Czytam od dłuższego czasu wątek o usypianiu małej Alicji, o poradniku
dotyczącym usypiania i coraz bardziej mam ochotę podzielić się z innymi moimi
myślami na ten temat. Stąd podejmuję na nowo temat zasypiania naszych
pociech, myślę, że od innej strony. Szkoda mi, szczerze mówiąc, i tych
maleńkich dzieci płaczących rozdzierająco godzinami, i ich wymęczonych
rodziców słuchających głupich książek (zauważcie, że oceniłam w tym momencie
książkę, a nie rodziców). Jak się poczyta klasykę psychologii, tudzież
współczesną psychologię rozwojową, to można zauważyć, że przynajmniej przez
pierwsze 1,5 roku najważniejsze jest dla dziecka, aby zapewnić mu poczucie
przynależności i bezpieczeństwa. Nie zauważyłam, żeby ktokolwiek ze speców
uważał, żeby dziecko w tym wieku miało potrzebę samotności, bycia
pozostawionym samemu. Tym bardziej, że dopiero około roku ZACZYNA rozumieć,
że jak czegoś nie widzi, to to coś nadal jest, nie znika(dlatego tak lubią
zabawę w "a kuku"). Tzn. że jak nie widzi mamy, to dla niego ta mama
przestaje istnieć. Rozumiejąc to, trudno się dziwić rozdzierającej serce
rozpaczy naszych niemowlątek, gdy tracą nas z oczu (myślą, że zginęliśmy im
bezpowrotnie). Postanowiłam trochę zebrać nas do kupy (zachęcam do
wypowiedzi): rodziców, którzy chcą pomagać swoim dzieciom w spokojnym
zasypianiu, a nie zmuszać je do samodzielnego zasypiania z powodu
wycieńczenia własnym płaczem. Mam dwójeczkę maluchów. Oj, ta moja kochana
starsza córcia gdzieś tak od 9 miesiąca życia, to przestała chcieć usypiać,
tak ją fascynował ten świat (teraz ma 4 latka). Przez ten czas trochę jej
przeszkadzaliśmy, a trochę pomagaliśmy w tym zasypianiu. O tym jak rodzice
przeszkadzają swoim dzieciom spokojnie zasypiać można poczytać sobie w w\w
wątkach (też mieliśmy w tym udział). Z grubsza można to podsumować jako:
pozbawianie poczucia bezpieczeństwa, wprowadzanie gwałtownych zmian w
dotychczasowych zwyczajach dzieci, wywoływanie u dziecka silnych emocji,
własne zniecierpliwienie, agresja itd. Teraz natomiast zbiorę to, co pomagało
naszej córci w zasypianiu. A nuż pomoże to komuś (mi pomoże zastanowić się,
jak będę mogła współpracować z moją młodszą pociechą, aby lubiła usypianie:
na razie lubi

)). Pierwszą pomocą w usypianiu jest własna obserwacja: o
której dziecko zaczyna robić się przemęczone, nieznośne, ziewające, itd.
Warto wykorzystać tą obserwację kładąc dziecko spać (chociaż trudno trzymać
się tego sztywno, bo każdy dzień jest inny, maluch rośnie i raz potrzebuje
więcej snu, innym razem mniej). Druga sprawa to zatroszczenie się o pokój
malucha. Naszej córci łatwiej się zasypia jak ma przewietrzony pokój. Okrywam
ją całą kołdrą (tylko buźka na wierzchu) i otwieram okno na kilka minut (jak
nie jest po kąpieli). Leżymy sobie wtedy przytulone, chwilę spokojnie
rozmawiamy, buziaczki, głaskanko. Co drugi dzień kąpiemy ją i wtedy odpada
gruntowne wietrzenie. Wiele razy pomocą w usypianiu jej(też w tym trudnym do
usypiania wieku 1-2 lata) był też dla mnie masaż. Lidunia jest bardzo żywym
dzieckiem i wieczorem, jak się przemęczy, to staje się coraz
bardziej "nakręcona". Masaż pomaga jej się rozluźnić i uspokoić, wyciszyć.
Nie chodzi tu o profesjonalny masaż, bo takiego nie umiemy, ale o takie
głaskanie, ugniatanie, które będzie się podobać dziecku. Jak była malutka, to
nie miała cierpliwości do samego masowania, więc bawiłam się z nią w most
(masowanie +opowiadadanie). Plecy to był most, po którym chodziły rózne
istoty: słonie (mocny nacisk), mróweczki (b.delikatny), jeździły samochody,
chodzili rózni ludzie,wiał wiatr (dmuchanie) itp. Moja sąsiadka do takiej
cierpliwości doszła w tym masowaniu, że jej dzieci zasypiały podczas masażu
(stopniowo staje się on coraz delikatniejszy, coraz mniej bodźców). Ja się
zazwyczaj ograniczam do masowania plecków i brzuszka.
Acha, powinnam chyba zacząć od tego, że skoro uczyliśmy nasze dzieci od
pierwszych dni, że usypiają przy nas, to nie można gwałtownie tego ucinać.
One po prostu liczą na nas, na naszą obecność, skoro zostały tego nauczone,że
mają do tego prawo. Co innego dzieci, które zostały nauczone od pierwszych
dni, że zasypiają pozostawiane same sobie (nie wiem nic na ich temat).
Lidunia potrzebowała przez długi czas usypiać po prostu przytulona do mnie
(dopóki była karmiona piersią, to było naturalne). Po prostu musiała do tego
sama dojrzeć, by w 3 roku życia powiedzić w końcu do mnie w czasie
usypiania: "mamusiu, wyjdź już". A w tym dojrzewaniu na pewno przeszkadzało
jej nakłanianie, zmuszanie, by sama zasnęła. Pomagały natomiast obecność i
zapewnienia o niej, że "nawet jak mama wyjdzie, to myśli o tobie, ma cię cały
czas w sercu, bo cię kocha, w każdym momencie może przyjść mama albo tatuś
itd". Podsumowując na pewno w spokojnym zasypianiu maleńkiej Lidzi pomagał
nam bliski kontakt fizyczny: karmienie piersią, tulenie, rodzinne
pieszczotki, głaskanie, masowanie, trzymanie za rączkę itd., a przeszkadzało
wzbudzające lęk osamotnienie dziecka, oddalenie, zaniepokojenie,
zdenerwowanie czymś przed snem. W drugim i trzecim roku życia nasza Lidzia
czuła przemożną niechęć przed usypianiem, tak ją wszystko ciekawiło. Pomocne
w tym było to, że w porę przyzwyczailiśmy ją do tego (od końca 1 roku życia),
że przed snem czytamy. Czasem gdy wołałam ją: idziemy spać, a ona na to w
krzyk: nie! Wtedy trzeba było trochę podstępu: Lidziu, chodź poczytam ci (a
ona to uwielbiała). A po czytaniu oczywiście spanie, hihi. Tak myślę, że dla
każdego malucha można znaleźć jakąś lubianą przez niego czynność, która
jednocześnie go wycisza, nad którą się bardzo skupia, a przez to przygotowuje
do snu. Dobry jest taki rytuał. Potem maluch już sam pamięta, co po czym ma
być. Jak dla mnie to takie ceregiele nie mogą być zbyt długie (bo sama nie
będę miała cierpliwości dla dziecka). Gdzieś przeczytałam, że ktoś usypiał
swoje dziecko ponad 3 godziny: bez przesady! Chyba takiemu delikwentowi już
po pół godzinie należałyby się porządne łaskotki, kilka godzin intensywnej
zabawy, żeby rzeczywiście zachciało mu się spać.
Mamy też swoją ulubioną książeczkę do zasypiania razem z płytą. Bardzo proste
teksty, pełne czułych stonowanych słów (których często brakuje zmęczonym
rodzicom) +płyta z pięknymi klasycznymi kołysankami. To moje duże szczęście
(czyt. córcia) lubi przy tym usypiać, choćby codziennie. Piękne są też
popularne teraz "Kołysanki-utulanki".
Jak mi się coś przypomni, co nam pomagało w zasypianiu, to jeszcze napiszę,
jeśli będzie jakieś zainteresowanie tematem. Chętnie natomiast przeczytam, co
pomaga waszym dzieciom. Chętnie też przyjmę rady, jak zwiększyć zakres
własnej cierpliwości i odporności psychicznej przy usypianiu dzieci ;o)))
Bywajcie zdrowi!
Iza