Dodaj do ulubionych

Stolica warta debiutu

25.07.06, 19:16
Teatr Narodowy zatrudniając Agnieszkę Olsten przekonał się, że NIE WARTO
oddawać sceny młodym reżyserom.
Obserwuj wątek
    • Gość: dg Re: Stolica warta debiutu IP: 217.17.32.* 26.07.06, 13:18
      > Teatr Narodowy zatrudniając Agnieszkę Olsten przekonał się, że NIE WARTO
      > oddawać sceny młodym reżyserom.

      TYLKO DZIWNIE JAKOŚ SIĘ SKŁADA ŻE PRZEDSTAWIENIE IDZIE KOMPLETAMI MIMO ŻE NIE
      GRA TAM ŻADNA SERIALOWA GWIAZDA. MOIM ZDANIEM JEDNO Z NAJLPESZYCH PRZEDSTAWIEŃ
      W OSOTATNIM SEZONIE.
      • antefiks Re: Stolica warta debiutu 27.07.06, 01:01
        :/ pójdź na "Kobietę z Morza" w Dramatycznym, to zrozumiesz dlaczego nie
        najlepsze.
        • Gość: dg Re: Stolica warta debiutu IP: 217.17.32.* 27.07.06, 10:28
          A byłem, byłem i jakoś mnie nie powaliło (bo to nie Monika Powalisz hehe!)- nie
          żebym narzekał, ale Nora jakoś mi bardziej w duszy grała. No ale to kwestia
          gustu i nastwaienia. Mimo to nie można twierdzić że NORA to knot bo jednak
          WIELU osoobom się podoba.
          • antefiks Re: Stolica warta debiutu 27.07.06, 18:59
            no hmm... ja jednak będę twierdził, że knot, bo nie tylko ja, ale i moi znajomi
            i mądre osoby które znam, wychodziły z NORY i zadawały sobie pytanie "ale o co
            chodziło??".

            Niewątpliwie atutem NORY w Narodowym jest aktorstwo, ale nie widzę tu zasługi
            Agnieszki Olsten a jedynie Doroty Landowskiej, Mariusza Bonaszewskiego i
            Macieja Kozłowskiego. Poza tym, reżyserka zaczyna robić sztukę o miłości i
            rodzinie a nie dochodzi do żadnych konkluzji... Już pierwsza scena pokazuje, że
            będzie sztuka o uczuciu. Rozwój akcji śledzimy śledząc napięcia między kobietą
            a mężczyną w tym kryzys małżeński. Wniosków z zaszłych zdarzeń próżno szukać.
            Zwykły widz odbiera NORĘ jako mieszczański teatr niskich lotów (dla znudzonych
            dyrektorów i ich żon, czyli o małżeństwie i tym, co z niego wynika...). Widz
            otrzaskany nieco dziwi się, że wraz z upływem czasu, pani Agnieszka Olsten
            spłyca kolejno wszystkie wątki. Jedyny wniosek płynący z mieszczańskiej sceny
            to "życie jest piękne". A to chyba zupełne zabicie Ibsena w Ibsenie...


            Jedyne co cieszy, to niesamowite szaleństwo NORY, czyli taniec w pióropuszu,
            ale posiada on jedynie estetyczne walory. Reszta to powtórka z "Kobiety z
            Morza". Począwszy od przypadkowego ale rzucającego się w oczy podobieństwa
            Doroty Landowskiej i Danuty Stenki, a kończąc na podobieństwie klimatu (może
            klimatu Ibsena:D) stworzonego przez skąpe światło (ogromne plamy światła a la
            Kudlicka w Dramatycznym), nieustającą muzykę (romantyczna skandynawska muzyka w
            Dramatycznym vs. klubowy bit w Narodowym), scenografię (geometryczne formy i
            proste przedmioty a la Kudliczka w Dramatycznym vs. wzorzyste materiały i
            proste industrialne formy (poręcze, schody) w Narodowym) i powolny, rozważny
            sposób wypowiadania słów (Landowska jak Stenka).

            Dlatego dla mnie to raczej knot. (jak na poziom, który zwykł był ustalić się na
            Narodowej Scenie nieco wyżej).
            • Gość: kra Re: Stolica warta debiutu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.06, 19:27
              No nie! W życiu nie wpadłbym, że można być tak głupim i porównywać rzeczy
              nieporównywalne! Aktorstwo Stenki i Landowskiej podobne?! Przecież to zupełnie
              inaczej prowadzone role! Gdzie u Wilsona masz choć strzępy psychologii i uczuć?
              • antefiks Re: Stolica warta debiutu 27.07.06, 21:53
                dlaczego tak głupim być nie można? Ja zauważam dowcipne podobieństwo obu pań:)
                Poza tym, w kilku momentach Landowska zaczynała wyć mnie więcej w taki sposób
                jak Stenka u Wilsona...

                A u Wilsona mam niesamowicie dużo uczuć. Choreografia jest nacechowana
                uczuciami niesamowicie. Muzyka opowiada o nastroju w jakim są pogrążeni
                bohaterowie. A sytuację każdy przeżywa indywidualnie. A raczej tylko Stenka-
                Foczka przeżywa. Bo ona o swoim cierpieniu opowiada bardzo wyraźnie. Pozostałe
                postacie są z innego świata i nie zdradzają zbyt wiele uczuć.

                Natomiast u Agnieszki Olsten nie mam tak wypreparowanego z całości cierpienia.
                Mam natomiast lekki bałagan & chaos;/
                • antefiks dla niedomyślnych 27.07.06, 21:56
                  Mówię o dowcipnym podobieństwie wizualnym, które przy porównaniu tych dwóch
                  sztuk wychodzi zabawnie:D
                  • Gość: Marek może IP: 217.17.32.* 28.07.06, 12:36
                    Ja rozumiem że może się nie podobać NORA i że można szukać w niej jakiś
                    elementów plagiatu z "Kobiety...". Tyle, że Olsten to praktycznie debiutantka a
                    Wilson to klasyk ŚWIATOWEGO teatru. Więc jeżeli porównujemy te dwa
                    przedstawienia to znaczy, że debiut Olsten w Warszawie był znakomity, skoro
                    można go mierzyć miarą "arcymistrzowską". I to nawet jeżeli przegrywa w tej
                    konkurencji. O to też chyba chodziło autorce artykułu, która dość jasno dała do
                    zrozumienia że NORA była z debiutów najlepsza...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka