Albo - jak mu pomóc, tak aby samemu nie zwariować?
Problem - stulejka. Mały ma 13,5 miesiąca. Od dziś mam maść - Kuterid - przepisał chirurg dziecięcy. Mam smarować czubek sami-wiecie-czego, odciągając lekko napletek, dwa razy dziennie, w tym raz po kąpieli. No OK. Tylko, że młody dostaje dzikiej histerii, no szału po prostu. U lekarki aby go zbadać trzeba było dwóch osób do trzymania, a lekarka jako trzecia zajmowała się badaniem, a i tak było ciężko. Dziś po kąpieli sama, bo mąż na wyjeździe, chciałam przeprowadzić "operację smarowanko". No i jestem w kropce. Jak mam to zrobić, nie uszkadzając przy okazji małemu najważniejszego narządu (bo trzeba oczywiście lekko i delikatnie odciągać) kiedy młody ma napad szału a okiełznanie go przypomina próbę zapakowania ośmiornicy do za małego pudełeczka, no i jeszcze dzikie wrzaski do tego, jakbym obdzierała toto żywcem ze skóry. Normalnie boję się, że sąsiedzi przekonani iż zapewne znęcam się nad progeniturą zafundują mi nalot panów w mundurkach, ehhhh.
Jak sobie poradzić? Wieczorem pomoże mi mąż, ale rano z młodym muszę radzić sobie sama

No i w ogóle boję się strasznie, czy młody wrzeszczał podczas smarowania dlatego, że go boli, a może już mu coś tam uszkodziłam, no cholera wie