Mieszkamy blisko gór, sami bardzo lubimy górskie wycieczki itd. - niestety nasza córka już nie. Na początku myśleliśmy że to kwestia wieku, ale teraz jest już większa więc zaczęliśmy zachęcać do spacerów, ruchu itd. Wycieczki dostosowane do dziecka - dystans niewielki 2-3 km w jedną stronę, na górze schronisko z atrakcjami typu plac zabaw, ognisko, frytki itd. Niestety - zawsze jest marudzenie, że nie, że ona jest zmęczona, że bolą ją nogi (już kilkaset metrów od domu!). Już o dłuższych wyprawach nawet nie myślimy. Kolega mówi - z innymi dziećmi pójdzie chętniej. Gdzie tam - była zorganizowana wycieczka dla dzieciaków, też na małym dystansie - ona znowu jest zmęczona mimo że inne dzieci nawet młodsze dzielnie szły. To samo jeśli chodzi o inne formy aktywności: hulajnoga nie, chyba że zjeżdża z górki do sklepu, z powrotem już trzeba namawiać żeby raczyła się odpychać. Rower też nie bo dobrze się na nim bawi tylko jak sam zjeżdża z górki, kiedy trzeba popedałować, to już jest niefajnie i ona "nie ma siły". Na plac zabaw przed domem nie chce wychodzić, bo "inne dzieci jej nie lubią" - woli siedzieć w domu i zamęczać rodziców żeby się z nią bawili - a my już nie mamy siły - kiedyś miałam nadzieję, że jak będzie starsza to będzie potrafiła się sama sobą zająć przez godzinkę, dwie. Gdzie tam... Wyjątkiem jest sytuacja gdy sobie czyta interesującą książkę, a tak żeby można było zrobić obiad czy posprzątać to zostaje tylko telewizja (choć tej też dużo nie ogląda). I jak ja mam rozruszać to dziecko? Teraz jest na etapie nauki pływania ale też się powoli zniechęca jak odkryła że człowiek sam się na wodzie nie unosi i jednak też trzeba się wysilić i machać kończynami

Dodam, że jest perfekcyjnie zdrowa, bez nadwagi, zdrowe serce, zero alergii.