ostrzeszowianka
18.10.09, 19:04
Juz kiedys pisalam na tym forum o moich klopotach z weterynarzem i problemach zdrowotnych mojego psa. Moj problem polega na tym ze lekarz weterynarii leczyl mi psa 5 miesiecy . Pierwsze badania krwi , moczu wykonal po dwoch miesiacach.Kolejne badania to usg , rtg. Rozpoznanie to niewydolnosc watroby.Przed badaniami leczyl mi psa glownie sterydami i witaminami. Kiedy sie oburzylam dlaczego nie robi badan stwierdzil ze pies jest za stary na leczenie( 17 lat). PO mojej interwencji i doslownie wymuszeniu zeby zrobil badania , w koncu je wykonal.Kolejna interwencja to podanie psu kroplowek. Piesek dostal ok 10 kroplowek.W miedzy czasie pies mial zrobiona biopsje watroby. Niestety pan weterynarz przepraszal za swoje poczatkowe zachowanie, wziol sie ostro do leczenia.Kiedy bywalam u niego w weterynariipan doktor bywal bardzo mily i uczynny , obiecywal bardzo duzo , ale widzialam tez poprawe stanu zdrowia mojego pupila. Okazalo sie po czasie ze lekarz z przyjaznych stosunkow zrobil sobie intryge i zarty z mojej osoby i psa. Jak sie okazalo jako wlascicielka urazilam jego meska ambicje , podwarzajac jego leczenie zaraz na poczatku. Zaczal mnie osmieszac w obecnosci technika ktory jest pracownikiem , ze mam bardzo dziwny stosunek do mojego pupila, ze moja osoba i zachowanie jest w stosunku do niego wulgarne, narobil plotkow u naszych wspolnych znajomych.Doszlo do tego ze rozmawial z innymi klientami na moj temat i mojego psa. Glosno i wyraznie stwierdzil na co moj pies jest chory i co ciekawe stwierdzil ze kazda wizyte u niego mam za pol darmo co nie bylo prawda. Zawsze placilam tyle ile rzadal ., dodam ze ma kase fiskalna ale nigdy niewystawil mi zadnej faktury za uslugi jakie wykonal. Malo tego doszlo do awantury , osmieszyl mnie w obecnosci policji ze ja mu sie narzucam a on ma zone i nie pozwoli aby jego zona sie niepokoila moja osoba ze bywam w weterynarii. Na koniec uslyszalam kilka bardzo brzydkich slow pod moim adresem, a moj pupil byl szarpany i nawet kopniety przez technika weterynarii. Zabralam psa i rzadalam wystawienia opisu leczenia, niestety zostalam wyprowadzona sila z lecznicy. Aby odzyskac dokumentacje leczenia wyslalam list polecony z prosba o wydanie papierow. Po 2 tygodniach otrzymalam badania krwi , moczu i opisy rtg i usg - nie posiadam zadnego zdjecia badan. Nie zgadza mi sie ilosc badan , oraz ilosc uzytch wenflonow . Leczenie zostalo zakonczone ze wzgledu na konflikt prywatny i zazdrosc zony ktora niby jest wielka milosniczka zwierzat ,jest Inspektorem wetery., tropi dzikie chodowle psow a pozwala na takie zachowanie meza. Problem moj polega na tym ze mam zamiar ta sprawe zglosic do Izby Lekarskiej , lecz z tego co juz slyszalam to kolega koledze nie zaszkodzi. Jak myslicie co ja moge dalej z tym wszystkim zrobic?Boli mnie to ze moj 17 letni pupil pierwszy raz tak zachorowal i byl kopany , pomijajac fakty tego jak ucierpial wizerunek mojej osoby, i jakie mam zle samopoczucie psychiczne. Co moge zrobic z taka sytuacja? wiem ze smiesznie to wyglada ale przezylam to na wlasnej skorze i nikomu tego nie zycze.Czy powinnam otrzymac zdjecia rtg do reki?