Dodaj do ulubionych

naprawdę smutny wątek

27.09.05, 14:56
zastanawiałam się czy go założyć, w końcu jednak zdecydowałam, że tak - po
lekturze wątku Schaapje o kolejnej dzidzi i w ramach walki z własnymi
demonami.
Niedawno umarła ta skatowana 14-miesięczna Klaudia. Nie mogłam sobie
kompletnie z tym poradzić - z tymi fotami w tv (na ogół staram się unikać
takich materiałów w mediach ale czasem się nie da) - tej cichutkiej, jakby
śpiącej dziewczynki, z tym co podpowiadała mi wyobraźnia, której nie mogłam
zatrzymać, aż myślałam, że pęknę z żalu, z jakiegoś wewnętrznego wycia.

Pyche dała mi sposób na to. nie wiem skąd urodziła mi się w głowie taka
myśl: "nie bój się kruszynko, urodzisz się jako moje drugie dziecko". I teraz
myślę, że ona TAM gdzieś jest i spokojnie sobie czeka na mnie. Dało mi to
jakąs ulgę.
No i chciałam się z Wami tym podzielić.
Obserwuj wątek
    • mmala6 Re: naprawdę smutny wątek 27.09.05, 16:16
      wlasnie przed chwila uspilam Matusia wtulonego we mnie...wiem, ze to nie
      "pedagogiczne" ale ja lubie sie tak czasem (czestowink)przytulic do niego i
      wciagac ten jego cudny zapach....
      Tym bardziej mi smutno jak to przeczytalam....
      Mam nadzieje, ze jej dobrze tam gdzie teraz jest i ze zapomniala jak cierpiala...
      Mam gesia skorke i lzy w oczach....

      Piekni napisalas Pancerniczku, piekniesmile
      • schaapje pieknie i smutno... 27.09.05, 18:33
        ale w cos trzeba wierzyc!
      • duramgama Re: naprawdę smutny wątek 27.09.05, 20:23
        Poruszyłaś czułą strunę, Pancerniczku, oj...czułą.
        Nie śledziłam losów tej dziewczynki, bo niemal w ogóle nie oglądam telewizji,
        słyszałam jednak od mojej mamy o tej jakże bulwersującej i jakże SMUTNEJ sprawie.
        A teraz kiedy to napisałaś...
        Wahałam się przez chwilę czy opowiedziec tu swoją historię, ale skoro Ty się
        odważyłaś, ja też zbiorę się w sobie i krótko spróbuję, bo po lekturze Twoich
        słów mam gdzieś tę kulę w gardle...

        Mam o 4 lata starszego brata. Rok po jego przyjściu na świat, moja Mama musiała
        usunąc ciążę. Sprawa zawiła i bardzo bolesna, ale wydarzyło się. Potem urodziłam
        się ja.

        Kilka (2-3) lat przed pojawieniem się Srajdzinki miałam wraz z mężem kilka
        bardzo ważnych dojmujących doświadczeń z pogranicza świata widzialnego i tego
        ..."innego"?
        Wiem, że brzmi to nieco enigmatycznie, nie chciałabym jednak z wielu względów
        wdawac się tu w szczegóły.
        Powiem tylko, że od zawsze miałam jakąś, ciężką do zdefiniowania, zdolnośc
        bratania się ze śmiercią, zmarłymi, sama nie wiem jak to nazwac...
        Wiem jednak dokładnie, z czego to wynika.

        Jako 4-miesięczne niemowlę umierałam na płuca, właściwie byłam już jedną nóżką
        TAM. Udało mi się wskrzesic te wspomnienia i przeżyc wszystko raz jeszcze
        świadomie za pomocą różnych technik terapeutycznych, między innymi oddychania
        holotropowego. Tyle tytułem wstępu (sama nie wiem czy nie napisałam już zbyt
        wiele).
        A zatem kilka lat przed przyjściem na świat Olenki, doświadczyłam dziwnego
        pozawerbalnego kontaktu z moją... nienarodzoną siostrą.
        Do dziś nie wiem czym/kim ona była - wytworem mojej wyobraźni, chęcią posiadania
        dziecka, jakąś nieświadomą cząstką mnie samej, wielką tajemnicą? (podczas
        interpretacji owego zjawiska pojawiła się równiez koncepcja znikającego
        bliźniaka - syndrom "vanishing twin" - niezwykle ciekawa sprawa, mozna coś
        znaleźc w necie na ten temat więc teraz nie będę tłumaczyc).
        Do dziś, bardzo wyraźnie pamiętam tylko jedno - jej oczekiwanie na przyjście na
        świat. Obiecałam jej i sobie, że kiedyś ją urodzę.
        Dlatego teraz tak BARDZO wzruszyłam się czytając Twoje zwierzenie.

        Urodziłam córeczkę - ile w Niej jest tamtej istoty, jeśli jest - nie wiem. Wiem,
        że kocham ją jak nigdy nikogo, bez względu na to skąd przybywa...
    • duramgama Re: naprawdę smutny wątek 27.09.05, 20:43
      Wklejam linki do artykułów o syndrowmie "znikającego bliźniaka", gdyby którąś z
      Was zainteresował ów problem. Dla mnie to sprawa niezwykła, poruszjąca i tkwiąca
      gdzies głeboko w środku do dziś, mimo że jakoś to "przepracowałam".

      www.vanishingtwin.com/
      www.emedicine.com/med/topic3411.htm
      multiples.about.com/cs/medicalissues/a/vanishingtwin.htm
      • e_dyta71 Re: znikający bliźniak 27.09.05, 21:54
        Sprawa jest bardzo interesująca. Szkoda tylko, że mój angielski jest koślawy i
        nie poradzi sobie. Jakbyś miała coś po polsku to daj znać.
    • viviene12 :-( 27.09.05, 22:48
      Niestety takie bestie trafiaja sie w kazdym kraju, w kazdym zakatku swiata.

      Niedawno w niemczech bylo glosno o przypadku zaglodzenia w domu rodzicow 7
      letniej dziewczynki, trzymannej w zaciemnionym pokoju i nie wychodzacej nigdy z
      domu; tak, ze sasiedzi nawet nie wiedzieli o jej istnieniu. Na koncu wazyla
      tylko 9 i pol kilo - niewiele wiecej niz wypasiony i wypielegnowany kocur tej
      "rodziny"...
      • magnolia76 tak apropos tych bliźniąt... 28.09.05, 07:47
        Nie czytałam tych linków mój angielski nie jest doskonały, ale mogę wam
        opowiedzieć moją historię...:
        Moja ciąża też prawdopodobnie była bliźniacza, ale jak się dowiedziałam o dzdzi
        to było już jedno... i oprócz tego że miałam w trzecim miesiącu brzuch jak w
        piątym, to bym pewnie nic nie wiedziała. Ciąże miałam zagrożoną od samego
        początku, z niewiadomych powodów, bo niby wszystko było dobrze a jednek...
        Oliwkę urodziłam w 37 tygodniu ciąży już z objawami przenoszenia(?) czyli byłam
        w ciąży wcześniej niż mnie i lekarzowi się wydawało, mogę powiedzieć tylko tyle
        że USG nie kłamało zawsze była do przeodu o jakieś 3 tygodnie. Miałam cesarskie
        cięcie, na macicy po wyjęciu Kluski lekarka zobaczyła krwiaka, którego
        wcześniej nie wykryło żadne USG, łożysko moje było tak duże, że zostało zważone
        i wpisano jego wagę do książeczki zdrowia Oliwii (normalna waga 4000g, moje
        prawie 1 kg). Lekarze za wiele nie chcieli mi mówić, jak to u nas w Polsce...,
        ale jedna położna bardzo chętnie z nami rozmawiała i powiedziała nam że łożysko
        było jak od bliźniąt a urodziłam tylko jedno dziecko. Co z drugim? drugie
        często, jeśli nie wydali się je z niby okresem w czasie pierwszego miesiąca
        ciąży, zostaje w mamie w postaci cycsty, krwiaka, albo o zgrozo, w siostrze lub
        bracie ( najczściej brzuszek, główka)... Oliwia jest pod kontrolą neurologa,
        miała już 3 razy robione USG, ale było wszystko dobrze smile moje drugie dziecko
        to prawdopodobnie ten krwiak na macicy. Położna mi powiedziała, że gdyby był
        tylko ten jeden zarodek, ten beż mojej Kluski, to nastąpiło by poronienie i nie
        było by ciąży, ale ponieważ była jeszcze ona, silna i zdrowa to ciąża trwała
        nadal...
        To taka moja dziwna historia.

        Pozdrawiam
        Mariola
    • pancerniczek Re: naprawdę smutny wątek 28.09.05, 21:22
      mam świadomość, że ta myśl o ponownych urodzinach w rodzinie Pancerniczej była
      sposobem na oswojenie tej makabry. Taki psychologiczny mechanizm obronny.
      trudno mi pisac o światach równoległych, nic o nich nie wiem. mam jedynie
      nadzieję, że gdzieś na tym lub tamtym świecie jest sprawiedliwość, że takie
      zbrodnie są ukarane. inaczej trudno byłoby znieść to wszystko co ludzie sobie
      robią;
    • viviene12 i jeszcze to :-( 29.09.05, 23:06
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2942607.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka