Dodaj do ulubionych

Bodziec zdrady...

08.10.06, 12:01
Czy zostalas/es kiedys sprowokowana do zdrawdy?
Obserwuj wątek
    • Gość: ania Re: Bodziec zdrady... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.06, 12:36
      sprowokowana do zdrady?tak wczoraj zdziwilam sie ze pojawil sie taki post na
      forum.wczoraj uleglam byl pocalunek ale dla mnie to tez zdrada , zaluje ze nie
      mam wyrzutow sumienia a powinnam teraz dalo mi to do myslenia i mam zamiar
      zakonczyc moj zwiazek raz na zawsze mam nadzieje ze mi sie to uda pozdrawiam i
      milej niedzieli
      • izabelahhpl26 Re: Bodziec zdrady... 08.10.06, 12:45
        Kto jest czesciej prowokowany do zdrady kobieta czy mezczyzna- sprawcy lez,
        cierpienia, krzywd...?
        Czy jestescie ulegli? Czy istnieja w tych czasach zwiazki BEZ ZDRADY!
        pozdrawiam
        • Gość: chceogladactwojeno Re: Bodziec zdrady... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.06, 12:58
          ja widzialem wczoraj kobiete z świetnymi nogami, strasznie mnie to
          sprowokowalo:P
          • Gość: Ela Re: Bodziec zdrady... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.06, 13:22
            Do zdrady może dojść przez odrzucenie przez człowieka, którego się kocha, z
            którym się jest - chłód w domu, brak zrozumienie a każdy z nas potrzebuje
            ciepła i czułości. Spotykasz osobe, która Ci to daje i....
            • Gość: xyz Re: Bodziec zdrady... IP: *.inds.pl 09.10.06, 13:08
              chyba najwiekszym bodzcem do zdrady jest sytuacja we wlasnym zwiazku..
              • Gość: Ela Re: Bodziec zdrady... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.06, 22:27
                tak masz racje... Pozdrawiam
              • Gość: lu8la Re: Bodziec zdrady... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.06, 08:43
                odpowiadam:bzdura!Starałam się w związku dawać jak najwięcej i
                najlepiej.Standard!Tak zostało moje pokolenie wychowane,że ma
                zasady/dotrzymanie przyrzeczenia małżeńskiego...że do końca na dobre i na
                złe ,w zdrowiu i chorobie,pracowałam zawodowo często gęsto na 2 etatach,potem
                po dzieci do przedszkola,obiady ....znacie.Znacie! M u s i a ł a m mieć
                siły.Tak to pojmowałam takie, były moje obowiązki.Mąż wracał z pracy ,zjadał
                obiad i wałił sie na tapczan bo był w pracy i jest zmęczony.Dom zachowywał się
                cicho bo Tata wypoczywał.Dzisiaj jestem od 10 lat zdradzaną żona.Bez możliwośći
                porozumienia .Znowu leży na tapczanie w postawie zwartej i nie chce
                rozmawiać.Znowu mu sie należy,tym razem kochanka.Bo ty nie umiesz mnie
                zrozumieć ,to hasło głoszone na próbę każdej rozmowy
                (przepraszam:"przesłuchania ")bo o co ci chodzi?Jet tez w tym nuta
                śmieszna:mamy po 6o lat
                • malaviola niesamowite... żyć z kimś kto zdradza!!! 10.10.06, 09:15
                  Podziwiam.... czytam i podziwiam kobiety, które są z mężem, który zdradza. Do
                  cholery, weźcie się w garść, tak nie można żyć... ileż można być zdradzaną,
                  poniżaną??!! Przecieżś na takim zerze, które posuwa się do zdrady nie może
                  zależeć żadnej wartościowej kobiecie, Panie - doceńcie się w końcu!! A Ci
                  pseudo mężowie, tchórze... opowiadają kochankom jacy to nieszczęśliwi w
                  małżeństwie jakie to żony złe itd itp.... wiecie, może to i prawda czasami, ale
                  z reguły to stek bzdur i kłamstw. Perfidnie oszukują dwie kobiety, chorzy
                  psychicznie ludzie... niedobrze mi się robi i życzę wszystkim tym, którzy
                  zdradzają i oszukują (zero szczerości wobec żadnej z kobiet: żonie czy
                  kochance, manipulacja obiema), życzę, żeby los się na nich zemścił, żeby kiedyś
                  żebrali o miłość i ciepło i żeby nigdy go nie dostali!

                  A jeżeli decydujecie się na wybaczenie zdrady ... to pamiętajcie, że w każdej
                  chwili może wrócić, bo gdy ktoś raz zdradził, zawsze zdradzał będzie!!
                  • Gość: ha8tka Re: niesamowite... żyć z kimś kto zdradza!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.10.06, 10:45
                    uwierz mi,ze bardzo ciężko uwierzyć,że mąż uwielbiany,podziwiany któremu
                    bezgranicznie sie wierzyło jest łajdakiemTo tak jak matka o synu mordercy
                    mówi"to niemożliwe" to mój syn.Wychowywałam go na uczciwego.Wierzy się,ż to
                    chwilowe,że pomyłka,ze tak wypadlo,że nie chce skrzywdzić nikogo,bo dziecki są
                    w ojcu zakochane,podziwiają go.Nie chcesz okaleczyc dzieci i siebie
                    wierząc....Mijaja lata,twoja pensja jest jak kot napłakał.Rozterki.Jedno
                    mieszkanie,oddzielne pokoje.Od czasu do czasu ochłap "serdeczności".Nie chce
                    się wynieść i przeprowadzić do swojej wielkiej miłości,chociaż jest wolna i ma
                    mieszkanie w miarę duże.W domu koszmar.Pełna gama chamstwa w wykonaniu
                    ukochanego kiedyś męża.Brak konstruktywnej rozmowy w której wyartykułował by
                    czeko chce.i gadka ...ja juz niczego nie chcę, mnie już na niczym nie zależy i
                    tkwi we wspólnym mieszkaniu,A ty żyjąc ze swojej 900 emerytury nie masz
                    pieniędzy na sprawę rozwodową,bo kupujesz na raty,które musisz
                    spłacic,lekarstwa itd itp.Odpowiadam.Tkwię bo całe życie wierzyłam,że ludzie
                    nie są żli,że najbliżsa osoba nie potrafi skrzywdzić mnie i wspólnych dzieci(bo
                    choć już dorosłe,dostały porządnego kopa,który będzie warunkował zachowaniami
                    przez całe życie)Wołałam ratunku,przyjaciele udają,ze nic nie widzą. Ach.....
                    • malaviola Re: niesamowite... żyć z kimś kto zdradza!!! 10.10.06, 14:11
                      Naprawdę, bardzo mi przykro i podziwiam Panią... życie jest takie okrutne... Ja
                      uważam, że takich ludzi powinna spotkać jakaś kara... nie wiem jaka... ale
                      nienawidzę ludzi, którzy zdradzają osoby, które je kochają... żałośni,
                      beznadziejni kretyni. Przykro mi bardzo... :((
    • malaviola Re: Bodziec zdrady... 08.10.06, 13:36
      Zdrada... chyba od wieków istniała i istnieć będzie wśród ludzi o słabym
      charakterze. Ja nigdy nie posunęłam się do takiego czegoś, gdyż miałam
      świadomość jak mnie by to bolało, gdyby partner mnie zdradził. Współczuję tym,
      którzy zdradzają i są zdradzani... Po co tkwić w taim związku, gdzie jest
      zdrada? Poza tym, gdy ktoś raz zdradził zawsze będzie zdradzał i nie ma
      wytłumaczenia, że to był ten jeden niewinny raz i się więcej nie powtórzy,
      niestety będzie się powtarzało... bo tak już tacy ludzie są skonstruowani.
      • Gość: ja Re: Bodziec zdrady... IP: 212.87.241.* 08.10.06, 15:35
        Też się zastanawiam co powoduje,że jednak ludzie decydują się spróbować jak to
        jest być niewiernym.To pewnie monotonnia związku.Wszystko powszednieje.Partner
        już niczym Cie nie zaskakuje.Spotykasz na swojej drodze kogoś nowego,kto mówi
        do Ciebie zupełnie innym językiem niż twój stały partner i powoduje u Ciebie
        stan dziwnego napięcia.A wtedy pozwalasz na to,żeby pierwszy stopień do
        piekła,czyli ciekawość poprowadziła Cie do zdrady.
        Zdrada to zło.To tabu.To niemoralne.Pewnie dlatego tak smakuje...
      • Gość: karla Re: Bodziec zdrady... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.06, 20:07
        masz racje... zdradzają ludzie o słabym charakterze, którzy nie dbają o uczucia
        innych. W końcu człowiek potrafi zapanować nad swoimi emocjami i umie myśleć
        racjonalnie. Jak można zdradzić osobę , którą się kocha???? Potem wrócić do
        niej i udawać, że wszystko jest ok. Mnie się to nigdy nie przytrafi. Naprawde
        masz racje... ja też tak kiedyś myślałam....
        • Gość: S Re: Bodziec zdrady... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.10.06, 09:50
          mój wuj tak robił setki razy .... huzar z niego był niesamowity ... przez całe
          życie :)))
    • anna.scott Re: Bodziec zdrady... 08.10.06, 17:04
      Zdrada ma różne oblicza.
      Najpowszechniejsza (chyba!) to zdrada w związku - zdradza kobieta mężczyznę
      albo mężczyzna kobietę. Zdarza się, że jedno z nich nie jest skurczygnatem po
      prostu i lubi robić skoki w bok dla sportu. Lecz najczęstszym powodem zdrady
      jest to, że czegoś w związku nam brakuje.
      Jednak po co zdradzać? Szkoda energii. Wiem, wiem, często nie zdajemy sobie
      sprawy z tego, że nasz związek jest niepełny, nie zaspokaja wszelkich potrzeb,
      dopóki nie spotkamy KOGOŚ innego. Ale i tak chyba uczciwiej jest po tym po
      prostu zabrać zabawki i odejść na inne podwórko. Często jest tak, że odchodząc,
      wchodzi się w pustkę. Trzeba zdobyć nowych przyjaciół, nowe kontakty, odnaleźć
      nową jakość życia.

      Jest jednak jeszcze inny rodzaj zdrady - kiedy w najmniej spodziewanym momencie
      odsuwają się przyjaciele, porzucają nas, a czasami nawet rodzina.
      Mnie właśnie taka zdrada dotknęła.
      Nie tak dawno zdarzyło się nieszczęście. Wtedy większość przyjaciół i rodziny
      (na szczęście nie z mojej strony) odsunęła się ode mnie. Odsuwając się ode
      mnie, ludzie ci automatycznie odsunęli się od mojej najbliższej rodziny.
      Warto teraz zastanowić się, czy to byli prawdziwi przyjaciele i czy warto jest
      mieć taką rodzinę, która odsuwa się, kiedy zdarzy sie nieszczęście.
      Z perspektywy widzę, że byli z nami tylko dlatego, że czerpali z tego korzyści.
      Kiedy źródło wyschło, odeszli, wykorzystując ten fakt.
      I doszłam do wniosku, że niech spadają.
      Mimo że wokół mnie jest teraz mniej osób, to przynajmniej wiem, na czym stoję.
      Nauczyłam się, że najlepiej liczyć tylko na siebie.
      Pamiętam, że co mnie nie zabije, to mnie wzmocni. I tak po prostu jest.
    • Gość: tatoo Re: Bodziec zdrady... IP: *.prenet.pl 08.10.06, 17:15
      To proste, jak masz chleb w domu to bułek nie szukasz....
      • Gość: jeleń Re: Bodziec zdrady... IP: *.prenet.pl 08.10.06, 17:18
        Moja żona miała i chleb , i bułki i cos do chleba a i tak poszła w bok. Po 23
        latach małzeństwa
        • Gość: Łoś Re: Bodziec zdrady... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.10.06, 11:33
          Widocznie jednak nie miała skoro poszła....
          • Gość: Waldi Re: Bodziec zdrady... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.10.06, 12:18
            Może trochę przewrotne ... ale to ma pewien urok. Osoby młode tego nie
            zrozumieją teraz ... dla nich to nie do pomyślenia na tym etapie życia. Zdanie
            na temat zdrad się zmienia grubo po 30-tce, kiedy czuje się już upływ czasu i
            wie, że to ostatnie lata młodości.

            Teraz mam 64 lata ... małżeństwo od 41 lat ... i też mi się trafiło parę (5-6)
            zdarzeń w życiu. Nigdy nie prowokowałem tych sytuacji. Z żoną było różnie choć
            przez większość życia OK. Zawsze była dla mnie najważniejsza ... to z nią
            miałem dzieci. Jednak teraz ... z perspektywy czasu nie żałuję że takie coś
            miało miejsce ... to jest element życia ... barwne, osobiste wspomnienia
            których nikt mi nigdy nie zabierze. Dlatego nie można się przed tym
            wzbraniać ... będziecie starsi to zrozumiecie ....
            • Gość: inglisz ti Re: Bodziec zdrady... IP: *.range86-135.btcentralplus.com 09.10.06, 12:38
              Jak to ze ktos byl sprowokowany do zdrady???
              Nie rozumiem-czt Twoj partner Cie sprowokowal swoim zachowaniem czy jakis
              przystojnaik na Ciebie spojrzal kuszaco i to Cie sprowokowalo?
              Wcale czegos takiego nie rozumiem i mowie ze powinnismy sie najpierw postawic
              na miejscu tej osoby,ktorej swinstwo robimy i wyobrazic sobie jak to jest.
              Dla mnie to slabosc charakteru,brak szacunku do siebie i swojego zwiazku-moze
              jak kolezanka wyzej powinniscie zostawic swych parnterow,wyszalec sie a potem
              sie ustatkowac-Waldek piszesz ze nie zalujesz swoich skokow w bok bo byly
              zabarwieniem Twego nudnego (jak sie domyslam)zycia-slubowales wiernosc swojej
              zonie na oltarzu,a potem za jej plecami sie z niej smiales a zaloze sie ze ta,z
              ktora ja zdradzales smiala sie z Ciebie lub zal jej Ciebie bylo.Waldi nie
              obrazaj sie ale akurat sie napatoczyles i wzielam Cie za przyklad-jestem pewna
              ze takich jak Ty jest duzo wiecej-przykro sluchac ze dzis w dobie wolnosci i
              takich mozliwosci ludzie uwazaja za podniete i kolorowe zycie gdy zdradzaja-
              ludzie macie tyle do roboty!
              pozdrawiam wszystkich ale nie zdradzajacych-no chyba ze oboje zdradzaja i o tym
              wiedza
              • Gość: Waldi Re: Bodziec zdrady... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.10.06, 12:59
                Nie będę się kłócił ... po prostu nie rozumiesz tego ... dla Ciebie wszystko
                jest jednoznaczne a to wyklucza inny odbiór takich spraw ...
                Swojego życia nie uznaję za nudne ... bo trochę w życiu widziałem i
                doświadczyłem ...

                Dla porównania ... czy mile wspominasz swoją pierwszą zagraniczną wycieczkę???
                Z przelotną znajomością jest podobnie ... ja nigdy nie miałem długotrwałych
                związków na boku. Mając po 60-tce wspominam to wszystko z uśmiechem na
                ustach ...
                • Gość: ingl ti Re: Bodziec zdrady... IP: *.range86-135.btcentralplus.com 09.10.06, 13:35
                  Waldi!Prosze nie chcialam by tak to zabrzmialo podalam tylko swoj punkt
                  widzenia-moze faktycznie udowadnia to teze ze mezczyzni sa z Marsa a my z Wenus!
                  Bo dla mnie zdrada znzczy widzc wiecej niz dla niektorych-mam 30 lat moze to za
                  malo by cos powiedziec-milo jednak uslyszec jak to jest i uczyc sie na cudzych
                  bledach
                  Pozdrawiam i pytanie-czy nadal to robisz?i jeszcze mnie ciekawi tylko czy
                  powiedziales Zonie o tych zdradach-tak tylko z ciekawosci pytam i nie by sie
                  klocic:)
                  • Gość: Waldi Re: Bodziec zdrady... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.10.06, 13:45
                    Ja jestem pokoleniem exportowców PRL ... byłem przez dłuższy czas na
                    kontraktach na Węgrzech, w Jugosławii, Libii i Jordanii ... i to była moja
                    młodość ... były i wtedy kobiety. Zresztą większość kolegów miała takie
                    zdarzenia na wyjazdach ... taka specyfika tego była ...

                    Teraz to ja już dawno kobitkach nie myślę ... bawię wnuki i czasem się spotykam
                    z kolegami z dawnych lat na brydża i wspomnienia ... :)))
                    Żonie nigdy nie powiedziałem o tych sprawach ...
                    • Gość: Ingl tika Re: Bodziec zdrady... IP: *.range86-135.btcentralplus.com 09.10.06, 14:14
                      Dziekuje!To lepiej ze zona o niczym nie wie bo znam takiego co go mocno
                      sumienie gryzlo i aby pomoc SOBIE zonie sie przyznal do nic nieznaczacej
                      zdrady!
                      Teraz rozumiem-wyjazdy i kobiety roznej narodowosci-nie zawsze tak powsciagliwe
                      i chlodne jak rodaczki no i prosze-zdrada gotowa!ha ha ha!
                      Pozdrawiam
                      • Gość: Waldi Re: Bodziec zdrady... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.10.06, 14:41
                        Tytułem podsumowania tylko powiem .... takie jest niestety życie ... :))) Ale
                        niczego nie żałuję ... małżeństwo też było dobre ... o niebo lepsze niż te
                        kilka uniesień ...
                      • zwitter1 Re: Bodziec zdrady... 09.10.06, 14:55
                        Powiem jedno. W pewnym już wieku nie ma się wyrzutów sumienia. Trzeba być
                        jednak wybrednym i nie decydować się na zdradę za każdym razem, gdy dostaje się
                        propozycję. Tak, propozycje wychodzą i od facetów, i od babek.
                        Po prostu jeśli jest się dorosłym, to trzeba brać odpowiedzialność za swoje
                        czyny. Jeśli ktoś się tłumaczy, że zdradził, bo ktoś go zbajerował
                        albo "zbałamucił", to po prostu mnie śmieszy. Jesteś dorosły/dorosła PRZED, to
                        bądź taki/taka również PO.
                        Jednego nie wolno zrobić. Nie rań drugiej strony swojego związku jakimiś
                        niepotrzebnymi wyznaniami. Ona pomyśli, że przyznałeś się, bo ci nie wyszło, a
                        nie dlatego, że ona (żona) jest jakaś wyjątkowa.

          • Gość: jeleń Re: Bodziec zdrady... IP: *.prenet.pl 09.10.06, 16:45
            Ano , teraz to wiem,czego jej brakowało.
            • Gość: Jacek Re: Bodziec zdrady... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.10.06, 21:28
              dwa lata temu zdradzila mnie dziewczyna. Wybaczylem i jestesmy nadal razem. Strasznie sie czulem, gdy sie o tym dowiedzialem, ale mimo tego nawet na chwile nie przestalem Jej kochac. Potem ja mialem okazje do zdrady, nic nie stalo temu na przeszkodzie. Bylismy w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. Bardzo Atrakcyjna kobieta (ktora dobrze znalem od dawna) zaczela sie do mnie dobierac, a ja powiedzialem stop. Do niczego nie doszlo. Nie moglem tego zrobic. Czulem sie jakbym mial zdradzic samego siebie. Ciesze sie, ze tak sie stalo bo wiem, ze jestem w 100% w porzadku wobec swojej dziewczyny i nie mam nic na sumieniu. Wiem, ze wiekrzosc facetow postapila by zupelnie inaczej.

              Pozdrawiam wszystkich niezdradzajacych...
              • Gość: jeleń Re: Bodziec zdrady... IP: *.prenet.pl 09.10.06, 21:52
                Jak czytałem to, co napisałeś, to jakbym czytał swoje wspomnienia, też miałem
                okazje, nie skorzystałem, jakos zadziałały hamulce moralne. Ja swojej tez
                wybaczyłem, ale już przestałem bezgranicznie ufać. Pozdrawiam, podziwiam.
                • Gość: Jacek Re: Bodziec zdrady... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.10.06, 22:48
                  Widze, że nie jestem sam:)

                  Ludzie nie zdradzajcie sie !!! Czy warto ryzykować poważne uczucie dla chwilowego kryzysu lub chwilowego szaleństwa? Moim zdaniem N I E.
                  • izabelahhpl26 Re: Bodziec zdrady... 09.10.06, 23:09
                    wszyscy macie racje!
                    • Gość: anika Re: Bodziec zdrady... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.10.06, 23:37
                      a czym jest zdrada psychiczna? myślą? marzeniem?
                      pocałunek to już zdrada fizyczna? a przytulanie?
                      • izabelahhpl26 Re: Bodziec zdrady... 09.10.06, 23:45
                        Definicji jest wiele. To zależy od osoby zdradzanej, czy czuje się zdradzana,
                        czy nie. - Jest zdrada psychiczna, czyli emocjonalna, uczuciowa i fizyczna. To
                        najprostszy podział. Ta zdrada psychiczna jest trudniejsza do przeżycia. Jeżeli
                        ktoś do nas wraca i angażuje się w uczucia z nami, to jakoś tę zdradę fizyczną
                        przeżyjemy. Natomiast bardzo trudno jest pogodzić się z tym, że nie jesteśmy
                        dla kogoś wystarczający, i że ktoś siedząc z nami być może myślami ucieka do
                        kogoś innego. Każdy związek musi sam ustalić własne kryteria zdrady. Co według
                        nich jest zdradą .
                        Do zdrady popycha człowieka ciekawość, poszukiwanie nowych doświadczeń, ale
                        także szukanie tego, co było, ale się skończyło. Bo nasz związek ewoluuje,
                        zmienia się, czyli innymi słowy poszukujemy tego samego na nowo.
                        Zdrada nie jest końcem świata! Jeżeli mamy siłę i motywację to pracujmy nad
                        związkiem. Naprawdę nie tak rzadko zdarza się, że związek wchodzi w nową jakość
                        i życie partnerów może być nawet lepsze niż sprzed zdrady. Może to być kryzys
                        budujący, ale z założeniem, że to się już więcej nie powtórzy.

              • Gość: alexita Re: Bodziec zdrady... IP: *.adsl.hansenet.de 09.10.06, 22:35
                jacku, masz absolutna racje,
                wiem jakcy sa mezczyzni, przynajmniej ja moge wypowiedziec sie na ten temat.
                Moj ex-przyjaciel-juz teraz ex, zdradzal mnie i przez 3 lata nie potrafil
                odejsc, byl slaby psychicznie, zeby pozwolic mi odejsc. Nie rozumiem mezczyzn!
                Manipulowal mna, gral na moich uczuciach, co destrukcyjnie wplynelo to na moje
                zycie.
                Obecnie jestem sama i nie potrafie zaufac zadnemu mezczyznie.
                • Gość: Jacek Re: Bodziec zdrady... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.10.06, 22:46
                  To też prawda. Jak sie człowiek nagnie raz to już potem cały czas ma wątpliwości i jest nieufny. Trzymaj się Alexita.
    • Gość: Maja Re: Bodziec zdrady... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.10.06, 21:58
      Zdrada nie musi byc fizyczna.
    • Gość: on Re: Bodziec zdrady... IP: *.21.pl 09.10.06, 22:38
      Bodziec zdrady...el Diablo, Tis
    • Gość: Taka jedna... Re: Bodziec zdrady... IP: *.adsl.hansenet.de 09.10.06, 23:57
      Jestem zdobywcą,
      Taka postawa wynika z ogólnego przekonania (o mieszczańskim rodowodzie), że
      prawem mężczyzny jest zdobywać kobiety. Zaś ich jedynym prawem - jedynym w tej
      materii - jest być zdobywanymi. Łowca chodzi więc, szuka, węszy, czeka na
      okazję i poluje na zdobycz. Bardziej aktywny, sam tworzy okazje: organizuje
      nagonkę, ustawia zasadzki, kontroluje sidła. W obu przypadkach największa
      przyjemność tkwi w samym polowaniu. Ofiara jest mniej ważna - ot, nowe trofeum
      w kolekcji. Nie jest to typ mężczyzny dbającego o kobietę. Ja niestety go
      zdobywalam, a on to wykorzystywal ; to przykre :(((((
    • malaviola Zdrada.... 10.10.06, 00:18
      Ktoś kiedyś powiedział: "Gdy raz mnie oszukasz, wina będzie Twoja... za drugim
      razem będzie moja". Puknijcie się w głowę ludzie!!! Każdego zdradzającego
      powinno spotkać to samo.... bo myślę, że dla niektórych zdrada to świetna
      zabawa, nie myślą o drugiej osobie, co czuje, jak to przeżyje... Nie ma
      wytłumaczenia dla zdrady... i nie ma się czym chwlić, że się zdradzało... bo to
      raczej żałosne z perspektywy czasu... A lepiej człowiekowi się rano wstaje, gdy
      ma czyste sumienie i może spojrzeć spokojnie w lustro... Poza tym raz wyrządzona
      krzywda osobie, która kocha wraca wcześniej czy później ze zdwojoną siłą, więc
      pytanie: czy warto?
      • Gość: Gość Pożyjemy, zobaczymy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.10.06, 15:18
        Mądralińscy, którzy mają opracowaną teorię na każdy temat, przy zupełnym braku
        doświadczeń są "expertami" "Ja bym...", "nie wyobrażam sobie", "powinno
        się..." , " myślę że.." Troszeczkę pokory , głębszego myślenia i przede
        wszystkim czasu... Zycie pisze scenariusz, a my jesteśmy aktorami, którzy
        wszystko muszą zagrać. "NIGDY NIE MÓW NIGDY"
        • Gość: experience Re: Pożyjemy, zobaczymy IP: 195.116.125.* 12.10.06, 15:49
          tak!!!!!!!! Nie znamy siebie, nie wiemy na co nas stać. Nawet wśród tych,
          którzy uważają dzisiaj, że oni "nigdy"...., że "nie wyobrażają sobie" za
          kilka , kilkanaście dni , tygodni znajdą się tacy, którzy przeżyją taki
          dylemat. Staną oko w oko z ogromem emocji... I wtedy pozostaną wyłącznie sam na
          sam z własnym sumieniem. Jeśli zwyciężą - wtedy bedą silniejsi, jeśli nie -
          odkryją "ciemniejszą stronę własnego JA". Mnie się udało, ale "blizn nie
          pokryje zaden puder".
        • malaviola Re: Pożyjemy, zobaczymy 13.10.06, 00:08
          Oczywiście, never say never, ale chyba po to ma się jakieś zasady, żeby ich nie
          łamać... ja raz jedną swoją złamałam i był to błąd, i wybaczyłam, drugi raz nie
          mam zamiaru takiego błedu popełnić. A że życie pisze scenariusz to już inna
          sprawa, od nas samych zależy czy wobec siebie i innych będziemy grać fair, czy
          nie... więc Gościu... więcej samokrytyki.
    • Gość: mhm Re: Bodziec zdrady... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.10.06, 14:54
      Po co zdradzać? Po co ranić?
    • Gość: ja Re: Bodziec zdrady... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.06, 00:22
      Ja nie zdradziłam i nie zdradzę. Mój mąż jednak ciągle ma do mnie pretensje,
      lub wypomina mi facetów sprzed naszego związku (wyimaginowanych zresztą). Mam
      niewiele ponad 40 lat nadal jestem atrakcyjna, dbam o siebie, wiem że się
      podobam. Ale żadne romanse mnie nie interesuja, po prostu taka jestem.
      Zastanawiam się czy kiedyś nie skoczę w bok, może wtedy będzie mi lżej i inaczej
      spojrzę na życie.
      Mężowie! więcej zaufania do żon!!!!
      • misiakilla Re: Bodziec zdrady... 13.10.06, 07:39
        Jak zaufanie miec do zony kiedy taka mowi "Zastanawiam się czy kiedyś nie skoczę
        w bok, może wtedy będzie mi lżej i inaczej" ?

        Chcecie przezyc cos nowego. Zrob cos co da Ci ogrom adrenaliny...niekoniecznie
        zdrada... i gotowe:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka