bulka_z_budyniem
14.09.12, 13:04
Witam, problem o którym tu wspomnę w zasadzie nie dotyczy samego kataru ale podejścia rodziców. W moim przedszkolu dziecko z gilem to norma. Dziecka z gilem nie zostawiamy w domu (bo nie ma z kim - jak usłyszałam na zebraniu) nie rozczulamy się i wysyłamy na cały dzień do przedszkola. A pani jest od tego żeby te dwadzieścia z hakiem nosków wycierać. Pewnie to jej jedyne zajęcie przez cały dzień więc spoko - jest nadzieja że dziecko nie zje wszystkiego co mu tam wypłynie.
Pytanie mam do matek, tych mądrzących się tu na forach jak to zdrowo i sterylnie swoje dzieci wychowują: Co z Wami?!!!! Jak to możliwe że nagle przestajecie sterylizować buteleczki, wycierać paluszki na placu zabaw, izolować od chorych sąsiadów i jest wam wszystko jedno czy dziecko chore czy zdrowe i pchacie do przedszkola bo wreszcie ktoś może was odciążyć w wychowaniu? I nie mówcie mi że u Was w przedszkolach tak nie jest bo z relacji znajomych wiem że nie tylko w moim tak się dzieje.
Nie ma z kim zostawić? A przez poprzednie 3 lata to było z kim? nie wierzę że każda matka 24h na dobę spędzała ze swoim dzieckiem.
Ja po prostu nie chcę żeby moje dziecko zarażało się od innych, bo już w pierwszym tygodniu było chore. I nie opowiadajcie mi o nabieraniu odporności bo ja też się zarażam a mam więcej niż 3 latka, więc odporności do tej pory nie nabrałam?