Polski folwark zwierzęcy 2003

18.05.03, 19:42
Raz w folwarku zwierzęcym, przy okrągłym stole,
grupa równych z równiejszych zwołała zebranie
by rozdzielić wśród wszystkich dole i niedole
- to co każdy ma robić i to co dostanie...

koń, co silny, wóz dostał by ciągnąc pod górę,
krowa szaflik - by było do czego ją doić,
koszem - jajka by składać - obdarzono kurę,
całej reszcie - policję, by nie mogła broić...

Na fotelach złoconych posadzono świnie
dając berło do ręki i pełne koryto,
trąby dano - by mogły trąbić o swoim wyczynie,
świński gnój za fotelami flagami przykryto...

By rozdzielić wyraźnie i funkcje i role
większość zwierząt zamknięto w oborze, w stodole,
tłustą mniejszość, w fotelach, ze wspólnego placu
przeniesiono do Sejmu i innych pałaców...

Cóż - w oborach od dawna nikt słomy nie zmienia,
w pozłacanych fotelach usnęły sumienia,
a dobrobyt w folwarku, o którym tłum marzył,
mają równi, z folwarku ciągłej wyprzedaży....

Płyną dni i miesiące, upływają lata,
słoma wciąż nie zmieniana - to zalega krowom zapłata,
kurom, co już nie gdaczą, za ich jajka - plewy,
świnie żyją w pałacach - więc sprzedały chlewy,
koń nie ciągnie już wozu - bo i wóz sprzedany...
Tylko kundle, te w mediach, śpiewają peany
na cześć świń, ich sukcesów i zasług ogromu...
Krowy żują, a myśleć nie chce się nikomu....

Folwark wciąż się rozpada, z dachu gonty lecą,
co niektórzy, zbudzeni, trzęsą się ze strachu,
ziarn ostatnich w spichlerzu szukać trza ze świecą,
gnój spod złotych foteli dziś już sięga dachu...

W końcu równym z równiejszych robi się nieswojo,
o złocone fotele w folwarku się boją...
Bo choć wszyscy pokorni i karmieni pokorą
- może zarżnąć nie zarżną - ale nie wybiorą...
No, a jak nawet wybiorą - jak tu rządzić dalej,
jeśli większość sprzedana, a reszta się wali...

Cześć równiejszych w pośpiechu, skrycie tunel kopie
by, po przejściu tunelem, sprzedać Europie
byłą ziemię folwarku, co dziś już ruiną...
By ze świni z Magdalenki stać się Euroświnią...
Aby rządzić tą resztką, co się w gruzy wali,
z Bonn, Brukseli, Paryża... bezpiecznie - z oddali,
marząc w nowych fotelach, w swych bezpiecznych amtach
że sprzedani, bezsilni, zapomną o kantach...

Tak więc Lesie i Władki, Zbyszki i Adasie,
mając w sercach nadzieję, a łapówki w kasie
za to co już zrobili i za to co zrobią,
dziś do nowych, tych euro, stołków się sposobią...

Gdy ktoś wskaże ten szwindel i szwindle poprzednie
strach im dusze ogarnia i lico im blednie.
Czasem nerwy puszczają, napięte do granic
- więc zaplują, zastraszą, znów zaczną tumanić,
by nie stracić nagrody, co za Odrą czeka...
Bo gdy stracą - nie będzie już dokąd uciekać...

* * *

Wiem, że spać Wam wygodnie na słomie co gnije,
nie czujecie łańcucha, co uwiera szyje...
Że wiatr rozwiał sprzed lat już dwudziestu nadzieje
i że Was nie obchodzi, że rządzą złodzieje...

Ja tak tylko nieśmiało... Wiem, że nic nie zmienię...
- Ale chętnie bym ujrzał Wasze przebudzenie...

Copyright Miroslaw Krupinski, Albany, Australia, luty 2003 roku.

Pełna wersja