agn
22.04.04, 12:12
Zainspirowana wątkiem o tym, jakie kolory ubranek preferujemy (my, mamy)
chciałabym podzielić się moimi problemami.
Otóż to, jakie kolory i ubranka ja preferuję, nijak się ma do tego, jak
ubiera się moja 4-letnia córeczka. Po prostu ona już ma swoją wolę i
niektórych ciuchów za nic na świecie nie włoży (powody są niezrozumiałe -
zwykle mówi, że coś jest brzydkie, dla mnie jest wręcz przeciwnie). Przez
całą jesień i zimę w domu i przedszkolu nosiła tylko sukienki i spódniczki,
spodnie zakładałam jej na dwór. Nie dała się namówić na spodenki w domu.
Teraz na topie są spodnie. Nie lubi krótkich spódnic, tylko "długie" - za
kolano. Sukienki poszły w kąt. Najgorzej jest z bluzeczkami. Ma ich sporo
(dostała dużo w spadku), a chce nosić w kółko kilka wybranych. Gdy są akurat
brudne, marudzenie i przez pół godziny nie mogę jej ubrać. Aha, teraz już
boję się cokolwiek kupować bez obecności córki, chyba że jest możliwość
zwrotu. Kupiłam jej w zeszłym roku 2 pary naprawdę fajnych spodenek na
wyprzedaży w Smyku. Jednych nie miała na sobie ani razu (odmawia), drugie raz
dawno temu, teraz ich nie włoży (mają suwak i guziczek, ona preferuje spodnie
na gumkę, bo je łatwo sama zakłada). Podobne cyrki z kurtkami. A ja marzyłam
o tym, że będę ją ślicznie ubierać, kupować ubranka... Najgorsze jest to, że
ma naprawdę dużo fajnych rzeczy, a nosi w kółko kilka tych samych, coraz
bardziej zużytych, a śliczne nieużywane rzeczy leżą w szufladach.
Czy ktoś się spotkał z takimi problemami? Wszyscy znajomi rodzice dziwią się,
gdy o tym opowiadam. Chyba nie jest to zbyt typowe zachowanie. Może ktoś
przez to przechodził i mnie pocieszy, że to mija?
Agnieszka