Gość: Ksawery
IP: 193.0.117.*
21.02.03, 09:06
Nie tak dawno pojawił się wątek "Najlepsze i najgorsze filmy batalistyczno-
wojenne" i znajduję taką oto wymianę myśli:
_________________________________________
velsatis 24-12-2002 10:43
...A propos tego radzieckiego filmu (nie znam tytułu) pamietam taką scenę:
trzech
Niemców w siedzi w bunkrze zimową pora na jakiejś linni obronnej. Wnętrze
bunkra wygląda jak ich pokój, porowieszane zdjęcia z gołymi babami itd. Nie
byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt że wszyscy trzej są przykuci do
betonu
łancuchami (żeby nie zwiali) a podczas ataku Rosjan popijają wódeczkę i łoją
z
MG ile wlezie. Straszny widok. Nawet jeśli to nieprawda.
Gość: Misza
Prawda taka ze to jest prawda. Niemcy byli tchorzami i przykowali swoich
zolnierzy do CKMow. Bylem w Wolgogradzie i widzialem takie bunkry...
______________________________________________
Nie da się ukryć, że listy Miszy przepojone są sowiecko-wielkoruskim
nacjonalizmem. Przecież chyba nawet on sam zdaje sobie sprawę, że niemieccy
tchórze doszli do Moskwy i Kaukazu nie dzięki "typowej teutońskiej
lękliwości". Apeluję do czytelników forum Militaria - dość rosyjskiego
nacjonalizmu. A ty Miszka, jak się czujesz jako członek narodu
eksterminującego Czeczeńców. Słyszałeś o piłowaniu zębów pilnikami w
rosyjskich obozach filtracyjnych?
Swoją drogą taki Ruski w polskim Forum to doskonała lekcja poglądowa dla tych
co to nie chcą do Unii i NATO. Pamiętajcie misiaczki, dziś taki Rusek jest
zabawnym kuriozum (te wykłady o rosyjskiej potędze wojskowej, naukowei i
SPORTOWEJ), ale przez 200 lat ludzie o takich samych kompleksach niszczyli
nasz kraj. Jesteś Miszka najlepszą reklamą NATO i UN jaką w życiu
widziałem!!!!
Mam fragment artykułu z Polityki o obecnej fali nacjonalizmu w Rosji.
Ksawery
___________________________________________________
POLITYKA - NUMER 47/2002 (2377)
"Wypijmy za nas, za was i za specnaz"
MIROSŁAW PĘCZAK
...Dzisiejszej fascynacji Ameryką towarzyszy w Rosji gorączkowe poszukiwanie
własnej, rosyjskiej tożsamości. Już wiadomo, że nie ma powrotu do komunizmu,
ale przecież nie może być też powrotu do Rosji carów. To prawda, ikonografia
komunizmu świetnie się sprzedaje, choćby na obrazach Ilii Głazunowa, a urok
Rosji carów przywoływany jest nie tylko przez Michałkowa, ale też przez popów
i umundurowanych nauczycieli w elitarnych szkołach kadetów. Rosjanie chcą
jednak niemożliwego: chcą mieć tradycję i nowoczesność, a nawet
ponowoczesność w jednym. Chcą być zarazem konserwatywni i progresywni. Mieć
poczucie kulturowej ciągłości przy jednoczesnej amnezji historyczno-
politycznej. Nie wymyślono więc lepszej melodii hymnu niż ta z okresu
radzieckiego (może się nie dało, bo stara melodia jest rzeczywiście
porywająca), a w miejsce święta Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji
Październikowej tego samego dnia obchodzi się nowe święto, które ma
przypominać wypędzenie z Kremla polskiej załogi z Dymitrem Samozwańcem.
Niedawno, 10 listopada, jak co roku przypadł Dzień Milicjanta, teraz
szczególnie uroczyście obchodzony jako 200 rocznica Ministerstwa Spraw
Wewnętrznych. Z tej okazji odbył się w Moskwie uroczysty koncert, w trakcie
którego konferansjerzy mówili o obyczajach w carskiej policji, o zapewnianiu
spokoju obywatelom po rewolucji październikowej, o udziale milicjantów w II
wojnie światowej i osiągnięciach dzisiejszej kryminalistyki rosyjskiej.
Śpiewano pieśni o specnazie, na wielkim telebimie migały obrazy z działań
wojennych w Czeczenii, a jednemu z wykonawców towarzyszył balet utworzony z
członków oddziału antyterrorystycznego, który odbijał zakładników z teatru na
Dubrowce. Ekscentryczny piosenkarz Filip Kirkorow występował przez pewien
czas w mundurze milicjanta. Zespół Lube śpiewał: "Wypijmy za życie, za tych
na Syberii i tych na Kaukazie. Wypijmy za nas, wypijmy za was i za specnaz".
Swojacy z osiedla Lubercy
Zespół Lube założony w 1989 r. przeszedł w Rosji jak burza przez ubiegłą
dekadę. Nazwa Lube wzięła się od podmoskiewskiego robotniczego osiedla
Lubercy. Młodzi mieszkańcy Luberców, zwani luberami, zasłynęli w rozkwicie
gorbaczowowskiej pierestrojki jako agresywna subkultura zwalczająca
rozmaitych odmieńców: rozplenionych właśnie punków, hipisów, miłośników
dyskoteki i zachodniego rocka. Zwalczali w imię swojskości, podobnie jak
kiedyś nasi gitowcy, którzy też ostro rozprawiali się z kosmopolitami.
Pierwszy przebój Lube traktował o Lubercach i grupa od razu stała się kultową
kapelą luberów. Lider zespołu Nikołaj Rastorgujew, dziś Zasłużony Artysta
Federacji Rosyjskiej, miał u luberów szacunek jako swojak i patriota.
Rastorgujew i koledzy z zespołu bardzo szybko jednak wyszli z podmiejskich
opłotków, co zawdzięczają w równej mierze talentowi do tworzenia chwytliwych
melodii, umiejętności łączenia rosyjskiej tradycji muzycznej z modnym
rockowym brzmieniem, jak i tekstom, które trafiają nie tylko do agresywnych
żulików, ale i zwykłych Rosjan nieradzących sobie z traumą politycznych i
ekonomicznych przemian. Kiedy Rastorgujew śpiewał u progu ubiegłej dekady "ja
będę żył po nowemu", umieszczał te słowa w ironicznym kontekście sytuacji, w
której "nowe" miesza się ze "starym", kołchoz Radziecki Świat z Moskwą
drogich restauracji i nowych, wystawnych sklepów. Piosenki Lube przyjmowały
się w środowiskach weteranów wojny afgańskiej, a potem wśród młodych ludzi
wysyłanych na wojnę do Czeczenii. Zagrzewały do walki i brały w obronę
prostego człowieka. Piosenkę "Kombat" ze słowami "za nami Rosja, Moskwa i
Arbat" śpiewali rosyjscy kibice w czasie ostatnich, tak nieudanych dla
Sbornej, piłkarskich mistrzostw świata.
Jeden z największych przebojów Lube zawiera apel do Ameryki, by "nie rżnęła
głupa" i oddała Rosji Alaskę. Nic dziwnego, że piosenki zespołu znalazły się
w orbicie zainteresowań komunistów Giennadija Ziuganowa, którzy
wykorzystywali je w swojej kampanii wyborczej. Rastorgujew odżegnuje się
jednak od komunistycznych sympatii, powtarza tylko, że Rosji potrzeba
patriotyzmu i sam czuje się patriotą.