taliia
01.08.06, 14:56
Dzis mija pol roku odkad znalazlam sie na wyspie w tym malym miasteczku, w
ktorym kazdy zna kazdego i kazdy wie wszystko. Czasem mam wrazenie, ze tylko
mi jedynej udalo sie cos ukryc. I Jemu. Poznalismy sie w pracy, przez
przypadek, okolo 2 miesiace po moim przyjezdzie. W jednej chwili moje
problemy z obcym jezykiem zniknely. Rozmawialismy o wszystkim, smialismy sie.
Nikt po nim juz mnie tak nie rozsmiesza. A potem jego wzrok sie zmienil,
jeszcze nigdy nie widzialam tak bardzo "maslanych" oczu. Pomyslalam: co ja
narobilam? przeciez ja za rok wychodze za maz... Nie potrafilam mu spojrzec w
oczy kiedy poprosil mnie o numer telefonu. Przeprosilam. Powiedzialam ze nie
jatem sama. Tego wieczoru upilam sie. Nie moglam przestac myslec o nim,
mialam wyrzuty sumienia. Kolejne dni, tygodnie wspominam jak klatki wyciete z
filmow typu love story. Spojrzenia w tych samych momentach, usmiechy, szybkie
rozmowy, zeby nie zwrocic czyjejs uwagi, poszukiwanie sie wzrokiem w pracy,
na stolowce, na korytarzach, na parkingu. Mijanie sie w kazdy piatek po
poludniu na tej samej ulicy. Nie zatrzymywalismy sie wtedy, bo zwykle bylismy
z przyjaciolmi. Nikt nie mogl sie dowiedziec o naszym romansie. Przynajmniej
dopoki nie podejme ostatecznej decyzji dotyczacej mojego wieloletniego
zwiazku. Romans. Dotad to slowo brzmialo dla mnie obco, jakby zostalo
wymyslone jedynie dla potrzeb Hollywood. Dzis nie moge inaczej nazwac tego co
przezylam. Po tygodniu dni i nocy wypelnionych myslami o Nim zwyczajnie
podeszlam i poprosilam o numer telefonu. Podyktowal mi go o nic nie pytajac.
Zwlekalam kilka dni, a potem wyslalam sms-a. I tak sie zaczelo. Pisalismy do
siebie codziennie, w koncu napisal, ze chcialby miec randke ze mna. Nie
zaproponowal, nie wypadalo proponowac randki zajetej dziewczynie. Napisal
tylko, ze by chcial. Nie mielismy duzo czasu, nie chcialam wzbudzac niepokoju
swoja nieobecnoscia w domu. Sluchal opowiesci o mojej tesknocie za
przyjaciolmi w Polsce, o moim niesfornym dziecinstwie. Ja sluchalam o cieplym
o poranku morzu w Afryce. Odsunelam sie kiedy mnie pocalowal. Powiedzialam,
ze nie mozemy. A on, ze bedzie czekal i jesli kiedys bede gotowa, zebym mu
dala znak. Od tej pory byl ze mna kazdej nocy. W snach. Uwielbialam wtedy
snic. Kladlam sie wczesnie spac, zeby znow byc z nim. A rano wstawalam z
radoscia, ze juz wkrotce zobacze go na zywo. A po pracy sms-y. Pewnego dnia,
chwile po zakonczeniu pracy napisal mi ze juz teskni. I ze lubi mnie "za
bardzo".Nastepne spotkanie zainicjowalam ja. W kwietniowy, deszczowy wieczor,
na parkingu nad morzem, calowalismy sie na tylnym siedzeniu jego samochodu,
ukryci za zaparowanymi od naszych oddechow szybami. Gdyby ludzie zywili sie
calowaniem to moglabym powiedziec, ze zachowywalismy sie tak, jak bysmy nie
jedli przez kilka ostatnich miesiecy. Tego wieczoru zrobil cos, czego nikt
jeszcze nie zrobil. Nie w taki sposob. Wzial w reke moja dlon, przygladal jej
sie chwile, a nastepnie uniosl do ust i delikatnie pocalowal. Tak sie nie
robi, kiedy nie mysli sie o kims powaznie. Nie tak jak on to zrobil. Po tym
spotkaniu bylo jeszcze jedno, ktore przerwal nam wazny telefon od jego brata.
Mielismy sobie na nim wyjasnic nasze uczucia, ale nie zdazylismy tego zrobic
do konca. Dowiedzialam sie tylko, ze chce byc ze mna i ze jakakolwiek podejme
decyzje, on sie z nia zgodzi. Wyjasnilam mu, ze chce go jeszcze lepiej
poznac, a moja decyzja nie jest latwa do podjecia poniewaz moj zwiazek trwa
juz 5 lat. Powiedzial, ze rozumie. Nie spotkalismy sie juz wiecej. W pracy
staral sie zachowywac normalnie, ale pewnego ranka odebralam wiadomosc, z
ktorej wynikalo ze czuje sie winny, ze rozbija moj zwiazek. Nie wiedzial, ze
bylam z moim partnerem tak dlugo. Nie pomogly wyjasnienia, ze nie powinien
sie winic, bo moj zwiazek zaczal sie rozpadac juz wczesniej. Napisal tylko,
ze zalezy mu i prosi, zebym dala sobie duzo czasu do zastanowienia. Od tej
chwili praca zaczela byc dla mnie meka. Nie potrafilam sie skupic na niczym,
na stolowce siadalismy od tej pory plecami do siebie, a kiedy sie mijalismy
mialam lzy w oczach. Czasami probowal sie usmiechnac, ale nie potrafilam tego
odwzajemnic. Po kilku tygodniach nie przyszedl do pracy. Mialam pretekst,
zeby wyslac sms-a (w ten sam sposob zreszta wyslalam pierwszego). Odpisal.
Zostal kontuzjowany na meczu. Napisal, ze prawdopodobnie juz nie wroci do
pracy. Probowalam sie wtedy z nim spotkac ale nie udalo sie. To bylo w
czerwcu. Prawdopodobnie wyjechal stad. Moze wroci... Czasami jest dobrze,
czasami chce plakac. Kazdego dnia mysle o nim i o mojej pieknej bajce, w
ktorej zylam tak krotko. Spacerujac po ulicach, mam nadzieje ze sie spotkamy.
Kocham to male miasteczko, w ktorym Go poznalam, kocham skrzyzowanie, na
ktorym mnie wysadzil po pierwszej randce. Jestem nadal z moim narzeczonym,
ale na 90% jestem pewna, ze to tylko kwestia czasu. Nie pasujemy do siebie.
Nadal nikt nic nie wie, a ja marze, ze ktoregos dnia razem pokarzemy
wszystkim to, co kiedys tak dobrze ukrylismy.