zainteresowana_tematem
19.06.09, 13:45
Wspólnota składa się z dwóch małżeństw (2+2) i 1 osoby. Jedno z
małżeństw z tą osobą znajduje się w stanie wojny. Drugie małżeństwo
stara się nie wtrącać w konflikt pomiędzy tamtymi. Osoba przed
zniesieniem współwłasności oraz przed wydzieleniem lokali przerobiła
sobie samowolnie pomieszczenie gospodarcze na sklep, do czego
przyczepił się PINB. Kazał zalegalizować samowolę, a gdy tego nie
zrobiła, wydał decyzję o przywróceniu pomieszczenia do poprzedniego
stanu. Po 3 latach trwania sprawy w zawieszeniu osoba rozpoczęła
starania o zgodę na przebudowę (wstawienie witryny sklepowej oraz
zamontowanie dwóch kominów wentylacyjnych w ścianach wspólnych) oraz
przekwalifikowanie pomieszczenia na lokal usługowo-handlowy. W
oświadczeniu o prawie dysponowania nieruchomością na cele budowlane
oświadczyła (i podpisała się), że posiada umowy-zgody wszystkich
pozostałych współwłaścicieli na wykonanie prac adaptacyjno-
budowlanych. Z małżeństwem, z którym nie utrzymuje żadnych
kontaktów, miała umowę sprzed 3 lat (podział na lokale i powstanie
dużej wspólnoty mieszkaniowej w budynku miał miejsce 2 lata temu),
natomiast w kwietniu tego roku podsunęła papier drugiemu małżeństwu,
które "umowę" z nią podpisało, tłumacząc się teraz, że "myślało, że
tak można". Wszyscy właściciele otrzymali powiadomienie ze
starostwa, iż rozpoczęło się postępowanie administarcyjne oraz że
wymagane przepisami dokumenty złożone przez tę osobę spełniają
wymogi prawne. Małżeństwo złożyło do starostwa (konkretnie do
wydziału archit. i bud.) pisemne oświadczenie, że tamtą umowę sprzed
lat uważają za nieważną, ponieważ w późniejszym czasie zmieniła się
sytuacja prawna budynku (nastąpiło zniesienie współwłasności,
wyodrębniono lokale własnościowe), ale wydział pozostał głuchy na
kolejne monity do nich kierowane. Ostatecznie przysłano wszystkim
właścicielom decyzję starosty, zawierającą zgodę na przebudowę i
przekwalifikowanie komórki w lokal handlowo-usługowy. Od decyzji
starosty przysługuje odwołanie do wojewody i rzecz jasna małżeństwo
skorzystało z tego prawa, mając jeszcze nadzieję, że starosta -
przed wysłaniem odwołania do wojewody, dokładnie przeanalizuje
dokumenty, starając się jednak dowiedzieć, o co tym dwojgu chodzi,
że tak "się pultają". Ale gdzie tam! Starosta napisał, iż na tym
szczeblu nie dopatrzono się żadnych nieprawidłowości i przekazał
sprawę do rozpatrzenia wojewodzie. Wszystko zawisło w próżni, a
osoba (sądząc, że małżeństwo w sposób maksymalny utrudnia jej - jak
mówi - przekwalifikowanie komórki (!)) szaleje - pisze donosy na
tamtych, rozpowiada po mieście głupoty na ich temat. Ostatecznie
traci czas na bzdurne działania, nie próbując się w najmniejszym
stopniu dowiedzieć, w jakiej sytuacji obecnie się znajduje jako
wspówłaścicielka nieruchomości oraz jakie ma prawa jako członek
dużej wspólnoty mieszkaniowej. No a urzędnicy... wiadomo, jaką
sytuację przedstawi im petent i co poświadczy pod odpowiedzialnością
karną - tego się kurczowo trzymają. Najpewniej sprawa skończy się w
prokuraturze. No i może w WSA albo i dalej, jeżeli urzędnicy
wojewody przejrzą dokumentację po łebkach, między jednym łykiem kawy
a drugim. Oj życie, życie...!