lotos.flower
25.11.07, 21:41
Może komuś humor poprawi:))
Droga Matulu, Drogi Tatku!
Dobrze mi tu. Mam nadzieję, że Wy, wujek Józek, ciotka
Lusia, wujek Antoś, ciotka Hela, wujek Franek, ciotka Basia, wujek
Rysiek oraz Heniek, Stefan, Garbaty Bronek, Mańcia, Rózia, Kachna,
Stefa, Wandzia ze swoim Zenkiem i mój Zdzisiek też zdrowi.
Powiedzcie wszystkim, że to całe wojsko to super sprawa.
Nasze Rokicice Górne się nie umywają. Niech szybko przyjeżdżają i
się zapisują, póki są jeszcze wolne miejsca.
Najpierw było mi trochę głupio, bo trza się w wyrku do
6-tej wylegiwać, że aż nieprzyzwoicie człowiekowi... Żadnych bydląt
karmić, doić, gnoju wywozić, ognia w piecu rozpalać... Powiedzcie
Heńkowi i Stefanowi, że trzeba tylko swoje łóżko zaścielić ( można
się przyzwyczaić ) i parę rzeczy przed śniadaniem wypolerować.
Wszyscy faceci muszą się tu codziennie golić, co nie jest
jednak takie straszne, bo -uwaga- jest ciepła woda. Zawsze!
Powiedzcie mojemu Zdziśkowi, że jedynie śniadania dają tu
trochę śmieszne, nazywaj± je europejskim. Oj cienko się musi w tej
Europie prząść, cienko...
Jedno jajeczko, parę plasterków szynki i serka. Do tego
jakie¶ ziarenka, co to by ich nasze kury nie ruszyły, z mlekiem.
Żadnych kartofli, słoniny, ani nawet zacierki na mleku!
Na szczęście chleba można brać ile dusza zapragnie.(
Koledzy przezywaj± mnie od tego Bochenek...)
Na obiad to już nie ma problemów. Wprawdzie porcje jak
dla dzieci w przedszkolu, ale miastowi to albo mało jedz±, albo
mięsa wcale nie tkną... Chore to jakieś czy co..? Tak więc wszystko
czego nie zjedzą przynoszą do mnie.
Ci miastowi to w ogóle dziwni jacyś są...Biegać to to nie
potrafi. Bić się też nie...
Mamy tu takie biegi z ekwipunkiem. No tak jak u nas,
tylko nie z wiadrami. Krótkie takie. Jak z kościoła do remizy. Po
dobiegnięciu na miejsce to miastowi tylko gały wybałuszają i dyszą
jak parowozy. Nie wiadomo dlaczego ale wymiotują przy tym, i to
czasami z krwią. Po 5-ciu kilometrach i to jeszcze w maskach
ochronnych! A potem to trzeba ich z powrotem do koszar
ciężarówkami zawozić, bo się już do niczego nie nadają.
Na ćwiczeniach z walki wręcz to lekko takiego ściśniesz
...i już ręka złamana! To z tej kawy co ją litrami chleją, i przez
to mięso, co go to nie jedzą...! Najsilniejszy jest u nas taki
Kozłowski z Rembowic koło Gałdowa, potem ja. No, ale on ma 2 metry i
pewnie ze 120 kg, a ja 1,66 m i chyba z 72 kg...bo trochę mi się
ostatnio od tego wojskowego jedzenia przytyło..
A teraz uwaga, będzie najśmieszniejsze! Koniecznie
powiedzcie o tym wujkowi Ryśkowi, Garbatemu Bronkowi i mojemu
Zdziśkowi. Mam już pierwsze odznaczenie za strzelanie!!! A tak
mówiąc szczerze, to nie wiem za co... Ten czarny łeb
na tej ich tarczy wielki jak u byka. I wcale się nie
rusza jak te nasze dziki i zające. Ani nikt nie strzela do ciebie
nazad, jak to u nas bracia Bylakowie, z tych ichniejszych wiatrówek.
Naboje - marzenie...i w dodatku nie trzeba ich samemu
robić! Wystarczy wziąć te ich nowiutkie giwery, załadować, i każdy
co nie ślepy trafia bez celowania!
Nasz kapral to podobny do naszej belferki Gorcowej z
Rokicic. Gada, wrzeszczy, denerwuje się, a i tak nie wiadomo o co mu
chodzi. Trochę się z początku na mnie zawziął i kazał biegać w samym
podkoszulku, w deszczu, po placu apelowym. Dostał jednak raz ode
mnie szklankę tego samogonu od wujka Franka i go o mało szlag nie
trafił. Ganiał potem cały czerwony na pysku po tym samym placu, a
potem przez pół dnia nie wychodził z kibla. Kazał mi następnego dnia
rano butelkę tego frankowego samogonu do samego dna wypić.
Na ex. No i co? I nic! Normalny samogon, taki jaki znam
od dziecka.
Kapral gapi się teraz na mnie podejrzliwie, ale mam już
święty spokój.
Powiedzcie wszystkim, że to całe wojsko to super sprawa.
Niech szybko przyjeżdżają i się zapisują, póki są jeszcze wolne
miejsca.
Całuję Was wszystkich mocno ( a szczególnie mojego
Zdziśka )
Wasza córka Marysia.