Dodaj do ulubionych

żonaci raz jeszcze...

IP: *.swic.dialup.inetia.pl 12.01.03, 17:31
od jakiegoś czasu związana jestem z mężczyzną. Rewelacyjny facet, przystojny,
ułożony, taktowny, grzeczny, wspaniały kochanek, więc o co mi chodzi? Ma
jedną zasadniczą wadę: żonę. Ich małżeństwo ma już 10letni staż, dwoje dzieci
i generalnie jakąś tam stabiliazację życiową. A ja mam doła. On twierdzi, że
jest nieszczęśliwy w tym małżeństwie, bo jej nie kocha, kocha mnie i jestem
spełnieniem jego marzeń o kobiecie doskonałej. Chce ustawić się finansowo,
żeby móc odejść z domu. A ja? Ja zastanawiam się nad faktem czy ma na tyle
odwagi, żeby to wszytko zostawić, a ja czy mam na tyle siły, żeby nie wiadomo
jak jeszcze długo być Tą Drugą. Bo w praktyce to wyglada tak, że to ja czekam
na każdy telefon i spotkanie i sama nie mogę dzwonić, bo co będzie jak Ona
będzie obok... Co robić? Czekać? Dokąd? Do emerytury?
Obserwuj wątek
    • Gość: Bebiak Re: żonaci raz jeszcze... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.03, 01:08
      Myślę, że z facetami nie jest tak prosto. Oczywiście pewności nie mam - tylko
      tak myślę, że w większości chodzi jedynie o pewną formę dowartościowania się,
      ja wiem... , urozmaicenia sobie w pewien sposób życia trochę po tylu latach już
      monotonnego życia. Wszak to normalne, że tzw. codzienne życie powoduje zanik
      spontaniczności, a i namiętności, która może trwać latami, o ile nie jest
      życiem codziennym, a tym bardziej jeśli jest zakazanym owocem. Takie drugie
      zycie może też chyba nieźle wpływać na to pierwsze zasadnicze. Tak wyobrażam
      sobie faceta (mającego przyjaciółkę): jako radośniejszego, bardziej skłonnego w
      tym zasadniczym związku do różnych szaleństw. I wcale nie twierdzę, że on nic
      do Ciebie nie czuje, myślę wprost, że on nawet może Cię kochać. Ale chyba
      trudno takiemu odejść od żony, od zbudowanego już świata wszelkich powiązań
      rodzinnych, towarzyskich, bynajmniej wtedy gdy są niesamodzielne dzieci. A
      potem? Potem może pojawić się problem lojalności w stosunku do żony, starszej
      już kobiety, problem budowania życia od nowa, wszystkiego od początku. Chyba
      panowie są na to zbyt leniwi. Nie wiem, może nie mam racji, ale tak jakoś
      myślę.
      • Gość: yep Re: żonaci raz jeszcze... IP: 157.25.84.* 21.02.03, 11:20
        tak to wlasnie jest
      • Gość: podobna Re: żonaci raz jeszcze... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.03.03, 21:24
        pomysl uczciwie, czy jest jakakolwiek sznsa, ze on zostawi zonę?
        Czy jesteście w tym srodowisku, macie wspólnych znajomych (którzy znaja jego,
        zone i ciebie)? - wtedy będzie trudniej
        ja poznałam mojego 8 lat temu. Jest zonaty, ma dwójjke dzieci i wiem, ze sie
        nie rozwiedzie, bo ich niezostawi, bo bardzo duzo ludzi zna nas jako
        przyjaciów, bo razem pracujemy.
        I nie potrafie odejsc.
        Wiesz co to oznacza: samotne sylwestry, imprezy zawsze bez faceta,
        ale jednak- masz w kims oparcie i jednoczesnie swobode.
        Zalezy, czego chcesz.
        Na pewno na poczatku łatwiej odejsć, niz później. Tym bardziej, jesli nie
        przestaniesz go kochać.
    • rychost żonaci raz jeszcze... 15.01.03, 10:37
      Bedac na miejscu Twojego ukochanego nie chcialbym aby Ci ktos udzielil
      nastepujacej rady.

      Szybko zacznij sobie urzadzac zycie bez ukochanego. Stara zasada mowi, ze nie
      nalezy swego szczescia budowac na cudzym nieszczesciu (obecna zona).

      Nie jestem zadnym fanatykiem religijnym ani swietym. To tylko doswiadczenie.

      Pozdrawiam
    • nelka Żonaty to trędowaty ... 15.01.03, 11:57
      zapamiętaj to sobie i zwiewaj póki czas, bo tylko go marnujesz. Szansa, że
      zostawi rodzine dla Ciebie jest mizerna.
      Sama przeszłam dokładnie przez to co opisujesz. Teraz po 10 latach się
      rozwiódł, bo żona i tak od niego odeszła, dzieci są juz samodzielne, ale 10
      latek mineło i nikt mi ani Tobie ich nie odda.
      On by teraz chciał znowu się związac ze mną, ale mi się juz nie chce.
      Poza tym pomyśl o sobie, na co zasługujesz? Na miłego ciepłego faceta, który
      jest na wyciągnięcie ręki? z którym możesz iśc przez miasto trzymając się za
      ręce? czy na samotne wieczory, oczekiwanie na telefon? wieczne ukrywanie się?
      okruchy czasu, które Ci ofiaruje, jak spełni domowe obowiązki, wypełnione
      głównie (prawdopodobnie) seksem bo na normalne pójście do kina już nie ma
      czasu, a poza tym mógłby was ktoś zobaczyć? Nie upokarzaj się sama.
      A jak chcesz naprawdę się dowiedzieć co jest grane, to małe kłamstewko, np. że
      jesteś w ciąży bardzo wiele może wyjaśnić. Odwagi, po co masz się dowiedzieć za
      kilka zmarnowanych lat, że byłaś oszukiwana.
    • Gość: Ta pierwsza... Re: żonaci raz jeszcze... IP: *.icm.edu.pl / 212.160.131.* 15.01.03, 15:54
      Zastanawiam sie jak zaczac... Juz raz padło to zdanie, że na cudzym
      nieszczęściu nikt szczęścia nie wybuduje, ale jest to święta prawda. Ty jesteś
      tą drugą, ja byłam tą pierwszą. Moje małżeństwo było w porządku, do czasu
      zmiany miejsca pracy mojego męża - tam poznał swoją kochanke. Przez rok czasu
      oszukiwał, kłamał, odbierał w dziwny sposób telefony, wychodził z domu o
      nietypowej porze no i wiele innych zdarzeń wskazujących na to że KOGOŚ ma. Było
      im chyba dobrze, nie mieli żadnych wspólnych probelmów codziennego życia (np.
      rachunki, mieszkanie)tylko przyjemne spotkania. W pewnym momencie ONA chciała
      czestszych i dłuższych spotkań, wspólnych wyjazdów, świąt. Mój mąż postanowił
      poświęcić nasz wieloletni związek (sprawdzony w bardzo różnych sytuacjach
      życiowych)dla tego romansidła. Zburzył nasz dom, przeszłośc, teraźniejszość,
      przyszłość, plany i marzenia. Nagle runeło wszystko i ja - ta pierwsza -
      musialam wszystko zaczynać nawet nie od zera, a spod kreski. Przez jakis czas
      moj mąż był szczęśliwy, aż zaczęło się normalne, szare życie. Wtedy stało się
      to czego się spodziewałam i przed czym go ostrzegałam. Myślał że w każdej
      chwili można zamknąć jedną bajkę i otworzyć drugą - ale niestety księżniczki mu
      się pomyliły. Tak jak stwierdził: nie mogli się dogadać... No i jest sam... Nie
      ma naszego domku... Nie ma nic... Oprócz sprawy rozwodowej i wielu zranionych
      serc... Bo przy takim rozstaniu nie cierpi tylko ta pierwsza, cierpi wiele
      osób - rodzice, rodzeństwo, dzieci... Czasmi zastanawiam się, co by było gdyby
      ONA zacisnęła zęby i pomyślałaby dojrzale i odpowiedzialnie... Ale na to jest
      za późno... W tej chwili On jest sam, a ja ? Ja po wielu cierpieniach znowu
      odzyskałam wiare w ludzi, zakochałam się i jestem kochana... Więc zastanów się
      czy warto - wiedząc że Twoje szczęście jest budowane na łzach dzieci i
      cierpiącej kobiety ... Jeżeli zdecydujesz, że warto - to życzę Ci jednego - byś
      cierpiała tak jak ta pierwsza będzie cierpiała gdy mąż i tatuś opuści swoje
      rodzinne gniazdko...
      • Gość: NITKA Re: żonaci raz jeszcze... IP: proxy / 217.153.15.* 15.01.03, 16:42
        Myślę, że warto się poważnie zastanowić nad tym, co napisała Ta pierwsza. To
        mądra i szczera wypowiedź, nie pozbawiona jednak goryczy.
        Cóż... to naprawdę boli.
    • nelka Ty nie jestes ta druga, tylko ta ... 17.01.03, 13:11
      ... trzecia.
      Niestety tak jest.
      Masz wyżej opinie kochanki i zdradzanej żony, i jak widać obie sytuacje są nie
      do pozazdroszczenia. Obie panie cierpią.
      Najlepsze rozwiązanie nie zadawać się z żonatym, powtarzam to i będę powtarzać
      jeszcze każdej kobiecie, która pakuje się w takie bagno !
      Wokoło jest masa miłych wolnych facetów tylko dla Ciebie ! pomyśl o tym.
      • Gość: julka nie łudź się.... IP: *.acn.pl / 10.72.0.* 17.01.03, 18:38
        on na pewno nie zostawi żony. a gdyby nawet jakimś cudem się na to zdecydował
        nie bałabyś się,że kiedyś spotka cię to samo co jego obecną żonę? faceci
        zdradzają, bo taką mają naturę, ale rzadko liczą się z konsekwencjami. jeśli
        już to na pierwszym miejscu jest zawsze rodzina. nie zapominaj o tym!
        polecam "kłamstewko" którejś przedmówczyni-powiedz, że jesteś w ciąży a bardzo
        szybko przekonasz się jakie on ma co do ciebie zamiary. znam to z autopsji.
        jego odpowiedź bardzo bolała, ale pomogła-już nie mam złudzeń. poukładaj sobie
        życie od nowa i BEZ NIEGO.
        życzę wytrwałości
    • Gość: nr1 sciema IP: *.sdl.zwami.pl 19.01.03, 19:44
      nie wierz draniowi. wciska ci kity a zonie mowi dokladnie to samo. jakby chcial
      ja dla ciebie opuscic to dawno by to zrobil. jezeli sie wykreca to nie masz na
      co liczyc. po prostu jest tchorzem a ta sytuacja jest dla niego bardzo wygodna
      (w koncu ma dwie kobiety na raz). sama przez rok bylam w podobnej sytuacji,
      tylko moj wybranek nie byl zonaty. mial dlugoletnia dziewczyne i opowiadal mi
      te same bzdury. a ja wierzylam i kochalam i czekalam. powiem ci tylko tyle:
      minely 3 lata odkad sie rozstalismy a on nadal jest z ta dziewczyna, ktorej
      rzekomo "nie kochal". wnioski wyciagnij sama.....
      poza tym: nie uwazasz ze zaslugujesz na mezczyzne dla ktorego bedziesz jedyna i
      najwazniejsza na swiecie?......
    • Gość: ta pierwsza Re: żonaci raz jeszcze... IP: *.aeriscomputers.net 21.01.03, 13:03
      Gość portalu: Ta Druga napisał(a):

      > od jakiegoś czasu związana jestem z mężczyzną. Rewelacyjny facet, przystojny,
      > ułożony, taktowny, grzeczny, wspaniały kochanek, więc o co mi chodzi? Ma
      > jedną zasadniczą wadę: żonę. Ich małżeństwo ma już 10letni staż, dwoje dzieci
      > i generalnie jakąś tam stabiliazację życiową. A ja mam doła. On twierdzi, że
      > jest nieszczęśliwy w tym małżeństwie, bo jej nie kocha, kocha mnie i jestem
      > spełnieniem jego marzeń o kobiecie doskonałej. Chce ustawić się finansowo,
      > żeby móc odejść z domu. A ja? Ja zastanawiam się nad faktem czy ma na tyle
      > odwagi, żeby to wszytko zostawić, a ja czy mam na tyle siły, żeby nie wiadomo
      > jak jeszcze długo być Tą Drugą. Bo w praktyce to wyglada tak, że to ja czekam
      > na każdy telefon i spotkanie i sama nie mogę dzwonić, bo co będzie jak Ona
      > będzie obok... Co robić? Czekać? Dokąd? Do emerytury?



      wiem o tobie bo mi opowiada masz jedna wade jestes do nieczego w kuchni,
      pamietaj ze za pare lat jak juz bedziesz pokryta roztepami tez cie zostawi bo
      musi w naturze wszystko sie wyrownac. Twoj karot jest taki on ode mnie nie
      odejdzie , ty znajdziesz sobie faceta ktory zrobi ci dzidzisia ale facet
      pokocha inna i wtedy twoje dziecko bedzie tesknilo za tatuskiem.
    • Gość: kaj Re: żonaci raz jeszcze... IP: 217.153.7.* 12.02.03, 18:34
    • Gość: Kaja Re: żonaci raz jeszcze... IP: 217.153.7.* 12.02.03, 18:46
      coz duzo by sie pisac na tem temat chcialo ale miejsca i czasu malo...ja tez
      kiedys spotykalam sie z zonatym i oczywiscie dlugo to nie trwalo a tym
      bardziej cale zycie!mylisz sie lub ludzisz ze zostawi dla ciebie
      wszystko...przeciez nie bez powodu ma 2 dzieci... zawsze bedziesz na 2
      miejscu...czekas jak pies na swojego pana...masz chec byc nadal tak
      traktowana?!ja nie mialam checi i dlatego teraz mam faceta o 1,2 roku, nie ma
      zony, dzieci ale ma mnie i oboje jestesmy szczesliwi:))) tobie radze to samo
      daj se ze starym dziadem spokoj bo napewno stac cie na mlodszego, bezdzietnego
      itp..... pozdrawiam
      • Gość: lena Re: żonaci raz jeszcze... IP: *.demo.pl 12.02.03, 19:25
        bylam przez poltora roku z zonatym facetem. i wyciagnelam z tego bardzo bolesne
        wnioski. to jest wina nas - kobiet. bo to my utwierdzamy facetow w tym ze sa
        wspaniali, niezaleznie od tego jakie tak naprawde z nich sk...syny. to my
        czujemy sie wyroznione przez ich zainteresowanie, ktore w rzeczywistosci jest
        g... warte. i to my nie myslimy ze najprawdopodobniej kiedys bedziemy tymi
        zdradzanymi i porzucanymi, bo juz nie bedziemy mialy tak jedrnego tyleczka jak
        kiedys. to my nauczylysmy facetow ze niezaleznie od tego ile zlego nam,
        kobietom wyrzadza, zawsze u ktorejs z nas znajda cieplo i zrozumienie. moj byly
        nie odszedl od zony, bo ja na szczescie oprzytomnialam, i sie wycofalam z tego
        ukladu. zreszta wielokrotnie mnie zdradzal, a ja sie dowiedzialam dopiero po
        wszystkim. jest jedna, trudna do zaakceptowania prawda: jezeli o kogos trzeba
        walczyc to w 99% przypadkow okazuje sie ze nie jest on tego wart.
    • Gość: josephine Re: żonaci raz jeszcze... IP: 213.216.82.* 12.02.03, 19:34
      wiem ze trudno powziasc decyzje opierajac sie na rozsadku kiedy w gre wchodzi
      milosc, ale zastanow sie czy zwiazek w ktorym sie znajdujesz jest dla ciebie
      satysfakcjonujacy czy to co dostajesz od tego faceta jest tak naprawde tym
      czego pragniesz i potrzebujesz. Jezeli nie to zastanow sie nad sensem jego
      istnienia,jezeli jednak jestes pewna uczuc partnera i chcesz walczyc o was to
      nie pozostaje ci nic innego jak postawic jakies warunki. Jednak z doswiadczenia
      wiem ze zonaci mezczyzni nawet bardzo zakochani w tej drugiej zadko decyduja
      sie na rozwod tlumaczac sie sytuacja materialna badz dobrem dzieci, tymczasem
      czesto jest to po prostu kwestia ich wygody to tak jakby mogli "zjesc ciastko i
      miec ciastko".
      • Gość: kika czy są w ogóle szczęsliwe małżeństwa??? IP: *.chello.pl 12.02.03, 22:33
        czytając te wypowiedzi (byłam z żonatym rok, półora roku, ja też byłam z
        żonatym, ja również itp..) nasuwa mi się takie pytanie: czy jest to w ogóle
        możliwe żeby być ze sobą i się nie zdradzać??? czy tak jest zawsze, że facet po
        jakimś czasie znajduje sobie kochankę? (albo kobieta innego)

        wypływa z tego wszystkiego jakiś wyjątkowo ponury obraz i ....cieszę się że na
        razie nie jestem mężatką! tylko - co potem?

        i jeszcze jedno - robiłam w życiu rózne rzeczy i często popełniałam błędy, ale
        żonaty facet (jeszcze mający dzieci)to dla mnie TABU (tak jak kumpel mojego
        faceta, i jak facet mojej przyjaciółki!)- szczęścia rzeczywiście nie można
        budować na cudzym nieszczęściu - a nawet jeśli się uda, to bęzie b nietrwałe

        SĄ GRANICE, KTÓRYCH NIE WARTO PRZEKRACZAĆ!!! :)
        • Gość: kkk ---- IP: *.czuby.sdi.tpnet.pl 27.02.03, 14:55
          również wiem jak to jest gdy nie można iść ulicą trzymając się za ręce,gdy na
          imprezie ze znajomymi znów jesteś sama bo on z oczywistych wzgl.nie mógł
          itd.Gdy go poznałam miałam 18 lat,żony nie było już od paru(była za granicą)i
          żył sam,twierdził że rozwód to już formalność ale nie możemy sie afiszować bo
          jednak sprawa nie jest zakończona.Dzieci nie było i nie czułam się odpow.za
          rozpad tego związku bo w końcu gdy go poznałam już nie funkcjonował tak jak
          powinien..Po roku wróciła,przen nast.rok celebrowałam z nim mniej więcej godz.
          tygoniowo,już wiedziałam że ściemą jest każde słowo a pomimo tego nie
          potrafiłam skończyć tego wszystkiego więc kolejny rok się męczyłam i 3 tyg temu
          ostatecznie zakończyłam to pieprzenie bo chyba musi być w jakiś sposób
          szczęsliwy skoro dalej to ciągnie..ale mnie podobno strasznie kocha i ufa
          jednak poznałam żonę i okazała się fantastyczną babką..która nie zasługuje na
          cierpienie wg mnie i przykro mi tylko że nie ma świadomości z jakim jest
          człowiekiem ale nie ja jestem już od tego by burzyć jej złuzenie.jest mi
          zajebiście cięzko bo przez 3 lata zdąrzyłam się zakochać itd ale miłość
          miłością a rzeczywistość jest życiem więc życzę ci wytrwałości i podjęcia
          słusznej decyzji,żebyś w przyszłości nie zadawalała się byle jaką miłością...
          • Gość: Ta pierwsza Dziękuję IP: 212.160.131.* 27.02.03, 15:00
            Dziękuję... Tylko tyle, jestem wdzięczna Ci za to że wiesz co jest ważne a co
            ważniejsze. I życzę Ci wielkiej, prawdziwej miłości - bo na taką zasługujesz.
            Jeszcze raz dziekuje...
            • Gość: kkk Re: Dziękuję IP: *.czuby.sdi.tpnet.pl 27.02.03, 15:28
              wiesz,jak to przeczytałam aż łzy mi pociekły bo upewniłam się w słusznej decyzji
              (co i tak bardzo boli)..licze na to że pojawi się facet dla którego będę warta
              tyle ile jestem i bedzie mnie chciał pokazywać a nie się ze mną chować jak by
              uczucia były czymś nienormalnym.Tobie też życzę żeby ta miłość była spełniona w
              100% i lepsza już na zawsze!!!trzymam kciuki!!pozdrawiam
        • Gość: kkk re.żonaci raz jeszcze IP: *.czuby.sdi.tpnet.pl 27.02.03, 14:59
          również wiem jak to jest gdy nie można iść ulicą trzymając się za ręce,gdy na
          imprezie ze znajomymi znów jesteś sama bo on z oczywistych wzgl.nie mógł
          itd.Gdy go poznałam miałam 18 lat,żony nie było już od paru(była za granicą)i
          żył sam,twierdził że rozwód to już formalność ale nie możemy sie afiszować bo
          jednak sprawa nie jest zakończona.Dzieci nie było i nie czułam się odpow.za
          rozpad tego związku bo w końcu gdy go poznałam już nie funkcjonował tak jak
          powinien..Po roku wróciła,przen nast.rok celebrowałam z nim mniej więcej godz.
          tygoniowo,już wiedziałam że ściemą jest każde słowo a pomimo tego nie
          potrafiłam skończyć tego wszystkiego więc kolejny rok się męczyłam i 3 tyg temu
          ostatecznie zakończyłam to pieprzenie bo chyba musi być w jakiś sposób
          szczęsliwy skoro dalej to ciągnie..ale mnie podobno strasznie kocha i ufa
          jednak poznałam żonę i okazała się fantastyczną babką..która nie zasługuje na
          cierpienie wg mnie i przykro mi tylko że nie ma świadomości z jakim jest
          człowiekiem ale nie ja jestem już od tego by burzyć jej złuzenie.jest mi
          zajebiście cięzko bo przez 3 lata zdąrzyłam się zakochać itd ale miłość
          miłością a rzeczywistość jest życiem więc życzę ci wytrwałości i podjęcia
          słusznej decyzji,żebyś w przyszłości nie zadawalała się byle jaką miłością...
    • Gość: gruszka10 Re: żonaci raz jeszcze... IP: 217.153.73.* 13.02.03, 01:13
      Wszystko zostało już powiedziane,ze swojej strony dodam tak banalny choć jakże
      istotny powód dla którego powinnaś odejść-finanse.Przyjdzie taki czas gdy
      postanowicie założyć rodzine,na początku idylla ,spełnienie marzeń itp.lecz
      przyjdzie czas gdy zacznie ci doskwierać to że Twój mężulek ma zobowiązania
      wobec tej pierwszej i dzieci.Będziesz musiała pogodzić się z obecnością ich w
      Twojej rodzinie,wszystko to co mogło by być dla ciebie oraz może dla waszego
      dziecka będzie dzielone na dwie rodziny,a co póżniej dzieci rosną większe
      wymagania i potrzeby.Szczęściem dla ciebie będzie jak była żona będzie
      minimalistką,ale jeśli nie.Pamiętaj to Ty w jej mniemaniu będziesz tąktóra
      odebrała męża i ojca więc wątpliwe czy będzie wyrozumiała,tym bardziej w
      kwestii finansowej.A teraz czasy jakie są ?
    • sweetwitch Re: żonaci raz jeszcze... 13.02.03, 12:40
      A ja bede brutalna. Przez TAKA JAK TY moi rodzice sie rozeszli i gdybym
      spotkala te glupia szmate, ktora rozblila mi rodzine, to bym jej chyba oczy
      wydrapala! A jakis czas po rozwodzie ojciec znalazl sobie jeszcze inna. Ale do
      tej nic nie mam.
      Dziekuje za uwage.
      • Gość: Bebiak Re: żonaci raz jeszcze... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.03, 21:15
        A dlaczego wydrapałabyś oczy tej trzeciej? Czy to ona miała pewne zobowiązania
        w stosunku do Ciebie jako dziecka i w stosunku do Twojej mamy (jako żony)? Czy
        tak było? Dlaczego nie pałasz prawie nienawistnymi uczuciami do Ojca, a do tej
        trzeciej (wolnej w końcu w stosunku do Ciebie)? Czy Twój Ojciec był dzieckiem
        kiedy ją poznał i zdecydował się zostawić rodzinę? Czy to jest normalne, że z
        reguły pretensje i żale kierujemy do tej trzeciej? Przecież ona może robić co
        chce, co uważa za słuszne (w swojej opinii). Dba tylko o swój interes i ma do
        tego prawo - jak każdy. To kto inny nadużył naszego zaufania i kto inny
        (dorosły przeciez człowiek) nie wypełnił podjętych zobowiązań. Wiele razy od
        lat myślałam, jak bym zareagowała w sensie pretensji (o ile w ogóle pretensji)
        w przypadku, gdyby mój mąż znalazł sobie przyjaciółkę i zwyczajnie mnie
        zostawił. Te pretensje mogłabym mieć tylko i wyłącznie do mojego męża, ojca
        mojego dziecka, a przecież nie do kogoś obcego, kto żadnych obietnic mi nie
        składał. W ten sposób myśląc m żna mieć pretensje do wszystkich kobiet świata,
        bo potencjalnie zagrażają naszym mężom. Czy ja rzeczywiście myślę pokrętnie
        jako osóbka z prawie 20-letnim stażem małżeńskim?
        • sweetwitch Re: żonaci raz jeszcze... 14.02.03, 20:42
          Myslalam, ze to logiczne, ze do ojca czuje jakas nienawisc. Za to Go nie
          cierpie. Ale ta trzecia to przeciez osoba rozumna i nie powinna sie wpieprzac w
          czyjes zycie rodzinne. Dla mnie jest tylko zwykla szmata i tyle. Pewnie jest z
          siebie dumna. :-| Wiadomo jacy sa faceci. Przyjdzie jakas zdzira, to ja
          wykorzysta znizajac sie do jej poziomu.
        • Gość: zdradzona Zmieniłabyś zdanie... IP: 212.160.131.* 19.02.03, 14:27
          Zmieniłabyś zdanie gdyby TO przydażyło się właśnie Tobie. Ja też nie raz
          teoretycznie wyobrazałam sobie jakbym się zachowała gdyby TO mnie spotkało... I
          to co wtedy myślałam było bardzo odelgłe od tego jak się zachowywałam i co
          myślałam gdy TO mnie faktycznie dotknęło. Nie miałam prestensji do męża, tylko
          do tej suki, która świadma tego że kokietuje faceta żonatego zabawiła się Nim i
          zakpiła sobie z naszego małżeństwa. Kiedy rozmawiając z nią spytałam "Czy jest
          świadoma tego że może rozbić nasze małżeństwo" odpowiedziała że "Ona też chce
          sobie jakoś ułożyć życie". Omotała mojego męża tak bardzo, że rozstaliśmy się,
          oni byli ze sobą jeszcze pare miesięcy a teraz ja jestem już po rozwodzie. I
          nadal całą winą obraczam ją. Bo od kobiety wszysto zależy...
          • kalina.malina Re: Zmieniłabyś zdanie... 19.02.03, 18:31
            Bo od kobiety wszysto zależy...
            Swiete slowa Zdradzona, swiete slowa...Czyzbys nie byla kobieta? I widac tamta
            po prostu byla lepsza kobieta od ciebie, skoro twoj maz wybral ja.Wszystko
            zalezy od kobiety.I to naprawde nie twoja wina.Kobiety w tobie bylo za malo.
            • sweetwitch Re: Zmieniłabyś zdanie... 19.02.03, 20:18
              kalina.malina napisał(a):

              > Bo od kobiety wszysto zależy...
              > Swiete slowa Zdradzona, swiete slowa...Czyzbys nie byla kobieta? I widac
              tamta
              > po prostu byla lepsza kobieta od ciebie, skoro twoj maz wybral ja.Wszystko
              > zalezy od kobiety.I to naprawde nie twoja wina.Kobiety w tobie bylo za malo.

              Skoro bylo w niej za malo kobiety, to po co za nia wyszedl? Psy lubia suki.
              • sweetwitch Re: Zmieniłabyś zdanie... 19.02.03, 20:20
                sweetwitch napisała:

                > Psy lubia suki.

                Tu mi chodzilo o kochanke, a nie o Zdradzona!
            • Gość: zdradzona Mylisz się... IP: 212.160.131.* 20.02.03, 13:51
              Spokojnie, nie brakowało i nie brakuje mi kobiecości... Zrozumiesz jak sama
              będziesz w trwałym związku. Z żoną faceta łączą nie tylko przyjemne rzeczy, ale
              także problemy (takie jak rachunki, mieszkanie, stosunki z rodzicami itp.) a z
              kochanką - tylko i wyłącznie przyjemności... I tu jest ta różnica... Fajnie
              mieć żonkę, która posprząta, ugotuje, popierze a do tego jest atrakcyjną
              kobietą, a na deserek wyrwać się do kochanki - super ! Tylko trzeba znać pewne
              granice, wiedzieć co jest wane a co jest ważniejsze... No i najważniejsze -
              trzeba wiedzieć kiedy i komu powiedzieć KONIEC... Moj mąż dokonał złego
              wyboru... Właśnie niedawno rozmawiałam z nim przez telefon i... cyt: "Jest mi
              źle... wiem że spieprzyłem swoje życie..." Tak się stało przez jedną głupią
              suke...
              • Gość: pilar Re: Mylisz się... IP: 213.227.72.* 20.02.03, 14:16
                Gość portalu: zdradzona napisał(a):

                >Tylko trzeba znać pewne
                > granice, wiedzieć co jest wane a co jest ważniejsze... No i najważniejsze -
                > trzeba wiedzieć kiedy i komu powiedzieć KONIEC... Moj mąż dokonał złego
                > wyboru... Właśnie niedawno rozmawiałam z nim przez telefon i... cyt: "Jest mi
                > źle... wiem że spieprzyłem swoje życie..." Tak się stało przez jedną głupią
                > suke...<
                Wlasnie. To Twoj mąż dokonal wyboru. To on jest za to opdowiedzialny. A ze
                faktem jest , ze dosc latwo jest kobiecie mezczyzne zaciagnac do lozka? Coz,
                wciaz jednak to on pozostaje odpowiedzialny za to, ze zdradzil i za to, ze
                spieprzyl Wasze zycie.
                • sweetwitch Re: Mylisz się... 20.02.03, 18:54
                  Gość portalu: pilar napisał(a):

                  > Coz,
                  > wciaz jednak to on pozostaje odpowiedzialny za to, ze zdradzil i za to, ze
                  > spieprzyl Wasze zycie.

                  Ale ta suka tez. Kto jej klazal sie wpieprzac w inne zycie? Wiedziala jak to
                  moze sie skonczyc, wiec wina tez lezy po jej stronie. Kto jej kazal lesc do
                  lozka zonatego?
                  • Gość: pilar Re: Mylisz się... IP: 213.227.72.* 20.02.03, 19:06
                    wlasnie...nikt jej nie kazal i nikt nie bronil. Ona nie miala nic do stracenia-
                    to ON ryzykowal szczesciem swojej zony i dzieci( i, jak sie okazalo, rowniez
                    swoim) A ona?...coz facet zonaty powinien byc dla niej owocem zakazanym...ale
                    nie tylko w takiej sytuacji kobiety wykazuja sie brakiem solidarnosci:]
              • agathapr Re: Mylisz się... 21.02.03, 23:10
                wiem o co ci chodzi i zgadzam się z Tobą w 100%. Wprawdzie nie jestem mężatką,
                ale trwam od 3 lat w związku i od paru miesięcy jestem zaręczona, a same
                przyjemności już dawno minęły. Facet, który zdradzi kobietę, z którą go tyle
                wiąże nie jest nic wart, zresztą to on dużo traci, ale co można powiedzieć o
                kobiecie, która wiedząc iż jest on żonaty nie ma oporów przed zaciągnięciem go
                do łóżka, czy nie powinna się postawić w sytuacji jego żony, pomyśleć jak ona
                by się czuła na miejscu zdradzonej żony?!
      • Gość: mic Re: żonaci raz jeszcze... IP: *.se.com.pl / 10.0.128.* 20.02.03, 16:52
        Hmmmmmm czy aby to nie Tatuś zbytnio się rozbrykał?
        • sweetwitch Re: żonaci raz jeszcze... 20.02.03, 19:01
          Gość portalu: mic napisał(a):

          > Hmmmmmm czy aby to nie Tatuś zbytnio się rozbrykał?

          Do "rozbrykania" potrzebna jest tez suka. A ze natrafila sie jakas latwa szmata
          (a na swiecie ich nie brakuje), to jest tez jej wina. Ojca trudno nienawidziec
          do konca zycia, ale ciesze sie, ze mama znalazla w koncu porzadnego czlowieka,
          ktory ja szanuje.
          • Gość: pilar Re: żonaci raz jeszcze... IP: 213.227.72.* 20.02.03, 19:11
            zgadzam sie, ze nie powinno sie budowac wlasnego szczesci na cudzym
            nieszczesciu. Ale pomysl jak rozne sytuacje stwarza nam zycie...w niektorych
            naprawde trudno jest kierowac sie rozsadkiem. Wystarczy, ze poznajac faceta nie
            wie sie ze jest zonaty...a zakochac i zaplatac sie w taka sytuacje jest bardzo
            latwo.
            pozdrawiam
            • sweetwitch Re: żonaci raz jeszcze... 20.02.03, 19:29
              Gość portalu: pilar napisał(a):

              > Wystarczy, ze poznajac faceta nie
              >
              > wie sie ze jest zonaty...a zakochac i zaplatac sie w taka sytuacje jest
              bardzo
              > latwo.
              > pozdrawiam

              Wiem jedno, ona wiedziala, byla kolezanka mojej mamy...
              Pozdrawiam
              • Gość: pilar Re: żonaci raz jeszcze... IP: 213.227.72.* 21.02.03, 03:23
                Przykro mi.
                Natomiast to jest wlasnie problem...kazda sytuacja jest inna. Nie mialam okazji
                doswiadczyc ani bycia zdradzana przez meza, ani bycia kochanka zonatego
                mezczyzny, ani... bycia jego dzieckiem. atomiast wszysztkim tym kobietom?
                dziecio wspolczuje.
                I choc moge to oceniac zgodnie z moim zdaniem..."tyle wiemy o sobie ile nas
                sprawdzono". .
                Dlatego nie wiem co by bylo....na miejscu ktorejkolwiek z Was.
    • Gość: Ashanti Re: żonaci raz jeszcze... IP: *.inowroclaw.sdi.tpnet.pl 20.02.03, 19:34
      Cóż nie można mieć wszystkiego a już żonatego faceta w szczególności. Nie mam
      prawa cię oceniać. Uważam że robisz żle. Związek z żonatym facetem to chyba nic
      szczególnego. Masz tylko namiastki wszystkiego świąt weekendów urodzin
      odpowiada ci takie życie? A pomyśl też o drugiej stronie. Chciałabyś być na
      miejscu jego żony. Ktoś kiedyś powiedział nie rób drugiemu co tobie nie miłe. A
      jeśli jest taki szczęsliwy z tobą to czemu jest z tamtą? Jakby cię tak kochał
      jak mówi to by zostawił wszystko by być z tobą a nie ustawiał się finansowo!!!
      Daj se spokój nie ma na co czekać tylko szukać nowego faceta tym razem
      proponuję wolnego. A nawet jak zostawi swoją rodzinę dla ciebie to fajnie ci
      będzie żyć z moralnym kacem?? Pozdrawiam i życzę szczęścia bez znaczenia jak
      zdecydujesz
      • Gość: TA druga Re: żonaci raz jeszcze... IP: *.swic.dialup.inetia.pl 21.02.03, 18:06
        Dzięki za "powodzenie", nadal tkwię w tym wszytkim i nie wiem co robić,
        sytuacja się komplikuje, nie zawsze kontroluję to wszytko, ale kocham go i to
        jest najgorsze, kocham go i czuję się kochana, czuję się kobietą. Nie wiesz o
        czym mówię, bo niby skąd, ale masz racje, namiastka świąt, zero wspólnych
        kolacji i totalna bezslilność... to często przerasta nawet największego
        twardziela. Czasem nie daję rady, ale nie na tyle aby mu podziękować, wtedy
        znów jest poważna rozmowa, że tak nie chcę, że nie potrafię i jest dobrze, na
        miesiąc, dwa. Ciężko jest, ale zobaczymy, chciałabym za 50 lat powiedzieć, że
        warto było.
    • Gość: karolina Re: żonaci raz jeszcze... IP: 195.117.97.* 21.02.03, 13:23
      jeżeli o mnie chodzi to nie chciałabym trafic na żonatego,ale jakby się tak
      zdarzyło,że dowiedziłabym się,że ma żonę raczej bym się z nim rozstała.Jeżeli
      jest tak źle w jego małżeństwie jak mówi to powinien się z nią rozstać,a jeżeli
      tylko mówi,ze jej nie kocha ale dalej z nią jest...to co to za pożytek z
      takiego gościa,poszukałabym sobie kogoś innego.
    • Gość: michalina Re: żonaci raz jeszcze... IP: *.prasabalt.gda.pl 21.02.03, 15:27
      Witaj!
      Staram sie byc osoba bardzo tolerancyjna...Wyznaje zasade nie osadzaj jezeli nie zrozumiesz....Ja bylam mezatka...maz mnie
      zdradzal...dowiedzialam sie o tym...Nie chciej wiedziec co czulam!!!
      Z drugiej strony moim rewanzem po czasie bylo samej zdradzic.....i bylam ta druga w zyciu innego mezczyzny!
      Pamietj jednak, ze nigdy nie upozorywalam sobie prawa do drugiego czlowieka...jestes druga..czemu? nie wiem! Rozwalasz cos....
      A zadac lub miec pretensje ze nie mozesz zadzwonic do swojego kochanka...bo ona stio obok ...jest okropne z twoje strony...
      Mezczyzni zawsze tlumacza sie tym ze zle wybrali...kiedys!...ze Ty jestes ich miloscia...
      A milosc tak naprawde rzadzi sie swoimi prawami....jesli ktos kocha nie patrzy na to co bylo, na finanse, na przeszkody...jest zby silna
      by sie ugiac...nikt nie mowi ze takie decyzje sa latwe! Ale sa mozliwe...jesli tego co chcesz nie otrzymujesz...dla mnie to znaczy...ze
      tak mu wygodnie i tyle! Czyz nie? Ma zone, ciplo domowego ogniska....u Ciebie ma namietnosc, oderwanie od klopotow i
      dowartosciowanie swojej meskosci...
      pomysl o tym....ale prosze Cie nie zadaj....A po za tym...czy jak juz bedziesz z nim....a on kiedys cie zdradzi....znajdzie inne oderwanie -
      tym razem od Ciebie.....to czy bedziesz miala prawo go zatrzymac?
      Skoro sama zabralas go innej kobiecie....?
      Micha
      • Gość: lena Re: żonaci raz jeszcze... IP: *.as.net.pl 21.02.03, 19:57
        kobiety, nie obwiniajcie sie o glupote facetow. nie mozna usprawiedliwiac
        faceta, ze to wszystko z winy tej drugiej, a facet to facet i i tak poleci bo
        ma taka nature. to nie tak. kazdy ma mozg i od czasu do czasu powinien go
        uzywac. a jak potrafi myslec tylko fiutem to nie warto nim sobie glowy zawracac.
        • sweetwitch Re: żonaci raz jeszcze... 21.02.03, 21:10
          Gość portalu: lena napisał(a):

          > kobiety, nie obwiniajcie sie o glupote facetow. nie mozna usprawiedliwiac
          > faceta, ze to wszystko z winy tej drugiej, a facet to facet i i tak poleci bo
          > ma taka nature. to nie tak. kazdy ma mozg i od czasu do czasu powinien go
          > uzywac. a jak potrafi myslec tylko fiutem to nie warto nim sobie glowy
          zawracac
          > .

          Racja!!!!!
    • Gość: Kot Re: żonaci raz jeszcze... IP: *.attu.pl / 192.168.1.* 22.02.03, 16:52
      To sobie pustaku wyobraź że to Ty jesteś tą zdradzaną żoną. I ci? Miło? To OK.
    • anahella Re: żonaci raz jeszcze... 25.02.03, 03:21
      Gość portalu: Ta Druga napisał(a):
      > Co robić? Czekać? Dokąd? Do emerytury?

      Znam kobiete, ktora tak czekala. Jak go poznala miala 30 lat. Zwiazek trwal
      ponad 20 lat. On w miedzyczasie zrobil zonie 3-ke dzieci. Co prawda twierdzil
      ze z zona nie sypial, ale jakos "tak wyszlo" mawial za kazdym razem. Gdyby
      wierzyc jego slowom, to znaczy ze przez 20 lat kochal sie z nia tylko trzy
      razy!!! I ona mu wierzyla. Pozew o rozwod mial isc zaraz do sadu ale...
      najpierw bylo pierwsze dziecko, potem drugie, potem trzecie, potem zona rzekomo
      byla chora na raka i czekal na jej smierc, bo przeciez nie wolno zostawiac
      umierajacej kobiety, bo to nieetyczne. I zawsze jak tylko wspominala swojemu
      kochankowi o dziecku to on mowil ze po slubie natychmiast beda mieli dziecko.
      Po 20 latach z gorka on umarl na zawal serca. Ona ubrala sie na czarno i poszla
      na pogrzeb. Zostala wyproszona z kosciola przez rodzine wdowy. Miala wtedy po
      50-tce i nic poza tym. Ani domu (zaraz po slubie mieli kupic mieszkanie), ani
      dzieci, ani nikt jej nie wspolczul z powodu jego smierci. Wtedy to wlasnie
      kobieta uswiadomila sobie ze byla tylko slepa uliczka w jego zyciu.

      Jak tego sluchalam mialam okolo 20 lat. Co prawda nigdy nie ciagnelo mnie do
      zonatych facetow, ale na zawsze sobie zapamietalam te "slepa uliczke". A
      przeciez nie po to zyje kobieta.

      Dziewczyno, oprzytomnij! Chcesz byc slepa uliczka w jego zyciu?
      • angela-rt Re: żonaci raz jeszcze... 25.02.03, 22:19
        nie chcę być niemiła ale moja dewiza-OD ZONATYCH WARA...-nie zyczę Ci bys
        kiedys została zoną zdradzaną,a jesli ten pan zostawi swoją zone dla Ciebie
        pomysl,ze kiedyś spotka "nowszą"-zdobycz i Ty bedziesz płakać...bo zdradę
        widocznie ma we krwi.Jak myslisz gdy brał ślub ze swoją zoną nie kochał jej?
        Warto sie zastanowic zanim zacznie sie rozpieprzac komus małzenstwodaj sobie
        spokoj ten facet jest zajety,nie przyczyniaj sie do czyjegos nieszczescia.Jesli
        jest takim bydlakiem i zdradza(jak nie z Tobą to z inną)Ty miej przynajmniej
        czyste sumienie
        ;-)))angi
        • Gość: kika Re: żonaci raz jeszcze... IP: *.chello.pl 26.02.03, 21:03
          100 % racji!
        • sweetwitch Re: żonaci raz jeszcze... 26.02.03, 23:11
          angela-rt napisała:

          > nie chcę być niemiła ale moja dewiza-OD ZONATYCH WARA...-nie zyczę Ci bys
          > kiedys została zoną zdradzaną,

          A ja zycze!!!!!!!!!!!
          • angela-rt Re: żonaci raz jeszcze... 27.02.03, 12:21
            sweetwitch napisała:

            > angela-rt napisała:
            >
            > > nie chcę być niemiła ale moja dewiza-OD ZONATYCH WARA...-nie zyczę Ci bys
            > > kiedys została zoną zdradzaną,
            >
            > A ja zycze!!!!!!!!!!

            wiesz przemyslałam to i zgadzam sie z Tobą sweetwitch,zycze jej tego...niech
            poczuje i zobaczy jak niszczy innym zycie
            angi
    • Gość: birma Re: żonaci raz jeszcze... IP: *.de.ibm.com 28.02.03, 12:32
      Kochana, on jej nie zostawi! Gdyby był nieszczęśliwy w małżeństwie, już dawno
      by odszedł, gdyby był szczery w stosunku do ciebie, najpierw pozałatwiałby
      swoje sprawy, potem dopiero angażował w nowy związek. Przykro mi to mówić, ale
      część znajomych facetów ma takie "wielkie miłości" na boku, które trwają dopóki
      dziewczyna nie zaczyna naciskać albo żona się nie dowie. A wtedy wracają
      potulnie do żony, która ich nie rozumie i z którą od lat nic ich nie łączy
      prócz dzieci. Bo dzieci i czynniki materialne trzymają faceta za jaja mocniej,
      niż jakiekolwiek uczucia i hormony. Bo bardziej niż utrata kolejnej "kobiety
      ich życia" przeraża ich wizja utraty domu i połowy swoich dochodów. Rozmawiałam
      szczerze z takim jednym, który ma dziewczynę na utrzymaniu, dlaczego to robi.
      Powiedział szczerze, że nie ma absolutnie nic do zarzucenia żonie, uważa, że są
      szczęśliwym małżeństwem, po prostu potrzebuje trochę adrenaliny i "świeżej
      krwi". Tej panience mówi, że jest mu z nia dobrze, oczywiście on uważa, że
      skoro NIE POWIEDZIAŁ, że zostawi rodzinę i się z nią zwiąże na stałe, to jest w
      porządku w stosunku do niej. Ona zaś uważa, że jest to kwestia czasu.
      • Gość: iskra Re: żonaci raz jeszcze... IP: *.trzepak.pl 05.03.03, 18:53
        Dziewczyno!
        Nie marnuj sobie życia.Zastanów się ,on okłamuje żonę a wobec ciebie jest
        szczery? Nie wierzę. A jeśli nawet uda ci się ,wytrwasz i będzie twoim mężem to
        czy cie nie zdradzi?A poza tym po co tkwić w związku i walczyć z całym
        światem.Już teraz nie jesteś szczęśliwa no może poza tą godziną kiedy jestes z
        nim.Pomyśl o sobie i zacznij się szanować.
        • Gość: Gosiaczek Re: żonaci raz jeszcze... IP: 194.181.191.* 06.03.03, 16:04
          wiesz, co, pomyśl, dlaczego chcesz zburzyc życie dzieci? Kobiety?
          Wiesz, nic z tego nie wyjdzie, bo całe zło do nas wraca i do Ciebie też wróci.
          Ty też będziesz kiedyś po 10 latach związku będziesz miała podkrążone oczy (
          dzieci nie spią w nocy kochanie ) ręcę zniszczone od sprztania i gotowania,
          będziesz miała callulit i roztępy i kiedy będziesz sama leżeć w łózku w nocy
          Twój mąż będzie pieprzył Tą Pierwszą w jej młodszy i jedrdniejszy tyłeczek,
          Rodzina to świętość, może nie rodzina, dzieci, są bezbronne i rodzice są dla
          nich całym światem. Czemu chcesz dzieciom odebrać swiat???
          POzdrawiam
          Gosia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka