Dodaj do ulubionych

Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy...

    • Gość: natuś wazneeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee eeeeeeeeeeeeeeeee IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.11.06, 21:25
      NIGDY NIE REZYGNUJ Z MIŁOSCI!!!!!!!! JA KIEDYS O MAŁY WŁOS TAK NIE ZROBIŁAM NA
      SZCZESCIE NAUCZYŁAM SIE SZTUKI KOMPROMISU TO JEST ZNACZNIE TRODNIEJSZE NIZ
      ODEJSC I WYMAGA WIECEJ CZASU ALE NA WŁASNYM PRZYKŁADZIE POWIEM CI ZE WARTO
      NAWET JAKBYS MORZE ŁEZ WYLAŁA JAK SIE KOGOS KOCHA TO DA SIE DLA NIEGO ZROBIC
      WZYSTKO !!!!! POZDRAWIAM NATUS
      • myszka243 Re: wazneeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee eeeeeeeeeee 30.11.06, 16:58
        to może trzymajmy sie tej tezy;))
      • nusia1820 Re: wazneeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee eeeeeeeeeee 05.12.06, 10:48
        hey.. ja zerwałam z chłopakiem jakis miesiac temu teraz bardzo tego załuje :(
        zobaczylam ze wchodzi na jakies konta (kiedys juz wchodził na konta
        towarzystkie dlatego wbiło mi sie do głowy ze tym razem jest tak samo:( .. )
        jednak okazało sie ze tym razem była to stronka z jakimis filmikami
        przestrazylam sie i zerwałam .. w ta niedziele sie spotkalismy pierwszy raz po
        miesiacu czasu gdy wszedl do mnie cały sie trzasł .. powiedzial ze mnie kocha
        ale nie mozemy być ze soba .. bo sie charakterami roznimy i on musi być fer
        wobec siebie :( czuje ze mnie kocha gdy wychodził wziol jeszcze chusteczki a
        pozniej jak mówia moi rodzice mial łzy w oczach .. przeciez wiem ze mnie kocha
        on jest dla mnie całym moim życiem nie umiem o nim zapomniec .. myslicie ze jak
        kocha to wróci :(? ja nie potrafie bez niego życ :(
        • myszka243 Re: wazneeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee eeeeeeeeee 05.12.06, 15:01
          hmmmmm...no to trzeba by było chyba poważnie z nim porozmawiać,wyjaśnic sobie
          wszystko, bo my nie znamy całej sytuacji i nie możemy zgadywać....
          ale powodzonka życzę:)
    • maaaluska Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 05.12.06, 15:08
      OJEJU!!! dokładnie takie coś jak ja właśnie teraz przeżywam..... miałam
      chłopaka, którego niesamowicie kocham. Zerwałam z nim ale nie umiałam tego
      wytrzymać i szczerze nie umiem do tej pory. W związku płakałam przez niego
      strasznie często. Tydzień temu zdarzyło się to znowu i już nie wytrzymałam,
      powiedziałam że z nami koniec, ale to co się później we mnie działo to była
      katastrofa. Chciałam wrócić, wszyscy wokoło mówili bym tego nie robiła, ja
      chciałam. Wczoraj rozmawiałam z nim, wyrzucił mi znowu pewne punkty z mojego
      życia które straszliwie bolą a ja pomimo tego mam ochote do niego wrócić. Wciąż
      go strasznie mocno kocham i nie potrafię sobie wyobraźić życia bez niego ale
      zarazem tak strasznie mnie krzywdził...najlepsze jest to, że nawet jak z nmim
      rozmawiałam, to wyszło że on nie wie dlaczego z nim zerwałam, obwinia mnie za
      to, że to zrobiłam. Strasznie się szarpie we mnie serce z mózgiem. I tak jak Ty
      nie wiem co zrobić:(
      • nusia1820 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 05.12.06, 16:08
        ja juz jestem bezsilna nie moge jesc spac ciagle o nim myśle najgorsze ze ja
        wiem ze on mnie kocha a mimo to nie chce wrócic .. żyje z mysla ze wróci bo nie
        wyobrazam sobie bycia z kimś innym maaaluska <przytul> biedactwo mam nadzieje
        ze nam obu sie uda bede mocno trzymać kciuki za Ciebie
        • elamodela Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 10.12.06, 23:10
          jaki ten problem ciagle aktualny.. :/
          jak pokazała historia tego watku, wszystkie te opowiesci nasze maja ze soba cos
          wspolnego, ale tez każda jest zupelnie inna..
          i dlatego nie mozna powiedziec tak albo nie, zawsze czarne albo biale, zawsze
          odejśc albo zawsze walczyć..
          jedyne co moge wam doradzic, to to, zebyście nie postepowaly wbrew sobie..
          jezeli jest wam zle, to walczcie z tym co to zle powoduje
          jezeli facet was kocha, nie bedzie sprawial wam zle
          na tym to mniej wiecej polega
          moj zrozumial.. :)
          • blueska3 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 11.12.06, 03:23
            elamodela napisała:
            > jezeli facet was kocha, nie bedzie sprawial wam zle

            Ojjj..święta prawda!!! Zeby tylko tak było zawsze to i życie byłoby piękne. Ahhhh...
    • katizawadzka Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 11.12.06, 10:33
      Mi czasem też. Mój facet jest zakazanym owocem, dla każdej kobiety. Czasem
      myślę jak mam go zostawić i jak to zrobic Nic mi nie wychodzi. Jestem z Tobą.
      Pozdrawiam.
    • gamn znowu ja ale pozytywnie 14.12.06, 00:40
      dawno mnie tu nie bylo ale praca+przygotowanie do wizyty na swieta zbytnio
      pochlonely moj czas

      dziewuszki te nowe i stare uwiercie ze wszystko da sie przezyc a cierpimy tyle
      ile same tego chcemy, bo to od nas samych zalezy proces leczenia, inni moga nas
      wspomagac ale nie zrobia za nas brudnej roboty czyli wziecia sie w garsc i
      zabrania do zycia

      nie mozna trwac w czyms wbrew sobie i tlumaczyc to wszystko ze sie kocha i w
      imie tej milosci wszystko sie wytrzyma bo kiedys cos w nas peknie i naprawde nie
      wytrzymamy, trzeba czasem tez zaczac myslec egoistycznie i wyznaczyc granice
      własnego Ja poniewaz zwiazek dwojga ludzi polega na kompromisie a nie na
      pasozytnictwie jednej strony dlatego jesli to wy zakonczylyscie znajomosc badz
      to jestescie porzucone to po prostu pomyslcie pozytywnie: w pierwszym przypadku
      ze nareszcie sie nie dusicie, w drugim przypadku ze predzej czy pozniej i tak
      by sie to skonczylo bo On zawsze by mial jakies "ale..." i skoro nie potrafil
      walczyc o "Nas" to nie jest wart czegokolwiek

      dziewczyny idzie nowy rok a z nim nowe wyzwania

      pozdrawiam Was cieplutko i błagam niech ktos zabierze odemnie ten wiatr za oknem
      bo juz mam go dosc ;(
      • Gość: miki Re: znowu ja ale pozytywnie IP: *.ramtel.pl 29.01.07, 18:06
        No i nie udało się :( dużo życiowych problemów dołów, a jego już nie ma.Bo coś
        się wypaliło...a ja wciąż tesknię
    • dominika_18 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 17.12.06, 17:39
      Wielkokrotnie wchodzilam na ten wątek i czytalam Wasze historie... Mowicie ze czas leczy rany...ile ja dalabym zeby nie pamietac, nie tesknic, nie czekac:( To nie ja zamknelam pierwsza drzwi, tylko on. Zalamalam sie wtdy, pamietam ze byl to oczatek wakacji, wtedy postanowilam walczyc, uparcie wierzylam ze to ten jedyny i wrocil tylko po to aby mnie odtracic drugii raz.Dalam sobie spokoj,przynajmniej udawalam ze wszystko jest w porzadku,powiedzial ze wtedy do mnie wrocil tylko po to zebym juz nie byla smutna-wiec obiecalam sobie ze juz mnie smutnej nie zobaczy.Miesiac nie mielismy ze soba kontaktu (chodzi mi ze nie pisalismy do siebie, a nasze rozmowy konczyly sie na zwyklym czesc na szkolnym korytarzu)nazjelam sie soba i byloby dobrze gdyb on sie znowu nie pojawil...zaczal pisac, zapraszal na spotkania-jaka glupia bylam ze nie odmowilam, spotykalismy sie bez zadnych obietnic,nie bylo mowy o byciu razem a ja nie pytalam bo balam sie pokazac ze mi zalezy zeby go znowu nie sploszyc.Cieszylam sie ze i tak moge sie chociaz na chwile z nim spotkac. W zeszla niedzile kogos poznal i mi sie tym jeszcze pochwalil... a dzien wczesniej byl u mnie...calowal, przytulal
      • dominika_18 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 17.12.06, 17:42
        Teraz znowu czuje sie wykorzystana...poznal kogos innego i zrobil szybka zamiane,a ja znowu glupia i naiwna myslalam ze te spotkania dla niego cos znacza, a widac byly tylko dobra zabawa
    • ja.natajka_18 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 08.01.07, 12:45
      Ja tez strasznie kogos kocham i od dwoch dni nie jestem juz z ta
      osoba...strasznie mi ciezko.Ten facet bil mnie i ponizal,a ja nadal go kocham!
      gdyby nie pewna madra osobka,ktora wytlumaczla mi,ze znajde jeszcze swoje
      prawdziwe szczescie-pewnie dalej tkwilabym w tym "zwiazku"... Zycze Ci
      powodzenia... i sobie tez!
    • Gość: kobietka25 A u mnie.. IP: *.aster.pl 08.01.07, 18:32
      Sprawa wyglada tak: nie kocham go juz chyba,ale boje sie odejsc. Bo wiem ze
      zrujnuje mu zycie,zalamie sie po tym, moze juz nigdy nie zaufa zadnej
      kobiecie.Jestesmy razem 5 lat,on bardzo kocha,a ja juz nie..Smutne.
      • elamodela Re: A u mnie.. 10.01.07, 02:25
        smutne..
        ale jakie prawdziwe;]
        chyba nic Cie tak nie przekona jak zycie;]
        co poradze..
        moze kiedys sama zrozumiesz..
        byle nie bylo za pozno:D
    • neli_23 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 15.01.07, 11:08
      "...po prostu pomyslcie pozytywnie: w pierwszym przypadku
      ze nareszcie sie nie dusicie, w drugim przypadku ze predzej czy pozniej i tak
      by sie to skonczylo bo On zawsze by mial jakies "ale..." i skoro nie potrafil
      walczyc o "Nas" to nie jest wart czegokolwiek"

      święta racja Gamn!!! pozdro:)
      • Gość: myszka243 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.07, 17:58
        mi jednak sie nie udało...miesiąc temu wkońcu on zerwal,wyprowadzil sie i
        zostałam sama:( najsmutniejsze jest to w jaki sposób to zrobił,ale tym zanudzac
        Was juz nie bede...
        prawie nie mamy kontaktu ze sobą,staram sie jakos trzymac,wychodze bawie sie i
        staram myslec ze tak bedzie lepiej-ale do konca w to jeszcze nie uwierzylam:(
        wiem ze jak go zobacze bede marzyła tylko o tym zeby przytulił i było jak
        dawniej,dlatego nie chce go spotkac,choc to nie uniknione i wiem ze wkrotce
        nastąpi..
        beznadzieja, nie ma chcili zebym nie myslala o nim,zebym nie porównywała go do
        innych,zebym nie wspominala itp.
        :( :(
        pocieszam sie tylko ze kiedys cierpienie musi sie skonczyc i ze jezeli Bóg na
        to pozwoli spotkam kogos kto da mi prawdziwe szczescie-czego i Wam wszystkim
        życzę :*
    • Gość: aniołek1412 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.elpos.net 18.01.07, 20:19
      Zgadzam się z Tobą całkowicie. Ja też kochałam ale musiałam
      powiedzieć 'koniec'...nie wytrzymałam niedojrzałości i nieodpowiedzianości
      swojego byłego partnera. Walczyłam ale do czasu! Miałam dosyć ciągle
      powracających łez rozczarowań.
    • Gość: laura Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.07, 11:53
      Ja jestem w podobnej sytuacji,tez nie umialm odejsc ale zebrałam sie w sobie i
      mimo ze kocham nadal bardzo i wiem ze takiej milosci juz nieprzezyje,odeszłam
      dla swojego dobra,nie było to latewe i nie ma recepty jak to zrobic,mysle ze w
      koncu wydarzy sie cos co przpełni czare goryczi i moze wtedy a tym czasem
      trzymaj sie ciepło
    • Gość: K. Pomozcie mi nie odchodzic! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.07, 04:11
      Przeczytalam caly ten watek. Znalazlam wiele cennych wypowiedzi, na wielu z nich
      ryczalam, a inne mnie uspokajaly. Dziekuje Wam za wszystkie posty:)

      U mnie jest problem odwrotny. Jestem z nim 2 lata. On jest taki, jakiego zawsze
      chcialam miec - czuly, pomocny, nosi na rekach, bardzo kocha. Do tej pory ja tez
      czulam sie jak w bajce. Ale cos we mnie sie zmienia: bardzo chce z nim byc juz
      zawsze, miec z nim dzieci, ale czuje, ze przestaje go kochac:( A tak bardzo chce
      go kochac wciaz i zawsze juz!

      Zdecydowalam sie walczyc o ta milosc - dla niego, dla siebie, dla nas. Rozmawiam
      z nim, staram sie spedzac wiecej czasu poza domem, staram sie od niego troche
      odpoczac, aby za nim bardzo zatesknic. Chce isc do psychologa. Staram sie byc
      cierpliwa. Cierpie niewyobrazalne meki, nie mogac dac mu tego co kiedys.

      Nie moge jesc, spac, mam ciagle nudnosci, ale chce z tym wygrac, musze to
      pokonac. Pomozcie, prosze, nie wiem juz co mam robic :( Nie chce odchodzic od
      takiego cudownego czlowieka :( Rozum pragnie go na 101%, a serce sie waha :/ Czy
      to normalne?!

      Dziewczyny, pomozcie mi z nim zostac! Nie chce byc taka, jak Wasi byli, nie chce
      ranic mojego faceta! Nie chce pierwsza zamykac drzwi! Co mam robic?... Boje sie :(
      • myszka243 Re: Pomozcie mi nie odchodzic! 21.01.07, 12:16
        moze to poprostu przejsciowe...ja w moim 4,5 letnim związku tez mialam takie
        stany i wachania,przetrwałam z czasem wszystko sie poukladalo i kochałam jak
        dawniej-tylko że mi sie to nie opłacilo,bo on zostawil mnie-nie potrafil dla
        mnie walczyć...
        Ale skoro masz tak wspanialego faceta,to moze warto powalczyc....
        z czasem ogień powinien zaplonąć na nowo....
        • Gość: K. Re: Pomozcie mi nie odchodzic! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.07, 13:06
          Dziekuje Ci za te slowa! :))) Najwyzej on mnie kiedys oleje. Ale ja chce z nim
          byc :)
    • gamn jestem w Polsce 21.01.07, 22:51
      ale juz sie nie moge doczekac wylotu (2 lutego)

      nawet przetrwalam te "wakacje" w domu, świata i sylwester bardzo sie udały,
      chrzest siostrzenicy rowniez, jedyne co zmacilo moj spokoj ducha byla kartka
      swiateczna od niego, ale wyladowala w koszu, nie odpisalam na nia, nie
      podziekowalam... moze i niegrzecznie sie zachowalam, moze hipokrytka ze mnie
      (tyle pisalam wczesniej o zostaniu z nim przyjaciolmi) ale wole byc taka i
      myslec egoistycznie po raz pierwszy od dawna o sobie..... wiem ze potrzebuje
      spokoju od niego i jest mi calkiem dobrze
      troche powrocily wspomnienia kiedy siedze w swoim starym pokoju ale juz nie
      boli, niestety niesmak pozostał...
      ale naprawde czas leczy rany i to jest pocieszajace :)
      trzymajcie sie cieplo wszystkie bo wieje strasznie i podobno od wtorku snieg ma
      zaczac padac
      odezwe sie nastepnym razem juz z wyspy, buziaki dziewczyny
    • kotek_vel_lol2 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 22.01.07, 22:42
      ja NIESTETY nie umiem ...
      • elamodela Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 24.01.07, 11:17
        powiem Wam tak..
        zal za miloscia to jeszcze wciaz milosc..
        a gdy nie ma juz zalu, to nie ma i milosci..
        tak sobie kiedys zaslyszalam i ostatnio mi sie bardzo spelnia :D
    • Gość: piwoifilm Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.chello.pl 30.01.07, 18:07
      Dwa razy odeszłam od faceta.Nie jestem do końca przekonana czy to,że
      zrezygnowałam z chłopaka kilka lat temu to była słuszna decyzja.Ale było
      minęło.Czasami jest tak ,że na pierwszy rzut oka wydaje Ci się,że wszystko Was
      dzieli,a tak naprawdę możecie stworzyć piękny związek.Teraz jestem z
      facetem,który jest po rozwodzie.Czasami lepiej późno niż wcale ;)
      • elamodela Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 16.02.07, 14:02
        czasami lepiej poźno niz wcale..
        ja mam nowa teorię:
        czasami lepiej późno, niż za późno :D

        baj de uej: Kobitki!!!
        co u WAS??????????????
        takam ciekawa, tyle czasu minelo...
        u mnie powiem tylko ze jest KOMPLETNIE inaczej
        calkowicie different
        calkowicie w calosci calkiem zupelnie inaczej..
        jest mi dobrze:>
        • neli_23 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 18.02.07, 17:46
          ;((
          właśnie pęka mi serce!! myślałam, ze mi przeszło, ale oszukiwałam samą siebie.
          dzisiaj sie dowiedziałam, że się zaręczył, wkrótce bedzie się żenił, że jest
          zakochany...
          a ja wciz miałam nadzieję, ze kiedyś sie zejdziemy i będę szczęsliwa :((((
          • Gość: neska Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.stk.vectranet.pl 18.02.07, 17:58
          • Gość: neska Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.stk.vectranet.pl 18.02.07, 17:59
            :(((
            Czemu to tak cholernie boli i ma sie wrazenie,ze ktos wyrywa golymi rekami
            serce,a potem je depcze??:((
            • myszka243 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 19.02.07, 19:47
              tez chciałabym to wiedziec...:(
              • elamodela Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 20.02.07, 13:30
                no bo.. albo kopiesz, albo jestes kopany.. ;/
                szkoda, myslalam ze u Was dobrze..
                ja odeszlam, musialam Go skopac przy tym, ale wierze ze sie pozbiera, tak jak i
                Wy, i na dobre to wyjdzie wszystkim:D
                trzeba szukac szukac szukac w zyciu no..
    • gamn Dzień Świętego Patryka!!!!!! 16.03.07, 01:48
      Hej Dziewuszki!!! U mnie w sobote jest Dzien św.Patryka wiec z tej okazji
      wszystkiego zielonego Wam zycze!!!!!!!!!!!!!!!!!

      Jak obiecalam tak pisze juz z Wyspy. Jestem tutaj ponownie juz od 6 tygodni i
      jakos sie trzymam. Moje zycie nabralo tempa i troche sie zmienilo - na lepsze wg
      mnie :):):)
      Od 6 lutego mam dodatkową prace w sklepie i to bylo to COŚ czego potrzebowałam.
      Nie mam teraz dzieki pracy czasu myslec o glupotach (czyt. o Dupku), a do tego
      do sklepu przychodzi sporo ludzi w tym wielu Polakow i zaczynam sobie robic
      jako-takich znajomych w tym obcym miescie. Niestety do starych znajomych jezdze
      teraz na 1 weekend raz w miesiacu, czasu brak i oni za daleko. Smutno mi troche
      z tego powodu i tesknie za nimi, zwlaszcza za przyjaciolka ale zycie inaczej mi
      sie ulozylo. Moze z Gusia za rok zamieszkamy w jednym miescie...
      Ok, ja tu pierdu-pierdu nie na temat a Wy zapytacie pewnie czy jestem
      szczesliwa, jak z moim serduchem? Do szczescia troche mi brakuje ale zaczynam
      nareszcie jakos normalnosc odczuwac. Czasem jest mi smutno tak samej, nie ma do
      kogo sie przytulic ale wszystko mozna przetrwac. Co najwazniejsze zaczynam
      powoli odkurzac moja wiare w milosc. O Dupku mysle sporadycznie (jak mam dola
      hormonalnego przed okresem) - raczej wspominam mile chwile i usmiecham sie w
      duchu do przeszlosci. Elamodela pisala ze jak nie ma zalu to i nie ma milosci -
      hmmm cos w tym jest... We mnie chyba jeszcze zalu troche jest ale sama nie wiem
      za czym dokladnie, na pewno nie za nim, moze za bliskoscia z drugim
      czlowiekiem.... Dzis uzmyslowilam sobie ze minelo juz 10 miesiecy od
      rozstania.... Alez ten czas szybko plynie...

      A co u Was?? Neli_23 jak sie czujesz? Elamodela - ciesze sie ze pozmienialas na
      lepsze swoje zycie i jest Ci z tym dobrze. Tekane - zagladasz tu jeszcze? A co z
      resztą Was? Jak Wasze serducha?

      Mam nadzieje ze powoli dochodzicie do siebie i uwierzcie - czas naprawde leczy
      rany, a to ile nam go potrzeba na pozbieranie sie zalezy jedynie od nas samych.

      Gorąco pozdrawiam, buziaki :*:*:*:*:*:*
      • Gość: mietek Re: Dzień Świętego Patryka!!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.07, 11:21
        wreszcie sie odezwalas Gamn. To dobrze ze potrafisz nie pielęgnowac nienawisci i
        cieszysz sie z tego co masz, tyle optymizmu w Twoich slowach na pewno przyda sie
        to innym. Wystarczy poczytac Twoje wołanie i proces uwalniania sie zeby teraz
        Cię podziwiac za madrosc zyciową. Zadne analizy nie pomoga dlaczego tak sie
        stalo. Jezeli cos sie skonczylo to nasze analizowanie tylko przysparza
        cierpienia a i tak jestesmy na przegranej, bo osobno. Teraz wazne jest zaczac od
        nowa i Ty to potrafisz. Jesteś mocna i mądra osoba. Każde przeżycie wzbogaca nas
        jakos i z perspektywy nie ma czego zalowac. A On tez pewnie ma swoje
        doswiadczenia i wnioski nie wierze ze Go to nie obeszlo. Bo odchodzenie tez jest
        bolesne i czegos uczy. Odzywaj sie od czasu do czasu jak sobie radzisz. Niech
        Twoj przypadek bedzie dla innych zalamanych terapia.
        • kittypop Re: Dzień Świętego Patryka!!!!!! 17.03.07, 23:40
          Hej

          I ja znow tu zagladam. Nie bylo mnie ponad 3 miesiace, az mi konto zamknieto.
          Ciesze sie, ze niektorym lepiej, a tych ktorym ciagle zle przytulam i zycze
          wytrwalosci. Pamietajcie ze bol minie z czasem. Badzcie silne(i)w cierpieniu i
          szukajcie radosci w najmniejszych rzeczach.

          Ja tez wrocilam do mojego ex po rozstaniu tak jak niektore z was. Na 3
          miesiace. Bylam z nim w Nowej Zelandii, wreszcie, zawsze planowalismy tam
          pojechac. Bylo cudownie, to taki piekny kraj. Jedyny problem to ze to jest tak
          cholernie daleko...Mielismy swietne wakacje, prawie miesiac. Cudowne plaze,
          surfing, wynajetym autkiem zwiedzilismy cala polnocna wyspe. Odpoczelam od
          wszystkiego. A po powrocie myslalam, ze mielismy wiecej sil do walki. Okazalo
          sie ze tylko ja tak myslalam. Wszystko bylo ok przez jakies 2 miesiace od
          powrotu (rozstalismy sie na poczatku listopada, wrocilismy do siebie po
          miesiacu), moze dlatego, ze oboje wtedy probowalismy. Potem on znow sie poddal.
          Zaczely sie znow klotnie. Stara basn, ta sama historia. On wycofany coraz
          bardziej, nie rozmawial juz nawet ze mna, byl dziwny, nie swoj. Wiedzialam co
          sie kroi. Pare dni temu, tydzien po powrocie z NZ odszedl znow. Tak samo jak
          ostatnio, cichaczem, jak nie bylo mnie w domu, zabral wszystko co tu mial i
          uciekl. Potem przez telefon oznajmil mi, ze odchodzi. Wiem, wiem, wszyscy mi
          odradzali powrot, wszyscy mowili, ze zrani mnie znowu. Ale milosc nie pozwala
          sluchac takich rad. Ale o dziwo i ja tym razem czuje sie inaczej. Placze
          zdecydowanie mniej, choc minelo dopiero 6 dni.Poddalam sie, zaakceptowalam to w
          mig. On nie wierzy, ze przetrwalibysmy razem. I ja tez nie wierze. Twierdzi, ze
          nie przestalibysmy nigdy sie klocic, ze nasze osobowosci zbyt sie roznia. Mowi,
          ze kocha nadal, ale nie chce byc ze mna, nie widzi przyszlosci razem. Trudno
          bylo zawsze z nim o tej przyszlosci rozmawiac, bylo to jak ciagniecie osla sa
          uszy...zawsze ja inicjowalam takie rozmowy, po babsku wyobrazalam sobie ze
          bedziemy miec wspaniala rodzine, domek niedaleko plazy w NZ...Nie wierze w
          gadki pt.jestesmy zbyt rozni. Roznice sa fajne, przeciez nikt nie chce byc ze
          swoim klonem! Gdyby te roznice byly tak zle i nie mogli bysmy sie dogadac,jak
          on twierdzi, jak jest mozliwe, ze mielismy tyle swietnych dni,
          tygodni,miesiecy? Tez nie znosilam klotni, ale byly one sporadyczne, skupialam
          sie na dobrych chwilach, o zlych zapominalam, chcialam walczyc i zmieniac sie
          dla nas, dla niego. On nie chcial robic nic, chcial po prostu byc.
          Bezwysilkowo. A wszyscy wiemy, ze tak to mozna tylko na poczatku, problemy
          przychodza zawsze, predzej czy pozniej kazdy zwiazek przechodzi jakis kryzyz. I
          to wszystko. Jest mi teraz tak calkiem inaczej, niz ostatnio. Boli, ale bol
          jest stlumiony. Moze dlatego, ze jestem po tak dlugim urlopie nadal odprezona,
          a moze dlatego, ze juz to wszystko raz przerobilam, ze juz sie wtedy
          wyryczalam,wybolalam, ze teraz to prawie sie tego po nim spodziewalam. Nie,
          moze nie tak, nie spodziewalam sie...ale nie zapomnialam tego co mi wtedy
          zrobil, chociaz wybaczylam, wiedzialam ze moze zrobic to po raz kolejny.
          Aaanyway....spedzam Sw. Patryka w lozku, zrobilam sobie pyjama party dzis z
          kolezanka, spala u mnie, zeby bylo mi razniej...tez ma problemy z facetem, wiec
          siedzialysmy tu sobie i od 11 rano oproznialysmy moj barek ogladajac filmy.
          Bylo fajnie. Potem jej facet zadzwonil i pofrunela do niego, a ja zostalam
          sama. I postanowilam do Was zajrzec. Widze, ze zlamane serducha powoli sie
          zrastaja...a zycie plynie sobie dalej. Mysle sobie teraz o znalezieniu
          zapelniacza czasu, moze dodatkowej pracy poszukam. Potesknie za nim jeszcze na
          pewno, poboli jeszcze troszeczke. Ale plakac juz chyba nie bede. Tak jest
          lepiej, ewidentnie nie kochal mnie na tyle, zeby nie ranic, zeby chciec
          walczyc. Mam nadzieje, ze i on znajdzie swoje szczescie gdzies tam, moze kiedys
          bedziemy w stanie pogadac o wszystkim i posmiac sie z tego. Mam nadzieje, ze
          nie zrani kogos tak jak mnie, chociaz moze ludzie sie nie zmieniaja i moze on
          inaczej nie umie, odchodzi jak tchorz, bo boi sie emocji, ktore sa zawsze
          podaczas rozmow. Jesli wroci, bedzie chcial rozmawiac to mam nadzieje, ze
          znajde w sobie tyle sil, zeby mu drzwiami przed nosem trzasnac albo jak Gamn mi
          kiedys poradzila chyba - powiedziec ze mam goscia. Nie zaluje powrotu do niego,
          mialam cudowny urlop, zwiedzilam kawalek swiata (Dubaj, Singapore, Australia po
          drodze) i dowiedzialam sie, ze tak naprawde to nie mam czego zalowac, bo on nie
          da mi nigdy tego, czego potrzebuje. Wiecznie dopraszalabym sie o wiecej
          czulosci, uwagi, wiecznie walczylabym z jego grami komputerowymi o
          czas....Zasluguje na cos lepszego i sprobuje to znalezc i wam dziewuszki i
          nieliczni panowie zycze tego samego. Sciskam.
          • Gość: meg Re: Dzień Świętego Patryka!!!!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.07, 15:30
            Pomocy... mam straszny problem... Wiem, że to, co zaraz napiszę wyda się pewnie
            większości głupie... Wiem, że jestem głupia i że większość z was ma dużo większe
            problemy...;( Strasznie się męczę ze swoimi myslami:(
            Jesteśmy razem 2,5 roku, to mój pierwszy chłopak "na poważnie". Od zawsze duzo
            rozmawialiśmy, zawsze szczerze, o wszystkich problemach, żalach, bólach itp.
            Jesteśmy do siebie bardzo pdobni jeśli chodzi o charakter, zainteresowania,
            plany na przyszłość... jakiś czas temu zaczeliśmy już takie robić. Tzn. on
            mówił, ze jestem tą Jedyną, że tylko ze mną chce już być, że chce ze mną wziąć
            ślub (im szybciej tym lepiej), chce mieć ze mną dzieci itp. Początkowo
            podchodziłam do tego strasznie sceptycznie, ot "szczeniackie gadanie" (mamy
            oboje po 19 lat). No, ale jak to każda kobieta, zakochana to łatwowierna - w
            końcu w to uwierzyłam:) No i z podejścia "ciesz się chwilą, nie myśl o
            przyszłości, jesteś młoda" zrobiło się "czy będziemy szczęśliwi w przysżłości
            itp.". Problem pojawił się kilka mcy temu... moja ciotka, z którą dużo
            rozmawiałam powiedziała "a co ty tak z tym jednym... jesteś młoda, to powinnaś
            popoznawiać trochę więcej facetów, a nie... wszystkie, co młodo wyszły za mąż
            żałują, że nie poużywały życia". Ona sama, lat 3o, wyszła za mąż 5 lat temu i
            żałuje, nie jest szczęśliwa. Cóż, jej słowa zasiały u mnie ziarenko niepokoju...
            Zwłaszcza,ze od jakiegoś czasu w moim związku dzieje się źle. Kłócimy się dość
            cząsto z byle powodu, chłopak zaczyna się na mnie zamykać, nie chce, jak kiedyś
            mówić o swoich problemach, powoli przestaje być czuły, ciepły itp. Kiedy zrobi
            mi jakąś przykrość zamiast przepraszam słyszę "nie wymyślaj, znowu sie
            obrażasz"... dowiedziałam się też, że on uważa, że jest ode mnie lepszy jesli
            chodzi o inteligencję i zdolności (zatrzęsło mną tak, że dobrze, że to było
            przez telefon, bo mógłby nie wyjść z tego cało)... odsunęłam się od niego,
            poczułam chłód, który noszę w sobie do dziś, choć coraz mniejszy... ostatnio
            rozmawialiśmy, wydawało mi się, że zrozumiał, ale nic się szczególnie nie
            zmieniło. Na razie staram się przeczekać... strasznie mało czasu razem spędzamy,
            max. po 30 minut dziennie (w szkole), nie spotykamy się od 2 mcy poza, bo uczymy
            się do matury... Ciężko mi potwornie;( Jesteśmy oboje zmęczeni, niewyspani,
            zestresowani... Tłumaczę sobie, że to przez to się nam teraz nie układa (w
            wakacje było cudownie) i ze muszę poczekać... Ale z drugiej strony mam mnóstwo
            wątpliwości. Słowa mojej ciotki wyprowadziły mnie z równowagi, zastanawiam się
            coraz częściej jakby to było z innym, może byłoby lepiej. Ale też boję się
            samotności,a przede wszystkim tego, że już nigdy kogoś tak pasującego do mnie
            nie znajdę... wiem też, że się stara, że pracuje nad sobą, żeby nam było lepiej.
            Wiem, że mnie kocha nad zycie, ja jego też. Ale te wątpliwości... i to tzw.
            "morze łez" wylanych przez te 2 lata...
            Napiszcie mi coś, proszę, nie mam już siły trwać w tej niepewności;(
            • elamodela Re: Dzień Świętego Patryka!!!!!! 25.03.07, 09:20
              do kittypop:
              nie można kochac za dwoje, a takie wlasnie odnioslam wrazenie czytajac Twoja
              historie. Jezeli on nie czul wystarczajaco duzo w tym zwiazku, to zadne wasze
              wspolne starania nic by nie daly. Poza ty roznice mozie owszem sprawiaja, ze
              nie jest nudno, ale naprawde wyobrazasz sobie zycie z kims, kto caly cza chce
              robic cos innego niz Ty? To wyglada na to, ze jedna strona musialaby sie co
              jakis czas naginac do drugiej, a kompromisy na dluzsza mete zdaja sie byc
              polsrodkami.. Nie chodzi mi bron Boze o to, ze trzeba zawsze stawiac na swoim,
              tak wiem, ze kompromisy to podstawa, ale zmienianie siebie, by sie dopasowac do
              drugiej osoby to juz jest daleko cos innego. Poza tym w zwiazku powinno byc
              zabronione dopraszanie sie o cokolwiek. Niektore rzeczy, takie jak uwaga, czas,
              szacunek Ci sie naleza i kropka.

              Do meg:
              Straszny to ten problem chyba nie jest, taki po prostu zwyczajny.. Poznajesz
              kogos, kto jest Twoja pierwsza miloscia, dostajesz w leb, poki jest pieknie, a
              na poczatku zwykle jest, widzisz siebie z pieskiem i kotkiem i bialym plotkiem,
              az tu nagle idealna wizja pada, bo ktos jak sie okazuje, tez ma wady.. Potrafi
              nawet powiedziec pare niemilych rzeczy, no i w koncu.. Tyle ludzi jest na
              swiecie.. Tak. Najglupsze jest uczucie, gdy my jestesmy szczesliwi, a inni
              ludzie wmawiaja nam, ze ta blad. Sama wiesz najlepiej, a sugerowac sie opiniami
              typu: tak sie nie robi, zobacz na innych, itd. jest naprawde smieszne. Co
              innego, jesli te watpliwosci sa w Tobie. Ile dostajesz, a ile potrzebujesz
              dostawac? No bo powiem Ci tak: jcie mlodzi, slubu nikt Wam jeszcze brac nie
              kaze:D Daj sobie czas na zrozumienie siebie. Zmartwilo mnie tylko to co on
              powiedzial Ci przez telefon.. Hmm.. Tu mi sie wlacza alarm. No ale pozyjemy,
              zobaczymy, mam nadzieje ze sie nie powtorzy. Sprobuj tez o tym porozmawiac,
              Czasem oni po prostu wyslowia sie tak ze w piety idzie, nierkoniecznie majac na
              mysli to, co im sie uda wyprodukowac. Tylko jakby cos, to wiedz, ze najgorsza
              rzecza jast tkwic w zwiazku z przyzwyczajenia, lub sentymentu. Szukaj 100%, a
              nie 60%, 70%, 80% ...
            • gamn hej meg 26.03.07, 01:02
              zgadam sie z elamodela, trzeba zawsze szukac 100%
              co do jego slow ze jest lepszy od Ciebie... hmmmm - tu by mi sie zapalilo mocno
              czerwone swiatelko, jesli ktos tak o Tobie mowi znaczy sie ze nie ma do ciebie
              szacunku.....
              Oboje jestescie mlodzi i dopiero poznajecie siebie, swoje wnetrze a co dopiero
              mowic o zyciu w zwiazku, daj sobie czas i nie mysl ze w wakacje bylo pieknie to
              po maturze to wroci, oboje musicie pracowac nad zwiazkiem.
              Co do slow Twojej cioci to powiem Ci ze ja cos takiego samego slyszalam z ust
              moich ciotek i szczerze mowiac po pewnym czasie przyznaje im racje. Tylko
              zaznaczam odrazu ze do mnie ideal zycia z malzenstwie nie przemawial nigdy i
              nadal nie przemawia, ale zyciem tez trzeba sie nacieszyc. Zobaczysz jak sie
              wszystko pozmienia kiedy oboje pojdziecie na studia. To kompletnie inne zycie,
              tym bardziej jesli nie bedziecie studiowac w swoim rodzinnym miescie. Jesli moge
              Ci cos poradzic z wlasnego doswiadczenia to nie zamykaj sie na innych ludzi. Nie
              mowie tutaj o zwiazkach ale ogolnie o kontaktach z nowymi znajomymi obu plci. A
              jesli wasz zwiazek ma przetrwac to przetrwa, zamartwianie sie przyszloscia nic
              Ci nie da a jedynie wpedzi w depresje dlatego teraz to mysl o maturze a facet
              jak bedzie chcial walczyc o Was to to zrobi.
              Trzymaj sie wiosennie i zycze powodzenia, buziaki.
              • Gość: meg Re: hej meg IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.07, 18:59
                Dziękuję Wam bardzo dziewczyny:*Szkoda, że nie jestem tak mądra, jak Wy, może
                żyłoby mi się łatwiej...:)
                Niestety, powiedział to i, co więcej on tak uważa, próbował mi to nawet
                uargumentować! (że jak na razie to niby więcej osiągnął!). Choć było to ze 3
                tygodnie temu, to dalej się we mnie gotuje, ambitna byłam zawsze. Nie podoba mi
                się to szczególnie dlatego, że czuję teraz wewnętrzny nacisk, żeby mu udowodnić,
                że wcale tak nie jest.... dotychczas nie bło tej rywalizacji, nigdy się tak nie
                czułam. No i wiem, że w związku sukces jednego to sukces obojga... Fajnie, że
                mój facet udowodnił, że już nie;/
                Wiem i widzę, że on bardzo dużo dotychczas pracował nad sobą, stara się, raz
                mniej, raz bardziej, ale to przypuszczam, że każdy na swoje gorsze i lepsze
                chwile:) Cóż, staramy się oboje, dla siebie nawzajem, więc liczymy, że wyjdziemy
                z tego dołka. Myślę, że klucz leży w tym, żebyśmy wreszcie zaczęli spędzać ze
                sobą trochę czasu...
                Nigdy zamknięta na znajomości nie byłam, jadę w lato ze znajomymi przyjaciółki
                na wakacje (bez niego), poza tym mam mnóstwo dobrych znajomych, przeważnie płci
                przeciwnej (tak wyszło, że się stokrotnie z facetami lepiej dogaduję).
                Mam nadzieje, że na studiach będzie inaczej, nowi ludzie, znajomości itp., będę
                studiować w tym samym, rodzinnym mieście, chłopak też, więc jeśli chodzi o to,
                to się nic nie zmieni. No, może poza tym, że będziemy mieć już samochody i
                częściej (i na dłużej) się odwiedzać.
                O amturze teraz mysle głównie, pewnie:) Może nie stresuję się jakoś specjalnie
                bardzo, czuję się w miarę przygotowana, jeszcze kilka tematów powtórzyć i będzie
                dobrze:)
                Na szczęście widzę, że na ile może, to walczy...
                Dzięki jeszcze raz, lepiej mi się od razu zrobiło na sercu:)
                Wy też się trzymajcie cieplutko i życzę Wam szczęścia:*
          • gamn witaj kittypop 26.03.07, 01:17
            podziwiam Cię, ja bym nie mogla tak pozwalac wracac i odchodzic facetowi. Po
            prostu sama psychicznie bym nie wytrzymala czegos takiego. Zwlaszcza ze Twoj eks
            robil to jak zwykly tchorz, po cichu, ukradkiem. Ja nie potrafie w milosci
            widziec szarosci, dla mnie jest czarne albo biale.
            Ciesze sie że nie zalujesz tego powrotu i ze urlop Ci sie udal (zazdroszcze Ci
            troche bo faktycznie bylas w naprawde fantastycznych miejscach). No i naprawde
            czuje ulge ze dojrzalas do nastepnego kroku i z usmiechem patrzysz w przyszlosc.
            Gdzies dla kazdej z nas jest jakis facet ktory bedzie nas kochal za to jakie
            jestesmy, bedzie nas wspieral i rozbawial, bedzie naszym oparciem w zle dni,
            znajdziemy w nim to czego kazda z nas szuka u faceta... a poki co kiedy go
            jeszcze nie znalazlysmy to mamy nasze forum i siebie dziewuszki :):):)
            Pozdrawiam serdecznie i sciskam goraco :*:*:*:*:*
            • Gość: Kittypop Re: witaj kittypop IP: *.dsl.pipex.com 26.03.07, 01:59
              Hejka

              Tak, wiem, tez nie wierze w powroty. Ale po rozmowach wyszlo na to, ze on mial
              inne, bledne, przekonania o pewnych sprawach, wyjasnilismy sobie to i okazalo
              sie, ze z ta wiedza, ktorej wczesniej nie mial, postanowil nie odchodzic...he
              he..na 3 miesiace. A ja kochalam, tesknilam, mimo tego, ze prawie sie
              pogodzilam z rozstaniem, wiec sie zgodzilam. Nadal kocham, ale teraz
              cierpliwosc moja siegnela kresu i nie wezme go z powrotem, chocby na kolanach
              przyszedl. Niech cieszy sie swoim zyciem beze mnie, a ja pociesze sie swoim.
              Nie bylismy sobie pisani, mielismy inne pomysly na zycie. On zachowal sie jak
              tchorz, masz racje i tym zepsul moje wspomnienie o nim, ja lubie rozstawac sie
              z klasa, jesli w ogole. Mozna przeciez napic sie winka, przyniesc kwiaty,
              podziekowac sobie za wspolne lata i pamietac te dobre chwile tylko, mam 2 fajne
              przyjaznie z moich dawnych zwiazkow. W koncu jestesmy oboje dorosli i jak cos
              nie wychodzi to oboje wiemy, ze nadszedl czas sie pozegnac. U nas nie bylo
              zdrad, czy jakichs innych historii, tylko zwyczajne niedopasowanie. Jestem
              zgorzkniala przez to jak to zrobil, niepotrzebnie ranil, pytam sie sama siebie
              dlaczego i udzielam sobie odpowiedzi, ale tak naprawde nie bede nigdy wiedziec
              dlaczego tak postapil. Boli, ze ktos najblizszy tak bezmyslnie rani. Wiem, ze
              zrobil to zeby ochronic sie przed bolem. Czy tez przed nim uciec. Ale nie chce
              utonac w zalu, jego strata ze nie bedziemy sie przyjaznic. Odkrywam uroki
              samotnosci! Spacery w sloncu tam gdzie lubie, filmy ktore ja wybieram. Nie
              musze sie nikomu z niczego tlumaczyc. I co najwazniejsze - nie placze juz ze
              zlosci na niego. Wiem, ze wkrotce zatesknie za czyims towarzystwem i tez bedzie
              fajnie. Minely juz 2 tygodnie, nie moge powiedziec, ze jest mi znow wspaniale,
              ale wiem, ze to nie jest koniec swiata i trzymam glowe wysoko. No i znow mam
              divorce diet, czyli malo jjem, co sprawia, ze wygladam lepiej. Oczywiscie moje
              poczucie wartosci ucierpialo, jak zawsze przy rozstaniach. Ale wiem, ze jest
              swiatelko w tunelu i gdzies ktos na mnie czeka, a ja na niego. I wiem, ze
              poczuje kiedys znowu jak fajnie jest jak ktos nosi cie na rekach i jest z toba
              na dobre i na zle.

              A co u Ciebie Gamn? Jak tam sie masz na zielonej wyspie, czy twoje serduszko
              juz pika w rytmie cza-cza na widok kogos? Mam nadzieje, ze wszystko w
              porzadeczku, a ty nie myslisz juz o bylym eksie wcale. Nie warto. Idzie wiosna,
              czas na odrodzenie, zrzucenie skorupki zimowej i moze nawet nowe zakochanie!

              Sciskam
        • gamn witaj mietku!!!! 26.03.07, 01:10
          i znowu sie zarumienilam czytajac Twojego posta :) Ty mnie chyba zbytnio
          idealizujesz....... Dziekuje baardzo za cieple slowa ale z madroscia zyciowa to
          u mnie nie za bardzo dobrze :) jej poziom systematycznie spada a ja sie czuje
          powoli odmozdzona.
          Piszesz z puntu widzenia mezczyzny i ja Ci wierze ze jego pewnie odejscie
          obeszlo, ze dla niego moze tez to bylo trudne, zwlaszcza podjecie tej decyzji...
          jednak ja staram sie o tym nie myslec, minelo juz sporo czasu od tamtego momentu
          - to po pierwsze, a po drugie decyzja juz zapadla a ja nie lubie gdybac na
          tematy zamkniete. Niech on sobie zyje po swojemu i da mi zyc :)
          Pozdrawiam cieplutko i wiosennie, buziaki.
    • Gość: Nietykalna123 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.03.07, 09:30
      Jestem zdania, że to co ma spłonąć lepiej niech spłonie od razu niż miałoby się tlić powoli aż do wygaśnięcia. Konające związki sa bardzo męczące i strasznie unieszczęśliwiają .Najtrudniej jest na początku, warto wtedy znaleźć sobie ciekawe hobby, przyjaciół, by nie myśleć, nie zadręczać się. Czasem naprawdę warto, bo choć trudno, to mimo wszystko mniej bólu niż przy takim bezsensowym przeciąganiu.
    • gamn "Samotnosc w sieci" J.W.Wisniewskiego 04.04.07, 13:23
      czytam ta ksiazke po raz drugi i odnajduje w niej kolejne niesamowicie
      wzruszajace fragmenty ktore umknely mi przy pierwszym czytaniu, ta ksiazka po
      prostu jest niesamowita a najlepsze w niej jest to ze napisal ja mezczyzna...

      pierwszy raz przeczytalam "Samotnosc..." w lipcu zeszlego roku -> to byl zly
      pomysl :))) nie bylam w psychicznej formie na taka lekture, plakalam po jej
      skonczeniu pozniej przez tydzien, teraz po kilkumiesiecznej przerwie ponownie
      czytam ta ksiazke i jestem nia tak samo zauroczona jak za pierwszym razem,
      nawet pomimo tego ze znam zakonczenie, jedynie juz tak nie rozpaczam, czuje sie
      bardziej dojrzala do takiej lektury

      niestety nie widzialam ekranizacji.....

      ale ale!!! pewnie zastanawiacie sie dlaczego poruszylam ten temat na tym watku;
      otoz na okladce ksiazki jest napis mniej/wiecej takiej tresci: "zobacz czy
      warto przezyc taka milosc, czy warto przezyc taka zdrade?" bardzo poruszyly
      mnie te slowa, na pierwszym pozyczonym od kolezanki egzemplarzu ktory czytalam
      nie bylo takiej reklamy i chyba dlatego, ze wzgledu na te slowa i dlatego ze
      znalam tresc ksiazki postanowilam kupic sobie(w styczniu, na lotnisku, przy
      poworocie na wyspe) wlasny egzemplarz "Samotnosci w sieci"... dopiero teraz
      poczulam sie psychicznie gotowa do ponownego czytania i wiecie co....
      wiecie co... uwazam ze warto przezyc cos takiego, nawet pomimo pozniejszego
      cierpienia

      zdaje sobie sprawe ze pisze nie na temat ale nagle naszla mnie jakas taka
      ochota teraz w pracy powiedzenia o tym komus i musialam to zrobic natychmiast a
      ludzie mnie otaczajacy nie nadaja sie na takie zwierzenia bo 1. nie czytali
      ksiazki, 2.nie maja takich doswiadczen, 3. to jednak kompletnie inna kultura,
      wrazliwosc na pewne rzeczy

      pozdrawiam was serdecznie i goraco, buziaki :*:*:*:*

      p.s. a u mnie za okonem jest piekne slonce :):):)
      • Gość: Ania Re: "Samotnosc w sieci" J.W.Wisniewskiego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.04.07, 22:45
        To jest na temat Gamn Samotnosc to jak balsam dla duszy nie zaluj ze nie
        widzialas filmu psuje caly smak lektury. Znawcy twierdza ze to lektura dla
        wrazliwych panienek a nie powazna literatura, ja jednak uwazam ze warto czytac
        to co nas porusza i wyzwala emocje. A problem milosci i zdrady o ktorym
        wspominasz wszystko co przezywamy zawsze nas ubogaca i wtedy gdy jestesmy
        radosni i wtedy gdy cierpimy to zawsze ma jakis sens i glebszy wymiar. A wiesz
        ze ta ksiazka zachecila mnie do poznawania ludzi za pomoca sieci i naprawde cos
        sie dzieje w moim zyciu. Wszystkim teraz placzacym i zdradzonym zycze takiego
        lekarstwa na samotnosc.
      • cienmotyla Re: "Samotnosc w sieci" J.W.Wisniewskiego 06.04.07, 22:47
        Samotność w sieci.
        Piszę o tej książce prace maturalną:)
        Cudowna...
    • gamn Na ielkanoc 07.04.07, 01:37
      Zdrowych, pogodnych i radosnych Świat Wielkiej Nocy. Pokoju ducha. Wiary w Boga
      i ludzi.Umiejętności dostrzegania piękna tego świata i oczywiście wiary w
      siebie, swoje możliwości.
      • elamodela Re: Na ielkanoc 09.04.07, 00:34
        Dzięku :*****

        Wiecie najlepiej moje kochane jak ciężko było mi podjąc tę decyzję.
        Ile sie naplakalam za kazdym razem kiedy ktos nie mogl albo i nie chcial
        zrozumiec o co mi chodzi, to tylko ja wiem i moj dywan.
        Najostatniej ten ktos doszedl do wniosku, ze nie staral sie wystarczajaco, bo
        byl pewien ze zniose i i tak bedziemy razem.
        A ze nie jestesmy, to ktos nie moze sie teraz pozbierac.
        I wyszlo ze tak czy inaczej ja jestem zla.
        Bo niewazne, ze mowilam co czuje od dluzszego juz czasu.
        Niewazne ze nie czulam sie w pelni dobra bedac.
        Teraz czuje sie najgorsza nie bedac.
        Jaki mogl byc zwiazek skoro rozstanie jest nadal tak toksyczne, nawet dawno juz
        po rozstaniu??
        Nie da sie uniknac cierpienia, rozczarowania, przeskoczyc tego wszystkiego i
        pogodzic sie ot tak.. Ja to rozumiem. Ale ile jeszcze moze byc na mnie zwalany
        caly ciezar emocjonalny tego wszystkiego??
        Ja nie pamietam juz szczegolow, czasami przy okazji przelatuja mi przez mysli
        momenty, skrawki sytuacji, ktore sprawialy ze wypalalam sie. Stopniowo, po
        troche, za kazdym razem bardziej.. Nie czulam sie ani wystarczajaco madra, ani
        ladna, ani dobra, ani wrazliwa.. Nie mowie, ze bylo tylko zle. Bylo bardzo
        dobrze momentami. Tylko chodzi o ogolne samopoczucie, ktore serwuja sobie
        partnerzy w zwiazku.. I jakie bylo moje zdziwienie, kiedy gdzies indziej
        odnalazlam to wszystko czego mi bylo brak.. Ten caly szacunek do drugiej
        osoby.. AKCEPTACJE.. Czy ktos sie jeszcze dziwi, ze majac do wyboru czuc
        sie 'moze byc' albo czuc sie the best, wole czuc sie the best..
        Kazde rozstanie jak i zwiazek zalezy od dwojga ludzi, tak wiec i wine powinno
        sie dzielic po polowie.. A ja mam nadal tak, ze to ja jestem winna. A
        najsmieszniejsze jest to, ze ja naprawde juz dawno temu przezywalam to
        wszystko, tak ze do tej pory zdazylam sie wypalic tysiac razy. I moglam sobie
        plakac, bo przeciez wszystko bylo cacy. Co ja czulam to moje bylo, zwierzchu
        przeciez ok, a teraz jestem zla.. Bo ktos nagle zaczal plakac, a ja juz nie mam
        łez...
        • cienmotyla Re: Na ielkanoc 09.04.07, 10:41
          Powiem tylko tyle: Jesteś bardzo mądrą dziewczynką Elu:**
          • elamodela na wiosne 17.04.07, 15:12
            Oj jaką ja własnie baardzo niemądrą jestem..
            szkoda ze dopiero teraz
            kurde szkoda ze zawsze sie czlowiek po czasie rozumuje:/
            co u Was dziewczynki?
            bo ja wlasnie spier.dolilam sobie najpiekniejsza sprawe w zyciu :D
            zal mi swojej glupoty wrecz
            Gamn co u Ciebie? Nelly? Takeanne?
            • gamn Re: na wiosne 18.04.07, 00:26
              hej Ela!!!

              co sie stało? naprawde jest az tak zle? :(

              u mnie po staremu, czyli praca-dom-praca-dom

              w pracy: dostalam mala podwyzke :):):) i mam 2 nowych podwladnych <polakow -
              stety/niestety>; jeden <Pan J.> pracuje juz 3 tydzien, drugi <Pan P.> zaczal
              pracowac przedwczoraj, co z tej wspolpracy wyniknie zobaczymy, jesli mam byc
              szczera to super zachwycona nie jestem, jakos wolalam pracowac w zespole
              angielsko-jezycznym; Panu J. jakos nie moge wbic do glowy ze to jest
              niekulturalne zachowanie jesli rozmawiamy po polsku przy irlandczykach, nawet
              menagerka zwrocila mu w zartobliwy sposob uwage ze chciala by wiedziec o czym
              rozmawiamy i tez sie z nami czasem posmiac - niestety facet nie zrozumial tej
              aluzji :/; Pan P. wydaje sie byc bardziej rozumniejszy ale to sie okaze z czasem

              w sercu: zadnych wiekszych czy nawet mniejszych porywow; zakrecil sie kolo mnie
              pewien Łotysz i nawet mialam nadzieje ze cos z tego bedzie <chociaz przejsciowy
              romansik na dobre rozpoczecie wiosennego sezonu> ale jednak ta iskierka, ktora
              we mnie na 1 dzien zaplonela szybciutko zgasla; sama nie wiem dlaczego bo facet
              jest naprawde do zakochania sie - z zawodu artysta-plastyk ale tutaj pracuje w
              strazy pozarnej <STRAZAK!!! ;););)- marzenie chyba 50% populacji kobiet na calym
              swiecie> zatem odwazny ale zarazem wrazliwy, potrafimy rozmawiac na rozne tematy
              <jesli bariera jezykowa nam nie przeszkodzi, np.brak jakiegos slowa, itp.>,
              widac ze potafi sie troszczyc <np. pomagal mi na spacerze z siostrzenica i nie
              przerazil go widok dziecka a jeszcze nie wiedzial ze to nie moje ;), jak pada
              deszcz pilnuje abym miala kaptur na glowie albo abym nie szla od strony jezdni
              po chodniku - wiem to takie pierdoly ale pierwsze wpadly mi na mysl jako
              przyklad>; jest dojrzaly <30 lat>, zdecydowany i raczej wie czego chce, do
              wygladu tez sie nie mam co przyczepic bo jest naprawde ok, nawet jego imie jest
              swietne.... ale co ja na to poradze ze nie czuje aby to byl TEN, nie ma tej
              magii czy chemii z mojej strony <nie wiem jak z jego :)>

              zatem jak widzisz/czytasz nic nowego, znajomi irlandczycy szukaja mi na sile
              faceta i nie potrafia zrozumiec ze mi dobrze teraz samej; ale sa tacy kochani ze
              nie mam sily aby sie im postawic, tym bardziej ze nie robia tego w bardzo
              natarczywy sposob jak ciotki czy reszta "kochanej" rodzinki

              zycie mija mi calkiem szybko i nawet nie mam czasu na leniuchowanie, psychicznie
              szykuje sie do nastepnego miesiaca bo maj to dla mnie okres dosc nieprzyjemnych
              wspominek ktorych nie chce, wiesz jak to jest - ta pierwsza rocznica "PO" -
              przetrwam ja i pozniej bedzie juz tylko lepiej :)

              pozdrawiam serdecznie i przesylam piekne slonce ktore jutro ma byc nad Wyspa,
              buziaki :*
              • elamodela Re: na wiosne 18.04.07, 00:48
                Ehh jak dobrze ze tak wlasnie:> bo jedno piekne zdanie jest w Twojej
                wypowiedzi, ze nie potrafia zrozumiec ze Ci dobrze samej. Tak ja teraz chce
                znow zeby mi bylo dobrze samej.. Moze kuxwa i jestem pieprzona egoistka, ale
                jak nie bedzie mi dobrze samej ze soba, to nie bede mogla nikomu szczescia dac.
                Wiec czekam na to, zeby mi bylo dobrze samej ze soba:> A ze spierdo.lilam no to
                coz.. Moj grzech i jak to moj Kochaniutki okreslil, musze poniesc za to
                konsekwencje.. Ze On nie chce ze mna byc. Bo nie wierzy ze bede madrzejsza:D Oj
                kurde, zeby On tego nie czytal mhyhy.. A w sensie ze spierdo.lilam jak? A tak,
                ze stary model dzialania, ze zwiazku w ktorym czulam sie niepewnie przenioslam
                do nowej, czystej i fajnej relacji.. I jak na drugi dzien poczulam, ze to
                wlasciwie takie dzialanie niepotrzebne jest, to bylo juz too late:/ No i tak
                oto elamodela pierdo.li sobie zwiazki. Czy ja sie kiedys naucze?? Heh. Ale
                przynajmniej powiem Wam, ze spotkalam kogos, kto potrafi odchodzic. Szacun
                pelen.
              • Gość: gosc Re: na wiosne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.04.07, 23:08
                Bardzo mądrze piszesz, mysle ze Jestes super osoba i cieszę się że już na dobre
                pogodziłas się z tym co było i potrafisz optymistycznie patrzec na życie.
                Gratuluję Ci Twojej życiowej mądrości. Bierzcie z Niej przyklad dziewczyny.
                • Gość: kejzi Re: na wiosne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.07, 19:46
                  a wiosna w pełni. Jak tam Wasze sprawy dziewczyny? Czy łzy nadal płyną? Z tego
                  wątku powstanie piękna ksiązka o miłości ale musi miec sporo zakończeń Waszych
                  prawdziwych historii dlatego żal go kończyć. Co u Ciebie elamodela i gamn i neli
                  i pozostale dziewczyny. Slonka gorącego i dni pięknych
                  • elamodela Re: na wiosne 02.06.07, 09:29
                    alle pięknie nazwane.. :) książka o miłości.. :))
                    rzecz w tym że życie, póki trwa, jest niekończącą się historią i niebezpiecznie
                    chyba powiedzieć: that's it, teraz tak już będzie zawsze.. choć chciałabym..
                    dobrze mi. i życzę wszystkim tego. nauczyłam sie od nowa :) potrafię :) i uczę
                    się wciąż ;)
                  • gamn a wczoraj zabrał mnie w chmury :):):) 02.06.07, 13:42
                    Witam wszystkich!!! Ludzie wczoraj byłam autentycznie w churach!!!!!!! I to nie
                    w samolocie. Ale od poczatku...
                    Moja nowa praca pozwolila mi poznawac co raz wiecej polakow. No i poznalam 3
                    facetow. Bardzo sympatycznych i co najwazniejsze NORMALNYCH. Zaczelismy my sie
                    odwiedzac, raz bylam z nimi w pubie. Stali sie po porostu znajomymi. Niestety z
                    powodu mojej pracy spotkania zaczely byc co raz rzadsze. Po pewnym czasie
                    zaczela miec uczucie ze sie narzucam im <wiecie jak to jest: raz nie mieli
                    czasu, drugi raz gdzies pojechali sami, trzeciego razu juz nie bylo - nie
                    zadzwonilam bo glupio sie czulam>.

                    Jeden z Nich ma motor i jeszcze w kwietniu zazartowalam ze muszi mnie nim
                    przewiesc - nigdy nie jezdzilam na ścigaczu. No i wczoraj dostaje telefon ze
                    motor czeka na mnie :D:D:D:D:D:D. Myslalam ze zostane przewieziona tak po
                    osiedlu przez 5 minut, ale.... jak wyjechalismy o 15 z domu to wrocilismy grubo
                    po polnocy. Ludzie czego ja nie widzialam!!!! Morze, park krajobrazowy, sarenki,
                    krówki, koniki i widoki zapierajace dech w piersi. Po pewnym czasie zatrzymal
                    sie pod takim wzgorzem. Wdrapalismy sie na nie i wtedy znalazlam sie w
                    chmurach!!!!! Po prostu tutaj chmury sa tak nisko ze zasnuly zaly czubek tego
                    wzniesienia, a uwierzcie ze tutaj nie ma tak wysokich terenow jak w Polsce.
                    Zostalismy tam do zachodu slonca czyli siedzielismy i rozmawialismy przez jakies
                    4-5 godzin. Sama nie wiem ile czasu minelo, ale czulam sie jak w niebie. Bylo mi
                    tak niesamowicie dobrze.
                    A wiecie co jest najlepsze!!?? Na sam koniec On powiedzial ze juz dawno nie mial
                    tak udanej randki. Wtedy mi sie zrobily oczy jak spodki, bo ja myslalam ze to po
                    prostu zwykla przejazdzka, spotkanie towarzyskie nas dwojga <pozostali chlopcy
                    pracowali i nie mogli jechac> i tu mi sie pojawilo wielkie LOL w glowie. Sama
                    nie wiem co myslec. Nawet wole duzo o tym nie myslec bo i po co. Carpe diem - to
                    sie liczy.
                    Oczywiscie rozmowa w pewnym momencie weszla na osobiste tematy. Opowiedzialam mu
                    "moja historie". Sama sie zdziwilam ze tak na spokojnie to zrobilam. On mi
                    opowiedzial swoja. Bylo mi dobrze. Nie musialam grac kogos kim nie jestem,
                    dlatego moze dobrze ze nie wiedzialam ze to byla randka :D
                    Ale jak wrocilam i spojrzalam w lustro to sie przerazilam. Dziewczyny, chlopaki
                    dramat. Oczy rozmazane <jak mis panda wygladalam>, wlosy jak po uderzeniu
                    piorunem <a mialam kask>. A on i tak mi powiedzial ze mam ladne oczy hahahahahaha
                    Pisze juz bzdury bo mam metlik w glowie. Musze to sobie poukladac. Zobaczymy co
                    z tego wyjdzie....

                    Strazak niestety pod koniec sierpnia wyjezdza do swojego kraju wiec sama dla
                    wlasnego dobra psychicznego wolalam ograniczyc nasze kontakty. Po co mam sie
                    zakochac przez przypadek... Przez przypadek bo moze by w koncu znalazl jakis
                    sposob na mnie i moje serducho :D
                    Mamy kontakt ale kolezenski.

                    W pracy: Pan J. nadal pracuje a ja mu robie za tlumacza bo sie okazalo ze nie za
                    bardzo mu idzie ten angilski i nie rozumie polecen menagerki. Pan P. po tygodniu
                    czy dwóch sie zwolnil i znalazl sobie cos nowego. Przyjeli za to nowego Polaka
                    Michala <17lat>. Bardzo sympatyczny chlopak i niesamowicie sie ciesze ze z nim
                    pracuje.

                    Elamodela jak tam u ciebie? Tekane co z Toba? Nel? Bo u mnie wiadomo metlik
                    totalny. Bardziej w glowie niz w sercu bo do zakochania mi sie to jeszcze daleka
                    droga.

                    Kejzi sadzisz ze naprawde mozna z tego zrobic ksiazke? Bardzo smutna by to byla
                    ksiązka, ale grunt to miec pomysl :D:D:D:D:D

                    Przesylam duzo buzioli i cieplego deszczu a Wy mi dajcie troche slonca :D:D:D:D
                    bo wiecie u mnie nowosc.... znowu pada :D:D:D:D:D :*:*:*:*:**:*:*:*:*
                    • elamodela Re: a wczoraj zabrał mnie w chmury :):):) 02.06.07, 17:05
                      alle usmiecha ten Twój post!! strasznie sie cieszę, ze tak.. lepiej:) że w
                      chmurach.. :) pięknie.. i czy dla takich randek w chmurach nie warto?? :) czy
                      smutna ta książka.. niee.. prawdziwa :) więc pewnie zbiłybyśmy fortunę hyhy ;)
                      ale warto pocieszac przez pol roku ze bedzie dobrze, zeby przeczytac potem ze
                      jest dobrze.. :) carpe diem :*** u mnie tez :)
                      • gamn chmur ciag dalszy czyli zachmurzenie 11.06.07, 23:32
                        No nareszcie sie zebralam aby siasc przy kompie i a.zdac relacje, b.poradzic
                        sie Was, c.zrzucic z siebie to co mnie gryzie ale od poczatku wiec Witam Was
                        Wszystkich serdecznie :***

                        Coz znajomosc sie nadal utrzymuje z Panem od chmur, ale jak to czesto bywa zbyt
                        dlugo pieknie byc nie moze. Cenie go za to ze jest naprawde szczery <cos nowego
                        po moim ostatnim doswiadczeniu z facetem - nie liczac strazaka>. Przyznal sie
                        juz na samym poczatku ze ma kolezanke w Polsce. Od ostatniego sylwestra
                        utrzymuje z nia kontakt telefoniczny. Zalatwil jej prace, chcial aby tutaj
                        przyjechal, wysyla ppieniadze - tyle wiem. Wiem jeszcze tyle ze jak facet tak
                        sie stara o dziewczyne, ktora jest od niego 2000km to raczej mu na niej zalezy.
                        Dalej zabiera mnie w rozne miejsca. cdn nastapi bo przyszedl On do mnie...
                        • gamn obiecany ciag dalszy 12.06.07, 15:25
                          zatem jak juz wczoraj napisalam kobieca intuicja mi mowi ze jesli facet tak sie
                          tara o dziewczyne to mu na niej zalezy. Wiem tez ze to ona nie jest jakas taka
                          chetna na ten zwiazek... i teraz nie wiem co robic. Pchac sie w to dalej czy
                          odpuscic. Krew chce mnie zalac z jednej storny bo mam wrazenie ze jestem w
                          jakims pieprzonym konkursie p.t."Ktora lepsza" - a czegos takiego nienawidze
                          wprost. Z drugiej strony powiedzial mi ze nie spodziewal sie ze spotka kogos
                          takiego jak ja, ze mu porzadnie namieszalam w glowie. Przyznaje - mile tymi
                          slowami polechtal moje kobiece ego, ALE ja nie jestem juz nastolatka ktora
                          patrzy na swiat przez rozowe okulary. Wiem co jestem w stanie zaoferowac
                          facetowi a jest tego naprawde duzo. Dlatego staram sie myslec o moim interesie
                          wlasnym a dokladnie o moim serduchu.
                          To nie jedyny przyslowiowy kubel z zimna woda, ktory na mnie wylal. Bylo tego
                          kilka, jednak nie mam mu tego za zle. Nawet przydaly mi sie one poniewaz
                          pozwolily mi nabrac dystansu i... jednoczenie zabily ta magiczna spontaicznosc
                          :/. Haslo: "wiesz, nie chce abys sie we mnie zakochala tak szybko bo ja nie
                          zakochuje sie szybko" bylo dosc mrozace krew w zylach - tym bardziej ze
                          nastapilo ono po pocalunku..... Tak wiem, moge to traktowac jako meska
                          szorstkosc ale kurde blade mowiac szczerze poczulam ukłucie i nie bylo ono
                          przyjemne.
                          Doslownie mam dysonans poznawczy. On potrafi mowic mi dosc "brutalne" rzeczy a
                          po chwili stwierdzic ze ma wrazenie iz znamy sie juz od paru lat i zachacza
                          tematem o slub, dzieci, rodzine!!!! Hehehehe smiac mi sie tylko chce bo nie wie
                          ze na mnie slowo "ślub" dziala odwrotnie niz na przecietna kobiete i bynajmniej
                          happy nie jestem jak to slysze :D:D:D:D.

                          To tak w skrocie co mnie boli na dzien dzisiejszy. Doslownie nie wiem co mam
                          robic. Zyc chwila i cieszyc sie tym co mam a o przyszlosc sie nie martwic czy
                          byc stanowcza i postawic sprawe na ostrzu noza.....

                          Ma ktos z Was jakis pomysl?

                          Niestety musze wracac do pracy, a chetnie jeszcze bym napisala kilka aspektow
                          tej sprawy. Moze wieczorkiem siade do kompa.
                          Buziaki Kochani :*:*:*:*:*:*

                          p.s. zapomnialam napisac a to chyba wazne ze jego najblizsi znajomi mowia mu aby
                          sobie odpuscil z tamta dziewczyna bo z nikim mu nie bedzie tak dobrze jak ze mna
                          - smiesza mnie te slowa bo nigdy sie nie przejmowalam czyms takim, jednak milo
                          wiedziec ze ma sie po swojej stronie jego przyjaciol :D:D:D
                          • Gość: ania Re: obiecany ciag dalszy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.07, 11:30
                            Długo nie zagladalam na forum. Gamn daj sobie szanse nie rezygnuj z tej
                            znajomosci. Każdy związek jest inny i od nas zależy jak się potoczy, ważne aby
                            unikać wcześniejszych błędow jednak być otwartą na nowe doswiadczenia. Mam
                            nadzieje ze juz pozbierałas sie ostatecznie po tej traumie studenckiej. Każde
                            doswiadczenie uczy nas życia i każda kolejna miłość jest jedyna i
                            niepowtarzalna. Cóż w kolejną wchodzimy ostrożniej więc On może też ma obawy i
                            się asekuruje. Kiedyś czytałam mądrą radę doświadczonej osoby, aby facetowi "nie
                            pokazywać nigdy całego tyłka" to oczywiście przenośnia chodziło o to aby nie
                            odkrywać się do końca ze swoimi emocjami, myślami, zachciankami itd...Zyczę Ci
                            pieknej i dojrzałej miłości.
                            • Gość: mietek Re: obiecany ciag dalszy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.07, 14:05
                              a ja uważam że powinnaś być ostrożna i faktycznie traktuj z dystansem tę
                              znajomość. Pokaż że trzeba Cię zdobywac. To powiedzenie z tyłkiem podoba mi sie
                              ja tez lubie gdy kobieta jest troche tajemnicza i zażenowana nawet niech udaje
                              to pobudza zmysly. A tak na marginesie to ten wątek ma wzięcie ładny tytuł dałaś
                              miła Autorko wątku.
                              • elamodela Re: obiecany ciag dalszy 19.07.07, 09:46
                                Dziękuję :) Swoja drogą szkoda, ze to zjawisko nigdy nie ustaje ;/
                                • w_panterke to co nas laczy to nic a to co nas dzieli to wszys 19.07.07, 14:18
                                  otoz spedzilam chyba z 1,5h na studiowaniu tego forum...szkoda ze nie
                                  wiedzialam o nim jakis rok temu bo byc moze nie bylabym w tej sytulacji co
                                  jestem...zaczelo sie normalnie on ja piekne bajki on kochal ja kochalm do
                                  szczescia nic nie brakowalo az jednego dnia on mowi ze to koniec,ja rozpacz
                                  lzy, pytania bez odpowiedzi powiedzialam ok to idz, pozniej wrocil, ja
                                  wybaczylam.. nastepne zerwania przychodzily mu juz latwiej, ja jakos z siebie
                                  wytworzylam swoja ochrone, juz sie nie smieje tak glosno jak kiedys, nie jestem
                                  juz taka pogodna i beztroska, tylko obrazalska niespokojna nerwowa.. ja wiem
                                  zer to jesgo wina ostatnie zerwanie nie bylo nowoscia tylko ja obiecalam sobie
                                  ze to bedzie ostatnie ze juz nie pozwole mu wrocic, minelo pol roku ja nawet
                                  sobie zycie poukladalam a on wrocil.. dlugo sie staral bo chyba kolejne pol,we
                                  mnie odzyly wspomnienia itd..dzis mieszkamy razem, jestem zareczona kolezanki
                                  mi zazdroszcza iyd a wiecie co niedawno sobie uswiadomolam ze nie jestem z nim
                                  szczesliwa, kocham go ale juz nie tak jak kiedys, bardzoiej mnie denerwuje itd
                                  a mimo to z nim jestem bo niestety po tylu latach okazalo sie ze moja wielka
                                  milosc nia tak naprawde nie jest tylko ze teraz to mi jest 2 razy ciezej odejsc
                                  bo w sumie zawsze chcialam z nim byc a teraz to czekam az on odejdzie tylko juz
                                  wiem ze tego nie zrobi moze ja kiedys uciekne, dodam ze miaszkamy daleko od
                                  anszego rodzinnego miasta, moze kiedys bede miala odwage odejsc sama nie wiem.
                                  jestem taka glupia ani odejsc ani zostac ani smiac sie z tego ani
                                  plakac...najlepiej zeby ktos wzial mnie za reke i porowdzil prze to bpo ja uz
                                  nie mam sily na kolejne rozstanie ani sily zeby zostac....
                                  • Gość: ania Re: to co nas laczy to nic a to co nas dzieli to IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.07, 18:10
                                    doświadczeni tak mowią ze w miejscu sklejenia bardziej trzyma wiec wierze ze Wam
                                    sie uda. Dbajcie o tę miłosc bogatsi o bol rozstan ale najwaznioejsze trzeba ze
                                    soba rozmawiac. Nie kazdemu sa dane ponowne powroty i szczesliwe zakonczenia.
                                    Znam parę z dlugim stazem naprawde szczesliwi po wielu mlodzienczych zerwaniach
                                    i powrotach do siebie zakonczone malzenstwem. Nie raz tak bywa ze myslimy ze z
                                    kims innym bedzie lepiej i dopiero po utracie zdajemy sobie sprawe co
                                    stracilismy. Zycze Ci abys w Was nie watpila bo zycie jest za krotkie aby
                                    marnowac go na unieszczesliwianie siebie.
                                  • gamn Re: to co nas laczy to nic a to co nas dzieli to 20.07.07, 13:21
                                    hej w_panterke, ciezka masz sprawe ale niestety za prosto bys miala w tym zyciu
                                    jakby ktos cie poprowadzil przez nie za reke

                                    skoro przeczytalas forum moj watek mniej lub wiecej obił Ci sie o oczy ;)
                                    napisze Ci jak to u mnie wygladalo, Dupek wrocil po pierwszym rozstaniu na
                                    drugi dzien ale ja juz wtedy gdzies tam podswiadomie wiedzialam ze rana mi
                                    zostala zadana, juz wtedy wiedzialam ze to poczatek konca i jedynie jest to
                                    kwestia czasu kiedy na dobre sie pozegnamy, cierpialam strasznie ale
                                    racjonalizmu nie wylaczylam u siebie w mozgu - nie spodziewalam sie tylko ze
                                    tak nieprzyjemnie ten koniec nastapi, ale to juz inna sprawa
                                    po pierwszym rozstaniu rowniez cos we mnie zgaslo, kiedy zaczelismy wszystko od
                                    nowa dla mnie to bylo aktorstwo, ciagle sie balam czegos a na zewnatrz
                                    usmiechalam, stalam sie taka sama jak Ty niespokojna i nerwowa...

                                    ostateczne rozstanie bardzo przezylam, gdzies tam nadal we mnie to siedzi ale
                                    po ponad roku i zmianie klimatu, otoczenia musze stwierdzic ze mam sie dobrze,
                                    wole byc sama niz narazac sie na ksiazkowe ataki paniki <raz przy dupku mialam
                                    cos takiego i nie polecam tego rodzaju przyjemnosci>,
                                    moge Ci jedynie zasugerowac: przemysl wszystko, skup sie na sobie i odkryj w
                                    sobie egoistke - czasem jest to nam potrzebne do szczescia, zastanow sie czy
                                    bedziesz w stanie spedzic z TYM czlowiekiem reszte zycia....

                                    zycze powodzenia i madrosci - ona sie kazdemu z nas przyda, buziaki
    • gamn powrot forumowiczki marnotrawnej 20.07.07, 13:57
      Witam wszystkich. Przepraszam ze sie nie odzywam, ale przysiegam - regularnie
      sledze co sie dzieje na naszym forum.
      Widze ze sie pojawily nowe twarze, z jednej strony jest to przykre -przybywa
      zranionych osob, z drugiej strony ciesze sie bo wiem ze my im pomozemy i nie
      beda sie czuly tak samotne. Z wlasnego doswiadczenia wiem ze gdyby nie forum to
      marnie by ze mną bylo...

      Co u mnie?
      O toz telenowela. Strazak mi wyjechal na dobre, pozostawil jedynie po sobie
      niezatarte wspomnienie idealnego pierwszego pocalunku. Pana D. chyba sobie
      odpuszcze. On chyba sobie nie zdaje sprawy ze kocha tamta Agnieszke, a chce
      ja "miec" bo jest dla niego czyms nieosiagalnym. Wiecie jak to jest kiedy
      dziecko chce wlasnie ta zabawke, ktorej miec nie moze. Nie powiedzialam mu
      tego, ze w mojej glowie to juz koniec. Zostaniemy przyjaciolmi i bedzie dobrze.
      Pojawil sie jedynie pewien problem. Zainteresowal sie moja osoba jeden z
      najlepszych kumpli Pana D. I teraz zbytnio nie wiem co robic? Tzn. boje sie ze
      bede koscia niezgody miedzy nimi. Nie sadze ze kumpel wie iz my cos z D.
      krecilismy. Wiem ze mieli <cyt.> "meska rozmowe na moj temat" - niestety tylko
      tyle moge napisac bo moje poznanie w tej sprawie na tym sie konczy. Smiac mi
      sie tylko chce bo pojawienie sie Kumpla na horyzoncie zwiekszylo lekko juz
      nadwatlone zainteresowanie moja osoba Pana D. Z kumplem zamierzam sie umowic
      jak tylko czas mi na to pozwoli. Lubie go, jest bardzo inteligentny oraz
      sympatyczny i fajnie mi sie z nim rozmawia. Brakuje jedynie tej iskry jaka
      czula miedzy mna a Panem D. Jedna randka nic mi nie zaszkodzi :D:D:D:D a
      atencja ze strony Kumpla mile łechce moje kobiece ego. <Dziewczyny takich smsow
      jakie dostaje codziennie od lat nie dostawalam ;)>
      Smiesznie sie zrobi kiedy kiedy we wrzesniu Agnieszka przyleci. Ciekawa jestem
      na jak dlugo...
      Pamietacie jak pisalam ze przylatuje najlepsza przyjaciolka Agnieszki? Otoz
      Kinia juz tu jest i okazala sie calkiem zyciową dziewczyną. Po tygodniu
      naszej "znajomosci" wziela mnie na powazna rozmowe i zagrala w otwarte
      karty.Bardzo mi sie to spodobalo bo nie lubie kobiecego kretactwa. Powiedziala
      ze Aga jest zainteresowana ale nie Panem D. tylko kims innym, ale oni musza te
      sprawy miedzy soba pozalatwiac. Pan D i Agnieszka po prostu musza sami
      zrozumiec pewne sprawy. Okazalo sie tez ze o dziwo dziewczyna jest po mojej
      stronie - jesli moge tak napisac choc wydaje mi sie to az nad to.

      to wszystko w duzym skrocie co u mnie, w kazdym razie co bedzie to bedzie, w
      nic pchac sie nie bede na sile
      na zakonczenie dodam tylko ze nie ma to jak posiadac ekscytujace zycie
      osobiste ;) - taki zarcik

      piszcie co u Was dziewczyny, chlopcy?

      wielkie buziaki i podeslijcie mi troche Waszego upalu bo trafilam na
      najbrzydsze lato na Wyspie od 120 lat - uroczo prawda? ;/
      • Gość: miki Re: powrot forumowiczki marnotrawnej IP: 194.150.98.* 04.08.07, 18:57
        Też mnie tu 100 lat nie było :). A działo sie!Były chciał po 3 mcach wrócić,
        zaczął się odzywać, umówiliśmy się bo "nie wszystko sobie wyjaśniliśmy".
        No i tak od słowa do słowa...Serce wołało -tak!ale zraniona paskudnie ambicja-
        nie.Powiedziałam "nie".
        Prawdę mówiąc byłam ciekawa czy powalczy-zostawił mnie w paskudny sposób,w
        naprawde najgorszym momencie mojego życia ,jak tchórz-no i ciekawa byłam czy
        stać go na walkę o mnie.Na zasadzie "niech los zdecyduje" może.Ale po spotkaniu
        z nim miałam miękkie kolana z nerwów:(
        Nie zawalczył.Po miesiącu się towarzysko odezwał-serduszko mi nie zabiło-jupi!
        ale miotałam się trochę jeszcze prez jakiś czas:/.
        A teraz -Jestem ZAKOCHANA!!!!Znów!I nie ważne czy się uda-ważne że znów kocham
        i jestem szczęśliwa.
        Prosze trzymajcie mocno kciuki :)wiem dobrze co wszystkie przeżywamy-ale
        pomyślałam ze napiszę, bo ja też tu kiedyś strasznie ryczałam,też mi się świat
        cały zawalił-a wszystko się naprostowało.
        Życze wszystkim dużo,dużo siły i coraz lepszych dni :*:*:*
        • Gość: gość Re: powrot forumowiczki marnotrawnej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.08, 19:56
          pora powrócić do najdłuższego i najciekawszego wątku na tym forum które pisze
          samo życie. Proszę o kontynuację Waszych wątków jak Wam się się układa po
          zerwaniach i kolejnych rozstaniach? jak sobie poradziliście i co dla Was z tego
          wynikło. Zaglądam tu i chętnie dowiem się więcej myślę że Wy nawzajem też
          jesteście ciekawi siebie. A z Nowym Rokiem niech najlepszy dzień Starego będzie
          najgorszym Nowego 2008
          • Gość: ksenia Re: powrot forumowiczki marnotrawnej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.02.08, 23:11
            a łzy wciąż płyną...... już trzeci miesiąc, niech ktoś mądry mi powie jak długo
            trwa trauma po rozstaniu które było niespodziewane i niezasłużone po 4 latach
            znajomości. Jak robić cokolwiek? wszystko się kojarzy, miejsca, rzeczy i
            zdarzenia, patrzysz na gg, szukasz na poczcie mailowej, obserwujesz telefon,
            chcesz wystukać numer i ciągle masz nadzieje.
            • aashenta Re: powrot forumowiczki marnotrawnej 07.02.08, 13:49
              Chciałabym też się nauczyc sztuki odchodzenia.... po 4 latach
              naprawde ciężko odejść;-(
              • 19mlody88 Re: powrot forumowiczki marnotrawnej 07.02.08, 23:08
                Witam. Eh ja dopiero wchodze w ten stan rzeczy.. mimo ze jestem
                19latkiem to ciezko mi bardzo.. bylem z dziewczyna ponad 2 lata i 4
                miesiace... i co ?? zerwala ze mna i na drugi dzien juz byla na
                balecie z innym ziomem i teraz z nim jest.. pierwsze dni byly
                normalnie tragedia.. a ona ciagle do mnie ze jeszcze cos do mnie
                czuje ze mysli o mnie i ze jestem dla niej wazny i niechce tracic ze
                mna kontaktu a na zapytanie sie to dlaczego tak jest z nim to
                odpowiedziala ze .. jest bo jest .. ehh nie rozumiem tych
                dziewczyn ?;/ o a teraz juz doniego mile opisiki na gg itp... ja
                nieiwem czy tak szybko potrafila sie zakochac w innym ?? czy to
                tylko tak na zalatanie dziury po mnie ?? bo ja narazie bym nie umial
                sobie znalesc innej dziewczyny bo dalej ja kocham ale z bezradnosci
                w takiej sytuacji probuje zyc normalnie i tak mam co piatek sobota
                noce poza domem zeby tylko nie myslec i przebywac w towarzystwie..
                ale to nie jest to samo.... ;/ ja niewiem po kij mi gada jednego
                dnia ze jeszcze mnie kocha jak jest z nim to mysli o mnie mowi do
                niego moim imieniem itp.. ale i tak jest z nim... normalnie dla mnie
                nie pojete.... pozdrawiam i trzymajcie sie :)
                • Gość: Aga Re: powrot forumowiczki marnotrawnej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.02.08, 15:45
                  Nie jest łatwo odejść i zostawić kogoś kogo kochamy, nawet jeśli ta osoba tego
                  chce. 19mlody88, wybacz ale może to i dobrze że zrobiła to teraz... a gdyby
                  takie coś zrobiła np. za 3 czy 4 lata ?? myslisz że by było łatwiej?? nie, nie
                  było by... takie rzeczy nigdy, autorka tego tematu musiała wiele przejść,
                  szczerze jej społczuje...
                  • elamodela Re: powrot forumowiczki marnotrawnej 01.03.08, 19:31
                    Dzien Dobry w Marcu! :)
                    Wspolczucie.. nii.. nie trza, serio. Jakimi bysmy byli ludzmi,
                    gdybysmy sie w zyciu naszym w niczym nie pogubili, do niczego nie
                    doszli i niczego nie poczuli?? Wszystko, przez co przechodzimy,
                    ksztaltuje nas przeciez i sprawia, ze jestemy kim jestesmy.. :)
                    Jedni znosza cos lepiej, inni gorzej, jedni zapominaja szybciej,
                    inni dluzej, niektorzy sie czegos naucza, inni.. Wlasnie.. Wspolczuc
                    trzeba chyba tym, ktorzy patrza i nie widza ;) Ale mniejsza z tym.
                    Dzieku wielkie za komplementa tam wyzej :) Ze fajny watek i ladnie
                    nazwany (no najpopularniejszy jest tu jednak ten o bąku sabinki,
                    hehe, ale to tak dla rownowagi chyba w kosmosie;)
                    U mnie wszystko dobrze :)
                    A co u Was?? Zagladacie na to forum jeszcze czasem?
                    Jam zaganiana i dlatego czesto nie mam czasu, ale jesli sa tu
                    jeszcze jakies zlamane serduszka, to piszta piszta.. I piszta
                    jesliscie happy.. Szczescie pozytywnych przypadkow dobrze nastraja :)
                    Buziaki :*
                    • Gość: meg Re: powrot forumowiczki marnotrawnej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.08, 21:53
                      hej:) Pisałam prawie rok temu, bardzo mi wtedy pomogłyście, dziękuję:) Od
                      tamtego czasu wiele się zmieniło, również facet. Z tamtego wyszło tzw. licho -
                      zaczął wyzywać, szarpać, poniżać, udowadniać mi jaka to jestem głupia etc.
                      Wyleczył mnie w miesiąc z tamtej miłości. Od 9 mcy jestem z mężczyzną, który
                      przez wiele lat był moim przyjacielem... I pluję sobie w brodę, że tak późno
                      odkryłam, że to jest właśnie to moje 100%, o którym mówiłyście. Znam go na
                      wylot, 4 lata się przyjaźniliśmy... Cóż, w tej chwili mam porównanie i teraz
                      jest nieporównywalnie lepiej, niż było kiedykolwiek. Wątpliwości brak.
                      Trzymajcie kciuki, żeby takie chwile trwały wiecznie:)
                      • Gość: ania Re: powrot forumowiczki marnotrawnej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.03.08, 23:23
                        trzymamy kciuki niech Cię miłość uskrzydla na wiosnę Meg.
                        A co słychać u pozostałych z poranionym sercem, też miłe wieści?
                        Wiosenne pozdrowionka
                        • elamodela Re: powrot forumowiczki marnotrawnej 05.03.08, 21:18
                          Jeej, jak milo :)
                          Tak sobie mysle.. a moze czas juz zamknac.. ten watek? Nie w sensie,
                          żebym miala jakies zuchwale postanowienia, no ale moze kazdy czegos
                          sie juz z tego wszystkiego nauczyl i czas domknac cos, co sie
                          samoistnie z czasem stalo nieaktualne, wrecz przedawnione? :>
                          • lily_lou Re: powrot forumowiczki marnotrawnej 07.03.08, 14:03
                            lepiej nie zamykajmy. jest jeszcze milion osob ktorym on moze pomoc
                            np mnie..
                            Chyba jestem jakas popieprzona. mam niecale 21 lat i od 2 i pol roku
                            bylam z jednym facetem. zerwalam ale chyba troche na sile i bez
                            powodu, bo sie czesto klocilismy, bo sie nie dogadywalismy w pewnych
                            sprawach. On mnie strasznie strasznie kocha. okazuje to, nie mam
                            prawa na niego narzekac, no moze czasem jest chorobliwie zazdrosny
                            ale ok, zacisne zeby i wytrzymam pewne komentarze. tez ko kocham ale
                            tu jest problem. ja sie po prostu NIE WYSZALALAM. dobija mnie mysl
                            ze to moj pierwszy powazny facet, pierwsza wielka milosc ktora moze
                            nawet moglaby byc tą do konca zycia, ale, o Boze, ja nie chce miec
                            do konca zycia jednego partnera seksualnego ! :) Kocham go ale nie
                            powiem mu przeciez "Daj mi 2 miesiace, poskacze sobie z kwiatka na
                            kwiatek, popuszczam sie troche z innymi, zobacze jak to jest a potem
                            moze laskawie do Ciebie wroce". nie jestesmy ze soba od kilku
                            tygodni, w tym czasie nie mialam nikogo bo ciagle mysle o powrocie.
                            przeciez kocham go, on mnie, gdybym kogos miala teraz on bylby
                            wsciekly i pewnie nie mialbym mozlwosci powrotu. on czeka na
                            odpowiedz czy chce czy nie chce z nim byc. CHCE ale kurcze no, czuje
                            sie czasem gorsza od innych bo mam jednego faceta od dawna a moje
                            kolezanki zmieniaja chlopakow jak rekawiczki, romawiaja o swoich
                            podbojach, o doswiadczeniach erotycznych z nowym partnerem. a ja mam
                            tylko jednego faceta, ciagle tego samego! Przeciez jestem glupia
                            piszac takie rzeczy, przeciez powinnam byc szczesliwa, i nie
                            powinnam sie sugerowac opiniami innych osob, ale na prawde jest mi
                            czasem zle z tym. ja chyba jeszcze nie dojrzalam do prawdziwego
                            zwiazku skoro mam tak chore problemy jak ten. dodam ze moj chlopak
                            jest mlodszy ode mnie o rok a bardziej dojrzaly i odpowiedzialny,
                            jest bardziej fair w stosunku do mnie niz ja do niego i bardziej sie
                            stara. po prostu ideal. a ja, taka popieprzona i z takimi
                            problemami. powinnam go poznac za jakies 5 lat. wtedy poszlabym z
                            nim spokojnie do oltarza i nie zalowalabym mlodosci. a spotakalam go
                            gdy mialam 18 lat. no i co? 10 lat z jednym facetem a potem slub? to
                            brzmi strasznie, to jest chore. ale z drugiej strony... kocham i nie
                            mam racjonalnego powodu do zrywania, pewnie wymyslam sobie jakies
                            problemy. no co ja mam zrobic??
                            • elamodela Re: powrot forumowiczki marnotrawnej 08.03.08, 00:48
                              Mam takie skromne zdanie w tym temacie, ze jesli 'to' jest 'tym', to
                              nas na boki nie ciagnie i nie podpowiada, ze mamy szukac dalej..
                              Jesli.. JESLI juz znalezlismy.. Rozumiesz? :)
                              • Gość: Kittypop Dzien Kobiet IP: 85.211.236.* 08.03.08, 12:55
                                Witam wszystkich

                                Dzis Dzien Kobiet. Jako ze wiele pan tu zaglada zycze wam zebyscie
                                przez lzy, ktore czasem przychodza, zaczely sie usmiechac. Zycze
                                odwaznych, madrych decyzji. Pamietajcie ze to ze jestesmy inne daje
                                nam sile. I nie bojcie sie odnalezc siebie, nikt was tego nie
                                nauczy, musicie zawalczyc o siebie same. A w prezencie daje wam
                                pokaz slidow o inspirujachych kobietach, obysmy wszystkie znalazy
                                taki cel i sens w zyciu jak one:
                                about.reuters.com/events/international_womens_day/

                                Coby dodac zakonczenie do mojej historii - jestem nadal z tym samym
                                facetem i jestem szczesliwa. Rostawalismy sie 3 razy i za kazdym
                                razem wracalismy w swoje ramiona. Po najdluzszym, paromiesiecznym
                                zerwaniu ja zaczelam naprawde cieszyc sie samotnoscia, zaczelam
                                uprawiac surfing (robilam to cale lato w Kornwalii, goraco polecam!)
                                i poczulam ze zycie jest wspaniale i bez niego. I zmienilo mnie to
                                bardzo. Probowalam raqndek z innymi - ale to nie bylo to, wiec
                                przestalam. W sierpniu zeszlismy sie znow i od tamtej pory jest
                                cudownie. Oboje tymi rozstaniami zmienieni, madrzejsi, lepsi dla
                                siebie. Powiem wam, ze zmienilam sie dla niego i nie sadze ze jest
                                to cos zlego bo czuje ze on sprawil, ze jestem lepszym czlowiekiem.
                                Nauczyl mnie optymizmu. Nauczyl mnie tego, ze nie warto zawsze
                                poddawac sie emocjom, zeby czesciej uzywac glowy zamiast serca,nie
                                pozwalac przeszlosci zmieniac przyszlosci, oczywiscie o sercu nigdy
                                nie zapominajac. Nauczyl mnie tego, ze nie warto przejmowac sie
                                drobiazgami, ze szkoda zycia na glupie klotnie o nic, ze czasem
                                mozna przyznac ze jest sie slabym, ze potrzebuje sie pomocy. Ze
                                trzeba zawsze pamietac o tym co bedzie potem, dalej. Ze mozna i
                                trzeba obnazyc siebie i dac komus dostep do najczarniejszych mysli i
                                sekretow i ze to dzielenie sie soba moze byc wspaniala podroza,
                                ktora uczy nas samych o sobie. Planujemy teraz kolejne wspaniale
                                wakacje, czuje sie bezpiecznie, czuje ze bylo warto, choc rany mi
                                zadane zostawily blizny na zawsze i na mnie i na nim. Wydaje mi sie
                                ze jak przejdzie sie przez rozstania, watpliwosci i problemy i
                                wyjdzie na druga strone poobijamym, ale nadal trzymajac ta osobe
                                ktora zranila nas najbardziej za reke - to moze byc cudownie, moze
                                byc inaczej. Mimo roznic - kochamy sie nadal jak szaleni i z nikim
                                nigdy nie bedzie nam lepiej:) A jesli, wbrew moim oczekiwaniom cos
                                sie kiedys nie uda - to bede wiedziala ze zrobilam co moglam, zeby
                                zawalczyc o milosc mojego zycia. I nie bede niczego zalowac, bo nikt
                                mnie nie nauczyl tyle co on. Sciskam was, zyczac wielu szczesliwych
                                zakonczen:)
                              • lily_lou Re: powrot forumowiczki marnotrawnej 08.03.08, 13:12
                                no tak. tak najprosciej jest to podsumowac. spodziewalam sie takiej
                                odpowiedzi. ale mnie nie ciagnie na boki bo nie szukam tak naprawde
                                nowej milosci. no dzieki.
                                • Gość: meg Re: powrot forumowiczki marnotrawnej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.08, 23:39
                                  Ale wiesz... to nie o to chodzi. Jestem rok młodsza od Ciebie:) Jeszcze
                                  niedawno, bo 2 lata temu czułam coś podobnego. Męczyłam się jeszcze rok. Facet
                                  był ok, ale właśnie... nie wyszalałam się. Nie chodziło mi o erotyczne doznania,
                                  bo mam tu inne poglądy, ale chodziło o poznawanie nowych ludzi, poznawanie
                                  facetów od środka itp. W tym czasie wiele się zmieniło, tamten okazał się
                                  najgorszym chamem i dziwadłem jakie znam (wiem, ze to dziwne, że po dwóch
                                  latach... ale niektórych rzcezy nie zauważałam wczesniej, wiele przede mną
                                  ukrywał i dopiero w momencie skrajnego stresu i zmęczenia powyłaziło...).
                                  Odkryłam swoją prawdziwą miłość w innym, przyjacielu. Jestem szczęśliwa. I nie
                                  czuję żadnej ochoty poznawania innych. On mnie nie ogranicza jeśli chodzi o
                                  różne znajomośći, co do związkowej kwestii... nie szukam. Znalazłam swoje 100%:)
                                  Nie chcę innego. I właśnie jestem szczęśliwa, że znalazłam już prawdziwą miłość
                                  i tego właściwego mężczyznę, z którym spędzę całe zycie, a nie muszę poznawać i
                                  szukać innych...
                                  nie chcę. Za nic w swiecie:)
                                  I Tobie życzę, żebyś też znalazła tego swojego Jedynego. Bo ten, z którym teraz
                                  jesteś... może nie być właśnie tym. A jeśli z nim będziesz już do końca, to
                                  będziesz to sobie wyrzucać. Też do końca.
                                  • elamodela Re: powrot forumowiczki marnotrawnej 11.03.08, 21:32
                                    Kittypop!
                                    Ciesze sie niezmiernie, bo to co piszesz jest bardzo madre :) I tak
                                    tylko jedno mi sie nasuwa przy okazji.. Ze z tym zmienianiem sie dla
                                    kogos, to trzeba rozrozniac.. Nie lubimy 'naginania sie' do kogos,
                                    ale bardzo lubimy 'uczenie sie' od kogos :) Zmainy na lepsze to
                                    przeciez dojrzewanie.. No chyba nie ma nic cenniejszego w byciu z
                                    kims, niz fakt wspolnego odkrywania siebie.. :)

                                    Lillylou:
                                    ale to przeciez absolutnie nie chodzi o to, ze Cie tu krotko
                                    kwitujemy tekstem w stylu 'jakbys kochala, to bys tutusrutu'. Nie w
                                    te mańkę. Tak po prostu, jak to jeszcze po mnie opisala Meg, zwroc
                                    uwage na to, ze skoro masz te watpliwosci i czegos jeszcze jestes
                                    ciekawa, czegos Ci brak, to to cos znaczy.. I mowi Ci to osoba,
                                    ktora jeszcze jakis czas temu rzucala takim samym tekstem.. A bo sie
                                    nie wyszumialam, bo jeszcze nie wiem, jak to by bylo z innymi.. Ale
                                    uwierz mi.. Czasami tych wszystkich watpliowsci po prostu nie ma. I
                                    tego Ci wlasnie zycze :) Obojetnie czy z tym starym czy z kims
                                    nowym. Byles tylko sie czula w 200% spelniona. Bo to jest mozliwe. I
                                    wtedy zycie sie wydaje zbyt krotkie raczej, niz 'taaakie dluuugie z
                                    ta jedna jedyna osoba' ;)
                                  • lily_lou Re: powrot forumowiczki marnotrawnej 11.03.08, 21:58
                                    kurcze no wiem, rzeczywiscie tak moze byc. ale z drugiej strony
                                    kocham mojego chlopaka [od kilku dni znowu razem:] i na pewno nie
                                    szukam nowej milosci. nie chce przekreslac tego co jest miedzy nami
                                    bo od czasu do czasu chodzi mi po glowie "co by bylo gdyby..".
                                    Wiecie, zastanawiam sie, moze ja po prostu zbytnio sugeruje sie
                                    opiniami osob wokol mnie.. ale czy nie spotyka was czasem taka
                                    sytuacja ze rozmawiacie z kims, on sie pyta o to ile juz jestescie
                                    ze swoja druga polowa, odpowiadacie ze np 2 i pol roku, i tu
                                    nastepuje komentarz typu "oo jaa.. podziwiam, ja bym tyle nie
                                    wytrzymal(a).." i musicie skonfrontowac sie ze spojrzeniem pelnym
                                    pogardy i wspolczucia, dla was, takich uziemionych, takich
                                    zniewolonych i godnych wspolczucia. jak ja tego nie cierpie. czasem
                                    nie moge zniesc tych wszystkich singli, ktorzy opwiadaja o swoim
                                    zyciu i na prawde widac ze czuje sie bardziej wolni, lepsi od osob
                                    bedacych w zwiazkach. a mi jest tak latwo zjechac psychike i
                                    nadwatlic poczucie wlasnej wartosci.
                                    bardzo bym chciala zeby moje mysli typu "nie wyszalalam sie", "bede
                                    kiedys zalowac mlodosci" minely. boje sie tych mysli, chce nie tyko
                                    sercem ale wrecz mozgiem zeby ten chlopak byl TYM. a moze za bardzo
                                    chce..? eh, dziewczyny, dzieki za rady.. :]
                                    • Gość: meg Re: powrot forumowiczki marnotrawnej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.03.08, 22:40
                                      Ojej... uważasz, że jesteś godna współczucia, bo jesteś z kimś 2,5 roku?! To
                                      raczej świadczy o Tobie dobrze, że potrafisz stworzyć udany, trwały związek, a
                                      nie skakać z kwiatka na kwiatek i obudzić się w wieku lat 40 z ręką w nocniku:)
                                      To tak już pomijając wszystko. Musisz się powaznie zastanowić co dla Ciebie
                                      liczy się w życiu najbardziej. Nie sugeruj się ludźmi, bo oni mają dużą
                                      tendencję do gadania głupot i przemycania swoich poglądów na świat:) Zrób sobie
                                      listę wad i zalet swojego faceta... pomyśl z czym wytrzymasz, co nie jest ważne,
                                      a co się dla Ciebie liczy najbardziej. Z Twoich postów wynika, że chyba po
                                      prostu brakuje Ci tego szaleństwa i wolności... A co by było, gdybyś wyjechała z
                                      koleżankami na tydzień na wakacje? Spróbuj też łamać tą rutynę w waszym związku,
                                      róbcie razem odlotowe rzeczy, które będą was łączyć, poszalejcie razem, może
                                      wtedy Ci przejdzie. A jeśli w liście wad i zalet znajdziesz takie pozycje,
                                      których już teraz wiesz, że nie zniesiesz... Nie rób więcej chłopakowi nadziei,
                                      bo to i tak się kiedyś rozpadnie i bedziecie nieszczęśliwi. I powiem Ci to, co
                                      mi powiedziały dziewczyny tutaj. Szukaj tych 100%, a nie wmawiaj sobie, że się
                                      zadowolisz tymi 70%. To wbrew pozorom jest naprawdę ważne. I odpowiadając sobie
                                      na te pytania możesz właśnie sobie uświadomić wiele rzeczy. I nawet nie myśl, że
                                      po ślubie sie zmieni:) Bo faceci się nie zmieniają... (ja już zbieram na panią
                                      od sprzatania w przypadku mojego:) żartuję oczywiście:))
                                      A to, że ktoś by tyle nie wytrzymał świadczy po prostu o jego niedojrzałości...
                                      Sugeruj się swoim sercem. I najważniejsze to niczego w życiu nie żałować:)
                                      • elamodela Re: powrot forumowiczki marnotrawnej 13.03.08, 20:24
                                        Dobrze Meg Ci radzi.. wczytaj sie w te slowa :) Ja jeszcze tylko
                                        dorzuce do tego, ze skoro twierdzisz, ze Twoj luby Ci tak pasuje i
                                        bardzo bys chciala, zeby to byl ten, tylko troche pozniej, to moze
                                        faktycznie po prostu.. wdarla sie w Wasz zwiazek rutyna? I o.. Bo
                                        moze jedyne czego Wam trzeba, to troche wiecej wolnosci, powietrza w
                                        tej Waszej relacji.. Zeby nie robic ciagle tego samego, ciagle
                                        razem.. Zeby miec jakies wlasne zycie, ktore Was wzbogaci, a przez
                                        to wzbogaca tez partnera.. I potem sie wymieniac.. i ladowac
                                        energia, zamiast tracic ja na rojenie problemow.. Sorry za
                                        slowo 'rojenie', nie chce tu bagatelizowac Twoich obaw, tylko hm..
                                        sprobuj sobie odpowiedziec na pytanie skad sie one biora. Czy
                                        problem rzeczywiscie jest w Twoim wieku i doswiadczeniu zyciowym, a
                                        rzcej jego braku ;) czy raczej jest to tylko wymowka, zeby jakos sie
                                        bezbolesniej wykrecic, z czegos co nie jest maxem.. Anyway.. jak juz
                                        dojdziesz ze soba do ladu, co jest powodem, to moze Ci sie rozjasni,
                                        czego serio chcesz. Czy wiecej swiezego powiewu W ZWIAZKU czy W
                                        OGOLE.

                                        Druga rzecz.. Ludzie maja zdaje sie tendencje do sugerowania sie
                                        opiniami innych i brania sobie do serca czyichs sugestii i
                                        tzw. 'dobrych rad'.. Ale mam takie wrazenie, ze jesli taki czlowiek-
                                        singiel jest tak bardzo zadowolony ze swojego stanu, ze az tak
                                        ostentacyjnie sie z nim obnosi, to jest to chyba raczej bardziej
                                        postawa: 'jak sie nie ma co sie lubi, to sie lubi co sie ma'.. I
                                        powtarzajac wszem i wobec jak jest mu zajebiscie samemu, to chyba
                                        najbardziej pragnie sam siebie o tym przekonac. Bo jednostki
                                        faktycznie zadowolone z siebie i swojego zycia, nie maja potrzeby
                                        nikogo o tym przekonywac.. ;) Pozdrawiam :)
                                        • Gość: mietek Re: powrot forumowiczki marnotrawnej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.08, 23:17
                                          Gamn dawno tutaj nie byłaś już mija rok, co słychać u Ciebie? skrobnij słówko
                                          • elamodela Re: powrot forumowiczki marnotrawnej 18.09.08, 14:53
                                            Alle czy jeszcze zaglada.. Gamn.. I inne.. :)

                                            Skrobnijcie slowko, jesli :)

                                            Buziaki :*
    • Gość: mała20 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.08, 17:29
      dokładnie wiem o czym mówisz..byłam w tej samej sytuacji..ciągle sie kłóciliśmy,
      nie było dnia żebym nie płakała, ale po prostu nie umiałam tego zakończyc-
      przecież tak bardzo go kochałam i wciąż miałam nadzieje, że jeszcze się wszystko
      poprawi, będzie jak na samym początku..Byłam pewna, że to miłość mojego życia i
      że wszystko da się jeszcze odbudować, przecież nie umiem żyć bez niego..Z nim
      też już nie potrafiłam..
      W końcu na jednej imprezie tak się pokłóciliśmy, że wsiadłam w taksówke i
      pojechalam do domu..on odezwal sie do mnie na gadu (!!!
      ) by powiedziec mi...ze to koniec..a raczej, ze "lepiej by bylo gdybysmy zrobili
      dobie przerwe"..
      Minął już prawie rok- on ma nowa dziewczynę, a ja wyspecjalizowalam się w
      pokazywaniu rodzinie i przyjaciołóm jak "wcale o nim nie myślę i on mnie wogóle
      przeciez już nie obchodzi"..Wiem, ze to nie mialo racji bytu..pochodzimy z
      zupelnie innych rodzin, jestesmy zupelnie inaczej wychowani i mamy w bardzo
      wielu waznych kwestiach zupelnie inne poglady, ale po prostu nie umiem przestać
      o tym wszystkim myśleć..Chociaz dzisiaj czasami się zastanawiam,czy to była
      prawdziwa miłość, czy po prostu uzależnienie od niego i.. bólu jaki przynosiła
      mi nasza znajomość..

      www.youtube.com/watch?v=Sh6FGUKZdbM&feature=PlayList&p=62BBE85C2D39B47B&playnext=1&index=7
      • elamodela Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 04.01.09, 18:57
        Fajny kawalek 'Sex'n'city' btw ;)

        Hm.. Mala20 - mam dla Ciebie jedna jedyna rade: zamiast myslec,
        wyjdz do ludzi, spotkaj sie z nimi i wierz mi.. NIC Cie tak nie
        przekona, ze to NIE BYLO TO, jak kolejny facet, ktory zrobi na Tobie
        piorunujace wrazenie, czyli klin klinem po prostu ;))
        • neli_23 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 13.01.09, 16:30
          nie , nie wierze!!! to ten watek nadal działa??! nie było mnie tutaj bardzo
          bardzo dawno!! nawet nie wiem co u was, ale już niedługo zabieram się za
          czytanie i nadrobienie zaległości... elamodela jak fajnie cię znowu "widzieć"
          ;)) teekanne jesteś tu jeszcze ???
          ooo jaaaaa szok ;))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka