Dodaj do ulubionych

Najlepszy sredni bombowiec 2 wojny...

19.02.03, 17:44
Łos, Marauder, Wellington czy ...?
Obserwuj wątek
    • Gość: Szef Re: Najlepszy sredni bombowiec 2 wojny... IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 19.02.03, 18:23
      No cóż w tym temacie nie ma jednego faworyta , sądze że zbyt duża liczba
      konstrukcji powoduje powstanie całej mnogości pod ocen. No ale spróbujmy :
      - jeśli chodzi o wytrzymałość konstrukcji : He-111 (czytałem w książce jak w
      czasie bitwy o Anglię jednego Heinkla dopadły 4 Spitfirey , wywaliły całą
      amunicję a "Niemiec" poleciał do bazy)
      - uniwersalność : Mitchel B-25 (za atak na Tokio w 1942 , mnogość wersji ,
      ilość maszyn i całokształt [ MÓJ FAWORYT])

      • serwal Re: Najlepszy sredni bombowiec 2 wojny... 19.02.03, 21:19
        Najlepszym był niewątpliwie B-25 "Mitchel". Szeroko stosowany, w rozmaitych
        wariantach, odegrał znaczącą rolę w zmaganiach nad Pacyfikiem.
        Wśród maszyn niemieckich do najlepszych należał Ju-88 i wersje rozwojowe np. Ju-
        188. Wszechstronność zastosowania była jego atutem - od bombowca, po nocny
        myśliwiec.
        U Japończyków było chyba najgorzej z wyposażeniem w średnie bombowce.
        Najznamienitszy to G4M "Betty". Ale i "Dinah" też był niczego sobie, bo
        stosowano go w roli myśliwca.
      • Gość: Flieger Re: Najlepszy sredni bombowiec 2 wojny... IP: 212.6.124.* 20.02.03, 11:49
        Gość portalu: Szef napisał(a):


        > - jeśli chodzi o wytrzymałość konstrukcji : He-111 (czytałem w książce jak w
        > czasie bitwy o Anglię jednego Heinkla dopadły 4 Spitfirey , wywaliły całą
        > amunicję a "Niemiec" poleciał do bazy)

        To akurat zasluga karabinowej amunicji do angielskich mysliwcow. I kiepskiego
        oka opisywanej czworki mysliwcow :-)

        Pozdr.
        F.
        • serwal Re: Najlepszy sredni bombowiec 2 wojny... 21.02.03, 16:07
          Co do wytrzymałości samolotu He-111 to mam duże wątpliwości. Po nalotach
          niemieckich na Anglię zrobiono ekspertyzy niektórych wraków i okazało się, że
          większość strąceń bombowców zawdzięczano zniszczeniu ich przyrządów
          pokładowych, a nie trafieniom w newralgiczne punkty samolotu, jak np. silnik. W
          wyniku badań wojskowi doszli do wniosku, że uzbrojenie "Hurrican'a" jest za
          słabe, a w "Spitfire'ach" trzeba je wzmocnić.
          • Gość: trooper Re: Najlepszy sredni bombowiec 2 wojny... IP: *.revers.nsm.pl 21.02.03, 16:40
            Hurr i Spit mialy wtedy identycznie 8x 0.303 cal (7.69mm), tak samo
            nieskutecznie rozmieszczone w skrzydlach (prysznic pociskow, skupienie tylko w
            konkretnej odleglosci od celu).
      • Gość: barnaba Re: Najlepszy sredni bombowiec 2 wojny... IP: *.lodz.msk.pl 20.02.03, 18:43
        Gość portalu: Szef napisał(a):

        > No cóż w tym temacie nie ma jednego faworyta , sądze że zbyt duża liczba
        > konstrukcji powoduje powstanie całej mnogości pod ocen. No ale spróbujmy :
        > - jeśli chodzi o wytrzymałość konstrukcji : He-111 (czytałem w książce jak w
        > czasie bitwy o Anglię jednego Heinkla dopadły 4 Spitfirey , wywaliły całą
        > amunicję a "Niemiec" poleciał do bazy)

        Legendarną wytrzymałość miał też radziecki DB-3/Ił-4. Jeden z nich wytrzymał
        bezpośrednie trafienie bombą (która oczywiście nie wybuchła) zrzuconą przez
        samolot lecący wyżej. Przez powstałą dziurę w skrzydle mógł przejść człowiek
        wraz ze spadochronem.
        Liczne są też przypadki powrotu ciężko postrzelanych Iłów do bazy.

        pozdrawiam
    • wielki_czarownik Re: Najlepszy sredni bombowiec 2 wojny... 19.02.03, 18:47
      Moim zdaniem Vickers Warwick - ulepszona wersja Wellingtona z końca wojny.
    • Gość: trooper Mitchell i Drei-Finger-Ju IP: *.revers.nsm.pl 19.02.03, 20:00
      B-25 i Ju-88 - uniwersalne samoloty o bardzo dobrych osiagach
    • Gość: Lukasz z USA Wellington? IP: 12.31.48.* 19.02.03, 20:31
      Po pierwsze Wellington to byl ciezki bombowiec.
      Po drugie Los to byla inna generacja od B-26 Marauder.
      Po trzecie zwyciezaja 3 samoloty:
      B26 Marauder bo uzywany on byl przez USA, France (w indochinach 49-54) i inne
      kraje a calym swiecie dlugo po WW2.
      Drugi zwyciezca to Petlyakov bodajze Pe-2, byl taki szybki ze eskortujace go
      hurricane z normandie niemen nie mogly nadazyc jak Pe-2 lecialy na cruising
      speed, + wyprodukowano go masowo.
      Bonus zwyciezca to Mosquito, bo szybki i efektywny i mogl byc uzywany w duzo
      wersjach + robiony byl z desek :)
      • wielki_czarownik Co?? 19.02.03, 20:42
        Co ty piszesz? Wellington to był ŚREDNI, dwusilnikowy bombowiec, a Mosquito to
        był lekki bombowiec/ciężki myśliwiec! Tu jest Polska i polskie forum, więc
        stosujemy polską nomenklaturę. U nas ciężki bombowieć ma co najmniej 4 silniki
        tłokowe! A Łoś w momencie opracowania był naprawdę nowoczesny, tylko że
        technika wtedy szybko szła do przodu.
        • Gość: Gamling Re: Co?? IP: *.bsipl.com.pl 19.02.03, 21:12
          No niby i racja Wellington to sredni bombowiec. Ale zwroc uwage na sposob jego
          wykozystania! Polecam doskonale ksiazki "Zadlo Genowefy" i "L jak Lucy"
          Anglicy uzywali go przede wszystkim jako ciezkiego bombowca do nalotow
          dywanowych przynajmniej do wprowadzenia na wieksza skale Lancasterow.
          Pzdr.
        • Gość: Gamling Re: Co?? IP: *.bsipl.com.pl 19.02.03, 21:20
          No niby i racja Wellington to sredni bombowiec. Ale zwroc uwage na sposob jego
          wykozystania! Polecam doskonale ksiazki "Zadlo Genowefy" i "L jak Lucy"
          Anglicy uzywali go przede wszystkim jako ciezkiego bombowca do nalotow
          dywanowych przynajmniej do wprowadzenia na wieksza skale Lancasterow.
          Pzdr.
          • wielki_czarownik Re: Co?? 19.02.03, 22:03
            Czytałem te książki - dobre są. Masz rację - Wellington był wykorzystywany
            trochę niezgodnie z przeznaczeniem, ale mimo wszystko konstrukcyjnie był
            średnim bombowcem.
            • Gość: Peron Wellington srednim bombowcem? IP: *.maw.pl 20.02.03, 09:11
              Jak dla mnie sprawa wyglada nieco inaczej. Jesli mamy ochote porownywac
              samoloty z calej wojny to raczej wg. przeznaczenia niz masy. Nie nazwalbym
              Wellingtona srednim bombowcem bo byl przeznaczony do nalotow strategicznych. I
              z tego powodu stawiam go w jednej grupie np. z Liberatorem czy Lancasterem a na
              pewno nie z Mitchelem i Marauderem (wszak to raczej bombowce taktyczne).
              • Gość: trooper ** Wellington to ŚREDNI bombowiec ** uzasadnienie IP: *.revers.nsm.pl 21.02.03, 15:22
                Wellington przeznaczony był do działań strategicznych "z braku laku", tylko
                dlatego. Do uderzeń taktycznych stosowano Blenheimy i Hampdeny.
                Dobrze widać tu porównanie z późniejszymi samolotami USA - większymi
                i "solidniejszymi" w każdej kategorii.

                Prawdziwym kryterium oceny bombowca jest zdolność przeniesienia określonego
                ładunku na określoną odległość. Wiadomo że samoloty z lat 30-tych nie bardzo
                odpowiadały tym z lat 40-tych, ale skoro były jednoczesnie wykorzystywane, to
                nie sposób określić Wimpy'ego jako "ciężkiego bombowca", bo:
                - Wellington X: max. 2000 kg bomb, typowy zasięg 2365 km (nie wiem z jakim
                ładunkiem)
                ze zredukowanym do 680 kg (tylko 680) zasieg 3540 km
                - Lancaster BI: 6350 kg bomb przenoszone na 2675 km (jest różnica?)
                - B-17 G: 5800 kg na 1760 km, lub 2700 kg na 5070 km
                - B-25 J: max. 1800 kg bomb, typowy zasięg 2410 km (nie wiem z jakim ładunkiem)

                Z powyższego wynika czarno na białym że Wellington miał niemal identyczne
                możliwości jak B-25.
                A prawdziwe ciężkie bombowce to zupełnie inna liga.

                pozdr,M

                źródła:
                B. Gunston, "The Illustrated Encyclopedia of Combat Aircraft of World War II"
                W. Szewczyk, "Samoloty na których walczyli Polacy"
                • Gość: trooper Parametr porównawczy IP: *.revers.nsm.pl 21.02.03, 15:39
                  Wymyśliłem taki parametr:

                  zasięg [km] x ładunek bombowy [kg] / 1'000'000

                  Ukazuje on w prosty sposób możliwości przewozu ładunku na odleglość
                  ("tonomegametr" można by to nazwać). Im więcej tym lepiej!

                  Dla podanych w poprzednim poście danych parametr ten wynosi:
                  - Wellington: 4.73 & 2.41
                  - Lancaster: 16.99
                  - Flying Fortress: 10.21 & 13.69
                  - Mitchell: 4.34

                  pozdr,M
                  • Gość: Peron Troche nietrafiony ten parametr... IP: *.maw.pl 24.02.03, 11:07
                    Ja bym go jeszcze skorygowal o date wprowadzenia do sluzby - wtedy nie byloby
                    takie oczywiste porownanie Wellingtona z B-25. Dla mnie jest bez sensu.
                    Tym sposobem przy Peacemakerze wszystkie bombowce IIWS sa najwyzej srednie - z
                    SForteca i Domnatorem wlacznie!!!
                    Generalnie termin "sredni bombowiec" jest moim zdaniem synonimem bombowca
                    taktycznego (najwyzej takt-oper). Widzial kto kiedys Wellingtona w wersji
                    bombowca pola walki? Bo szturmowe Mitchelle bywaly.
                    • Gość: Gamling Zastosowanie Wellingtona IP: *.bsipl.com.pl 24.02.03, 11:43
                      Sprawdzilem dokladnie, pierwsze bojowe uzycie 4 wrzesnia '39 atak na okrety
                      niemieckie w Brunsbuttel. Wtedy okazalo sie ze sa bardzo malo odporne na ataki
                      mysliwcow, przede wszystkim z racji niskiej predkosci. 18 grudnia dokonaly
                      nalotu na Wilhelmshaven podczas ktoergona 24 samoloty utracono 10. Po tym
                      wydazeniu zapadla decyzja o przeniesieniu ich do nocnych nalotow, gdzie
                      radzily sobie calkiem niezle. Ostatni taki mial miejsce 9 pazdziernika '43.
                      Potem uzywano ich do zwalczania okretow podwodnych, minowania wod, oraz
                      transportu spadochroniarzy i na niewielka skale jako dalekiego rozpoznania.
                      Nigdzie nie udalo mi sie znalesc przykladu wykozystania Wellingtona na polu
                      walki, jako bombowca taktycznego. W ostatniej wersji (Mk X) zabieral na poklad
                      2750kg ladunku przy zasiegu maks. 3250 - 4000km. Natomiast pierwszy Halifax
                      mial zasieg 1650 km. przy ladunku maks. 5900 kg. I to chyba wyjasnia
                      zastosowanie Wellingtona jako bombowca strategicznego.
                      Dane za Encyklopedia II Wojny Swiatowej W-wa '75 (wiem ze stare ale jest tam
                      taka fajna tabelka pod haslem lotnictwo!!)
                      Pzdr.
                      • Gość: trooper Uściślenie IP: *.revers.nsm.pl 24.02.03, 14:03
                        > walki, jako bombowca taktycznego. W ostatniej wersji (Mk X) zabieral na
                        > 2750kg ladunku przy zasiegu maks. 3250 - 4000km. Natomiast pierwszy Halifax

                        e-e, niemożliwe:
                        Zaden samolot nie osiagnie max zasiegu z max ladunkiem!
                        W tej encyklopedii zestawiono wlasnie max. zasieg i max. ladunek - a faktycznie
                        jest "coś za coś". I tak:

                        Wellington X:
                        Max. ładunek: 4500 lbs, czyli 2050 kg
                        Zasięg typowy: 2365 km, z dodatkowym zbiornikiem 3355 km
                        Wersja IA/IC: 2900 km, z dod. zb. 4100 km
                        A gdzie mieścił się dod. zbiornik? Stawiam na to że w komorze bombowej.
                        Gunston podaje max. 2200 mil (3540 km) z "symbolicznym" ładunkiem 1500 lbs (680
                        kg).

                        Dla porównania Avro 679 Manchester (2-silnikowy przed-Lancaster) przenosił:
                        10350 lbs (4695 kg) na 1200 mil (1930 km)

                        I może na koniec:
                        Wellington nie jest ciężkim bombowcem, tylko średnim. I już. Ale faktycznie
                        zgadzam się co o tego, że projektowany jako dalekodystansowy (w pojęciu późnych
                        lat 30-tych). Ale dalekoystansowy nie równa się ciężkiemu.

                        pozdr,M
                        • Gość: Gamling Re: Uściślenie IP: *.bsipl.com.pl 24.02.03, 19:36
                          Co do zasiegu to jak najbardziej sie zgadzam, jak rowniez nie twierdze ze
                          Wellington to byl CIEZKI bombowiec (w sensie konstrukcyjnym). Chodzi mi o to
                          ze byl wykozystywany w ten sposob. Powtarzam ze nigdzie nie udalo mi sie
                          znalesc przykladu zastosowania go jako bombowca taktycznego. Moze B. Gunston
                          podaje jakies przyklady? A jego zastosowanie jako bombowca strategicznego
                          wynikalo z tego ze sprawdzal sie lepiej w tej roli niz typowe ciezkie bombowce
                          angielskie az do wprowadzenia Lancastera (moze z malutkim wyjatkiem dla
                          Halifaxa), ktore nazwyczajniej w swiecie nie radzily sobie z mysliwcami i
                          plotkami.
                          Pzdr.
      • Gość: Gamling Re: Wellington? IP: *.bsipl.com.pl 19.02.03, 20:44
        Gość portalu: Lukasz z USA napisał(a):

        > Po pierwsze Wellington to byl ciezki bombowiec.
        > Po drugie Los to byla inna generacja od B-26 Marauder.
        > Po trzecie zwyciezaja 3 samoloty:
        > B26 Marauder bo uzywany on byl przez USA, France (w indochinach 49-54) i
        inne
        > kraje a calym swiecie dlugo po WW2.
        > Drugi zwyciezca to Petlyakov bodajze Pe-2, byl taki szybki ze eskortujace go
        > hurricane z normandie niemen nie mogly nadazyc jak Pe-2 lecialy na cruising
        > speed, + wyprodukowano go masowo.
        > Bonus zwyciezca to Mosquito, bo szybki i efektywny i mogl byc uzywany w duzo
        > wersjach + robiony byl z desek :)

        Co do Maraudera to zgadzam sie jak najbardziej byl chyba najbardziej
        uniwersalny swietnie razdzil sobie i z piechota i z celami panc.
        A jesli chodzi i Mosquito to jego elementy byly dokladniej mowiac z tektury i
        sklejki!!! a mimo to piloci go sobie chwalili pod koniec wojny bo na poczatku
        nie byla to zbyt udana maszyna.
    • being28 Czy Łos byl lepszy od He111? 19.02.03, 21:21
      W wielu publikacjcach chwali sie Łosia. Czy jest to prawda? Byl az tak dobry,
      czy to tylko propaganda jak z Ur czy z Visem?
      Dla mnie dobry byl Invader A26.
      Marauder i Mitchel byle dobre ale kazdy w innych warunkach, raz Europa, raz
      Pacyfik.
      • wielki_czarownik Re: Czy Łos byl lepszy od He111? 19.02.03, 22:01
        Co do Ur i Visa, to to nie jest żadna propaganda. To były naprawdę wspaniałe
        konstrukcje. Np. w przeglądzie Jane`s Vis opisany jest jako najlepszy pistolet
        na amunicję para 9x19! A Ur była bronią perfekcyjną. Zwykłym ołowianym
        pociskiem przebijała pancerz 23mm!! A jeśliby zastosować inną amunicję, to
        jeszcze więcej! A Łoś był dobry, ale miał za słabe uzbrojenie i przydałyby się
        mu mocniejsze silniki. He111 był maszyną już sprawdzoną i wiele jego usterek
        usunięto. My nie mieliśmy szans przetestować Łosia w boju.
        • joseph.007 Re: Czy Łos byl lepszy od He111? 20.02.03, 10:37
          wielki_czarownik napisał:

          > Co do Ur i Visa, to to nie jest żadna propaganda. To były naprawdę wspaniałe
          > konstrukcje. Np. w przeglądzie Jane`s Vis opisany jest jako najlepszy
          pistolet
          > na amunicję para 9x19!

          Hmm, nie negując, że była to bardzo udana konstrukcja wypada przyznać, że w
          gruncie rzeczy był to dość dokładnie przerysowany Colt 45, ze stosunkowo
          niewielkimi zmianami (zwalniacz kurka, nieco inny kształt obudowy), tak że
          zasługi pp. Wilniewczyca i Skrzypińskiego wydają mi się trochę przereklamowane.
          Podkreślana przez źródła dobra jakość wykonania jest faktem, tym niemniej
          wynikała ona przede wszystkim ze stosunkowo powolnego tempa produkcji i
          stosunkowo małej liczby wyprodukowanych pistoletów, co z kolei wynikało z
          przyczyn finansowych (por. m.in. świetna, choć trudno dostępna
          książka "Mechanicy i styliści"). Kiedy Niemcy rozwinęli produkcję Visa na skalę
          wielkoseryjną, jakość gwałtownie spadła.

          > A Ur była bronią perfekcyjną. Zwykłym ołowianym
          > pociskiem przebijała pancerz 23mm!! A jeśliby zastosować inną amunicję, to
          > jeszcze więcej!

          Dla ścisłości: nie zwykłym ołowianym, lecz przeciwpancernym "SC" (w literaturze
          podaje się zresztą różne wskaźniki przebijalności pancerza). Była to faktycznie
          broń bardzo udana i na czasie, tyle że zupełnie nieperspektywiczna - już ok.
          1941 r., po wprowadzeniu czołgów nowej generacji (T-34, PzKpfw. IV w nowych
          wersjach) byłaby całkiem na nic.

          > A Łoś był dobry, ale miał za słabe uzbrojenie i przydałyby się
          > mu mocniejsze silniki. He111 był maszyną już sprawdzoną i wiele jego usterek
          > usunięto. My nie mieliśmy szans przetestować Łosia w boju.

          Łoś miał dwie ogromne zalety: bardzo dużą jak na owe czasy prędkość (w
          wersji "B" 445 km/h bez ładunku) i największy chyba w swej klasie ładunek bomb
          (maksymalnie 2580 kg, a gdyby nie cudaczny kształt francuskich bomb to
          teoretycznie nawet do 3000 kg). Miał też jednak sporo wad, o których rzadko się
          u nas pisuje, m.in. straszliwą - na co narzekały załogi - ciasnotę kabin,
          zupełny brak opancerzenia (co było zresztą cechą wszystkich polskich samolotów)
          i przekompensowane stery, które były przyczyną kilku tragicznych katastrof,
          m.in. tak spektakularnej jak rozbicie się prototypu w czasie propagandowego
          lotu w Turcji. Poza tym nie miał w wyposażeniu tego, co w nowych konstrukcjach
          zagranicznych stawało się już wówczas standardem, czyli mechanicznego celownika
          bombowego i radionamiernika. Być może w toku ewolucji - gdyby tak się potoczyły
          losy Polski - część z tych wad udałoby się usunąć.

          Pzdr, i ja również opowiadam się za B-25 (niech żyje Paragraf 22 :-)
          • Gość: barnaba Re: Czy Łos byl lepszy od He111? IP: *.lodz.msk.pl 20.02.03, 16:08
            joseph.007 napisał:

            > [Łoś] Miał też jednak sporo wad, o których rzadko się
            >
            > u nas pisuje, m.in. straszliwą - na co narzekały załogi - ciasnotę kabin,
            > zupełny brak opancerzenia (co było zresztą cechą wszystkich polskich
            samolotów)
            >
            > i przekompensowane stery, które były przyczyną kilku tragicznych katastrof,
            > m.in. tak spektakularnej jak rozbicie się prototypu w czasie propagandowego
            > lotu w Turcji.

            Przekompensowanie zostało dość łatwo usunięte.
            Jeszcze jedną wadą Łosia był brak samouszczelniejących się zbiorników paliwa-
            samolot bardzo łatwo zapalał się po ostrzelaniu. Można powiedzieć, że to był
            pewnego rodzaju "znak czasów". Podobną wadę miały bombowce japońskie i część
            radzieckich.
            Ciekawostką jest, że do wybuchu wojny nie udało się sprowadzić dla Łosi
            przyzwoitych radiostacji oraz dobrać odpowiednich k.m. (zamontowane zaczepiały
            o elementy konstrukcji, co ograniczało pole ostzału).

            pozdrawiam
          • dreaded88 Opancerzenie itp. 20.02.03, 17:58
            Przecież nawet amerykańskie konstrukcje projektowane w końcu lat 30. w rodzaju
            Martina Marylanda, a chyba i wczesne wersje słynniejszych samolotów w rodzaju B-
            25 były nieopancerzone.
            Łoś wpasowywał się w ducha rozważań wynikających z doktryny Douheta, w myśl
            których bombowiec miał się bronić gł. prędkością.
      • Gość: Gamling Re: Czy Łos byl lepszy od He111? IP: *.bsipl.com.pl 20.02.03, 12:00
        przede wszystkim Los byl samolotem stosunkowo nowym i jeszcze nie sprawdzonym.
        Zwracam uwage na fakt ze wszystkie samoloty bardzo znacznie roznily sie w
        momencie rozpoczecia ich produkcji i w momenkie kiedy produkowano ostatnia
        wersje!!! Los takiej szansy nie mial. A mimo to jak na swoje czasy byl bardzo
        skuteczny, z powodzeniem wykozystywali go np w Rumuni. Ale moim osobistym
        faworytem byl projekt nowego polskiego mysliwca PZL P50 chyba "Mis" ale nie
        jestem pewien nazwy to byla doskonala konstrukcja szkoda tylko ze nie zostala
        wprowadzona do produkcji. Niemcy wykozystali jej plany przy budowie FW190.
        (podobno to, nie jestem pewnien prawdziwosci tej informacji)
        PZDR.
        • joseph.007 Re: Czy Łos byl lepszy od He111? 20.02.03, 12:57
          Poprawka:

          - "Miś" (PZL-49) miał być bomwowcem, powiększonym następcą "Łosia"; pozostał na
          etapie drewnianej makiety.
          - PZL P-50 (później P-53) miał ksywę "Jastrząb" i bynajmniej nie był doskonałą
          konstrukcją. Przeciwnie, miał nieustające kłopoty, przede wszystkim ze względu
          na zbyt słaby silnik i ogólny pospiech przy projektowaniu.
          - Fw-190 z "Jastrzębiem" nie mógł mieć nic wspólnego, choćby z tej przyczyny,
          że został oblatany w czerwcu 1939 r., a więc na długo przedtem zanim p. Kurt
          Tank dowiedzieć się mógł o "Jastrzębiu". Zresztą rzut oka na oba samoloty
          wystarcza, żeby uznac je za całkowicie inne konstrukcje.

          Pzdr
          • Gość: Gamling Re: Czy Łos byl lepszy od He111? IP: *.bsipl.com.pl 20.02.03, 16:58
            Fakt mala pomylka tak to jest jak piszesz z pamieci o czyms co czytales 4 lata
            temu. A niestety nie moge znalesc taj ksiazki (chyba komus pozyczylem i nie
            oddal *^%#*&^#!!!) A moze chodzilo o "Wilka"? Pamietam ze byly tylko prototypy
            i zapowiadaly sie bardzo dobrze.
            • Gość: barnaba Jastrząb IP: *.lodz.msk.pl 20.02.03, 17:29
              Gość portalu: Gamling napisał(a):

              > A moze chodzilo o "Wilka"? Pamietam ze byly tylko prototypy
              > i zapowiadaly sie bardzo dobrze.

              O "Wilka" raczej nie. Protoypy trudno uznać za udane.
              Prawdopodobnie chodziło o "Jastrzębia". Część osób interesujących się historią
              lotnictwa uważa, że dokońzenie prac nad tym samolotem dałoby Polsce myśliwiec
              nie ustępujący konstrukcjom zagranicznym. Osobiście jestem sceptyczny. Prototyp
              miał 2 wady: małą prędkość- co rzeczywiście można poprawić montując mocniejszy
              silnik (takie zresztą były plany) i słabą zwrotność. "Jastrząb" był mniej
              zwrotny od pozbawionego ładunku "Łosia". A poprawienie tego parametru nie jest
              możliwe bez przeprojektowania niemal całego samolotu.

              pozdrawiam
              • being28 Re: Jastrząb 20.02.03, 18:53
                Dobry mysliwiec=mocny silnik. W innym przypadku mozna tylko robic mase
                papierowych samolotow jak w ZSRR. Jastrzab ze wzgledu na naped byl przegrany
                od poczatku. Rozwiazaniem mogla byc przebudowa P11 tak jak w Rumunii.
                Dolnoplat, chowane podwozie, zakryta kabina. Rumunii Liberatory w 1943
                zestrzeliwali....
                • Gość: barnaba Re: Jastrząb IP: *.lodz.msk.pl 21.02.03, 14:29
                  being28 napisał:

                  > Dobry mysliwiec=mocny silnik. W innym przypadku mozna tylko robic mase
                  > papierowych samolotow jak w ZSRR.

                  Niekoniecznie. Rosjanie mieli w połowie lat 30 myśliwiec I-16, wyposażony w
                  silnik dużej, jak na owe czasy, mocy. Co z tego, jeśli samolot był mało zwrotny
                  i trudny w pilotażu.
                  Szybki i mało zwrotny samolot może być wykorzystywany jedynie tak, jak
                  niemieckie Me-163 i Me-262 - do rozbijania wypraw bombowych lecących w zwartym
                  szyku. W walce ze zwrotniejszymi samolotami wroga, o ile nie dysponuje taką
                  przewagą prędkości jak ww niemieckie myśliwce, ma małe szanse.

                  > Jastrzab ze wzgledu na naped byl przegrany
                  > od poczatku.

                  W wersji PZL.50B planowano zamontować silnik Bristol "Taurus" III o mocy 842 kW
                  (1145 KM).

                  > Rozwiazaniem mogla byc przebudowa P11 tak jak w Rumunii.

                  P.24

                  pozdrawiam
                  • being28 Re: Jastrząb 21.02.03, 17:51
                    Taurus nigdy nie powstal:(
                    Ponadto dobrych silnikow nie bylo za duzo w 39 i nikt nie chcial nam ich dac.
                    Jednak Finlandia zebrala cala mase tandetnych samolotow i jeszcze w 1943
                    Brewstery wlaczyly z Rosjanami. Problem w Polsce to zle dowodzenie, lotnictow
                    armijne i inne ciekawe patenty...
                    • Gość: barnaba Re: Jastrząb IP: *.lodz.msk.pl 21.02.03, 20:31
                      being28 napisał:

                      > Taurus nigdy nie powstal:(

                      Hmmm. Część źródeł podaje, że został on zamówiony w Anglii i miał dotrzeć do
                      Polski pod koniec 1939r.

                      > Problem w Polsce to zle dowodzenie, lotnictow
                      > armijne i inne ciekawe patenty...

                      Lotnictwo armijne nie było pomyslem głupim. Założeniem było, że lotnictwo
                      zapewnia osłonę piechocie i kawalerii. W polskich warunkach pomysł nie wypalił,
                      nie dlatego, że był z samego założenia idiotyczny, ale dlatego, że samolotów
                      myśliwskich było zwyczajnie za mało.
                      Natomiast jeśli chodzi o eskadry liniowe i towarzyszące, to w samym założeniu
                      takiego rodzaju lotnictwa leżało podporządkowanie go wojskom lądowym. (Temat
                      czy lotnictwo liniowe miało sens również wałkowaliśmy swego czasu
                      na "samolotach") :)

                      pozdrawiam
                • dreaded88 Re: Jastrząb 21.02.03, 17:48
                  O tym nadyskutowaliśmy się kiedyś do bólu na f. "Samoloty" :-)
                  Jastrząb niekoniecznie musiał być przegrany od początku akurat ze względu na
                  silnik, samoloty japońskie również nie dysponowały wielkim zapasem mocy,
                  pierwsze wersje Zero (A6M2) miały koło 950 koni, mniej więcej tyle osiągnęły
                  późne silniki Mercury.
                  Dużo sensowniej niż przebudowywać P.11 (tej operacji też by nie przeprowadzony
                  w tydzień ) w obliczu krachu Jastrzębia z Mercurym byłoby kupić do niego np.
                  Gnome-Rhone po 1050-1100 koni.
                  A sam IAR-80/81 był kontrowersyjny (widoczność, wytrzymałość).
        • Gość: bart99 Re: Czy Łos byl lepszy od He111? IP: *.pkobp.pl 25.02.03, 08:09
          Gość portalu: Gamling napisał(a):

          > przede wszystkim Los byl samolotem stosunkowo nowym i jeszcze nie
          sprawdzonym.
          > Zwracam uwage na fakt ze wszystkie samoloty bardzo znacznie roznily sie w
          > momencie rozpoczecia ich produkcji i w momenkie kiedy produkowano ostatnia
          > wersje!!! Los takiej szansy nie mial. A mimo to jak na swoje czasy byl bardzo
          > skuteczny, z powodzeniem wykozystywali go np w Rumuni. Ale moim osobistym
          > faworytem byl projekt nowego polskiego mysliwca PZL P50 chyba "Mis" ale nie
          > jestem pewien nazwy to byla doskonala konstrukcja szkoda tylko ze nie zostala
          > wprowadzona do produkcji. Niemcy wykozystali jej plany przy budowie FW190.
          > (podobno to, nie jestem pewnien prawdziwosci tej informacji)
          > PZDR.

          Najprawdopodobniej chdziło tu o P-62 Dąbrowskiego. Według obliczeń miał latać
          650 km/h uzbrojony w działko strzelające przez piastę śmigła i km-y. Do służby
          miał wejść w 41 roku. Nie wyszedł poza rysunki.

          bart
          • Gość: Gamling Re: Czy Łos byl lepszy od He111? IP: *.bsipl.com.pl 25.02.03, 13:23
            Prawdopodobnie tak chciaz pamietam ze czytalem o prototypie, tylko jeszcze nie
            oblatanym. Kurcze to bylo juz dosc dawno i nie jestem pewien.
            Pzdr.
      • dreaded88 Marauder b. dobry ??? 20.02.03, 17:55
        Bez przesady, wielkie obciążenie powierzchni nośnej, trudny start i
        lądowanie... Nic dziwnego, że pozbyto się tego typu z linii jeszcze w 1945.
        Normalny, przeciętny samolot.
        • serwal Re: Marauder b. dobry ??? 21.02.03, 16:10
          No właśnie - prędkość podejścia coś koło 300 km/h.
          • being28 Re: Marauder b. dobry ??? 21.02.03, 17:46
            Nie byl az taki zly. Jako zalety mozna wymienic: opancerzenie, silne
            uzbrojenie, wieksza odpornosc konstrukcji niz w B-25, udzwig bomb. Cechy bojowe
            mial OK. Problem ladowania szybko rowiazano, a katastrofy byly spowodowane zla
            obsluga na ziemi.

            Wyszedl z uzbrojenia bo mial na plecach A-26. Te same silniki, ale mniejsza
            zaloga, zwrotnosc jak Bf-109, wieksza szybkosc....
            • dreaded88 Re: Marauder b. dobry ??? 21.02.03, 17:51
              No przecież nikt nie pisze, że był bardzo zły.
              Problemu z dużymi prędkościami lądowania nie udało się rozwiązać. B-26 miał
              opinię widow makera...
              A-26 był następcą A-20 a nie Maraudera, zbieżność oznaczeń nie ma wielkiego
              znaczenia.
              • being28 Re: Marauder b. dobry ??? 21.02.03, 21:27
                A26 i B26 sluzyly pod koniec wojny w tej samej roli i Invader sprawdzal sie
                lepiej. W B26 zastosowano 4 lopatowe smigla, elektryczna wiezyczke strzelecka,
                samouszczelniajace sie zbiorniki paliwa, przednie podwozie, czyli rzeczy jakich
                nie mialy inne samoloty w tym czasie. Co do predkoscie ladowania to Doolitlle-
                chyba tak sie pisze- rozwial wszelkie watpliwoscia latajac na 1 silniku, zrobil
                nawet petle na 1 silniku. Po dokladnym przeszkoleniu nie bylo juz klopotow.
                Piloci w samolotach serii wieku tez sobie jakos radzili z min F104 itp...
                • Gość: Szef Re: Marauder b. dobry ??? IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 21.02.03, 23:27
                  Co tu nie mówić Marauder był dobrą maszyną ale jeśli się nie myle to przecież
                  przegrał konkurs na samolot bombowy dla USAAF (jak to się wtedy pisało) właśnie
                  z konstrukcją North Americana -> B-25 Mitchell.
                  Budowany był tylko dla tego że była wojna i to że został wycofany w 1945 nie
                  znaczy że był zły. Po prostu była to maszyna dla doświadczonych lotników o
                  których w czasie wojny czasem trudno , wystarczy spojrzeć jakie maszyny w
                  ramach Lend-Lease były wysyłane do Anglii czy ZSRR.

                  Co do Mitchella to nie moge się zgodzić z jedną z wcześniejszych opinii jakoby
                  była to maszyna tylko na Pacyfik , a B-26 na Europę. Oba typy służyły prawie
                  wszędzie , poza ZSRR gdzie latały Mitchelle . B-25 można było również spotkać
                  nad Afryką , wyspami Pacyfiku , Europą zachodnią. O wyższości tej maszyny nad
                  B-26 może świadczyć jej uniwersalność i łatwość obsługi.
    • grogreg B-25 Mitchell n/t 20.02.03, 09:50
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka