Moja mała kończy dziś 15 miesięcy i tak mnie naszło na refleksje

Od kilku miesięcy z radością i dumą ją obserwuję, mogę powiedzieć że w pełni cieszę się z uroków bycia mamą. Coraz mniej jest chwil kiedy mam ochotę wyjść gdzieś sama, bez niej i zwyczajnie odpocząć, właściwie nie ma już takich momentów, znam już moją małą na wylot, wyjście z nią gdziekolwiek nie wiąże się ze stresem, niepewnością, mniej jest już też zmęczenia psychicznego i fizycznego związanego z opieką nad niemowlakiem. Ale nie mogę powiedzieć, że zawsze tak było... Tak naprawdę dopiero zostanie mamą uświadomiło mi, jak niewiele wiedziałam o opiece nad dziećmi i jak mało wiedzą inne, "niedzieciate" osoby. Dopiero teraz wiem, że "siedzenie" z niemowlakiem to bardzo, bardzo ciężka praca, wręcz harówka, wymagająca nieskończonych pokładów cierpliwości, siły psychicznej i fizycznej, mnóstwa wyrzeczeń, kompromisów, miłości. Jestem z siebie bardzo dumna, że "odchowałam" praktycznie samodzielnie (mąż ciągle w pracy, rodzina daleko) niemowlaka i mam ogromny szacunek dla innych mam, zwłaszcza tych posiadających więcej niż jedno dziecko. Moje spojrzenie na macierzyństwo od urodzenia małej zmieniło się diametralnie , wiem już że miłości i cierpliwości trzeba się nauczyć, bo na początku często (jak u mnie ) był jedynie instynkt, potrzeba zaopiekowania się dzieckiem. Teraz patrzę jak mała biega po domu, odkrywa świat, codziennie zaskakuje mnie czymś nowym, co chwilę wzrusza mnie do ścisku w gardle tym, jak dużo już rozumie i jak szybko się uczy

Nie mam słów żeby opisać, jak bardzo ją kocham, ile dla mnie znaczy. Nawet w pracy tęsknię za nią i marzę, żeby wrócić już do domu i ją wreszcie przytulić. Kochane mamy wrzeszczących , wymagających, niekumatych i złośliwych

kilkumiesięczniaków - zaciskajcie zęby i czekajcie na lepsze czasy, nagroda jest nie do opisania