznania, bo mam tu inne poglądy, ale chodziło o poznawanie nowych ludzi, poznawanie facetów od środka itp. W tym czasie wiele się zmieniło, tamten okazał się najgorszym chamem i dziwadłem jakie znam (wiem, ze to dziwne, że po dwóch latach... ale niektórych rzcezy nie zauważałam wczesniej, wiele przede mną ukrywał i dopiero w momencie skrajnego stresu i zmęczenia powyłaziło...). Odkryłam swoją prawdziwą miłość w innym, przyjacielu. Jestem szczęśliwa. I nie czuję żadnej ochoty poznawania innych. On mnie nie ogranicza jeśli chodzi o różne znajomośći, co do związkowej kwestii... nie szukam. Znalazłam swoje 100%:) Nie chcę innego. I właśnie jestem szczęśliwa, że znalazłam już prawdziwą miłość i tego właściwego mężczyznę, z którym spędzę całe zycie, a nie muszę poznawać i szukać innych... nie chcę. Za nic w swiecie:) I Tobie życzę, żebyś też znalazła tego swojego Jedynego. Bo ten, z którym teraz jesteś... może nie być właśnie tym. A jeśli z nim będziesz już do końca, to będziesz to sobie wyrzucać. Też do końca. Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: powrot forumowiczki marnotrawnej 11.03.08, 21:32 Kittypop! Ciesze sie niezmiernie, bo to co piszesz jest bardzo madre :) I tak tylko jedno mi sie nasuwa przy okazji.. Ze z tym zmienianiem sie dla kogos, to trzeba rozrozniac.. Nie lubimy 'naginania sie' do kogos, ale bardzo lubimy 'uczenie sie' od kogos :) Zmainy na lepsze to przeciez dojrzewanie.. No chyba nie ma nic cenniejszego w byciu z kims, niz fakt wspolnego odkrywania siebie.. :) Lillylou: ale to przeciez absolutnie nie chodzi o to, ze Cie tu krotko kwitujemy tekstem w stylu 'jakbys kochala, to bys tutusrutu'. Nie w te mańkę. Tak po prostu, jak to jeszcze po mnie opisala Meg, zwroc uwage na to, ze skoro masz te watpliwosci i czegos jeszcze jestes ciekawa, czegos Ci brak, to to cos znaczy.. I mowi Ci to osoba, ktora jeszcze jakis czas temu rzucala takim samym tekstem.. A bo sie nie wyszumialam, bo jeszcze nie wiem, jak to by bylo z innymi.. Ale uwierz mi.. Czasami tych wszystkich watpliowsci po prostu nie ma. I tego Ci wlasnie zycze :) Obojetnie czy z tym starym czy z kims nowym. Byles tylko sie czula w 200% spelniona. Bo to jest mozliwe. I wtedy zycie sie wydaje zbyt krotkie raczej, niz 'taaakie dluuugie z ta jedna jedyna osoba' ;) Odpowiedz Link Zgłoś
lily_lou Re: powrot forumowiczki marnotrawnej 11.03.08, 21:58 kurcze no wiem, rzeczywiscie tak moze byc. ale z drugiej strony kocham mojego chlopaka [od kilku dni znowu razem:] i na pewno nie szukam nowej milosci. nie chce przekreslac tego co jest miedzy nami bo od czasu do czasu chodzi mi po glowie "co by bylo gdyby..". Wiecie, zastanawiam sie, moze ja po prostu zbytnio sugeruje sie opiniami osob wokol mnie.. ale czy nie spotyka was czasem taka sytuacja ze rozmawiacie z kims, on sie pyta o to ile juz jestescie ze swoja druga polowa, odpowiadacie ze np 2 i pol roku, i tu nastepuje komentarz typu "oo jaa.. podziwiam, ja bym tyle nie wytrzymal(a).." i musicie skonfrontowac sie ze spojrzeniem pelnym pogardy i wspolczucia, dla was, takich uziemionych, takich zniewolonych i godnych wspolczucia. jak ja tego nie cierpie. czasem nie moge zniesc tych wszystkich singli, ktorzy opwiadaja o swoim zyciu i na prawde widac ze czuje sie bardziej wolni, lepsi od osob bedacych w zwiazkach. a mi jest tak latwo zjechac psychike i nadwatlic poczucie wlasnej wartosci. bardzo bym chciala zeby moje mysli typu "nie wyszalalam sie", "bede kiedys zalowac mlodosci" minely. boje sie tych mysli, chce nie tyko sercem ale wrecz mozgiem zeby ten chlopak byl TYM. a moze za bardzo chce..? eh, dziewczyny, dzieki za rady.. :] Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: meg Re: powrot forumowiczki marnotrawnej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.08, 22:40 Ojej... uważasz, że jesteś godna współczucia, bo jesteś z kimś 2,5 roku?! To raczej świadczy o Tobie dobrze, że potrafisz stworzyć udany, trwały związek, a nie skakać z kwiatka na kwiatek i obudzić się w wieku lat 40 z ręką w nocniku:) To tak już pomijając wszystko. Musisz się powaznie zastanowić co dla Ciebie liczy się w życiu najbardziej. Nie sugeruj się ludźmi, bo oni mają dużą tendencję do gadania głupot i przemycania swoich poglądów na świat:) Zrób sobie listę wad i zalet swojego faceta... pomyśl z czym wytrzymasz, co nie jest ważne, a co się dla Ciebie liczy najbardziej. Z Twoich postów wynika, że chyba po prostu brakuje Ci tego szaleństwa i wolności... A co by było, gdybyś wyjechała z koleżankami na tydzień na wakacje? Spróbuj też łamać tą rutynę w waszym związku, róbcie razem odlotowe rzeczy, które będą was łączyć, poszalejcie razem, może wtedy Ci przejdzie. A jeśli w liście wad i zalet znajdziesz takie pozycje, których już teraz wiesz, że nie zniesiesz... Nie rób więcej chłopakowi nadziei, bo to i tak się kiedyś rozpadnie i bedziecie nieszczęśliwi. I powiem Ci to, co mi powiedziały dziewczyny tutaj. Szukaj tych 100%, a nie wmawiaj sobie, że się zadowolisz tymi 70%. To wbrew pozorom jest naprawdę ważne. I odpowiadając sobie na te pytania możesz właśnie sobie uświadomić wiele rzeczy. I nawet nie myśl, że po ślubie sie zmieni:) Bo faceci się nie zmieniają... (ja już zbieram na panią od sprzatania w przypadku mojego:) żartuję oczywiście:)) A to, że ktoś by tyle nie wytrzymał świadczy po prostu o jego niedojrzałości... Sugeruj się swoim sercem. I najważniejsze to niczego w życiu nie żałować:) Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: powrot forumowiczki marnotrawnej 13.03.08, 20:24 Dobrze Meg Ci radzi.. wczytaj sie w te slowa :) Ja jeszcze tylko dorzuce do tego, ze skoro twierdzisz, ze Twoj luby Ci tak pasuje i bardzo bys chciala, zeby to byl ten, tylko troche pozniej, to moze faktycznie po prostu.. wdarla sie w Wasz zwiazek rutyna? I o.. Bo moze jedyne czego Wam trzeba, to troche wiecej wolnosci, powietrza w tej Waszej relacji.. Zeby nie robic ciagle tego samego, ciagle razem.. Zeby miec jakies wlasne zycie, ktore Was wzbogaci, a przez to wzbogaca tez partnera.. I potem sie wymieniac.. i ladowac energia, zamiast tracic ja na rojenie problemow.. Sorry za slowo 'rojenie', nie chce tu bagatelizowac Twoich obaw, tylko hm.. sprobuj sobie odpowiedziec na pytanie skad sie one biora. Czy problem rzeczywiscie jest w Twoim wieku i doswiadczeniu zyciowym, a rzcej jego braku ;) czy raczej jest to tylko wymowka, zeby jakos sie bezbolesniej wykrecic, z czegos co nie jest maxem.. Anyway.. jak juz dojdziesz ze soba do ladu, co jest powodem, to moze Ci sie rozjasni, czego serio chcesz. Czy wiecej swiezego powiewu W ZWIAZKU czy W OGOLE. Druga rzecz.. Ludzie maja zdaje sie tendencje do sugerowania sie opiniami innych i brania sobie do serca czyichs sugestii i tzw. 'dobrych rad'.. Ale mam takie wrazenie, ze jesli taki czlowiek- singiel jest tak bardzo zadowolony ze swojego stanu, ze az tak ostentacyjnie sie z nim obnosi, to jest to chyba raczej bardziej postawa: 'jak sie nie ma co sie lubi, to sie lubi co sie ma'.. I powtarzajac wszem i wobec jak jest mu zajebiscie samemu, to chyba najbardziej pragnie sam siebie o tym przekonac. Bo jednostki faktycznie zadowolone z siebie i swojego zycia, nie maja potrzeby nikogo o tym przekonywac.. ;) Pozdrawiam :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mietek Re: powrot forumowiczki marnotrawnej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.08, 23:17 Gamn dawno tutaj nie byłaś już mija rok, co słychać u Ciebie? skrobnij słówko Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: powrot forumowiczki marnotrawnej 18.09.08, 14:53 Alle czy jeszcze zaglada.. Gamn.. I inne.. :) Skrobnijcie slowko, jesli :) Buziaki :* Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mała20 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.08, 17:29 dokładnie wiem o czym mówisz..byłam w tej samej sytuacji..ciągle sie kłóciliśmy, nie było dnia żebym nie płakała, ale po prostu nie umiałam tego zakończyc- przecież tak bardzo go kochałam i wciąż miałam nadzieje, że jeszcze się wszystko poprawi, będzie jak na samym początku..Byłam pewna, że to miłość mojego życia i że wszystko da się jeszcze odbudować, przecież nie umiem żyć bez niego..Z nim też już nie potrafiłam.. W końcu na jednej imprezie tak się pokłóciliśmy, że wsiadłam w taksówke i pojechalam do domu..on odezwal sie do mnie na gadu (!!! ) by powiedziec mi...ze to koniec..a raczej, ze "lepiej by bylo gdybysmy zrobili dobie przerwe".. Minął już prawie rok- on ma nowa dziewczynę, a ja wyspecjalizowalam się w pokazywaniu rodzinie i przyjaciołóm jak "wcale o nim nie myślę i on mnie wogóle przeciez już nie obchodzi"..Wiem, ze to nie mialo racji bytu..pochodzimy z zupelnie innych rodzin, jestesmy zupelnie inaczej wychowani i mamy w bardzo wielu waznych kwestiach zupelnie inne poglady, ale po prostu nie umiem przestać o tym wszystkim myśleć..Chociaz dzisiaj czasami się zastanawiam,czy to była prawdziwa miłość, czy po prostu uzależnienie od niego i.. bólu jaki przynosiła mi nasza znajomość.. www.youtube.com/watch?v=Sh6FGUKZdbM&feature=PlayList&p=62BBE85C2D39B47B&playnext=1&index=7 Odpowiedz Link Zgłoś
elamodela Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 04.01.09, 18:57 Fajny kawalek 'Sex'n'city' btw ;) Hm.. Mala20 - mam dla Ciebie jedna jedyna rade: zamiast myslec, wyjdz do ludzi, spotkaj sie z nimi i wierz mi.. NIC Cie tak nie przekona, ze to NIE BYLO TO, jak kolejny facet, ktory zrobi na Tobie piorunujace wrazenie, czyli klin klinem po prostu ;)) Odpowiedz Link Zgłoś
neli_23 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 13.01.09, 16:30 nie , nie wierze!!! to ten watek nadal działa??! nie było mnie tutaj bardzo bardzo dawno!! nawet nie wiem co u was, ale już niedługo zabieram się za czytanie i nadrobienie zaległości... elamodela jak fajnie cię znowu "widzieć" ;)) teekanne jesteś tu jeszcze ??? ooo jaaaaa szok ;)) Odpowiedz Link Zgłoś