dreaded88
20.01.03, 18:48
Jak wszystkim wiadomo Rosjanie zainwestowali w rozwój ciężkich,
naddźwiekowych rakiet okręt/brzeg/samolot-okręt i osiągnęli dość ciekawe
efekty.
Pomijam tu endemiczne systemy "Bazalt" czy "Granit", które nie wyjdą raczej
nigdy poza WMF.
Ciekawsze są rakiety typów "Moskit" ( ok 2 Ma, ok. 170 km ), "Jachont" (
ponad 2 Ma, do 300 km w profilu lo-hi-lo ) i "Klub" ( część ofensywna - ponad
2 Ma, do 300 km ). Dane orientacyjne, ale nie o dokładność chodzi, także nie
o to, że te rakiety mają też wady - są cholernie ciężkie, jest problem
przeładowywania wyrzutni na morzu.
Te typy trafiły/trafią do uzbrojenia Chin i Indii a także do innych krajów,
które zapłacą ( Iran ? Korea Pn ? Wenezuela Chaveza ? ). I tu się pojawia
problem, nie dla US Navy ale dla sojuszników, nie dysponujących
lotniskowcami, a jeśli nawet ( Francja, UK ) to mającymi za małe i za mało.
Otóż te kraje mają w uzbrojeniu co najwyżej Harpoony o zasięgu do 135-150 km.
Zatem mogą przy okazaji jakiejś konfrontacji stanąć w obliczu zespołów
okrętów przeciwnika, który będzie miał nieprzyjemną możliwość odpalania
swoich rakiet spoza zasiegu środków ofensywnych np. naszego sojusznika. Niech
to będzie I faza konfliktu Chiny-Tajwan albo jakieś Falklandy XXI wieku. Albo
wręcz "misja pokojowa" z udziałem polskich okrętów, tylko z Harpoonami albo
RBSami.
Trochę na pewno pomogą w obronie RAMy.
Ale gorzej z kontr-ofensywą. Amerykanie nie mają chyba na razie nic na
warsztacie, europejska rakieta naddźwiękowa ANS zawisła, tylko Tajwan
przebąkuje coś o naddźwiekowym dalekosiężnym Hsiung Fengu III.
Nie jest dobrze.