slezan
09.11.04, 17:20
Rozpoczynam nowy wątek, bo dyskusja o Józefia Kożdoniu rozpętała się pod
hasłem, które niewiele ma wspólnego z tą historyczną postacią.
Niektórzy z uczestników polemiki użyli pod adresem Kożdonia najcięższych
epitetów ("zdrajca", "hitlerowiec"). Nie byli jednak w stanie wykazać, że
Kożdoń szkodził z premedytacją niewinnym ludziom, inicjował represje itp.
Przyjęcie honorowego obywatelstwa Cieszyna z rąk nazistów i udział w pracach
komisji przyznającej volsklistę z pewności nie są powodem do chwały. Kożdoń
to nie postać pokroju Bonhoeffera, który odważnie, z podniesioną przyłbicą
krytykował nazizm od jego zarania. To nie ulega wątpliwości. Czy jednak to co
robił uprawnia do określania go mianem "kanalii"? Jeżeli w swej działaności
po 1939 roku nie szkodził innym, a niektórym (w tym swoim politycznym
przeciwniokm) wręcz pomagał, załatwiając im DVL, czy mamy prawo używac wobec
niego tak ostrych sformułowań?
Pozostaje też kwestia zdrady. Kogo zdradził Kożdoń? Komu winien był lojalność?
Czy nie jest aby tak, że Kożdoń był patriotą CK Monarchii i tylko ją uważal
za swoje państwo? Czy nie jest tak, że żadne z państw narodowych nie było
jego państwem, jednak ze względów pragmtycznych Kożdoń dochowywał mu
posłuszeństwa, dopóki istniało? Czy nie jest wreszcie tak, że osieroconemu
przez Austro-Węgry Kożdoniowi pozostała jedna jedyna ojczyzna - Śląsk, i jej
starał się w swoim rozumieniu najlepiej służyć?
Trudno uznać Kożdonia za bohatera najnowszej historii, ale równie trudno
widzieć w nim nikczemnika.