Gość: 21
IP: 213.199.253.*
18.09.10, 18:26
Dziś trzeci dzień jak chodzę na zastrzyki,byłam już dwa razy w przychodni a w weekend niestety trzeba było iść do szpitala...
O 7.40 byłam już w szpitalu ...czekałam na pielęgniarkę 25min(a ze mną inne 3 osoby...gdzie w weekend powinien być "ktoś"całą dobę...tak jak pisze na drzwiach)
Gdy Pani pielęgniarka łaskawie się zjawiła,zamiast "dzień dobry" przywitała wszystkich tak:
-Kur*a!!! Jak tu śmierdzi!!Może by ktoś okno otworzył!!!
Otworzyła okno (robiąc straszny przeciąg)i weszła do zabiegowego ...trzaskając drzwiami tak,że aż mi w uszach zadzwoniło...
Weszłam do gabinetu....Dałam skierowanie i powiedziałam,że na zastrzyk,a ona na to,że to skierowanie od prywatnego lekarza i trzeba za "usługę"zapłacić ok 15 zł w kasie ://(Jestem ubezpieczona a do tego przyszłam ze swoimi "lekami"...nie wiem jak to jest,czy się płaci czy nie,ale się zdziwiłam bo chyba nie powinno się płacić,jak to jest??)
Teraz robimy zastrzyk.... igłę to mi wbiła chyba do samej kości(!)...To chyba był najgorszy zastrzyk w moim życiu,tak samo jak "wrażliwa" i "uprzejma" Pani pielęgniarka(do tej pory jeszcze się z taką nie spotkałam).
Teraz kuleję na jedną nogę bo boli mnie jak cholera nie wspominając o tym ze jutro będę miała krwiaka na pół tyłka(jutro raczej wybiorę się prywatnie)://
Teraz zaczynam doceniać Panie pielęgniarki z "mojej"przychodni ://
Czy wy też się kiedyś spotkaliście z takim traktowaniem w szpitalu/przychodni....?