Jakaś jestem dziś zdegustowana naszym nowym p-kolem

Wiadomo, że trawa w ogródku sąsiada zawsze zieleńsza i bardzo czekałam na to p-kole (syn zapisany o 6-tego m-ca życia), a teraz się rozczarowuję. Miejmy nadzieję chwilowo.
W czym rzecz.
Plan dnia wygląda tak:
8.30- śniadanie
9.00- wolne zabawy czyt. łażenie z kąta w kąt (od 1 września tu będą zajęcia zorganizowane)
10.30- wymarsz na plac zabaw (tu dla mnie niemiła nowość, bo jak minusem było chodzenie 'Klubowe' na osiedlowy plac, to tu minusem jest skupisko dzieci ok 30-tu na 1 placu zabaw, co rodzi agresję i konflikty- niestety mam monitoring..)
11.30 OBIAD - zupa i drugie! Na litość boską kto o tej porze je obiad? I to z 2 dań..
11.45- 12- LEŻAKOWANIE (to jest już ponad moje siły) -2h!!!!!!!!!!!! A, że 70% dzieci nie śpi to można by to nazwać 2h. turlania się po materacu O_o
Po 14 podwieczorek (często słodki) i wolne zabawy
No sorry ale już więcej atrakcji było w klubie malucha- codziennie plastunki, rysunki, tańce. O 12 zupa o 15 drugie.. Od 13 leżakowanie, ale jak ktoś nie spał to panie mu czytały (tu panie znikają) Na placu zabaw nie było wojny o przetrwanie.
Ehhh..
Ale serio. CO WNOSI 2h. turlania się po materacu? Co?
Dodam tylko, że p-kole prywatne i wymaga się od niego więcej niż od państwowego.