Dodaj do ulubionych

POMOCY ! Złamany nosek

01.11.09, 08:04
5 tygodni temu, moja siedmioletnia córeczka została popchnięta przez koleżankę
tak mocno, że uderzyła twarzą prosto w beton. Połamała nosek i wybiła ząb.
Opuchlizna rosła tak szybko, że na prześwietleniu nie można było stwierdzić
czy nos jest złamany. Choć było widać, że jest przesunięty. Pani dr laryngolog
zasugerowała, że nos rzeczywiście raczej jest złamany ale dopóki jest
opuchlizna to nic nie da się zrobić. Co 2 dni byliśmy w szpitalu na kontroli
czy nie tworzy się krwiak przegrody. Po 6 dniach opuchlizna trochę ustąpiła i
skierowano nas na oddział otolaryngologiczny na repozycję noska. Trzeba to
ponoć zrobić do 7 dnia. Następnego dnia była operacja. Po 7 dniach zdjęto gips
i wyjęto seton z noska /był tylko w jednej dziurce/. Lekarz niewiele mówił,
był wyjątkowo milczący, a przecież człowiek niecodziennie znajduje się w
takiej sytuacji. Trzeba było o wszystko pytać, kiedy można dmuchać nos, czy
czymś go smarować etc. Teraz minął ponad miesiąc. Nosek nie wygląda jak przed
operacją i wiem, że nigdy nie będzie. Nadal jest opuchnięty, a córce w pozycji
leżącej oddycha się gorzej. Poszliśmy wczoraj na prywatną konsultację. Pani dr
była bardzo rozmowna. Powiedziała, żeby pojechać na ten oddział gdzie byliśmy
i, żeby położyć córkę na obserwację, bo nie może tak być, że po operacji
dziecko oddycha gorzej niż wcześniej. Stwierdziła, że nie będzie nas narażać
na koszty, bo przydałoby się zrobić tomografię. Poza tym stwierdziła, że
według niej ten nosek jest drożny. Najbardziej przeraziło mnie, że ten nos
może rosnąć i się zniekształcać. Córka ma po tym wypadku lekko wystającą kość
z jednej strony. Czy miał ktoś złamany nos w dzieciństwie albo dzieciątko,
które nieszczęśliwie złamało nos? Jak ten nosek się potem rozwijał, czy zawsze
wraz ze wzrostem musi się zniekształcać?, czy można oddychać jak przed
złamaniem? Proszę o informację, bo jestem załamana. sad
Obserwuj wątek
    • beniusia79 moja kolezanka zlamala nos w dziecinstwie 01.11.09, 08:15
      i rosl jej potem dalej .... miala taki jakby garb na nosie, kosc
      jakby jej wystawala. majac 18 lat zoperowala go sobie, teraz wyglda
      duzo lepiej....
    • mammajowa Re: POMOCY ! Złamany nosek 01.11.09, 09:16
      ja złamałam mając 5 lat. nigdy żadna kość mi nie wystawała, ale kształt się
      nieco zmienił podobno. niemniej nie wygląda jakby był kiedyś złamany. mnie się
      jakiś miesiąc trudniej oddychało, bo w środku musi się zregenerować wszystko.
      nie wiem czy można dmuchać, ja nie miałam potrzeby. za to szkarlatynę ze
      szpitala przywlokłam wtedy.
    • mysza1973 Re: POMOCY ! Złamany nosek 01.11.09, 09:24
      Ja mając 10 lat złamałam nos łażąc po drzewie, przywaliłam w gałąź.
      Nie mam teraz żadnych dolegliwości z tego powodu ale niestety nos jest teraz
      taki garbaty. Nie zdecydowałam się na operację po tym jak mi lekarz opowiadał ze
      szczegółami jak piłują kość, żeby doprowadzić do poprzedniego stanu.
      U mnie nie wyglądało tak źle więc żyję z tym defektem do dzisiaj.
      Ale poza walorami estetycznymi (i kompleksami w wieku dojrzewania) nie miałam
      problemów z oddychaniem więc to zostawiliśmy.
      • asinek68 Re: POMOCY ! Złamany nosek 01.11.09, 16:34
        Przepraszam, że nie na temat ale jakie konsekwencje poniosła
        koleżanka i jej rodzice ? Może trzeba zrobić jakieś zabiegi w
        prywatnej klinice plastycznej a rachunek przedstawić rodzicom
        koleżanki ? Wiem, wiem ... Łatwo napisać ... Ale aż mi się ciśnienie
        podniosło.
        • dzoaann Re: POMOCY ! Złamany nosek 01.11.09, 17:21
          mialam 8 lat jak zlamałam nos w szkole. Wpadałam pędem na otwierające sie
          drzwisad nos podobniez zmienił nieco kształt, ale oddychało misię normalnie.
        • beniusia79 tak, tak. male dzieci sa nieobliczalne; bija si... 01.11.09, 19:20
          popychaja.... asinek. nie chcialabym, zeby mojej corki kolezanki
          mialy takie mamy.... nie uwazasz, ze troche przesadzasz? nie sasze,
          ze kolezanka naszej malej bochaterki watku celowo ja "pobila".
          • asinek68 Re: tak, tak. male dzieci sa nieobliczalne; bija 01.11.09, 20:33
            Z tego co pisze autorka wynika, że chyba celowo. Wiem, że dzieci się
            popychają i biją ale skutki agresji powinny być jakoś
            rekompensowane. Jak rodzice raz zapłacą odszkodowanie to może dotrze
            do nich, że ich dziecko potrzebuje pomocy, że ma jakiś problem
            wychowaczy lub natury psychicznej. Następnym razem ta dziewczynka
            zrzuci kogoś ze schodów i zrobi z jakiegoś dziecka kalekę. Niechcący
            oczywiście ...
            • pena1 Re: tak, tak. male dzieci sa nieobliczalne; bija 01.11.09, 21:03
              Do asinek68
              Wydaje mi się, że to nie było celowe popchniecie z wyrachowania tylko z czystej
              dziecięcej głupoty i braku wyobraźni jakie mogą być tego konsekwencje.
              Dziewczynka jest zacięta ale nie sadzę, żeby zrobiła mojej córce celową krzywdę.
              Nawet nie brałam tego pod uwagę, jest to ewidentna głupota i brak wychowania.
              Ale skoro doszliśmy w tej dyskusji tak daleko to uważam, że za czyny dzieci
              odpowiedzialni są rodzice i słowo "przepraszam" się należało. I na pewno powinna
              się odbyć rozmowa z rodzicami, żeby w przyszłości nie było ofiar z powodu głupoty.
              • asinek68 Re: tak, tak. male dzieci sa nieobliczalne; bija 01.11.09, 21:27
                Życzę Twojej córeczce szybkiego powrotu do zdrowia. Gdyby moje
                dziecko zrobiło komuś krzywdę, nawet niechcący - bo to się przecież
                zdarza - na pewno bym tego tak nie zostawiła jak Twoja znajoma.
                • pena1 Re: tak, tak. male dzieci sa nieobliczalne; bija 01.11.09, 21:31
                  Dziękuję za życzliwość. Ja również postąpiłabym inaczej.
    • pena1 Re: POMOCY ! Złamany nosek 01.11.09, 19:56
      Napisałam przez pomyłkę z innego loginu.
      22 września wzięłam ze szkoły córkę i dziecko mojej znajomej. Dzień wcześniej rozmawiałam z mamą dziewczynki, która miałaby problem, żeby odebrać dziecko do godz 17 ze świetlicy, bo miała jakieś szkolenie. Więc zaoferowałam jej pomoc /miałam jakąś wewnętrzna niechęć, intuicja podpowiadała "nie", bo tego dnia moja córka miała iść wieczorem do kina więc wiedziałam, że po szkole i tak będzie musiała szybciutko odrobić lekcje ale żal mi było znajomej, bo samotnie wychowuje dziecko/ i odebrałam jej dziecko. W domu miałam jeszcze okazję porozmawiać z córką koleżanki, na temat tego jak brzydko odnosi się do własnej mamy. Często do niej mówi, że jej nienawidzi i nie ma dla niej szacunku. Dzieci odrobiły lekcje i się wybawiły. Kiedy przyszła moja znajoma, moja niunia poszła je odprowadzić do windy. Ja jeszcze zakładałam kapcie młodszemu synkowi, który zaraz za nimi wyszedł. Kiedy wyszłam z mieszkania usłyszałam płacz. Pobiegłam. Moja córka leżała zakrwawiona przy windzie. Córka koleżanki w kółko powtarzała, że to jej wina. Wzięłam dziecko i poszłysmy do domu obmyć się z krwi /to niewiarygodne, ale krew leciała jak po odkręceniu kranu, straszny widoksad/. Pojechaliśmy do szpitala, w drodze, dziecko znajomej w kółoko mówiło,że to jej wina , a ja powiedziałam, że nie ma winnego, że to był wypadek. I wtedy moja znajoma to "kupiła", nie czuła się winna, choć jej rozpędzone dziecko, które chcało być pierwsze popchnęło moją córeczkę. Mój synek to widział. A mamusia stała i nie zwróciła uwagi, że nie biega się po korytarzu, choć potem mi mówiła, że to jej córka pchnęła moją niunię, czyli była świadkiem całego zdrzenia. Była przy tym! Tego z mężem nie mozemy pojąć, bo my zwarcamy dzieciom uwagę, że nie biega się po klatce schodowej, że to niebezpieczne. Poza tym moje dzieci nie mają zwyczaju się popychać. Córka koleżanki ma w sobie tłumioną agresję, wielokrotnie powtarzała, że chce zabić synka konkubiny ojca, ze go nienawidzi. Moja córka nigdy nie biega po korytarzu, a kiedy tamta dziewczynka zaproponowała wyścigi moje dziecko się zgodziło. Tamto dziecko nie lubi przegrywać, więc kiedy moje dziecko było pierwsze ona ją po prostu pchnęła z impetem. Kilka razy mi mówiła, ze chciałaby mieć taką mamę jak ja. Moje dziecko też miało wyrzuty sumienia, że nigdy nie biega i dała się namówić i w kółko powtarzała "jaka ja jestem głupia, że pobiegłam" - dlatego też mówiłam, że to był wypadek. Nie chciałam, żeby moje dziecko się obwiniało, bo fakt, że zrobiła źle, że pobiegła ale ona nikogo nie pchała i sama też się nie przewróciła. Potem zaczęły się wizyty w szpitalu, zakończone skierowaniem na oddział i operacją. Moja córcia ma wadę serca więc bardzo baliśmy się narkozy. Miała profilaktycznie podawany antybiotyk, żeby nie doszło do zapalenia wsierdzia. Od momentu wypadku, przez etap gipsu i po zdjęciu cały czas śpimy z córką, żeby nie uderzyła się w nos. Od 3 tyg. chodzę z córeczką do szkoły i siedzę tam, żeby w czasie przerwy coś się nie stało. Nasze życie stanęło do góry nogami. Zasypiam i budzę się rano myśląc o tym co będzie dalej. Bardzo kocham moją niunię, teraz jeszcze bardziej jeśli to możliwe.Przykro mi bardzo, że tak bardzo się nacierpiała, że nadal czuje dyskomfort oddychania i że zotała oszpeconasad Chodzoi mi po głowie operacja plastyczna ale bardzo się boję ze względu na narkozę i poza tym z tego co wiem takich zabiegów chyba się nie wykonuje u dzieci, bo układ kostny cały czas rośnie. W szkole spotykam moją znajomą. Dwa tygodnie temu powiedziałam jej, że nasze życie bardzo się zmieniło, że cały czas nie jest tak jak trzeba i powiedziałam jej, ze wypadałoby powiedzięć słowo przepraszam na co ona się żachnęła, że przecież ja mówiłam wczesniej, że nikt nie jest winny. Powiedziałam jej również, że któregoś dnia w szkole gdy jej dziecko do mnie przyszło powiedziałam delikatnie /naprawdę bardzo delikatnie/, że mogłaby powiedzieć mojej córci przepraszam. I to ją rozwścieczyło, że ja zwróciłam jej córce uwagę. Fakt może powinnam powiedzieć to przede wszystkim rodzicom ale ta mała zachowywała się tak jakby nic się nie stało. Tata dziewczynki, rzeczywiście chciał nas zaraz po wypadku odwiedzić, bo on się przejął tą sytuacją i chciał, żeby dziewczynki sobie to wyjasniły ale ja nie byłam na to jeszcze gotowa, a potem kiedy córka wróciła do szkoły wszystko miało niby wrócić do normy. Tata dziecka był wczesniej /przed mamą/ naszym znajomym i rzeczywiście zapytał jak nam pomóc /nie chodziło o kwestię finansową/. Finał jest taki, że znajoma się obraziła, bo ja chciałam usłyszeć słowo przepraszam. Tata dziewczynki wyraził swój żal z tego powodu co się stało i dał wraz z dzieckiem mojej córce ptasie mleczko. Dziewczynce przez gardło nie przeszło przepraszam, kryła się za tatą, a kiedy doszło do konfrontacji to dziewczynka powiedziała mojej córce, że ją lubi. Nie wiem na ile ma poczucie winy ale wiem, że mamie dziewczynki wygodnie jest myśleć, ze nie ma winnych. Poza tym gdy wspomniałam, że powiedziałam jej córce o przeprosinach / a brzmiało to dokładnie tak " Wiesz miłoby było mojej niuni gdybyś ja przeprosiła" / to ona zadzwoniła na skargę do taty dziewczynki, że ja atakuję ich dziecko. Dla mnie szok, nigdy w życiu nie zaatakowałabym dziecka. Po całym wypadku znajoma do mnie dzwoniła, pytała się co słychać, opowiadała o tym, że miała wyrywany ząb i jak bardzo cierpi i próbowała zatuszować całą sytuacją swoimi przeżyciami związanymi z zębem. Jak mówiłam co u nas słychać to powtarzała "jaki to koszmar" i jak moje dziecko strasznie wygladał,o po wypadku. O odszkodowanie oczywiście wystapimy, bo córcia jest ubezpieczona w szkole, choć wiemy, że to jeszcze nie koniec leczenia i tak naprawdę to konsekwencje tego co się stało będą długo widoczne. Jest mi bardzo cieżko. Bardzo mi było smutno kiedy powiedziałam dziecku, że nic się nie dzieje bez przyczyny, a moja córeczka powiedziała, że pewnie Bóg chciał ją nauczyć bólu. Każdego wieczoru moje dziecko w modlitwie powtarza, żeby nosek się szczęśliwie zagoił. Ja też w to wierzę. Jutro mąż zapisze dziecko na oddział na obserwację, żeby sprawdzić oddychanie w pozycji leżącej, a ja jeszcze ten tydzień będę chodziła do szkoły. Dziękuję za wszystkie odpowiedzi, bardzo mi miło, że piszecie.
      • mnfg Re: POMOCY ! Złamany nosek 02.11.09, 08:53
        Bardzo mi przykro z powodu zlamanego noska, ale wydajemi sie, ze nie
        powinnas tak surowo oceniac 'sprawczynie' i jej mame. Dzieciaki nie
        maja takij duzej zdolnosci przewidywania i dzialaja impulsywnie:
        dziewczynka chciala byc pierwsza przy windzie, trudno ja za to
        winic. Odczuwaja emocje gwaltownie ale ogolnie krotko: napisalas ze
        czula sie bardzo winna calego zdarzenia a po dwoch tygodniach
        odciela sie od sytuacji- to najzupelniej normalne.
        Pamietam jak w dziecinstwie sciglalam sie z bratem (przepychanki
        byly na porzadku dziennym, ale jak innaczej mielismy trenowac
        zwinnosc?) na budowie no i niestety brat upadl i rozbil sobie glowe
        na kamieniu. Krew lala sie po twarzy, ubraniu, nalecialo mu nawet do
        ucha, mama zabrala go do szpitala i tam mu zszyli ta glowe. Czy to
        wina mamy ze wychowala nas jak wychowala, ze brat byl ambitny i
        chcial mi pokazac, ze moze mnie dognic. A moze moja, poniewaz bylam
        starsza i sprawniejsza niestety nie tak sprawna intelektualnie
        jeszcze zeby sobie wyobrazic sytuacje ze mozna upasc innaczej niz na
        rece. A moze matka za kazdym naszym wyjsciem z domu mialalby nas
        strofowac 'nie biegaj bo sobie glowe rozbijesz albo zgrzejesz'?
        Nie- poprostu nieszczesliwy wypadek. Tyle, ze tu latwiej to sobie
        wyobrazic i latwiej sobie wybaczyc niz drugiej osobie.
        Jeszcze w temacie skruchy:
        Bedac bardzo smutna z powodu nieszczescia mojego brata, jak tez
        rozumiejac ze przynajmniej przez jakis czas nie bedzie sie nam dane
        bawic inwazyjnie (nawalanka to byla nasza ulubiona zabawa)
        postanowilam zadac sobie sama pokute i DO KONCA DNIA ani razu mu nie
        dokuczyc. Oczywiscie brat nigdy nie uslyszal ode mnie przepraszam
        (bieg byl zainicjowany przeze mnie i podsycany roznymi epitetami
        typu 'no dawaj niezdaro') a do tej pory ma blizne ale ja wiem ze
        czulam wtedy skruche, poprostu nie umialam jej innaczej wyrazic
        niz 'brakiem dokuczania' smile
      • mutti_hautameki Re: POMOCY ! Złamany nosek 02.11.09, 11:19
        Ta Pani nie przeprosiła i nie przeprosi. Myślę że to sytuacja jasna dla was
        wszystkich, że znajomą już raczej nie będzie. Wydaje mi się tylko, że trochę
        zapominacie kto tu jest najważniejszy: Nie znajoma z córką, nie wy, ale córka.
        Co się wydarzyło, to się wydarzyło. Teraz musicie pomóc córce przejść przez coby
        nie było traumę, a nie wzmacniać ją przez rozdrapywanie kto winny, kto powinien
        przeprosić, robienie ze złamanego nosa prawie nieuleczalnej choroby, no i
        wysyłanie sygnału, że córka ze złamanym nosem jest po prostu brzydka, że
        przeżywa ból, którego należy unikać, ale jest wpisany w życie ludzkie.
        Wiem że każda matka ma wpisane chronienie dziecka przed złem, ale to już się
        stało. Nie wkręcajcie się w robienie z tego wypadku sedna waszego życia, bo
        dziecko to czuje. Że cos jest nie tak - z nią, czy z jej przyczyny. Czu
        naprawdę musisz siedzieć z nią w szkole, czy nie wystarczyłoby powiedzieć
        nauczycielce o całej sytuacji, żeby zadbała o nią( w sensie że przechodzi przez
        trudny czas) i jej nos ? Pytam poważnie, ponieważ nie byłam nigdy w takiej
        sytuacji, być może lekarz wam kazał.
        Pozdrawiam i życzę powrotu do zdrowia, mutti
    • phantomka Re: POMOCY ! Złamany nosek 01.11.09, 20:02
      Wspolczuje przezyc, rozumiem, ze sie martwisz, ale nie rozumiem
      wzburzenia z powodu biegania dzieci po klatce schodowej.
      Przepraszam, ale jestes mocno przewrazliwiona "klatka schodowa jest
      niebezpieczna" Wychodzac z takiego zalozenia, to tylko na puchowych
      koldrach dziecko moze biegac. A przepychanki dzieci to niestety
      rowniez norma. Ot nieszczesliwy wypadek sie zdarzyl.
      • pena1 Re: POMOCY ! Złamany nosek 01.11.09, 20:08
        Uważam, że wąska klatka schodowa nie jest miejscem do biegania.
        • phantomka Re: POMOCY ! Złamany nosek 01.11.09, 20:17
          Rozumiem, ale to Ty tak uwazasz, inni rodzice moga miec w nosie, czy
          ta klatka jest waska czy szeroka, po prostu uwazaja, ze 7 letnie
          dziecko umie biegac. Dlatego nie powinnas czuc zalu do kogokolwiek
          oprocz zlego losu.
          • pena1 Re: POMOCY ! Złamany nosek 01.11.09, 20:30
            Moim zdaniem to dorośli mają wyobraźnię, a nie dzieci. Moje dzieci jeżdżą na
            rowerach, rolkach i łyżwach ale w miejscach do tego przeznaczonych i to my
            dorośli powinniśmy ich tego uczyć. Ja uczę dzieci, żeby się np. nie popychały,
            nie ciągnęły etc., bo uważam, że dzieci się wychowuje. Moim celem nie jest
            szukanie winnych ale słowo "przepraszam" wypadałoby powiedzieć. Poza tym celem
            pierwszego postu nie było drążenie samego wypadku ale nawiązanie kontaktu z
            osobami, które mają podobne przykre doświadczenie.
            • phantomka Re: POMOCY ! Złamany nosek 01.11.09, 21:14
              Chyba jednak celem postu bylo objechanie corki znajomej, bo temu
              poswiecilas najwiecej miejsca. Rodzice maja wyobraznie, ale to
              dobrze, ze nie za bujna (niebezpieczenstwo klatki schodowej) bo
              wtedy ich dzieci sa mocno ograniczane. Naprawde pamietam z
              dziecinstwa, jak uwielbialismy w brzydka pogode biegac po klatce
              schodowej (wysoki blok, mnostwo pieter) i nikomu z nas nie
              przytrafila sie krzywda. Dlatego nie wiem do konca, czy kolezanka ma
              za co przepraszac, bo to naprawde byl nieszczesliwy wypadek.
              • pena1 Re: POMOCY ! Złamany nosek 01.11.09, 21:26
                Każdy ma prawo do własnej opinii. Mamy różne punkty widzenia ale rzeczywiście
                zgadzam się, że był to nieszczęśliwy wypadek.
              • mozyna Re: POMOCY ! Złamany nosek 01.11.09, 22:59
                Uważam, że przeprasza się również za coś, co zrobiło się nieumyślnie.
                Nie wiem, czy padło takie słowo w momencie tamtego wypadku, w każdym razie mała na swój sposób to wyraziła: "to moja wina...".
                Natomiast domaganie się przeprosin po 2 tygodniach od wydarzenia, może być rzeczywiście różnie odbierane, zwłaszcza po tym, jak ustalono, że to niczyja wina tylko nieszczęśliwy wypadek.
                Ale to chyba nie o tym miał być wątek, tylko o złamanym nosie...
    • zona_mi Wklejone przez moderatora 02.11.09, 11:35
      ariosso1

      Witaj.
      Po pierwsze to zadaj odszkodowania od rodzicow dziewczyny która
      pchnęła twoja córke.nawet koszt opercji plastycznj nosa.Nie mozesz
      tego tak zosawic. Ja jako matka raz ze ystapilabym na droge sadowa
      gdyby to spotkalo moje dzicko a dwa gdyby to moje dziecko
      narozrabialo sama bym poszłai zapytala rodzicow "ofiary" o ew
      koszty.
      Jako 11latka mialam złamany nos-hustalam sie na krzesle i wyrabałam
      o podłoge nosem w doł-wspólczuje bólu twojemu dzicku bo swoj
      pamiętam.Kosc na srodku nosa jest nadal wystająca,najbardziej widac
      to z boku,i cuc pod palcami-z wiekiem to wzniesienie wydaje sie byc
      coraz mniejsze albo poprostu czlowiek sie przyzwyczaił.

      Ja bym nie podarowała jezeli moje dziecko zostaloby oszpecone przez
      zachowanie innego dziecka-

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka