Mam ogromny problem ze spaniem moich dzieci - chłopaki 1,5 i 4,5 roku. Chodzenie spać o 23 to norma, zdarza się i 1 w nocy. Oboje z mężem pracujemy na całych etatach, do tego na zmiany. Żadne nie śpi w dzień, funkcjonują spokojnie śpiąc 8-9h dziennie, czyli np. 23-8. Jedyne wyjątki, kiedy pójdą spać ok. 21, to wtedy, gdy dzień wcześniej poszli spać np. o 1, wstali o 7-8 i cały dzień wariowali i nie spali, to o 21 padną, ale jak pośpią np. te 11h do 8 rano następnego dnia, to są już na tyle wyspani, że znów spokojnie do 23-24 dociągają. Są tak samo aktywni, jak inne dzieci, są zabawieni i totalnie nie wiem, o co chodzi.
I teraz moje pytanie: obie ciąże miałam zagrożone i musiałam je przeleżeć, a że jestem sową, to przy pierwszym, nie mając za wiele obowiązków domowych, czytałam do 3-4 nad ranem, potem spałam do 11-12. Przy drugim było podobnie, tzn. w nocy prawie nie spałam, bo nie mogłam zasnąć, potem wiozłam starszaka do przedszkola, przesypiałam czas, gdy był w przedszkolu i wstawałam dopiero ok. 15.30. Czy to możliwe, że to przez te moje nawyki ciążowe moje dzieci tak śpią? Dodam, że jako dziecko zasypiałam normalnie, teraz zasypiam po prostu razem z chłopakami, nie siedzę po nocach, bo pracuję.
Dodam też, że zaraz po urodzeniu oboje spali po 23h/dobę, prawie od początku przesypiali noce, oboje mając 3-4 miesiące spali w swoim łóżeczku już od 20 przesypiając całą noc i obu odmieniło się tak w wieku 6 mies.
Nie muszę Wam chyba wspominać, że moje życie przypomina koszmar, tym bardziej, że nikt kompletnie mi nie pomaga, mam tylko nianię, która i tak dużo pracuje. Czuję, że już nie dam rady, pracując na 1 zmianę odbieram starszego z przedszkola, młodszego od niani, jestem w domu ok. 16, nakarmie ich, wykąpie, powygłupiam się, próbowałam usypiać o 20, 21, czy 22 i nic nie działa. Młodszy po prostu kompletnie nie jest senny, mogę go lulać nawet godzinę, odkładam go, a ten już na nogach i gotowy do zabawy. Starszy nawet sam potrafi zasnąć, ale jak się położy o 21 to choćby nie wiem jak chciał, za chiny nie zaśnie.
Jeszcze przed tymi mrozami mieliśmy wolny dzień i obiecaliśmy sobie z mężem, że tak wymęczymy dzieciaki, że padną, jeszcze o 18 wyszliśmy na dwór, ganialiśmy się, rzucaliśmy śnieżkami, aż do 20. Byliśmy pewni, że zasną, wydawali się zmęczeni, ale poleżeli w łóżku i wstali, spać poszli o 23
Proszę, doradźcie mi coś, jestem już tak zdesperowana, że szukam tutaj pomocy, choć to chyba mój pierwszy post na tym forum.