Dodaj do ulubionych

AZS-Wywiad z pakoszem

IP: *.wro.vectranet.pl 02.06.08, 22:58
Miniony sezon był dla częstochowskiej ekipy niezwykle udany. Srebrny medal
oraz zdobycie Pucharu Polski, dające przepustkę do gry w Lidze Mistrzów było
długo oczekiwanym sukcesem. Minione rozgrywki możecie zatem zaliczyć do, jak
najbardziej udanych…

- To prawda. Miniony sezon był w naszym wykonaniu bardzo udany. Wszyscy
zawodnicy, zarówno podstawowi, jak i Ci wchodzący spisywali się znakomicie,
czego efektem jest wynik, jaki ten zespół osiągnął, a więc srebrny medal
Mistrzostw Polski, a także zdobycie Pucharu Polski. Myślę, że tak naprawdę
kluczowym momentem było wyeliminowanie Iskry Odincowo. To był taki sygnał dla
zawodników, że jeśli potrafimy wygrywać z najlepszymi zespołami w Europie, to
mamy równie duże szansę na krajowym podwórku. Przykładem tego był finałowy
turniej Pucharu Polski w Poznaniu, a także faza play-off. Moim zdaniem, zeszły
sezon był bardzo specyficzny. Warto powiedzieć, że większość zawodników,
którym kończyły się kontrakty, tak naprawdę pracowała na swoją przyszłość.
Pracowali bardzo ciężko, aby sprzedać te swoje umiejętności i walory i udało
im się to doskonale. Dzięki temu, otrzymali znakomite propozycję z innych
klubów i ten miniony sezon, to także indywidualny sukces każdego z tych
zawodników.

Mimo wszystko, pozostał chyba lekki niedosyt. Kibiców najbardziej boli
pamiętny pojedynek z Noliko Maaseik, który w dramatycznych okolicznościach
przegraliście i w konsekwencji zabrakło zespołu w finałowym turnieju Pucharu
CEV, a jak pokazał czas, szansę na awans do finału były ogromne. Do tego
dochodzi finałowy pojedynek z PGE Skrą Bełchatów, gdyż wydaje się, że chociaż
jedna wygrana była w zasięgu…

- Z belgijską ekipą wielokrotnie mierzyliśmy się w ostatnich latach i to nie
tylko nasz zespół, ale także Kędzierzyn- Koźle, Skra Bełchatów, czy wcześniej
Jastrzębski Węgiel. Uważam, że bardzo ważne było pierwsze spotkanie, gdzie po
wygraniu pierwszej partii, w kolejnych trzech odsłonach zeszło z nas
powietrze. Rewanż w Częstochowie udało się wygrać. Doszło do „złotego seta”, w
którym pamiętamy, prowadziliśmy różnicą czterech punktów i wtedy skurcz obu
nóg dopadł Pawła Woickiego i musiał opuścić boisko. Myślę, że ten moment był
kluczowy, bo sądzę, że gdyby Paweł dotrwał do końca spotkania, nie
roztrwonilibyśmy tej przewagi. Oczywiście, nie obciążam winą za porażkę
Andrzeja Stelmacha, ale ta cała sytuacja wywarła niekorzystne wrażenie na
całym zespole. W nasze szeregi wdarł się paraliż, jakaś chwila zawahania i to
sprawiło, że Belgowie wyczuli swoją szansę i w końcówce tego seta zagrali
koncertowo, wykorzystując wszystkie błędy naszego zespołu. Ze Skrą Bełchatów
od dłuższego czasu zawsze grało nam się ciężko. Ostatni raz pokonaliśmy ten
zespół we wrześniu 2006 roku. Od tego momentu nie mamy ze Skrą najlepszego
bilansu, ponieśliśmy kilka porażek z rzędu. Z bełchatowianami można wygrać
jedno spotkanie, być może dwa, ale na dłuższą metę, na całą rundę play-off
jest to, jak na polskie warunki zespół kompletny, który zawsze w tych
newralgicznych momentach ma do dyspozycji Mariusza Wlazłego i praktycznie w
każdej trudnej sytuacji Mariusz dostaje piłkę i jest gwarantem tego, że na
trzy ataki, dwa uda mu się skończyć i przechyla szalę zwycięstwa na korzyść
swojego zespołu. Zresztą najlepszym tego przykładem jest ostatnie spotkanie
finałowe w Częstochowie, gdzie w tie- breaku, Mariusz był wiodącą postacią w
swojej ekipie i dzięki jego dobrej dyspozycji Skra wygrała. To wszystko jest
potwierdzeniem tego, że Skra dominuje w lidze i myślę, że przez najbliższe
kilka sezonów powinno być podobnie, gdyż ruchy transferowe w pełni to
potwierdzają.

Po sukcesie nad częstochowskim zespołem zawisły „czarne chmury”. W mgnieniu
oka zespół opuściły największe gwiazdy, dzięki którym zespół zabłysnął na
krajowej i światowej arenie. Nie jest Panu żal, że po kilku mozolnych latach
budowania zespołu, trzon ekipy w piorunująco szybkim tempie rozpadł się, jak
domek z kart?

- Trzeba powiedzieć sobie jasno i otwarcie, że pewien etap budowania zespołu
dobiegł końca. Zawodnicy grający w ostatnich latach w Częstochowie osiągnęli
ogromny sukces i wypromowali się, dzięki czemu dostali bardzo atrakcyjne
oferty z innych zespołów. Nie ma, co ukrywać, że pomimo naszych starań i tego,
że nasze propozycje były znacznie większe od tych, oferowanych w zeszłym
sezonie, nie zdecydowali się na parafowanie nowych umów, czy aneksów
przedłużających kontrakty. W związku z powyższym, żal na pewno jest, ale nie
ma się, co oszukiwać, że Częstochowa nie jest potentatem gospodarczym. Tak
naprawdę firm, które są zainteresowane sponsorowaniem siatkówki w mieście jest
niewiele. Tych, którzy chcieliby przeznaczyć własny kapitał na potrzeby klubu
jest, jak na lekarstwo. Wobec czego, dysponujemy takim, a nie innym budżetem i
w jego obrębie musimy się mieścić, aby płynność finansowa klubu była
utrzymywana. Przyjęliśmy decyzję zawodników ze smutkiem, ale i ze
zrozumieniem, bo wybrali dla siebie najlepsze oferty i nie można się temu
dziwić. My jesteśmy zobligowani do tego, by poszukiwać nowych sponsorów,
nowych firm. Takowe rozmowy oczywiście trwają, nie wszystkie kończą się,
jednak powodzeniem. Powiem więcej, w obecnych czasach z reguły takie
negocjacje kończą się fiaskiem. Jeśli na sto firm jedna zdecyduje się na
sponsoring, to jest naprawdę niezły wynik. Na chwilę obecną są prowadzone trzy
zaawansowane rozmowy z trzema globalnymi sponsorami, nie tylko w zasięgu
krajowym, ale i międzynarodowym. Większość decyzji zapada, jednak zagranicą, a
nie od teraz wiadomo, że przekonanie Fina, Holendra, czy Austriaka do tego,
aby zainwestował w klub z Częstochowy to zadanie raczej karkołomne. Natomiast
na szczeblu krajowym, myślę, że firmy zainteresowane sponsoringiem i promocją
nadal będą to czynić, tak jak było dotychczas. Aczkolwiek warto podkreślić, że
w kraju ten balon o nazwie „siatkówka” jest napompowany do granic możliwości i
aż strach pomyśleć, co będzie się działo, jeśli Polska reprezentacja nie
znajdzie się na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie. Rozstrzygnięcie zapadanie w
ciągu najbliższych dni, natomiast patrząc na to, co dzieje się w takich
ośrodkach, jak Warszawa, Radom, Sosnowiec, czy Gdańsk, to trudno o optymizm.
Do tej pory rozgrywki ligowe cechowało to, że zawsze cztery, pięć, a ostatnio
nawet sześć zespołów, które nawiązywały walkę między sobą i walka była bardzo
wyrównana. Teraz słyszymy o wzmocnieniach zespołów z Bełchatowa, Jastrzębia,
czy Rzeszowa, a reszta ekip jest na etapie pozyskiwania środków finansowych.
Najmożniejsze ekipy mają do dyspozycji budżet w granicach 10 milionów, a
reszta ekip oscyluję w granicach 5- 6 milionów brutto, dlatego też na
kontrakty można przeznaczyć maksymalnie 3 miliony, a przy obecnych cenach
zawodników wszyscy doskonale zdają sobie sprawę, że trzeba te środki mądrze
wydawać i gospodarować, aby przyniosło to pożądany efekt.

Co Pana zdaniem miało największy wpływ na to, że filary zespołu Krzysztof
Gierczyński, Paweł Woicki, czy Marcin Wika zdecydowały się zmienić barwy
klubowe i przenieść się do Rzeszowa? Osobiście, nie wierzę w to, że poszli za
sportowym awansem, bo jednak rzeszowianie występować będą „jedynie” w
Challenge Cup, a częstochowski zespół w Lidze Mistrzów…

- Myślę, że oto najlepiej trzeba zapytać samych zawodników. Z naszej strony
wygląda to ni mniej ni więcej tyle, że zadecydowało o tym względy finansowe.
Tak naprawdę ranga pucharów, czy zespół gra w takich, czy innych rozgrywkach,
jest w tym momencie mniej istotne. Podstawowym argumentem dla zawodników jest
to, ile mogą zarobić w danym klubie. Dostali bardzo lukratywne oferty z
Rzeszowa i stąd wybrali propozycję z Podkarpacia.

A czy liga Mistrzów nie była dla nich magnezem i bodźcem przyciągającym do
pozostania w klubie?

- Tak, jak mówię, tak naprawdę rozgrywki pucharowe nie są dla zawodników czymś
najważnie
Obserwuj wątek
    • Gość: northewind Re: AZS-Wywiad z pakoszem IP: *.wro.vectranet.pl 02.06.08, 23:00
      Co o tym saązicie? Wiadomość cytowana za www.azsczestochowa.pl

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka