andrzejekk
29.12.03, 11:26
Witam, to kolejne forum, na którym o to pytam, nic innego nie moge zrobić, a
lepsze pytanie niż bezczynne siedzenie. Co się dzieje:
Mam problem z kotką, weterynarze nie wiedzą co się dzieje, może Wy na coś
wpadniecie... Kotka (niecałe 1,5 roku) była osowiała, mało się ruszała,
jadła(!) piasek z kuwety, była wzdęta. Pojechliśmy do weterynarza, okazało
się, że jest zapalenie gardła, w jamie ustnej nadżerki z ropą. No dobra,
dostała antybiotyk, co dwa dni grzecznie jeździliśmy na zastrzyki, było
lepiej. Do wczoraj... Wczoraj wieczorem kotka dostała bólów brzucha (przy
delikatnym głaskaniu piszczała z bólu), pojechaliśmy wieczorem do weterynarza,
dostała silniejszy antybiotyk, leki na rozkurczenie i z przykazaniem, żeby
dzisiaj przyjechać na zastrzyk wróciliśmy do domu. Nie było widać poprawy,
zwalałem to na to, że może leki nie zaczęły działać. W nocy był spokój, do
czasu... Około 6:30 zbudziło mnie piszczenie, zobaczyłem małą leżącą na
podłodze i piszczącą (momentami przypominało to krzyk) z bólu. O godzinie 8
zameldowaliśmy się u weterynarza. Temperatura: 35,5(!!!), dostała leki
rozkurczające, glukozę podskórnie, cośtam jeszcze. Teraz leży i od czasu do
czasu piszczy, próbuje chodzić, ale nie rusza prawą tylną łapką, ciąga ją za
sobą. Przed chwilą oddała mocz, intensywnie żółty (nic dziwnego, skoro jest
odwodniona, to mocz jest zagęszczony, stąd kolor). Mało pije, nie chce jeść.
Była odrobaczana, więc nie jest to raczej pasożyt, na podwórko nie wychodziła
od około miesiąca, więc nie jest to raczej zatrucie czymś, co mogła zjeść na
podwórku. Może to zalegający piasek?
Obecnie kotka jest u weterynarza w inkubatorze, zostanie porządnie zbadana.
Martwię się :(
Pozdrawiam
Andrzej