Dodaj do ulubionych

Moja Buba ['] 17.11.2005

03.05.06, 14:32
To nieprawda, że z czasem mniej boli. Jak widzę zdjęcia psów podobnych do
mojej Bubu, ryczę. Byla ze mną całe 14 lat. Piękny dorodny owczarek niemiecki,
którego wykarmiłam kroplomierzem bo była tycia jak okruszek - jej mama miała
za duzy miot, Buba była najmniejsza i suka część szczeniąt odrzuciła. Trafiła
do mnie o wiele za wcześnie, mało szans jej dawano, zwłaszcza, że dość
poważnie zachorowała jak była jeszcze psim noworodkiem. Nic dziwnego, zero
odporności. A jednak się udało i psiak wyrósł wielki i dorodny. Strasznie
mądra bestia, grzeczna - oczywiście miała swoje wyskoki i godziny szaleństw,
ale była cudnym futrzakiem. Wszyscy weci i postronne jednostki zachwycali się
jej jedwabistą sierścią, nawet w wieku podeszłym wyglądała ciągle na młodszą
niż w rzeczywistości. Opłaciło się gotowanie kaszki czy ryżu z mięchem i
warzywami (nie przepadała za gotowym żarciem). Nie chorowała zbyt dużo. W
wieku 10 lat mieliśmy trochę grozy, lekarz znalazł guza na listwie mlecznej.
Potem coś bardzo dziwnego - okropny guz na barku. Operacja już w wieku lat 12,
więc strach - jak przezyje narkozę w tym wieku? Zniosła calkeim dobrze. W tym
wieku zaczęły się problemy typowe dla owczarków - zanik mięśni w tylnych
łapach. W ogóle nie dopuszczałam do siebie tej mysli, nie chciałam tego
widzieć. Masowałam jej łapki, podawałam preparaty na wzmocnienie. No ale pies
ciągle był wesoły, na spacerach biegał, od czasu do czasu się potykał... W
maju zeszłego roku pies nagle przestał chodzić. Wstajemy rano, chcę iść na
spacer, Buba wstaje - łapy się rozjeżdżają, pies się przewraca. Do tego
wymiotuje i wygląda marnie. Wpadam w histerię (to u mnie zawsze pierwsza
reakcja). Obdzwaniam wszystkich możliwych lekarzy, szukam kogoś z polecenia,
bo mam złe doświadczenia z poprzednich zabiegów Buby. Znalazłam wspanialego
lekarza, przyjeżdża do nas do domu, również w święta i neidziele, aplikuje
leki. To na szczęście nie wylew i nie paraliż jak sobie wyobrażam, zespól
przedsionkowo-jakiś tam, coś z nerwem błędnym. Pies po 2 tygpdniach dochodzi
do siebie, a mi kamień spada z serca. Choroba wraca jesienią, mimo naszego
chuchania i dmuchania na psiaka. Tym razem idzie gorzej. Buba nie zdrowieje
tak szybko. Dostaje coraz silniejsze leki. Najgorsze jest w ciągu dwóch
tygodni sunia przestaje się ruszać. Nie może wstać nawet na siusiu.
Uświadamiam sobie że nie mogę przedłużać agonii. Rozmawiam z naszym lekarzem,
który jest ostatnia osobą, któa uśpiłaby zwierzaka, gdyby dało się coś zrobić.
Ale szczerze mi mówi, że Bubucha cierpi. Ryczę jak głupia. Nie pomaga mi moja
siostra - jest od psa starsza o dwa lata, wychowywały się razem, pies w jej
świadomości istaniał od zawsze. Nie akceptuje decyzji o uśpieniu, ryczy
jeszcze gorzej ode mnie. W międzyczasie obie bardzo ciężko chorujemy na
zapalenie płuc (nie wierzę, ze odchodzenie naszej psiny nie miało na to
wpływu). Proszę pana dr by uśpil ją u nas w domu. Odchodzi na moich kolanach,
cały czas ją głaszczemy, rozmawiamy z nią...
Dlaczego nasze zwierzaki tak krótko zyją. Minęło już tyle miesięcy, a ja na
wspomnienie B. nie mogę przestać ryczeć. Czuję się winna, że może można było
coś zrobić, że może gdyby... Pocieszają mnie wszyscy, lekarz, rodzice, znajomi
- Buba miała ze mną dobre życie, nigdy nie była bita, była kochana przez
wszystkich, dbałam o nią jak o własne dziecko. Tylko ta straszliwa pustka
(wiem że psiarze i kociarze mnie zrozumieją, jak powiem, że nigdy nie
opłakałam śmierci nikogo z rodziny tak jak mojej Buby...).

Uczucie pustki jest tak straszne, że nie mogę wytrzymać. Obiecuję sobie szybko
przygarnąć jakąś sierotę jak tylko będę mieć warunki (szukam dla siebie
mieszkania). Niedawno kupiłam wreszcie własne duże M, a od soboty jest ze mną
Reksio - bardzo psi kilkumiesięczny kocio (ze względu na pracę, w której
spędzam teraz strasznie dużo czasu, nie mogę sobie na razie pozwolić na psa).
Jest trochę lepiej, człowiek ma się czym zająć - zwłaszcza że kocio ma objawy
sierocej choroby, jest trochę zaniedbany i chory na koci katar - dobrze że
wykazałam sie przytomnością umysły i od razu pokazałam małego lekarzowi. Na
początku wakacji Reksio dostanie jakąś kocią towarzyszkę, uważam, że to mój
obowiązek uratować jakieś kocie istnienie, skoro mam na to warunki i pieniądze...

Ale ciągle jak widzę podobnie umaszczonego owczarka, serce mi pęka w pół :(
Obserwuj wątek
    • romanska.3463 Re: Moja Buba ['] 17.11.2005 04.05.06, 08:48
      Olu,
      rozumiem Cię doskonale. Wiele, wiele miesięcy opłakiwałam moją Agunię. Pomogły
      mi przezwyciężyć te ciężkie chwile moje psie znajdy.
      Z czasem będziesz wspominała te wspaniałe chwile spędzone z Bubą.
      Tymczasem tulę Cię do serca.
      Ola

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka