5 tygodni temu, moja siedmioletnia córeczka została popchnięta przez koleżankę
tak mocno, że uderzyła twarzą prosto w beton. Połamała nosek i wybiła ząb.
Opuchlizna rosła tak szybko, że na prześwietleniu nie można było stwierdzić
czy nos jest złamany. Choć było widać, że jest przesunięty. Pani dr laryngolog
zasugerowała, że nos rzeczywiście raczej jest złamany ale dopóki jest
opuchlizna to nic nie da się zrobić. Co 2 dni byliśmy w szpitalu na kontroli
czy nie tworzy się krwiak przegrody. Po 6 dniach opuchlizna trochę ustąpiła i
skierowano nas na oddział otolaryngologiczny na repozycję noska. Trzeba to
ponoć zrobić do 7 dnia. Następnego dnia była operacja. Po 7 dniach zdjęto gips
i wyjęto seton z noska /był tylko w jednej dziurce/. Lekarz niewiele mówił,
był wyjątkowo milczący, a przecież człowiek niecodziennie znajduje się w
takiej sytuacji. Trzeba było o wszystko pytać, kiedy można dmuchać nos, czy
czymś go smarować etc. Teraz minął ponad miesiąc. Nosek nie wygląda jak przed
operacją i wiem, że nigdy nie będzie. Nadal jest opuchnięty, a córce w pozycji
leżącej oddycha się gorzej. Poszliśmy wczoraj na prywatną konsultację. Pani dr
była bardzo rozmowna. Powiedziała, żeby pojechać na ten oddział gdzie byliśmy
i, żeby położyć córkę na obserwację, bo nie może tak być, że po operacji
dziecko oddycha gorzej niż wcześniej. Stwierdziła, że nie będzie nas narażać
na koszty, bo przydałoby się zrobić tomografię. Poza tym stwierdziła, że
według niej ten nosek jest drożny. Najbardziej przeraziło mnie, że ten nos
może rosnąć i się zniekształcać. Córka ma po tym wypadku lekko wystającą kość
z jednej strony. Czy miał ktoś złamany nos w dzieciństwie albo dzieciątko,
które nieszczęśliwie złamało nos? Jak ten nosek się potem rozwijał, czy zawsze
wraz ze wzrostem musi się zniekształcać?, czy można oddychać jak przed
złamaniem? Proszę o informację, bo jestem załamana.