obserwer24
08.02.15, 00:39
Sprowokowany zaproszeniem na koncert autorstwa Pani Zuzanny Suligi z GW.
Może taka recenzja:
" Maciej Maleńczuk podobno jest bardem. I na dodatek krakowskim. Sam z dużym sukcesem odgrywa (choć coraz mniej) rolę buntownika. Dziś gra wszystko, a jego piosenki w niczym nie starają się podgryźć polskiego establishmentu i spuentować polskiej rzeczywistości. Coraz bardziej się w ten establishment wpisuje. Z pewnym zdumieniem można dziś było zaobserwować jego występ w lokalu, który znany jest raczej z dyskoteki.
Byłem tam pierwszy raz. To czego można tam się spodziewać zapowiadają w parkingowej drodze greckie figury w otoczeniu świecidełek i ledowych palm. W środku dyskotekowy blichtr i - wbrew sloganom zapisanym na stronie internetowej - zagłuszająca wszystko dyskotekowa muzyka, z powodzeniem uniemożliwiająca usłyszeć mówiącego do ucha partnera.
Na koncert Maleńczuka zjawiło się sporo osób, których nie można podejrzewać o miłość do dyskoteki. Przyszli pewnie posłuchać muzyki – za koncert w filharmonii trzeba było słono zapłacić, a i tak bilety zostały wykupione. Przywitały je na barowym blacie skąpo odziane ubrane w pióra i skrzydła panie, usiłujące się od czasu do czasu poruszać w gestach prawdopodobnie mających mieć coś wspólnego z muzyką? Erotyką? Krakowskim bardem?
Przybysze tłoczyli się z tyłu, wokół barku z alkoholem, bo pod sceną większość parkietu zajmował podświetlony dyskotekowy parkiet. Jakaś para postanowiła właśnie zatańczyć. „Loże” czyli białe sofy nabijane kryształkami (:-)) były zajęte i częściowo puste.... Czyżby oni wiedzieli?
Wkrótce niezgrabne „anioły” z barowego blatu przeszły pod scenę i jak się okazało, muzyka znowu im nie przeszkadzała. Podrygiwanie w dwóch rzędach wskazywało że zapewne wcześniej tak ustalono, bo „choreografia” wskazywała na wolną amerykankę,
Po godzinie oczekiwania i popijania ktoś wśród tańczących rozbił na parkiecie szklanicę. Maleńczuk prawdopodobnie miał wystąpić o 23.00, nie wiem, bo opuściłem ten lokal po 1,5 godzinie oczekiwania. Maleńczuk okazał się być tylko dodatkiem i wabikiem, a sam klub (to jest moja osobista opinia i wrażenie, a o gustach się nie dyskutuje) szczytem obciachu i bezguścia.
Na plakatach i w necie nie informowano o dwugodzinnej obsuwie. Wręcz przeciwnie – sugerowano start imprezy z Maleńczukiem na 21.00. Rozumiem, że właściciele lokalu zarabiają tak naprawdę na napitkach, a nie biletach, które były w cenie klubowych wejściówek, o po kilku szkłach wynudzeni oczekiwaniem goście przestają myśleć o mającym wystąpić artyście, ale... poczułem się zażenowany.
Panie Maleńczuk – po co to wszystko? Czy nie traci pan twarzy? Bo tak naprawdę powinien pan mieć jedną – artysty? Jaką do tego można dorobić ideologię?