Dodaj do ulubionych

śmierć psa

08.04.20, 21:58
Torek, Piesio-Toresio, tak na niego ostatnio mówiłam. Kochany piesek, który wszystko rozumiał. Był z nami 11 lat. Od małego słodkiego szczeniaczka, który wszystko podgryzał. Pierwszy jego rok życia to była masakra, taki był szkodnik. Pożarł tapetę na przedpokoju, wykładzinę w sypialni. Kiedy byliśmy w pracy a Syn w przedszkolu, on baraszkował. Wszystko, co wystawało, jakiś sznureczek, skrawek, po prostu sobie ciągnął. Ciągnął i rozrywał. A my wracaliśmy do domu i się zastanawialiśmy, czy tym razem mieszkanie będzie całe. Pamiętam ten pierwszy moment po otwarciu drzwi, kiedy Torek leżał przyklejony do podłogi, wiedzieliśmy od razu, że coś zbroił. W tym pierwszym roku okazało się tez, że Torek kundelek ma ogromną dysplazję, w związku z czym pojawiło się ryzyko, że z czasem może przestać chodzić na tylnych łapach. Potem, kiedy skończył rok, przestał świrować, uspokoił się i chyba chodził spać pod naszą nieobecność. A czasem, kiedy z różnych powodów wracaliśmy wcześniej, wychodził z pokoiku zdziwiony, że mu dezorganizujemy jego dzień. Okazał się też być psem-alergikiem uczulonym na świeżo skoszoną trawę… W 2013 r. Mąż miał wypadek, uszkodził kolano, długo leżał unieruchomiony. Ale Torek w końcu był szczęśliwy, w końcu miał towarzystwo. Wtulał się zawsze w mężowskie zgięcie w kolanie i spał całe przedpołudnia. Potem w taki sam sposób wtulał się w męża w nocy. Syn dorastał razem z Torkiem, im był starszy, tym więcej wychodził z domu, a my z Mężem spędzaliśmy z Torkiem coraz więcej czasu. Pamiętam z tamtych czasów, jak Torek cieszył się na spacerek. Wystarczyło powiedzieć: „gdzie smyczka?” a już był przy drzwiach, skakał z radości i nie mógł się doczekać, kiedy wyjdzie na spacer. Kiedy się jeszcze sami nie zdążyliśmy ruszyć, wracał po nas i zaglądał łebkiem z przedpokoju. Dla niego to była wyjątkowa frajda, bo z reguły wypuszczaliśmy go tylko do naszego ogrodu. Miał tu mnóstwo przestrzeni, ale to jednak nie było to samo co zwiedzanie „obcego” świata poza podwórkiem. Pamiętam też, że miał swoje smakołyki, bardzo lubił surową marchewkę, kiedy tylko usłyszał, że obieram warzywa, np. do zupy, już był przy mnie i tuptał z niecierpliwością, bo chciał koniecznie kawałek marchewki do schrupania. W ogóle reagował na otwarcie lodówki, choćby nie wiem, jak był zmęczony czy śpiący, otwarcie lodówki powodowało, że od razu materializował się w kuchni i czekał na coś, co być może uda mu się wyżebrać od „Pańciów”. A jeszcze, kiedy się zawołało: „a ja coś mam…”, przybiegał, mało nóg nie łamiąc, bo wiedział, że tym razem jest to jakiś smakołyk specjalnie dla niego. Był bardzo rezolutny, uczył się szybko, wystarczyło pokazać mu coś 3-4 razy i „łapał” o co chodzi. Nauczyłam go np. kichania na zawołanie, ja mówiłam: ‘a psik” a on mi odpowiadał, kichając. Skutecznie też rozładowywał napięcie. Cieszył się nawet na przyjście listonosza, nie było w nim żadnej agresji. A czasem wystarczyło zapiszczeć, albo krzyknąć „ała” a Torek już był w postawie obronnej i szybko przechodził do zabawy. Ciągle, mimo upływającego czasu, wyglądał na szczeniaczka, miał piękną błyszczącą białoczarną sierść, białe ząbki… (koleżanki z pracy córka powiedziała, że jest „krowiasty” 😊). Nadal potrafił skoczyć pionowo w górę jak piłeczka, kiedy się na coś cieszył albo witał kogoś kogo bardzo lubił i dawno nie widział. W końcu jednak zaczęliśmy zauważać, że się starzeje, nie po wyglądzie, nadal ścigał się po podwórku i obszczekiwał inne psy i dzieci z ulicy. Po zachowaniu było jednak widać, że Torek ma już swoje lata. Kiedy nas nie było w pokoju, gramolił się do łóżka, odgrzebywał sobie jeden róg kołdry przykrytej kapą i wciskał się do kącika, żeby się ogrzać. Czasem, kiedy wracaliśmy skądś, nie witał nas tylko się patrzył spod oka, nieufnie – do czasu aż się z nim nie przywitaliśmy. Na spacerach męczył się znacznie szybciej, bo szybciej przestawał się ciągnąc na smyczy. Nic jednak nie zapowiadało takiej tragedii. Zauważyłam w poniedziałek, że od dwóch dni Torek przestał jakby jeść, a nawet pić. Zaczęłam go zachęcać do picia, naszykowałam coś smaczniejszego niż zwykła woda i próbowałam namawiać do picia. Następnego dnia ugotowałam mu lekkiego rosołku na piersi z kurczaka. Mięso z marchewką podrobiłam, ale generalnie chodziło o to, żeby się w końcu czegoś więcej napił. Zachęcaliśmy go również z Synem do jedzenia tego, co zwykle zajadał ze smakiem. Niby to wszystko jadł i pił ale to było takie z musu, myślałam, że może go bolą zęby albo gardło, bo gdzieś się przeziębił. Nie było na co czekać, pojechaliśmy do wetki. Powiedzieliśmy co się dzieje, że Torek przestał jeść, pić, że widzimy że schudł. Zrobiła mu wyniki, obejrzała go, dała zastrzyk przeciwzapalny i kazała się stawić jutro. Następnego dnia przyjechaliśmy, pierwsze co, to oczywiście wyniki. Wyszły okropne, w badaniu obrazującym stan zapalny-nowotworowy wyszło ponad 2000 jednostek, kiedy norma wynosi 150. Wetka zdecydowała się na szybkie USG. W trakcie badania zauważyła, że Torek ma prawie białą skórę. W badaniu widać było krew i dużego guza… To było straszne. Od naszej domowej diagnozy z bólem zęba, przeszliśmy do wyroku: pęknięty rak śledziony…. Baliśmy się wcześniej, że Torkowi będzie groził wózek na tylne łapki, a tu takie coś… Dostaliśmy info, że dajemy jeszcze dziś zastrzyk, że może coś pomoże, że jeszcze jutro sprawdzimy morfologię… ale, że właściwie nic już nie można zrobić, że gdyby guz nie pękł, może Torek jeszcze nie odczuwałby skutków tego, że go ma, ale w tej sytuacji to kwestia może dni, może godzin… Zgodziliśmy się oczywiście na zastrzyk, licząc chyba na cud. Znów przyjechaliśmy, w piątek 13 marca, na wizytę, morfologia była tragiczna, o wiele gorsza niż ta ze środy. Chcieliśmy zabrać Torka do domu, pobyć z nim jeszcze, pożegnać się, ale nie chcieliśmy też narażać go na cierpienie w bólu jeszcze większym, żeby – gdyby jego stan się bardzo pogorszył – wył z bólu, kiedy my szukalibyśmy jakiegoś weterynarza, który by mu ulżył. Wetka powiedziała, że jeśli on nie je i nie pije, będzie coraz gorzej, dla psa nawet kilka godzin bez picia powoduje, że pies staje się odwodniony, a Torek tak naprawdę nie pił już sam z siebie kolejny dzień. Do tego ten krwawiący guz. Powiedziała nam, że Torek już cierpi, tylko robił zawsze wszystko, żeby nas zadowolić i po prostu nie pokazuje swojego cierpienia. Do tego ten pieprzony „koronawirus”, który już zaczynał sprawiać, że każdy z rezerwą pozwalał na kontakty z innymi ludźmi, nie wiedzieliśmy czy jeszcze ktoś będzie chciał nas gdzieś przyjąć. Zdecydowaliśmy się na eutanazję. Byliśmy z Torkiem do końca. Uspokoiliśmy go, powiedzieliśmy że teraz już będzie wszystko dobrze. Wiedzieliśmy, że nam ufa i wierzy, że jego „Pańcie” w końcu mu pomogą, przestanie go boleć i znowu się będzie do nas przytulał i się z nami bawił. Że wróci z nami po prostu do swojego domku. Ale nie było to już możliwe… Bardzo nam go brakuje… Nadal ścielimy łóżko tak, żeby Torek mógł wgramolić się po poduszce na parapet, z którego zawsze obserwował, czy już wracamy z pracy i ze szkoły, choć już się nie wgramoli. Nadal Syn, choć ma już 20 lat, wychodząc z pokoju od siebie, rozgląda się za Torkiem, żeby do niego podejść i się poprzytulać. Nadal, kiedy wracamy z pracy, rozglądamy się za Torkiem, żeby się z nim przywitać. Wspominamy ostatniego „sylwestra”, kiedy razem z Torkiem oglądaliśmy fajerwerki, bo Torek był wyjątkowy i nie bał się wystrzałów petard.… Zna ktoś lekarstwo, jak pozbyć się tęsknoty za najmilszym członkiem naszej rodziny?
Obserwuj wątek
    • marynika123 Re: śmierć psa 26.04.20, 14:31
      Bardzo smutne. Ja też znam ten ból chociaż mija już 11 lat odkąd odszedł nasz przyjaciel. Jeszcze czasem, gdy wracam do domu mam wrażenie, że zaraz przyjdzie się przywitać radośnie merdając ogonem . Ale nie przychodzi... Szczerze współczuję.
    • wkkr Re: śmierć psa 29.04.20, 13:00
      Jest takie lekarstwo, trzeba przyjąć następce. Podobnej wielkości, podobnego charakteru.
      Wiem co mówię. Pikusia nie ma już 8 lat. Reksio jest z nami już 7 lat.
      Oba genialne ale każdy na swój niepowtarzalny sposób.
      Czasem sie nawet zastanawiamy jakby to było jakby się u nas spotkały....

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka