kicikici41
09.11.09, 01:12
Organizowane wg podobnego scenariusza przez towarzyszy
referendum w Gliwicach sie nie udało.
Z prasy:
W niedzielnym referendum wzięło udział zbyt mało mieszkańców, żeby
głosowanie było ważne. Zarówno prezydent, jak i radni dalej będą
piastować swoje funkcje.
Według nieoficjalnych informacji, frekwencja w 65 spośród 104
komisji wyniosła 11,3 proc. Aby głosowanie było ważne, do urn
musiałoby pójść 32.820 osób, czyli prawie 22 proc. uprawnionych do
głosowania (trzy piąte tych, którzy brali udział w ostatnich
wyborach prezydenckich).
- To dobry sygnał nie tylko dla Gliwic. Nie może być tak, że polityk
zostaje odwołany po podjęciu jednej trudnej i niepopularnej decyzji.
Gdyby tak się stało, to nie można by wprowadzać potrzebnych zmian i
reform, a rządziliby tylko populiści - skomentował dla "Gazety"
frekwencję prezydent Frankiewicz. Jak dodał, sam nie wziął udziału w
głosowaniu, bo uważa że referendyści nieuczciwie zbierali podpisy
pod zorganizowaniem głosowania, informując ludzi, że podpisują się
pod petycją w sprawie powrotu tramwaju, a nie odwołania prezydenta.
W tej kadencji samorządu w województwie śląskim referenda odbywały
się do tej pory dwukrotnie. Dotyczyły one odwołania wójta i rady
Dąbrowy Zielonej pod Częstochową oraz burmistrza Szczekocin. Obydwa
nie zostały rozstrzygnięte z powodu zbyt niskiej frekwencji.