tomit00
26.05.11, 00:46
Piep***nie takie. Jeśli ten człowiek był w tak poważnym stanie że mógł się wykrwawić to żaden plaster nie wystarczy, także lekarz musiał by dłużej opatrywać tego człowieka (PIJAKA! - co celowo wyszczególniam ponieważ już to nie klasyfikuje go na równi z innymi). A teraz sytuacja gdzie lekarz opatruje pijaka 100 metrów obok swojego miejsca pracy, i nagle przyjeżdża karetka z rannym. Wtedy wrócić na oddział? opatrywać dalej? pozostawić rannego? Wrócić i w to miejsce wezwać sanitariusza? Nie mógł być to na tyle poważny przypadek żeby robić akcje na ulicy. Wg ludzi groziło to jego życiu - to zadzwonili na karetkę, koniec tematu. I nie ważne czy zdarzyło to się 100 metrów obok, czy na placu Biegańskiego (300 metrów), czy w II aleji (500 metrów). Jest potrzeba to przyjeżdża karetka i już.
A co do samego poszkodowanego - jeśli sam lekarz mówi że tego pana już kilkukrotnie sam opatrywał to możemy sobie wyobrazić co to za patologia i margines. Gość upija się do granic wytrzymałości umysłu, przestaje nad nim panować i przewraca się robiąc sobie krzywdę. Przyjeżdża karetka, bada, zawozi na oddział, leczy i wypuszcza. Wypuszcza tylko po to żeby następnego dnia albo za tydzień cała sytuacja się powtórzyła z tym samym skutkiem. A za to wszystko płacę ja, Pan/i redaktor, emeryt ledwo łączący koniec z końcem, i każdy inny obywatel tego kraju. Płacimy regularnie za tego pana który sobie łeb roztrzaskuje, bo przez promile nie może ustać.
Jak dla mnie, powinno się go opatrzyć i aresztować dopóki nie odrobi społecznie kosztów leczenia (wcale nie małych za taką jednorazową przygodę) + drugie tyle zadatku z tytułu samo okaleczania się.
Krzyczymy głośno jak podatki nam podwyższają, a nie potrafimy być konsekwentni wydając nasze własne pieniądze (w formie podatków na tego typu margines). Płacimy to powinniśmy wyegzekwować od władz, aby nie marnowała naszych pieniędzy.