lileigh
17.03.14, 19:16
Mój syn ma 3 lata, dotychczas siedziałam z nim w domu, ale mam własną firmę, pracownik mi odszedł z dnia na dzień i musiałam wrócić do pracy. Synek jest radosnym dzieckiem, ma starszą siostrę która drugi rok chodzi do przedszkola, więc stwierdziliśmy z mężem, że i jego poślemy, z tym, że nie do tego samego co córka, bo jest środek roku, tylko do prywatnego. Pierwszy raz poszedł tydzień temu i ogólnie euforia, nie chciał stamtąd wychodzić, panie go bardzo chwaliły, że super sobie radzi, że jest bardzo grzeczny. Po dwóch dniach dowiedziałam się, że wyrwał jakiemuś chłopcu zabawkę i go uderzył, tamten mu oddał, więc było trochę płaczu. Nie przejęłam się tym, bo myślałam, że to jednorazowy incydent, chłopiec mu oddał, więc młody będzie miał nauczkę i nie powtórzy tego zachowania. Oczywiście syn wie, że bić nie wolno. Następny dzień było znów wszystko ok, jak po niego przyszłam, to powitał mnie z komunikatem, że nikogo już dziś nie uderzył, panie znowu go bardzo chwaliły. Natomiast dzisiaj pani mnie poinformowała, że z synem są kłopoty, bo właśnie wyrywa dzieciom zabawki (upodobał sobie jakiś pistolet podobno) i potrafi uderzyć, jak ktoś nie chce mu go dać. Miało to miejsce kilka razy. Zaczyna mnie to niepokoić, nie chciałabym, aby był takim przedszkolnym postrachem. Dodam, że nadal do przedszkola chodzi bardzo chętnie, ani razu nie płakał, jest wesoły. W domu zdarzały się sytuacje, że się poszarpali z siostrą o zabawki, ale zawsze tłumaczyłam, że nie wolno się bić i od pół roku problemu nie było. Macie jakieś rady? Tłumaczę, rozmawiam, on obiecuje, że więcej tak nie zrobi, ale aż się boję, co jutro usłyszę, jak po niego pójdę. Macie jakieś metody na takie zachowania? Karać go w jakiś sposób już po fakcie? (bo w domu nie bije siostry). A może to jakiś okres przejściowy? Jednak pani mówiła to takim tonem, jakby on był naprawdę w przedszkolu dużym problemem. Martwi mnie ta sytuacja trochę...