Dodaj do ulubionych

Snajper na froncie wschodnim

04.05.09, 12:59
W 2008 roku, staraniem krakowskiego wydawnictwa Egis ukazało się polskie
tłumaczenie książki autorstwa Albrechta Wacker'a pt."Im Auge des Jaegers - Der
Wehrmachtascharfschuetze Josef Allerberger".
Tytuł polski:"Snajper na froncie wschodnim."
Jest to zbeletryzowane wspomnienie 18- letniego Austriaka, żołnierza 3.
Dywizji Górskiej Wehrmachtu, który został strzelcem wyborowym i miał
szczęście, bo przeżył wojnę.
Polecam tą książkę tym Kolegom, którzy interesują się strzelectwem wyborowym.
Książka opisuje metodykę szkolenia strzelców wyborowych w Wehrmachcie,
karabiny wyborowe, realistycznie, aż do wymiotów, przedstawia efekty ognia
strzelców wyborowych i dla realizmu podpiera się wstrząsającymi w swej wymowie
zdjęciami celów-żołnierzy radzieckich i niemieckich.
Książkę polecam entuzjastom komputerowych strzelanek. Realizm z niej bijący
zmieni był może ich wyobrażenie o tym, że zabić człowieka z karabinu
wyborowego, to tylko pryszcz. Wystarczy kliknąć.
Wadą książki jest nieprofesjonalne tłumaczenie na język polski. Moździerz
nazywany jest granatnikiem, dowódca kompanii - szefem kompanii itp.
Autor książki, jak ognia unika umiejscowienia jej akcji w zbiorze działań
polityczno-wojskowych na Wschodzie. Ot, snajper znalazł się w Rosji na rozkaz,
zbrodnie na ludności cywilnej to "nieproporcjonalne działania odwetowe", a
przejście Rumunów na stronę rosyjską - zdrada.
Reasumując - książka inna, ciekawa, do bólu realistyczna, ale warta przeczytania.
Obserwuj wątek
    • windows3.1 dzięki, kupię 04.05.09, 13:05
      zastanawiałem się nad nią w księgarni jakiś czas temu, ale dałem
      pierszeństwo Glantzowi (zob. inny wątek), "Mińskowi 1941" Kosima
      i "Wydarzeniom Wołyńskim" Filara. Ponieważ staram się nie mieć
      więcej niż 1-2 książek w kolejce, jak skończę Kosima (może w tym
      tygodniu) to kupię tego snajpera.

      A co do strzelanek to fakt, muszę ze wstydem przyznać że snajperskie
      polowanie na generała Amsela w Call of Duty dało mi trochę grzesznej
      przyjemności.
    • viking2 Re: Snajper na froncie wschodnim 05.05.09, 03:58
      odyn06 napisał:
      > Książkę polecam entuzjastom komputerowych strzelanek. Realizm z niej bijący
      > zmieni był może ich wyobrażenie o tym, że zabić człowieka z karabinu
      > wyborowego, to tylko pryszcz. Wystarczy kliknąć.

      Wiesz, Odyn, problem chyba lezy gdzie indziej. Zabic czlowieka nie z karabinu, a
      siekiera, to tez nie jest pryszcz, ale przeciez nie polecamy amatorom gier
      komputerowych wizyty w dziale narzedzi w "Obi". Problemem jest chyba to, ze
      niektorzy zapaleni "gracze" traktuja cala rzecz zbyt doslownie i wojna wydaje im
      sie byc rownie zabawna i ekscytujaca, jak gra (w ktorej, jesli zostaniesz
      "zabity", to po prostu zaladujesz na nowo ostatnie zapisanie akcji).
      Wiekszosc przypuszczalnie zdaje sobie sprawe z tego, ze wojna jest tragedia i
      nie ma na niej miejsca na dokonywanie latwego (albo etyczego) wyboru - bo rzecz
      zasadza sie na idei zabijania ludzi. A gre traktuja wlasnie tak, jak sama nazwa
      wskazuje: jak rozrywke. Owszem, jest jakis margines zapalencow (albo
      niedojrzalych gowniarzy, albo jak ich tam nazwiesz), ale tak jest ze wszystkim:
      nie przestaniemy produkowac samochodow, tylko dlatego, ze istnieja piraci
      drogowi; nie przestaniemy robic wina, tylko dlatego, ze sa alkoholicy; nie
      przestaniemy produkowac zywnosci, tylko dlatego, ze ktos tam jest opaslym
      obzartuchem - i tak dalej.
    • kstmrv Re: Snajper na froncie wschodnim 05.05.09, 13:33
      odyn06 napisał:

      > realistycznie, aż do wymiotów, przedstawia efekty ognia
      > strzelców wyborowych i dla realizmu podpiera się wstrząsającymi w
      swej wymowie
      > zdjęciami celów-żołnierzy radzieckich i niemieckich.

      Wrzuć "na zachętę" trochę cytatów i zdjęć. Lepsze niż "Piła" ?
      • odyn06 Re: Snajper na froncie wschodnim 05.05.09, 13:57
        Rzeczywiście. Pocięcie żywego snajpera piłą mechaniczną to przykład realizmu z
        tej książki. A pierwsze przykazanie snajpera było: W stanie zagrożenia schowaj
        karabin. Inaczej potraktują cię jak najgorzej...
      • odyn06 Re: Snajper na froncie wschodnim 06.05.09, 09:41
        Strona 57
        W tym samym momencie Balduin, trzymając przed oczami lornetkę szepnął
        następujące słowa:" Seppie, tam z przodu dwa palce w prawo od tego cypelka coś
        się rusza..." Bezpośrednio po podobnym do smagnięcia z bicza strzale Rosjanina
        obok Seppa dał się słyszeć drugi wyjący dźwięk oraz szelest przypominający
        klaśnięcie dłonią.
        Lewa część jego twarzy zbryzgała krew i fragmenty tkanek. Jego spojrzenie
        powędrował w bok, aby ujrzeć straszne oblicze.
        Pocisk rosyjskiego strzelca musnąwszy lornetkę eksplodował w ustach Balduina
        wyrywając mu przy tym wargi,siekacze, brodę i połowę języka.Pełen paniki wzrok
        utkwił w koledze, zaś z jego poszarpanych ust z upiornym bulgotem toczyła się
        krwawa piana. Kikut języka szybko powiększył się do rozmiarów piłeczki,
        powodując blokadę dróg oddechowych.Umierający z coraz większym trudem łapał
        oddech wciągając z każdym oddechem coraz więcej krwi do płuc.. itd.itd.
        Jest tez zdjęcie...

    • browiec1 Re: Snajper na froncie wschodnim 06.05.09, 09:44
      Kobieta na froncie wschodnim
      wyborcza.pl/1,75480,6558185,porwana.html
    • windows3.1 no, przeczytałem 08.05.09, 16:59
      skończyłem Kosima (dobre, ale nie chce mi się tego recenzować), po
      czym kupiłem i niemal za jednym zamachem (w dwa dni)
      przeczytałem „Snajpera”. I to przeczytałem, jak się to mówi, z
      wypiekami na twarzy. Chyba zresztą niezdbyt zdrowymi, takimi jakie
      się ma oglądając produkcje typu „Teksańska masakra piłą mechaniczną”
      etc.

      Muszę powiedzieć, że już po kilku pierwszych rozdziałach nabrałem
      podejrzeń, że czytam książkę napisaną przez psychopatę. Jakoś tak mi
      się skojarzyło, może trochę na wyrost, bo coś dużo o tych
      austriackich zboczeńcach ostatnio donoszą media i od razu
      wyobraziłem sobie współczesnego Allerbergera jako dziadka w typie
      Herr Friztla. Skąd to skojarzenie? Odniosłem wrażenie, że narrator w
      książce nie dość że opisuje najróżniejsze okrucieństwa, od których
      włos jeży się na głowie, to jeszcze opisuje je z lubością, w
      naturalistycznym szczególe, nieraz ze zdjęciami, i że cała książka
      jest w gruncie rzeczy katalogiem najrozmaitszych zbrodni, tortur i
      wynaturzeń, dla niepoznaki wypełnionym warstwą narracyjną. Zwłaszcza
      że naturalistyczne zacięcie autorów książki obejmuje też warstwę
      fekalną, bo niemal w każdym rozdziale nieodmienie mamy epizod z
      ekskrementami w roli głównej. Powie ktoś: trudno, tak właśnie
      wyglądał front wschodni, rano robiło się w portki ze strachu przed
      ruskim a wieczorem zdejmowało się z pilarki pokawałkowanych kolegów.
      Może tak a może nie, inne wspomnienia z frontu wschodniego
      niekoniecznie przypominają indeks wyczynów Kuby Rozpruwacza, a poza
      tym ta pasja do drastycznego szczegółu...

      Po następnych kilku rozdziałach zacząłem podejrzewać, że książka
      jest zmyślona, albo jest kompilacją opowieści różnych osób. Jak się
      doczytałem na jednej z recenzji w amazon.com, nie tylko ja miałem
      takie podejrzenie, a jeden z recenzentów pod
      nazwiskiem „Allerberger” („każdy górołaz” – tak bym przetłumaczył)
      domyślał się symbolicznej metafory dla szeregowego żołnierza
      strzelców górskich. Dalsza internetowa kwerenda objawiła mi jednak,
      że Josef Allerberger faktycznie żył (żyje jeszcze?) i faktycznie
      służył pod majorek Klossem w 3. Dywizji Strzelców Górskich.
      Podejrzenie co do kompilacji jednak pozostało: autorzy opisują
      niesłychaną wręcz ilość, nazwijmy to, przygód, jakie przydarzyły się
      Allerbergerowi w ciągu dwu lat na froncie. Tymczasem lektura innych
      frontowych wspomnień sugeruje, że życie na froncie to w 80%
      szarzyzna typu kopanie okopów, niekończące się przegrupowania i
      marsze, działania patrolowe etc, a w 20% to walka oko w oko z
      przeciwnikiem. W „Snajperze” jest dokładnie odwrotnie. Ale może taka
      była specyfika działań snajpera, zawsze najbliżej enpla.

      Ciekawa jest kwestia pt. wiarygodność książki a ikonografia. Z
      jednej strony, co bardziej makabryczne epizody zostają
      udokumentowane równie makabrycznymi zdjęciami, co świadczy tak o
      prawdziwości opisu, jak o dziwnych fascynacjach fotografa. Ale mamy
      też np. na stronie 266 fotokopię dyplomu przyznania Allerbergerowi
      złotej oznaki snajperskiej, co nie byłoby dziwne, gdyby nie fakt, że
      dokładnie ten sam dyplom reprodukowany jest na s. 219, ale tym razem
      jako przyznany... Franzowi Karnerowi. Otóż dowcip polega na tym, że
      w oryginalnym, pierwszym wydaniu książki, Allerberger nie zdecydował
      się ujawnić swojego nazwiska i występował jako Franz Karner;
      przypuszczam, że na użytek tego pseudonimu spreparowano więc
      odpowiednio w redakcji zdjęcie dyplomu, który w kolejnych wydaniach
      książki publikowano już w oryginale, a w polskim wydaniu na skutek
      niechlujstwa opublikowano obie wersje. Inna rzecz: na s. 234 autor
      wspomina, że dyplom nadania Allerbergerowi Żelaznego Krzyża zaginął
      na poczcie polowej. Skoto tak, to jakim więc cudem tenże dyplom
      pojawia się na fotokopii na stronie 265? Z kolei epizod z pilarką i
      słowackimi partyzantami wydał mi dziwnie znajomy aż przypomniałem
      sobie, że przeczytałem niemal to samo w jakiejś enerdowskiej (??)
      książce wspomnieniowej, tyle że tam to Waffen SS używało maszyny do
      znakowania słowackich powstańców. Przypadek? Te i podobne drobiazgi
      każą mi podchodzić do książki ostrożnie. Ale z drugiej strony, czy
      koledzy Allerberga z jego dywizji jegrów górskich nie zadziobali by
      go na różnych kombatanckich forach, gdyby sobie zbytnio
      pofantazjował?

      Najbardziej niewiarygodne wydaje mi się to, że Allerberger wyszedł z
      wojennej przygody właściwie bez szwanku. Wylicza chyba trzy
      przypadki powierchownych kontuzji, które jednak zniknęły bez śladu.
      Nieco ponad dwa lata na froncie to może nie jest jakiś rekord
      przeżycia, ale zważywszy niesamowitą ilość wojennych przeżyć i
      spędzanie właściwie dnia po dniu w bezpośrednim, wizualnym kontakcie
      z wrogiem, rzecz wydaje się po prostu niesamowita. Człowiek musiał
      mieć wielkie szczęśćie albo być niesłychanym mistrzem w swoim
      snajperskim fachu. O ile dobrze się dowiedziałem przeszukując
      internet, najlepsi snajperzy WW2 nie działali dłużej niż 2 lata, bo
      potem albo ginęli, albo zostawali kalekami, albo przesuwano ich ze
      snajperki do propagandy i szkoleń. Wygląda na to, że Allerberger i
      jego austriacki dywizyjny kolega snajper Hetzenauer mieli wiele
      szczęścia, że skończyła się wojna.
      • odyn06 Re: no, przeczytałem 09.05.09, 17:17
        Każdy, kto przeczytał wiele książek o wojnie przyzna, że ta jest inna. Dlatego
        ją poleciłem.
      • wladca_pierscienii Re: no, przeczytałem 11.05.09, 12:13
        windows3.1 napisała:



        > Ciekawa jest kwestia pt. wiarygodność książki a ikonografia. Z
        > jednej strony, co bardziej makabryczne epizody zostają
        > udokumentowane równie makabrycznymi zdjęciami, co świadczy tak o
        > prawdziwości opisu, jak o dziwnych fascynacjach fotografa. Ale mamy
        > też np. na stronie 266 fotokopię dyplomu przyznania Allerbergerowi
        > złotej oznaki snajperskiej, co nie byłoby dziwne, gdyby nie fakt, że
        > dokładnie ten sam dyplom reprodukowany jest na s. 219, ale tym razem
        > jako przyznany... Franzowi Karnerowi. Otóż dowcip polega na tym, że
        > w oryginalnym, pierwszym wydaniu książki, Allerberger nie zdecydował
        > się ujawnić swojego nazwiska i występował jako Franz Karner;
        > przypuszczam, że na użytek tego pseudonimu spreparowano więc
        > odpowiednio w redakcji zdjęcie dyplomu, który w kolejnych wydaniach
        > książki publikowano już w oryginale, a w polskim wydaniu na skutek
        > niechlujstwa opublikowano obie wersje.

        uczciwość nakazywała by podać fotokopię dyplowmu z zamazanym nazwiskiem i imieniem

        MOŻE to drugi Sven Hassel?
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=539&w=78390091&v=2&s=0

        > Inna rzecz: na s. 234 autor
        > wspomina, że dyplom nadania Allerbergerowi Żelaznego Krzyża zaginął
        > na poczcie polowej. Skoto tak, to jakim więc cudem tenże dyplom
        > pojawia się na fotokopii na stronie 265? Z kolei epizod z pilarką i
        > słowackimi partyzantami wydał mi dziwnie znajomy

        a ta pilarka to byłą stacjonarna z tartaku ?
        czy ręczna ?
        bo ręczne to wtedy w Europie NIE były popularne...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka