mpd3
27.07.08, 08:41
wrzuciłam młodego do basenu z piłkami w jednym z centrów handlowych,
ku jego przeogromnej uciesze. Bawił się przecudnie, czasem sam,
czasem z innymi dzieciakami. Aż tu nagle jakaś mama (a może babcia?)
wpuściła do basenu potwora. Dzidź miał nieco ponad rok jak na moje
oko (ale wielki był jak smok). I od samego początku miał jeden cel:
zadać ból. Komukolwiek, byle mocny. Najpierw niestety padło na
mojego Nata. Potwór chwycił go za stopę i zacisnął na niej swoje -
już nie bezzębne - szczęki z calutkiej siły. Nat nie płacze z byle
powodu, ale się rozbeczał, bo jak zdołałam go wyrwać z basenu, było
już za późno. Potem mama/babcia pilnowała już uważniej swojego
podopiecznego, nawet go z lekka ofuczała. A co powiedziała nam? NIC.
I to mnie oburzyło. Zdałoby się choćby jakieś "przepraszam", prawda?
Później inne dzieci były drapane, kopane, bite w twarz - na tyle na
ile pozwalała nieuwaga tej pani. Koszmar.