seew
15.06.05, 13:33
być może na fali dyskusji na forum w czerwcowej "Mieszkaniu i Wspólnocie"
pojawił się z nagłowkiem "artykuł dyskusyjny" tekst "GDy nie ma bezwględnej
większośći". Autor Marian Kalwary pisze, że jedynym wyjściem z sytuacji małej
frekwencji na zebraniach jest "uznanie, że ustawa nie zakazuje przyjęcia jako
formuły obowiązującej, brania pod uwagę tylko głosujących (na zebraniu i w
trakcie indywidualnego zebrania) Aby bnadać takiemu postępowaniu większą
wiarygodność powinno się na zebraniu przegłosować uchwałę legitymującą ten
sposób liczenia głosów (udziałów)."
1. Czy uchwałę uwiarygadniającą taki sposób liczenia głosów autor proponuje
podjąć większośćią głosujących czy wszystkich właściiceli? Tego autor nie
wyjaśnił. Jednocześnie chce uwiarygadniać inne liczenie głosów niż
przewidziała ustawa więc nie jest chyba przekonany do swej interpretacji
(stwierdza, że prawników pytać nie warto bo mają różne zdania - to kogo
warto?).
2. W tekście tym, ukazującym się w fachowym piśmie, powinna znaleźć się
oczywista dla wszystkich informacja, że sposób liczenia głosów jaki proponuje
autor (większość głosujących) można zapisać w umowie określającej sposób
zarządu nieruchomością wspólną zawartej notarialnie między właścicielami. I
problem z głowy. Ale pisanie że "należy uznać" że ustawa mówi coś innego niż
jest w niej zapisane jest nieprofesjonalne.
3. Wiemy wszyscy, że wiele wspólnot wykonuje uchwały mimo braku głosów
wymaganej większości właścicieli. I w porządku, póki nikt się temu nie
sprzeciwia , a zarząd pracuje rzetelnie i uczciwie można nie traktować
przepisów jako przeszkody w funkcjonowaniu wspólnoty. Ale nie należy
upowszechniać interpretacji przepisów na podstawie praktyki, która jest od
nich inna. Mozna co najwyżej postulować zmianę przepisów a nie pisać
że "należy uznać".
P.S. Swoją drogą prawa generalnie nie należy traktować zbyt poważnie.