segel
23.05.10, 22:32
Też jestem, a może byłam harcerzem. Byłam - dlatego, że to było harcerstwo końca lat siedemdziesiątych. Z całym szacunkiem dla zmarłej senator Krystyny Bochenek, której dyktando starałam się zawsze pisać w domu, żeby się sprawdzić, z jeszcze większym szacunkiem dla Papieża, którego dzieła właśnie czytano, ale idea czytania tych dzieł wydaje mi się szczególnie w czasie katastrofalnej powodzi kompletnie bez sensu. Mam praktyczne podejście do życia i akcje typu czytanie dzieł, czy duchowa adopcja dziecka poczętego są dla mnie sztuką dla sztuki.
Kiedyś prowadziłam drużynę harcerską, w takiej sytuacji pierwsze co bym robiła z moimi harcerzami, to pomoc dla powodzian. W Częstochowie na pewno też by się przydali. Myślę, że taka lekcja życia i pomocy potrzebującym byłaby więcej warta niż czytanie przez kilka godzin nawet najbardziej wzniosłych dzieł.
Wydaje mi się że ja - podharcmistrz z lat siedemdziesiątych chyba nie miałabym po drodze z obecnymi instruktorami harcerskimi.