Dodaj do ulubionych

Bajka o naszych dzieciach :-)

30.09.05, 20:38
Proponuję zabawę w pisanie bajki o naszych dzieciach. Zaczynam z ograniczoną
liczbą postaci, ale wszelkie nowe osoby i nieoczekiwane zwroty akcji- mile
widziane smile Piszę tylko początek i niech każdy z mniejszą lub większą weną
twórczą spróbuje się produkować dalej.
Aha! Jedna prośba: w tym wątku piszcie tylko tekst bajki, bez komentarzy- tak
będzie chyba bardziej czytelnie (później chciałabym to sobie wydrukować-
strasznie ciekawa jestem, co nam z tego wyjdzie!)

BAJKA O NASZYCH DZIECIACH (chwilowo bez tytułu)- CZĘŚĆ PIERWSZA
Pewnego pięknego poranka, Frutka otworzyła swe błękitne oczęta i zobaczyła
swoją mamę znowu rozmawiającą na forum z koleżankami. Zrezygnowana,
postanowiła znaleźc sobie przyjaciół do zabawy. Wyszła więc z domu i
powędrowała w ich poszukiwaniu. Szła i szła, a nikogo w zasięgu wzroku nie
było. Już zaczęła się zastanawiać, czy nie wracać, gdy usłyszała kilka
głosów. Podeszła bliżej i zobaczyła Matka, Mysza i Glizdeczkę. Bardzo się
ucieszyła na ich widok, bo nareszcie będą się mogli pobawić. Początkowo nie
bardzo mogli się zdecydować, co bedą robić, aż w końcu Matek zaproponował
wycieczkę do lasu.
- Co to jest las?- zapytała Glizdeczka
- To taki duży park, w którym mieszkają sarenki i niedźwiadki- odpowiedziała
Frutka, która niedawno czytała o tym ze swoją mamą.
- O! to superowo! Będziemy jeździć na niedźwiedziu!- ucieszył się Mysz
Wszyscy bardzo zapalili się do tego pomysłu, ale za chwilę pojawił się
problem: nikt z nich nie wiedział, którędy mają tam dotrzeć.
- Chodźcie za mną! Jestem najstarsza i was doprowadzę- powiedziała Frutka
- A nie wiesz, że młodszemu się ustępuje?- zaperzyła się Glizdeczka
- Przecież każdy wie, że chłopaki najlepiej orientują się w terenie- odezwał
się Matek.
Tylko Mysza się nie odzywał i patrzył to na jedno, to na drugie. Tamci na
dobre zajęli się kłótnią, gdy nagle zauważyli, że Mysz się oddala. Zaczęli go
wołać, ale nie reagował, więc chcąc nie chcąc musieli podążyć za nim...
Obserwuj wątek
    • kubona Re: Bajka o naszych dzieciach :-) 30.09.05, 20:56
      A Mysz oddalał się ponieważ zauważył coś, czego jego towarzysze zajęci kłótnią
      nie widzieli. Niedaleko małego fioletowego domku w piaskownicy bawił sie mały
      chłopczyk. Mysz głośno zawołał:
      - Patrzcie tam ktoś się bawi! Zapytajmy go może on wie jak dostać się do lasu!
      Frutka i Glizdeczka podbiegły do Mysza i wspólnie podeszli do chłopczyka. Mały
      chłopczyk bawił się samochodem, którym jeździł po zrobionej z piasku trasie.
      - Cześc!! - zawołały dzieci. - jak się nazywasz?
      - Mam na imię Kuba - odpowiedział chłopczyk - i bawię się samochodem
      - Czy wiesz jak dojśc do lasu? -zapytała Frutka, ponieważ była najstarsza.
      Kubuś nie wiedział jak dojśc do lasu, bo nigdy nie był sam tak daleko. Dzieci
      zainteresowane piaskownicą zaczęły bawić się z Kubusiem, jednak zabawa zaraz
      zaczęła je nudzić i wtedy Glizdeczka zawołała:
      • kubona Re: Bajka o naszych dzieciach :-) 30.09.05, 21:16
        no i zrobiło mi się wyślij.


        Glizdeczka zawołała:
        -chodźmy poszukać tego lasu!! Kubuś, pójdziesz z nami?
        - pewnie że tak.

        no i poszli sobie cichą uliczka w poszukiwaniu Stumilowego Lasu, gdzie na
        krzakach rosna czekoladowe batonikii lizaki....
        • wenus.z.willendorfu Re: Bajka o naszych dzieciach :-) 30.09.05, 21:33
          no i poszli sobie cichą uliczka w poszukiwaniu Stumilowego Lasu, gdzie na
          krzakach rosna czekoladowe batonikii lizaki....
          Nagle Kubuś zapytał: ale chyba było was czworo, jak do mnie przyszliście?
          Rozejrzeli się i faktycznie: nigdzie nie było Matka! tylko Glizdeczka
          skwitowała spokojnie: Te chłopaki to zawsze muszą na siebie zwrócić uwagę.
          zaczęli go wołać, ale wokól panowała tylko cisza...
          • pampeliszka Re: Bajka o naszych dzieciach :-) 30.09.05, 21:46
            I tak szli i szli,szukając Matka, ale zamiast do lasu trafili na duza ferme.
            Zobaczyli tam przedziwne istoty. Czesc juz znali, bo widzieli albo w zoo albo na
            obrazkach, ale czesc była wielce tajemnicza i zagadkowa. Zobaczyli tam
            Matka,ktory siedział na ławeczce i patrzył na dziwne zwierze.
            Kubus zapytal:
            -Co to jest takie wielkie, wieksze od mojej mamy i mojego taty nawet, z
            prysznicem z przodu i uszami?
            A Frutka mu wyjasnila:
            -To jest słoń, mama mowiła, że on robi "srutu tutu majtki z drutu".
            -A po co tak robi?- Koniecznie chciała wiedziec Glizdeczka.
            -Zeby sie z tego prysznica polała woda do kąpieli- powiedział Matuś.
            -A to co jest?- Glizdeczka wskazała palcem, bo jeszcze nie wiedziała, że damy
            się tak nie zachowują, na niewielki kamyk z małą główką. Mama jej kiedyś
            powiedziała, że powinna brać wzór ze Srajdzinki, która do ust kamyków nie
            bierze, więc się chciała upewnić, czy to coś można spróbować.
            Niestety jej przyjaciele nie potrafili odpowiedzic na to pytanie.
            Frutka zobaczyła małego chłopczyka siedzącego na drzewie, zajadającego ogromne
            jabłko.Pomyslala, ze moze on cos wie i zapytała:
            -Ja jestem Frutka,a to sa moi przyjaciele. Czy mozesz nam chłopczyku powiedzieć
            co to jest?- kiwnęła głową w stronę zwierzątka, bo ona już wiedziała, że damy
            nie używają do pokazywania palca.
            -Nie jestem chłopczykiem, tylko Małgosią. Wszyscy się mylą, bo mama nie chce mi
            przebić uszu- pożalił się Mimczuś.- A to jest żółw.
            -A zółw jest kamyczkiem?- precyzowała Glizdeczka
            -Nie jestem pewna, ale chyba nie- zastanowiła się Małgosia.-A dlaczego pytasz?
            -Mam swoje powody- odrzekła Glizdeczka z powagą, wydymając górną wargę i
            zastanawiając się nad czymś intensywnie.
            -Zolw robi "tup-tup"- dodała Małgosia.-A czy kamyki robią "tup-tup"?- wykazała
            się umiejętnoscią dedukcji.
            -Kamyki leżą - odpowiedział Kubuś- i nic nie robią.
            -No to żółw nie jest kamykiem- zawyrokowała Frutka.
            -Hura! Zawołała Glizdeczka, uklękła obok zwierzątka i wpakowała sobie jego nogę
            do ust.I trwała tak w niemym zachwycie.
            Matuś popatrzył z pobłażaniem,bo miał do Glizdeczki słabość.
            Małgosię zainteresował bardzo przystojny Kubus, więc do niego skierowała swoje
            pytanie:
            -Co tu robicie?
            Zanim zdazyl odpowiedziec, Frutka, skaczac dookola nich na jednej nodze, zawolala:
            -Szukamy Stumilowego Lasu, gdzie na krzakach rosną czekoladowe batoniki.
            -A co to sa czekoladowe batoniki?- Chciała wiedzieć Malgosia.
            -Choc z nami, to sie dowiesz- zaproponował jej Kuba, któremu nowa koleżnka
            również przypadła do gustu.
            • mmala6 Re: Bajka o naszych dzieciach :-) 30.09.05, 22:12
              i tak sobie szli wesola gromadka, niektore dzieci pelzly bo jeszcze nie umialy
              dobrze chodzic. Na samym przodzie szla Frutka i odgarniala krzaczki mniejszym
              dzieciom.Za nia Kubulek z Myszem zagadani o najnowszych pieluszkach, potem
              Malgosia rozmarzonym wzrokiem podziwiala zielone drzewa i blekitne niebo, na
              koncu zas Matus z Glizdeczka.Matus jako starszy dobrze wychowany dzentelmen
              pomagal Glizdeczce w pelzaniu.A jako, ze Glizdeczka bardzo bystra dziewczynka
              jest, to juz po chwili wyprzedzila Matka i dolaczyla do Malgosi.Lekcewazac Matka
              zaczela rozmowe o nowych ksiazeczkach Canpolu.Glizdeczka skarzyla sie Malgosi,
              ze czesto ja boli brzuszek ale dzieki temu, ze mamusia ja duzo nosi i przytula,
              to jakos udaje sie jej to zniesc.Malgosia pocieszala Glizdeczke, ze to dlugo nie
              potrwa i na pewno lada chwila bedzie dobrze i bedzie mogla jesc pyszne deserki
              jablkowo-morelowe.Malgosia opwiadala jak ciezko jej sie zyje w obcym kraju,
              gdzie wszyscy mowia smiesznym jezykiem i ona sie z tego smieje, bo nic nie
              rozumie.I tak sobie szli i szli.
              W koncu Frutka zarzadzila przerwe na jedzonko.Usiedli na malej polance, mniejsze
              dzieci podlaczyly sie do wiszacych przy drzewach dystrybutorow mleka, ktorych
              koncowki idealnie przypominaly piers mamy, Matus wyjal zza pazuchu swoja butelke
              z Kubusiem Puchatkiem a Frutka kanapki z szynka, serem i kiszonym ogorkiem.I tak
              sie oddali blogiemu jedzeniu i rozkoszowali sie sloneczkiem....
              Nagle zaczelo sie sciemniac, Mysz i Kubulek przestaszyli sie pohukiwan ktore
              dobiegaly zza drzewa.
              - co to jest?-zapytal przestarszony Mysz chowajac sie za Malgosia
              - nie boj sie, to sowa-powiedziala Frutka lekko drazcym glosem.Widziala juz
              kiedys sowe na obrazku, ktory pokazala jej mamusia ale nawet na tym obrazku sowa
              nie wygladala zbyt przyjaznie.Jednak nie chciala straszyc mlodszych dzieci
              swoimi obawami....
              - a co to jest sowa-zapytali jednoczesnie Matek i Glizdeczka
              -sowa to taki duzy ptak, ktory w nocy nie spi tylko czuwa-powiedziala Frutka
              troszke pewniejszym glosem
              - to tak jak ja !!-krzyknela radosnie Glizdeczka
              - to Ty nie spisz w nocy?-zapytal zdziwiony Matus- a dlaczego, przeciez nie
              jestes sowa?
              - mam swoje powody-powiedzial Glizdeczka i pokazala Matkowi jezyk.
              - mamusia mowi,ze sie nie pokazuje jezyka-powiedzial niepewnie Matus, bo bardzo
              lubil Glizdeczke a zaczynala mu sie coraz bardziej podobac...

              Glizdeczka sie nie zdazyla odezwac po nagle sowa huknela bardzo glosno nad
              glowami dzieci.
              Wszystkie dzieci podskoczyly ze strachu, na dodatek nastala juz calkowita
              ciemnosc.Malgosia zaczela szlochac:
              -ja chce do mamy, ja sie boje, dlaczego jest tak ciemno?
              -jest ciemno, bo jest noc a w nocy jest zawsze ciemno-powiedzial spokojnie Mysz.
              -a dlaczego w nocy jest ciemno?-zapytala Malgosia
              -dlatego, ze sloneczko idzie spac-powiedziala Glizdeczka, ona dobrze o tym
              wiedziala bo mamusia jej to nie raz mowila jak nie spaly w nocy.

              Frutka powiedziala:
              -dzisiaj juz nigdzie nie pojdziemy, juz jest za pozno, musimy isc spac a rano
              wyruszymy w droge.
              -ale ja nie umiem spac w lesie-krzyknal Matek- ja umiem tylko w lozeczku!
              -ojej ale Ty jestes dzidzius-powiedzial Kubulek-ja umiem spac wszedzie!moge spac
              nawet w lesie na trawie.
              - ja tez!-krzyknela z duma Malgosia
              - ja tez! -krzyknal Mysz
              - i ja!-powiedziala niepewnie Glizdeczka

              -Musimy spac wszyscy razem przytuleni,zeby nam bylo cieplo-powiedziala Frutka,
              ktora ogladala kiedys film o skautach i wiedziala jak sie zachowac w lesie w nocy.

              Polozyli sie wiec powtulani w siebie ale zadne z dzieci nie moglo zasnac....
              • pampeliszka Re: Bajka o naszych dzieciach :-) 30.09.05, 22:20
                Matus oddalil sie na chwile na strone za potrzebą, bo czul, ze przecieka mu
                bordowy rosmanek.Dziewczyny sie zastanawiały, czy Matus szybko wroci.I znow
                zapanowala na chwile cisza.
                • mmala6 Re: Bajka o naszych dzieciach :-) 30.09.05, 22:25
                  Szybko sie jednak okazalo, ze Matkowi sie wydawalo, bo przeciez bodowe rossmanki
                  nie przeciekaja.Jednoczesnie zakloptal sie, bo uzmyslowil sobie ze nie ma zadnej
                  pieluszki na zmiane.Zrobilo mu sie wstyd ale postanowil, ze do rana nie bedzie
                  poruszal tego tematu.
                  Wracajac do dzieci, spotkal Kasie.
                  -Kasiu,dlaczego siedzisz tutaj sama w nocy?-zapytal Matus
                  - bo sie balam, ze nie bedziecie chcieli zebym spala z Wami-powiedziala
                  niepewnie Kasia
                  - no cos Ty! chodz do nas, w grupie zawsze razniej!

                  Idac do grupy Matus nagle zapytal Kasi:

                  - a masz moze zapasowa pieluszke jednorazowa?

                  Kasia popatrzyla niepewnie na swoj malutki plecaczek z napisem 'Pampers Baby',
                  potem popatrzyla na Matka i powiedziala:
          • wiolkak Re: Bajka o naszych dzieciach :-) 30.09.05, 21:52
            panowała i panowała, ale cisza ma to do siebie że nigdy nie trwa zbyt długo,
            dlatego po krótkiej chwili dzieci usłyszały śmiech Matka.
            - z kim ten nasz Matek tak sie chichra? zastanawiała się nasza dzielna brygadka
            - chodźcie szybko! krzyknął "zaginiony",
            - znalazłem fajną dziewczynkę, ma na imie Kasia i często chodzi z mama do lasu!
            - dzień dobry Kasiu,
            przywitały się z nową koleżanką nasze zuchy
            - dzień dobry, cześć i czołem, nazywam sie Kasia i kiedyś będę jadła kluski z
            rosołem! ja często chodzę do lasu na spacerki ale tak na prawde to muszę sie
            wam przyznać ze sama tam raczej nie trafię, będziemy musieli wymyślić jakiś
            sposób.
            • wenus.z.willendorfu Re: Bajka o naszych dzieciach :-) 30.09.05, 22:33
              Kasia popatrzyla niepewnie na swoj malutki plecaczek z napisem 'Pampers Baby',
              potem popatrzyla na Matka i powiedziala:
              - no, coś ty! Przecież to jest bajka i tutaj nie musimy zmieniać pieluch!
              Matek przez chwilę zastanowił się nad słowami Kasi, a że nie wiedzial, co
              powiedzieć, po prostu nie powiedział nic.
              A noc wciąz trwała i była wciąz ciemna i przerażająca. Cała nasz gromadka już
              spała. w pewnym momencie Glizdeczka obudziła się z przyzwyczajenia i zobaczyła
              jakąs obcą postać nieopodal. rozejrzała się niepewnie, ale odważnie zapytała:
              czy jesteś może sową?
              - nie- odpowiedział nieznajomy
              - to dlaczego nie śpisz w nocy?- zaciekawiła się dziewczynka
              - a ty?- pytaniem odpowiedziała postać...
              • wenus.z.willendorfu Re: Bajka o naszych dzieciach :-) 30.09.05, 22:39
                - Mam swoje powody- odpowiedziała Glizdeczka
                W tym samym momencie...
                • mmala6 Re: Bajka o naszych dzieciach :-) 30.09.05, 23:02
                  w tym samym momencie nad ich glowami pojawil sie statek kosmiczny!Duzy,
                  swiecacy, zolto-pomaranczowy i dzwoniacy dzwoneczkami...
                  - o! sloneczko wyszlo!-zawolala radosnie Glideczka-to dobrze ze sie juz obudzial

                  - to nie slonce-powiedziala Tajemnicza Postac- to moj statek
                  - statek??-zdziwial sie Glideczka-przeciez statki plywaja po morzu
                  - to jest statek kosmiczny z kosmosu-powiedziala TP
                  - ale co to jest kosmos?-Glideczka byla bardzo dociekliwa-moge tam pojechac?
                  - mozesz-zobacz ile tam jest juz dzieci, chodz pokaze Ci

                  Podsloczyli wysoko do gory az Glideczce sie troszke pieluszka obsunela ale
                  podciagnela ja szybkim sprytnym ruchem.
                  Zajrzala przez okno statku kosmicznego a tam zobaczyla uwiezione dzieci: Ninke
                  (ktora miala jechac na wesele ale zostala porwana przez kosmitow), Olka (ktory
                  ostatnio mial regres i mama go za kare oddala kosmitom), Srajdzinka oraz
                  Pancerpanna...Jak zobaczyly Glizdeczke to zaczely krzyczec :HELP!

                  Glidzeczka krzyknela:
                  -uratuje Was!
                  i krzyknela do Tajemniczej Postaci:
                  - kim jestes??
                  - jestem agent Mulder z archiwum X i potrzebuje dzieci zeby zbadac kosmos

                  Glideczka powiedziala:
                  - nie ze mna takie numery! i wskoczyla z powrotem do lasu myslac "musze jakos
                  uwolnic te dzieci"...
                  • wenus.z.willendorfu Re: Bajka o naszych dzieciach :-) 30.09.05, 23:16
                    Glideczka powiedziala:
                    - nie ze mna takie numery! i wskoczyla z powrotem do lasu myslac "musze jakos
                    uwolnic te dzieci"...
                    Na szczęscie także Mysz nie spał i Glizdeczka ciesząc się, że może oprzeć się
                    na jego męskim ramieniu, zawołała: pomóz im! wymyśl coś!
                    - u nas w Deutschland kosmitów nie ma- odpowiedział z niemieckim akcentem
                    Mysza, ale zdopingowany jej błagalnym spojrzeniem Zbolałej Niemowlinki,
                    pomyślał pomyślał i zaczął budzić inne dzieci. Wszyscy poszeptali między sobą i
                    w końcu Frutka jako najstarsza odezwała się do kosmitów, którzy wciąz krążyli
                    nad głowami: a my w was nie wierzymy! Mama mówiła, że na swiecie są skrzaty i
                    wróżki, ale o kosmitach nic nie wspominała!
                    Na te słowa Tajemniczy Nieznajomy obruszył się nieco, a Frutka dalej do niego
                    przemądrzałym tonem : Poza tym każde z nas potrafi tak buczeć i mrugać. Phi,
                    wielka mi sztuka!
                    Teraz kosmici zdenerwowali się na dobre, ale żeby trzymać fason, kazali to
                    udowodnić. I teraz dopiero rozległ sie płacz, ryk i krzyk kilkorga dzieci o
                    zdrowych płucach i mocnych gardełkach!!! Obcy zaczęli uciekać w panice, a
                    wcześniej wypuścili więźniów.
                    - no, to jest nas już trzy- powiedział zadowolony Matuś, chociaż jeszcze nie
                    umiał liczyć...
                    • xemm1 Re: Bajka o naszych dzieciach :-) 30.09.05, 23:27
                      i zaproponował, że trzeba zorganizować kinder party na okolicznośc zwycięstwa
                      nad kosmitami, szybciutko wyciągnął z kieszonki swoich nowych h&m-owskich
                      spodenek komórkę i drynknął do Malunia, a ten szybciutko (mimo, że wyciągnięty
                      z głębokiego snu) pojawił się z magnetofonem i wziął parę hiciorów na płytach -
                      Pszczółkę Maję, Zuzia... etc. Dziewczynki bardzo się ucieszyły, że dołączył do
                      nich Malunio, w końcu kolejny facet, a taka przewaga dziewczynek... Dzieciaczki
                      bawiły się na całego, a tu nagle.....
                    • mmala6 Re: Bajka o naszych dzieciach :-) 30.09.05, 23:28
                      wszystkie dzieci zaczely sie przekrzykiwac i opowiadac swoje historie az Frutka
                      krzyknela:
                      -spokoj!sluchajcie, musimy isc spac bo rano czeka nas dluga wyprawa.Nie bedzie
                      czasu na poludniowa drzemke.

                      Matek zaczal marudzic:
                      - ale ja zawsze spie w poludnie, jak nie spie, to jestem zly i nieznosny...

                      Na co Mysz:
                      - ale Ty jestes dziecinny! mamy wazna misje do spelnienia a Ty bedziesz spal?!

                      Glizdeczka stanela w obronie Matusia:
                      - ja tez zawsze spie w poludnie

                      Kubulek powiedzial:
                      -jak sie bedziemy tak klocic, to bedziemy wszyscy spac do poludnia i znowu nie
                      zdazymy znalezc Stumilowego Lasu.

                      Malgosia, ktora ostatnio czesto zerkala na Kubulka powiedziala:
                      -Kubus ma racje.Chodzmy spac, ja bede spac kolo Kubusia i kolo....Olkasmile

                      Na co Glideczka:
                      - a ja kolo Matusia, tak mu do twarzy w tej bordowej rosmance

                      Matus spojrzal na Glizdeczke rozanielonym wzrokiem i powiedzial:
                      - juz ja sprawie,ze bedziesz spala jak aniolek i miala kolorowe snysmile

                      Po chwili slychac bylo rytmiczne oddychanie malych ludzikow a nad ich glowkami
                      unosily sie chmurki z ich pieknymi, niewinnymi, kolorowymi snami....
    • pampeliszka Tymczasem mamy 01.10.05, 10:27
      Tymczasem mamy, zaniepokojone przedłuzajacą sie nieobecnoscia swoich pociech,
      zaczęły wydzwaniac do Wenus z pretensjami, słusznie ją obwiniając za istniejący
      stan rzeczy. Ostatecznie to ona wszystko wymysliła.
      Ale Wenus je uspokoiła, że wszystko jest pod kontrolę, Frutka dzwoni co 3
      godziny i zdaje relacje,a mamusie mogą wykorzystać weekend na dawno odkładane
      sprawy.
      I w związku z tym zaprosiła Wiolkek i Duramgame (ktora juz wyczysciła swoją
      rurkę) na film o peruwianskich drwalach, bo wszystkie trzy maja ciagotki w
      strone tego pieknego kraju.Obiecały sobie, ze potem dziko się ubzdryngolą
      grzańcem galicyjskim.
      Viviene i MMala wypusciły sie do Mediolanu na zakupy, bo słyszały, że maja tam
      byc duze promocje w H&M.A potem chciały jeszcze spedzic kilka godzin w SPA, zeby
      Viviene wreszcie mogla zrobic sobie zdjecie w kostiumie kapielowym dla Owieczki.
      Panstwo Owieczkowie postanowili zostac w domu i wykorzystac rady z bardzo
      popularnej wsrod rodzicow piosenki:"wyjechali na wakacje wszyscy nasi
      podopieczni, gdy nie ma dzieci w domu to jestesmy niegrzeczni".
      Barbiowie pojechali na slub, a Pampeliszkowie do Pragi, bo juz dawno nie byli, a
      zatesknili za zatloczonym koreanskimi turystami Mostem Karola.
      Mama_i_Tata_Olka postanowili poswiecic weekend na wspolne przełamywanie regresu.
      Xemm pojechała do Ikei po mebelki,a Kubonowie zostali w domu, w ktorym wreszcie
      nikt nie wyl i do tego zrobiło się ciepło.Postanowili to wykorzystac.
      Gdy rodzice tak ładnie zaplanowali weekend bez swoich najmilszych maluchow, te
      troszke zaczeły za nimi tesknic...

      • wenus.z.willendorfu Re: Tymczasem mamy 01.10.05, 15:10
        Gdy rodzice tak ładnie zaplanowali weekend bez swoich najmilszych maluchow, te
        troszke zaczeły za nimi tesknic przez sen. Każdemu z dzielnej dwunastki śnili
        sie rodzice. Gdy się obudzili, najczęściej nic nie pamiętali, pozostało tylko
        wrażenie czegoś niebywale przyjemnego...
        Gdy już wszyscy się obudzili, pokrzepili i zadbali o poranną toaletę, przyszła
        pora na naradę. wszyscy bardzo chcieli odnaleźć Stumilowy Las i batoniki
        czekoladowe na drzewach i wcale im nie przeszkadzało, że nie mają pojęcia, co
        to takiego. Ustalili, że pierwszą napotkana osobę zapytają o drogę. Szli i
        szli, nóżki coraz bardziej ich bolały, a las dalej był pusty i tajemniczy
        (chociaż już nie tak przerażający jak nocą). Nagle usłyszeli straszny łoskot i
        tupot, który w błyskawicznym tempie się zbliżał. Tuż przed nimi z piskiem opon
        zahamował słoń, widziany wcześniej w zoo i zaczął szpanować żółtym kabrioletem.
        chłopakom tylko zaświeciły oczka i już wdali się w pogawędkę na tematy
        techniczne ze słoniem. Dziewczynek to nie interesowało, ale w końcu miały czas,
        żeby spokojnie podzielić się wrażeniami na temat chłopców- tylko chichotały i
        spoglądały spod rzęs na nich. W końcu Kasia zapytała słonia, czy nie wie, jak
        dojść do Stumilowego Lasu. Ten co prawda nie bardzo sie orientował (większość
        słoni jest naprawdę kiepska z geografii), ale nie tracił fasonu, tylko
        triumfalnie zatrąbił marsz na dwie trąby (swoją i samochodową), pomógł
        najmłodszym wsiąść do swojego szpanerskiego wozu i ruszyli przed siebie (ten
        las był tak gęsty, że właściwie nie mieli innej możliwości, a cofać się nie
        chcieli)...
    • pampeliszka Jak Mysz został Małgosinym bohaterem 01.10.05, 15:31
      Glizdeczka przyłączyła się tym razem do Srajdzinki, zeby delikatnie ją wybadać o
      kwestię kamyczków.Siedziały sobie na siedzeniu koło słonia, który bardzo wolno
      jechał, i plotkowały. Matuś dreptał za nimi i dolatywały go tylko strzępki rozmowy:
      -nie, moje kamyki nie robia "tup-tup"
      -no pewnie, ze lubie, ale mama mi nie pozwala
      -bo ja sie nie mogłam opanowac
      -Frutka tak powiedziała, a ona jest juz duza i sie zna
      Kasia usiłowała nadążyć za Matkiem, ale ruchy spowalniały jej skarpetki, które
      okropnie przeszkadzały. Zobaczyła to Małgoś :
      -Czemu ich nie zdejmiesz?- zdziwiła się.
      -Bo mama mi nie pozwala-odpowiedziała Kasia.
      -A skąd wiesz, ze Ci nie pozwala?
      -No, bo kiedy je zdejme, to mi ubiera z powrotem.
      -Ale to przeciez jest taka zabawa, my z mamusia sie czesto w to bawimy na
      spacerze. Ona ubiera, a ja zdejmuje. Tak samo jest ze spioszkami. Ona mi je
      zapina, a ja wyciagam swoje nóżki, jak tylko zostanie szparka- tłumaczyła
      Małgosia.- Mame to strasznie bawi i sie smieje wtedy.
      -Tak myslisz?- Niepewnie spytała Kasia
      -Ja to wiem- z powagą odpowiedziała zadowolona z siebie Małgosia.
      -Co wiesz?- podeszła do nich Frutka, której się znudziła rozmowa z Niną o
      chrzcinach.
      -Ze moja mama lubi sie ze mna bawic w zdejmowanie skarpetek - przyznała sie Małgoś.
      -No, moja tez lubi bardzo- stwierdziła Frutka.-I w zdejmowanie płaszczyka z
      wozka jek pada deszczyk to tez.
      -Myslicie, ze wszystkie mamy sie tak bawia?- grzeczna Kasia wciaz miała wątpliwosci.
      -Pewnie, przeciez to takie smieszne- zawołała Frutka.
      -No dobrze, to ja też zdejme te skarpetki- Kasia odetchneła z ulga i pobiegła za
      Matkiem, licząc na to, że może uda jej się wcisnąć do samochodu słonia.
      -W co sie jeszcze bawisz ze swoją mamą?- Małgosia popatrzyła na dorosłą już
      prawie Frutkę.
      -W czytanie bajek- zawołała zapytana.-I w chowanego.I w akuku...
      -O, co robicie?- Frutka przerwała wyliczanie i podbiegła do Kuby i Mysza.
      -Bedziemy jesc drugie sniadanie- odpowiedział Kuba, gdy w tym czasie Mysz
      wyciągnął z plecaczka słoiczki z przecierami owocowymi.-Chcecie troche?
      -Pewnie, ze chcemy. Ja lubie te z Bobofruty- wyciągnęła rączkę Frutka.
      -A ja chce jakis z jabłuszkiem- poprosiła Malgosia.
      Przez chwilę było słychać tylko mlaskanie, gdy nagle Kubus zawołal:
      -Ojej, nie wziąłem śliniaczka i zrobiła się plama. Mama się będzie złościc.
      -E, nie przejmuj sie- pocieszyła go optymistka Małgosia.- Wypierze sie. Prawie
      nie widać- podeszła blizej.
      Gdy wrociła po swój słoiczek, krzyknęła przerażona:
      -AAAAA, boje sie!- bo do jabłuszek dobrała się wielka osa.
      -Ja też się boje! - szybko powiedziała Frutka.
      -I ja też - przyznał sie niechętnie Kuba.-Moze zawołamy słonia na pomoc?
      Tylko Mysz nic nie powiedział, za to już drugi raz jako rasowy mężczyzna
      postanowił pomóc kobiecie w opresji.Wziął swój plecaczek i machając nim jak
      tarczą, zbliżył się do osy.
      -Uważaj! - wyrwało się Ninie, która w milczeniu do nich dołączyła.
      Mysz bardzo ostrożnie machał plecaczkiem koło słoiczka. Wszyscy wstrzymali
      oddech. Mysz, dla dodania sobie odwagi, krzyknął:
      -Uciekaj, ty swiniooooooo - i zamachnął się na osę.
      Tak ją to przeraziło, że czym prędzej odleciała. A dzielny Mysz podniósł
      słoiczek i podał Małgosi, która z wrażenia zaniemówiła.
      Frutka powiedziała do Mysza z uznaniem:
      -no no.
      A do Małgosi:
      -Co Cie tak zablokowało? Powinnaś powiedzieć "dziękuję".
      -Dziękuję - posłusznie powiedziała Małgosia.
      Mysz się zarumienił i skromnie odpowiedział:
      -To nic takiego, polecam sie na przyszłość.
      I, aby nie było widać jego zmieszania, przyspieszył kroku, chcąc dogonić
      kabriolet słonia.

      • mmala6 Re: Jak Mysz został Małgosinym bohaterem 01.10.05, 18:57
        Kabriolet prowadzony przez slona pedzil przez las, dzieci siedzace w srodku
        piszczaly z radosci i cale szescie, ze wiekszosc z nich nie ma zebow, bo pewnie
        by sobie wybily na wertapach.
        Dzieci siedzialy sobie wygodnie, wiatr rozwiewal im wlosy i musialy mocno
        trzymac monie, bo moglyby im wyleciec w tym pedzie.
        W pewnym momencie slon zatrzymal kabriolet i pwoiedzial, ze nie moze jechac juz
        dalej bo przed nimi gleboka rzeka.
        Dzieci wysiadly wiec i postanowily same przeprawic sie przez rzeke.
        Pozegnaly sie ze sloniem, pocalowaly w trabe na pozegnanie i poszly w strone rzeki.
        Nagle stanely jak wryte! Malgosia powiedziala, ktora nigdy nie widziala tyle wody:
        - ojej, ile wody!
        Reszta dzieci tez nigdy nie wiedziala wiecej wody niz w swojej wanience, wiem
        byli bardzo zdumieni tym co zobaczyli.
        Frutka powiedziala:
        - teraz musimy jakos przejsc przez rzeke
        na co Matek krzyknal :
        - ja przepelzne, juz umiem!
        No to odezwal sie Jachu, ktory chodzil na basen i wiedzial jak plywac:
        - no cos Ty! po wodzie sie nie pelza!utoniesz!
        Glizdeczka sie przestarszyla:
        - a co to jest "utoniesz"?
        Jachu:
        - polecisz na dno, woda Cie nie utrzyma
        Matus przypomnial sobie ze byl kiedys z mamusia na basenie i faktycznie
        polecialby na dno, gdyby nie trzymal sie deski.
        -mam pomysl!-krzyknal Matus-musimy zdalezc cos co nie utonie, trzymac sie tego i
        ruszac nozkami i przeplyniemy

        Srajdzinka z Malgosia, ktore mialy pelne kieszonki kamykow krzyknley:
        -my mamy kamyki!moga byc?
        -sprobujemy-powiedzial Matek-dajcie

        Dziewczynki podaly Matusiowi najwiekszy kamien i Matus poszedl w kierunku rzeki
        -ale zimna woda-krzyknal Matek ale nie wypadalo mu sie jzu wrocic
        Wszedl do wody trzymajac sie kamyka ale okazalo sie ze kamyk leci na dno i wcale
        nie pomaga Matusiowi plywac.
        Frutka z Myszem chwycili Matka za nogi i wyciagneli z wody.
        Matus powiedzial:
        -to nie moze byc kamyk, to musi byc cos innego

        Dzieci zaczely sie rozgladac dookola za czyms na czym poglyby przeplynac.Nagle
        Ninka podniosla duzy kawelk drewienka, na ktorym sobie przycupnela.
        - a moze to?-zapytala niesmialo

        Kubulek postanowil tym razem sie pokazac przed dziewczynkami i pwoiedzial:
        -daj, teraz ja sprobuje

        I poszedl z drewienkiem w kierunku rzeki...
        • kubona Re: Jak Mysz został Małgosinym bohaterem 01.10.05, 21:47
          stanął nad brzegiem i zastanowił sie nad tym, czy drewienko wrzucone do wody
          nie utonie jak kamyczek. wrzucił je do wody, złapał rąćzkami i nagle..... z
          wody wynurzył sie wielki mokry potwór. Kubus wypełżł szybko na brzeg bo wcale
          nie miał zamiaru byc zjedzonym przez takiego okropnego zwierzaka - nie wiedział
          skąd, ale wiedział zę to zwierzę i zapytał:
          - kim jestes duży potworku?
          - Dzieci, czy nikt nie uczył was, że nie wolno wchodzić do wody? - zagrzmiał
          potwór - gdzie są wasze mamy?
          wtedy Frutka, jako najstarsza podeszła do przodu i zawołała:
          - nie pozwolę ci nas skrzywdzic.
          - nie chcę was skrzywdzic. byc może nawet będę umiał wam pomóc.
          Matek podszedł bliżej i zapytał:
          - wiesz co trzeba zrobic żeby dostać się na druga strone? bo kamyczki toną
          - wiem, co trzeba zrobic drogie dzieci. przewiozę was na swoim grzbiecie. tylko
          musicie się mocno trzymać bo mam śliską skórę.

          dzieci wskoczyły na grzbiet wielkiego zwierzęcia, zbiły się w gromadkę, i
          głośnno krzycząc powoli przesuwały się na drugi brzeg wielkiej wody, która w
          rzeczywistości okazała się mala rzeczką. po wylądowaniu na drugim brzegu dzieci
          ześlizgnęły ssię z grzebietu Potwora Który Był Miły i bezradnie rozejrzały
          dookoła. ten drugi brzeg wyglądał dokladnie tak samo jak tamten. srajdzinka
          zapytała:
          - no i co teraz zrobimy?? przecież wciąz nie wiemy gdzie jest stumilowy las?
          - poczekaj Srajdzinko, na pewno dojdziemy do lasu- Kubulek podszedł do
          wieloryba i zapytał - czy wiesz może jak dojśc do lasu?
          - dzieciaki, nie wiem ja znam tylko wodę, musicie zapytac kogos kto mieszka na
          lądzie. a najlepiej by było gdybyście poszli do waszych mam.
          - więc dziękujemy ci za wszystko - Małgosia przypomniała sobie, że zawsze
          trzeba byc grzecznym i Potwór Który Był Miły ponownie zanurzył sie w wodzie.
          dzieci zebrały wszystkie swoje rzeczy i powloli, bo były trochę zmęczone
          ruszyły w dalszą drogę. w oddali usłyszały bardzo dziwne okrzyki brzmiące mniej
          więcej tak:
          -uorrauorrauorrauorrauorra....... uorrauorrauorrauorrauorra.......
          uorrauorrauorrauorrauorra......
          - słuchajcie! - zawołał kubus- do stumilowego lasu musi byc juz blisko!! chyba
          słyszałem Tygryska!!! a skoro tak to znaczy ze zaraz poznamy wszystkich.
          królika, prosiaczka, kłapouszka, kubusia puchatka sowę przemondrzałą. a wiecie
          że sowa umie napisać poniedziałek tak że od razu wiadomo że nie jest to wtorek?
          - rany! - powiedziały dzieci - ta sowa to jest mądra.
          - więc chodźmy szybko do tego lasu!! - zawołay razem dzieci i za rączki
          podązyły w stronę groźnego dźwięku....

          żadne z nich nie wiedziało co kryje w sobie przyjazny na pozór las.........
          • patimal Re: Jak Mysz został Małgosinym bohaterem 02.10.05, 01:38
            - więc chodźmy szybko do tego lasu!! - zawołay razem dzieci i za rączki
            podązyły w stronę groźnego dźwięku....

            żadne z nich nie wiedziało co kryje w sobie przyjazny na pozór las.........

            Dzieci powoli zaczęły zagłębiac się w gęstwinę drzew. Troszke sie bały, nawet
            odważne chłopaki, ale żadne z nich nie mówiło tego na głos, żeby jeszcze
            bardziej nie przestraszyć pozostałych. Maluchy, aby dodać sobie odwagi
            powkładały do buź smoczki i mocno złapały się za rączki... auuu auau wrrrr
            uuua... Im dalej szli tym dźwięki były wyraźniejsze i tym bardziej straszne,a
            im bardziej straszne tym bardziej ciekawe więc szły dalej. Lecz nagle głos stał
            się straaaasznie wyraźny.... UUUUUUUA AUAUAU WRRRR.... i dzieci (te, które już
            umiały) aż podskoczyły i w tym momencie zza drzewa wybiegła na czworakach mała
            dziewczynka w różowym kapeluszu.
            -Cześć, nie widziałyście może Buni ???
            Dzieci, jeszcze troszeczkę wystraszone popatrzyły po sobie bo nigdy żadne z
            nich Buni nie widziało ani mamusie im o takim stworzeniu nie opowiadały,
            dlatego Frutka jako przewodnik grupy zapytała:
            -A co to jest "Bunia" i jak ty sie właściwie nazywasz no i czemu tak głosno
            krzyczysz??
            -Ja jestem Dorotka a Bunia to mój piesek...
            -ahaaa - rozległo sie w grupie bo każde z dzieci doskonale wiedzialo co to jest
            piesek i nawet niektóre z nich pieski miało w swoich domkach
            -No ale czemu tak na pieska krzyczałas ??
            -Ja na niego nie krzyczałam - ja go ucze szczekac i warczeć bo on jest maluch i
            jeszcze nie umie....
            I w tym momencie do Dorotki podbiegł mały czarny piesek, wesoło zamerdał
            ogonkiem i wyciagnął z jej ręki chrupka. Dzieciom bardzo się piesek spodobał a
            pieskowi-dzieci, przez kilka chwil bawiły sie z nim i nawet niektóre z nich
            oddały mu (tylko na chwilę) swoje ulubione grzechotki.
            -A nie wiesz Dorotko jak dojść do Stumilowego Lasu ?
            -No jasne że wiem - odparła z pełnym przekonaniem w głosie - wystarszczy że
            stuknę obcasikami u moich pantofelków i juz tam bedziemy...
            I w tym momencie spojrzała na swoje bose stópki i przypomniała sobie że dzis
            rano uciekła od mamy, kiedy ta chciała jej nałozyc buciki. Zasmuciła się
            bardzo, jednak dzieci zaczęły ją pocieszać, że nie szkodzi że nie ma ze soba
            czarodziejskich kapciuszków i że one i tak wolą dojśc do tego lasu na własnych
            nóżkach i kolankach bo wtedy można spotkac po drodze wiele ciekawych i nowych
            rzeczy. A tak poza tym to chyba nie ta bajka i te butki napewno by nie
            zadziałały. Wyruszyły więc w dalszą drogę....
            • wiolkak Re: Jak Mysz został Małgosinym bohaterem 02.10.05, 11:34
              szły i szły, żartując i poszturchując sie przyjaźnie aż nasle Srajdzinka
              krzyknęła:
              - a ja mam odciska, prawdziwego odciska!To od tego marszu, w zyciu tyle nie
              maszerowałam!
              wszystkie dziewczyny podbiegły do niej szybko bardzo zaintrygowane bo w życiu
              nie widziały czegoś takiego i strasznie chciały to zobaczyć i dotknąć
              - a co to jest ta odciska? spytała Dorotka
              - nie odciska a odcisk - rzuciła Frutka, to jest takie coś co ma mój tata jak
              mnie długo nosi.
              Chłopcy stali z boku i udawali że ten temat zupełnie ich nie interesuje, bo
              wiadomo że chłopaki chcą być twardzielami. W koncu Matek nie wytrzymał i spytał
              na ucho Glizdeczki, ta jednak wydęła usteczka i powiedziała żeby sobie sam
              zobaczył. Ale żeby nie było mu przykro pocałowała go w policzek.
              - a oni sie kochają!!!- krzyknęła Małgosia
              - kochają? a co to takiego? - spytały dzieci
              - to jest tak jak mama z tatą albo pan i pani w telewizorze, powiedziała Frutka
              bo mama jej czasami pozwalała oglądac telewizję,
              - a czy oni tez mają przygody? - spytała Kasia, bo ja bardzo lubię przygody,
              tata mówi że mam to po mamie.
              - pewnie tak, ale ja sie nie znam tak do końca bo mama to mi tak tylko troszke
              daje oglądać - odpowiedziała Frutella
              Nagle zza drzewa wyłoniła sie duża, różowa i włochata postać, podeszła do
              Frutki, pocałowała ją policzek i zaczeła skaładac zyczenia urodzinowe
              - kto ty jesteś?- spytał Mysz
              - ja wiem, ja wiem! wyrwała sie Kasia, to jest Tortowy Smok Urodzinowy, ja go
              widziałam w mojej bajce
              Smok sie zarumienił i dał Frutce tort, taki prawdziwy i baaardzo duży
              - chciałem ci go dać wczesniej ale trochę się zagadałem z chłopakami i tak mi
              zeszło, przepraszam
              - nic nie szkodzi, powiedziała dumna ze swojego prezentu, chodźcie zjemy go
              sobie to będziemy mieli wiecej siły żeby dojść do lasu.
              Usiedli wiec wszyscy i zaczęli zajadac.
              • duramgama Re: Jak Mysz został Małgosinym bohaterem 02.10.05, 12:19
                > Usiedli wiec wszyscy i zaczęli zajadac.

                Wszystkie małe buzie umorusane były w czekoladowym kremie i bitej smietanie.
                Wokół rozlegało się echem ciamkanie i mlaskanie. Nagle Glizdeczka zamarła,
                podnosząc do ust swój kawałek tortu.
                -Ojej- zasmuciła się nie lada.Dzieci spojrzały na nią i przestały jeśc. Śliczna
                Glizdeczka otarła buzię wierzchem dłoni, rozmazując czekoladę po policzku. "Ależ
                ona piekna, z ta czekoladą" - rozmarzył się Matek, ale nic nie powiedział.
                Glizdeczka za to jeszcze raz jęknęła - Ojej, ojej...
                - Co się stało Glizdeczko? - Srajdzinka podeszła do młodszej koleżanki, lekko
                kustykając z powodu bolącego odciska na stopie.
                - Zapomniałam... - zamysliła się smutno Glizdeczka, a w jej prawym oczku
                błysnęła mała łza.
                - O czym? O czym zapomniałaś? - pytały zniecierpliwione dzieci jedno przez drugie.
                - Ja nie ejstem pewna, ale...ja chyba mam alergię na nowe pokarmy. Co będzie jak
                zrobię zieloną kupkę? Mama na pewno się zmartwi.
                Wszystkie dzieci, jak jeden mąż, spojrzały na tort i gorączkowo zaczęły się
                zastanawiac jakie kupki sprawią w prezencie swoim rodzicom po takim posiłku.
                Tylko Frutka energicznym ruchem podniosła się z trawy i szybo zaczęła rozwiewac
                watpliwości innych maluchów.
                -E tam... Nie ma powodu do zmartwienia, ja juz jadłam taki tort na swoich
                pierwszych urodzinach - dumnie wypięła pierś nabierając weń duzo powietrza.- I
                NIC się nie działo. Poza tym przecież wiecie, że w tej bajce nie zmienia się
                pieluch więc kupek tez robic nie będziemy. I jeśc możemy co chcemy.
                -Naprawdę?-zapytała nie do końca przekonana Glizdeczka.
                -Pewnie! Pewnie! Oczywiście - zagwarantował zadowolony Matek. Ucieszył się
                bowiem, że będzie mógł w spokoju dokończyc pyszny tort, a poza tym tak bardzo
                chciał, żeby Glizdeczka posłała do niego swój promienny usmiech.
                -To dobrze - odetchnęła z ulgą Glizdeczka. Srajdzinka też się wesoło
                usmiechnęła, bo skoro będzie można jeśc wszystko to ona chętnie spróbuje w tej
                bajce zjeśc kiszonego ogórka, którego tata dał jej tylko polizac.
                -To ja zjem taki ser z dziurami! - ucieszył się Mysz.
                -A ja to co moja mama! Takie pestki w łupinkach!-zapiszczał Kubuś.
                -W łupinkach? - zdziwiła się Ninka, bo nie miała pojęcia o czym on mówi.
                -Takie do słoneczka podobne, to znaczy nazwa taka...-zmieszał się Kubuś.
                -Słonecznik!- krzyknęła Srajdzinka, bo widziała go w swojej książeczce o
                kolorach - Żółty- dodała dumnie.
                - A ja znam kolor czerwony- pochwaliła się Pancerpanna cichutko.
                -A ja zielony! - A ja mam zielone spodenki! -A ja wiem, który to niebieski!
                -przechwalały się maluchy. Nagle ich pokrzykiwania przerwał donośny gruby głos.
                - Co tutaj robią te dzieci???
                • viviene12 Re: Jak Mysz został Małgosinym bohaterem 02.10.05, 14:30
                  Co tutaj robia te dzieci???

                  Przerazona gromadka zastygla w bezruchu. Dopiero po chwili na czolo
                  wystapil/wypelznal Matek - jako ze najstarszym facetem byl i zapytal:
                  - Kim jestes Donosny Gruby Glosie?

                  - ... to pewnie Pan Mis... mam takiego w ksiazeczce. Jest caly pluszowy i
                  pomaranczowy... - wyszeptal cichutko Mysz.
                  Troche chcial uspokoic gromadke, ale jednoczesnie pragnal pochwalic sie przed
                  dziecmi, ze on rowniez jest oczytany.

                  - A, jak to Mis, to ja chetnie odgryze mu nosa - zaoferowala sie uradowana
                  Frutka - mam juz w tym praktyke.

                  Tylko Glizdeczka zapytala niepewnie:
                  - Mama?...

                  - E, co Ty, Glizdeczko, mamy nie maja grubych glosow. To raczej tatkowie. Moj na
                  ten przyklad mruczy mi aaaaaaaaaaaaaaa jak nie chce zasnac - podsumowala Frutella.

                  Gruby Donosny Glos przyblizyl sie tak, ze mozna bylo zobaczyc z daleka sylwetke...





                  Mama
                  • duramgama Re: Jak Mysz został Małgosinym bohaterem 02.10.05, 15:09
                    Gruby Donosny Glos przyblizyl sie tak, ze mozna bylo zobaczyc z daleka sylwetke
                    > ...

                    Niestety żadne z dzieci nie potrafiło odgadnąc czyje to kształty.
                    - Może to duży samochód..? -zapytał drżącym głosem, milczący do tej pory, Olek i
                    poprawił swój biały kapelusik.
                    - Może duże jabłuszko..?- wyszeptała Małgosia i wycofała się za Kubusia, który
                    wziął ją delikatnie za rączkę, jakby chciał powiedziec "możesz na mnie liczyc,
                    nawet jeśli to jabłuszko będzie chciało nas zjeśc".
                    - Teletubiś...- powiedziała cicho Srajdzinka, jakby wypowiadała zyczenie. Matek
                    spojrzał na nia porozumiewawczo, gdyż doskonale znał Teletubisie. Po chwili
                    jednak zacisnął usta i pokiwał przecząco głową na znak, że postac nie przypomina
                    jednak Teletubisia.
                    Zlęknione dzieci wycofały się jeszcze kilka kroczków...
                    • mmala6 Re: Jak Mysz został Małgosinym bohaterem 02.10.05, 17:49
                      Zlęknione dzieci wycofały się jeszcze kilka kroczków...
                      Glos zaczal sie oddalac ale juz po chwili znowu grzmial coraz donosniej i
                      wyrazniej.Dzieci juz nie wiedzialy co to moze byc, staly na polance trzymajac
                      sie za raczki.Nawet chlopcy sie bali ale nie okazywali strachu przed dziewczynkami.
                      Nagle cos mignelo nad ich glowami!dzieciom zaparlo dech w piersiach.To cos bylo
                      duze z wielkimi skrzdlami a przelatujac rzucilo na dzieci ogromny
                      cien.Przelecialo i zniknelo...
                      - co to bylo???-wyszeptala Ninka
                      - mamusiu....-zapiszczala Glideczka
                      - to na pewno jakis duzy ptaszek-powiedzial pocieszajaco Olek choc trzasl ze
                      tak, ze az pampersik sie przesunal
                      - widzialam, ze ptak ale dlaczego taki duzy??-zapytala logicznie Frutka-czy
                      znacie takie duze ptaki?
                      - ja widzialam takiego w ksiazeczce ale mama mowila, ze tak naprawde takich nie
                      ma-powiedziala Srajdzinka
                      - jak nie ma jak sa!-krzyknla Matek, ktiry na chwile zapomnial ze sa w bajce

                      Ptak przelecial i zalegla cisza.Dzieci troszeczke sie rozluznily, napily soczku
                      i juz zaczely powoli zapominac (bo dzieci szybko zapominaja) gdy w oddali znowu
                      pojawila sie TA sylwetka...
                      Tym razem Olek powiedzial do Matka:
                      - Matek, zbieraj sie, idziemy na zwiady!
                      Matek lekko sie ociagal bo, nie ukrywajmy, bal sie bardzo ale przewazyla chec
                      pokazania sie przed dziewczynkami, a zwlaszcza Glideczka.Poza tym nie chcial,
                      zeby dzieci pomyslaly, ze jest mieczakiem.
                      - a moze wezmiemy jeszcze Kubulka?-zapytal Matek Olka

                      Olek podrapal sie za uszkiem i powiedzial:
                      -lepiej zeby Kubulek zostal, bedzie z Myszem pilnowac dziewczynek

                      Chlopcy znalezli dlugie kije, zrobili sobie z krzaczkow stroje maskujace i
                      chowajac sie za drzewami podazyli w kierunku zblizajacej sie ciemnej sylwetki.Im
                      bardziej sie zblizali, tym bardziej sie bali...Ale im bardziej sie zblizali tym
                      wyrazniejsza robila sie owa postac.Chlopcy robili coraz wieksze oczka ze
                      zdumienia i coraz mocniej sciskali sie za raczki...
                      • wiolkak Re: Jak Mysz został Małgosinym bohaterem 02.10.05, 18:53
                        - no ładnie!!!, krzyknęła gromkim basem osoba, to wasze mamy sie zamartwiają a
                        wy tu sobie żarty stroicie!
                        - a, a, a kim pan jest? spytał drżącym głosikiem Kuba
                        - jestem Leśniczym i mieszkam w lesie, dzwonili do mnie wasi rodzice bo się
                        bardzo niepokoją, podobna jedna dziewczynka jest nawet chora?!
                        - to ja, to ja - zawołała Glizdeczka, ja mam w nosku zwierzątka co sie nazywają
                        kozy i moja mama ich bardzo nie lubi!
                        - to prawda - potwierdził Matek, gptw w każdej chwili bronić honoru swojej
                        wybranki
                        - ooo, widzę ze niektórzy to nawet jagódki już jedli? i spojrzał w kierunku
                        Kasi, która zawstydzona schowała sie za Mysza
                        - powiedz mu że ja nie jadłam jagódek - porosiła, ja tylko miałam plaśniawki i
                        mojemu tacie sie za dużo takiego fioletowego nalało
                        - mówi sie pleśniawki - poprawił ja Matek bo sam kiedyś miał
                        - hmm, ty na pewno jesteś H&Matek - wycelował kciuk w kierunku chłopca -
                        poznaje po spodenkach, a ty Mysz - twoja mama martwi sie najbardziej!
                        zabiore was do leśniczówki bo moja zona szykuje już dla was mleko
                        - ale my nie możemy jeść takiego zwykłego mleka - powiedziała Małgosia - bo nam
                        sie porobi źle w brzuszkach
                        - dobrze, dobrze - powiedział Pan Leśniczy - my tu gadu, gadu, a Niemcy sie
                        zbroja - tu zrobiło mu sie głupio i spojrzał zawstydzony na Mysza
                        - uuups, ale mi sie niezręcznie wymknęło!
                        - on jest na pół!!! - powiedziała Kasia i jest bardzo fajny i to nieładnie tak
                        kogoś dyskryminować! moja mama zawsze mówi żeby być takim na T, tolerowacielem!
                        - przepraszam - powiedział Leśniczy i zrobił sie bardzo czerwony, chodźmy
                        jednak bo na prawde czeka na was mleko i to wcale nie takie zwyczajne - wasze
                        mamy przysłały je wam w słoiczkach na kolację, prosiły tez żebym troszke o was
                        zadbał...
                        • wiolkak Re: Jak Mysz został Małgosinym bohaterem 02.10.05, 19:46
                          ... a poza tym jak nic zaraz zacznie padac, czuję w kościach że bedzie ulewa!
                          - a ja wiem co to jest ulewa - pochwalił sie Jachu - to mi sie po jedzeniu tak
                          robi!
                          - mi też tak - powiedziała Kasia, zadowolona że nie jest osamotniona - i mój
                          tata wtedy mówi że ja jestem producentką serka, ale nie wiem czy to dobrze czy
                          nie
                          - moja mama mówi że nie bardzo - powiedział Jachu
                          a tymczasem zaczęło kropić, a po chwili z nieba leciały olbrzymie krople
                          cieplutkiego deszczyku. Dzieci były wprost zachwycone, wreszcie mogły pochlapac
                          sie w kałuży i nikt im tego nie bronił
                          - ale jesteś zapadany! - krzykneła Frutka i zaczęła sie śmiać z Kuby
                          - ty też, i ty i ty - dzieci zaczęły cieszyc sie do siebie...
                          • schaapje Re: Jak Mysz został Małgosinym bohaterem 02.10.05, 21:08
                            cieplutki deszczyk coraz bardziej przybieral na sile, wiec Lesniczy postanowil
                            nie zwlekac ani chwili, tylko zebrac cala gromadke, ustawic w pary (zeby sie
                            dzieci nie pogubily) i szybciutko poprowadzic je sciezka do swojego domku na
                            szklaneczke pysznego, specjalnego mleczka przyslanego przez mamusie. rozejrzal
                            sie dookola, popatrzyl z usmiechem na biegajace w deszczu dzieci, podrapal sie
                            po glowie i zaczal liczyc...
                            -zaraz, zaraz - ile to ich mialo byc? - powiedzial sam do siebie. ale poniewaz
                            za nic nie mogl sobie przypomniec (a przeciez zona przed wyjsciem trzy razy
                            powtarzala!), zaczal przypominac sobie kazde dziecko po kolei.
                            - Olinek-Okraglinek, Mysz, Matek, Glizdeczka... nie, jeszcze raz!
                            - Olinek-Okraglinek, Olenka, Matek-Kwiatek i Mysz... no i jeszcze ta Glizdeczka
                            i ta, ta Frut-cos-tam... hmmm... chyba o kims zapomnialem? tak, zdecydowanie
                            mialo ich byc wiecej! przeciez byl tu jeszcze jakis Jachu...? i jakas panna...

                            Lesniczy, zupelnie juz zbity z tropu, rozejrzal sie dookola niepewnie, bo
                            dotarlo do niego, ze nie moze przyprowadzic do domu czesci dzieci - zona
                            dopiero dalby mu popalic!

                            deszcz padal coraz mocniej, dzieci piszczaly z radosci, a Lesniczy goraczkowo
                            zastanawial sie, co robic...
                            • agagaby Re: Jak Mysz został Małgosinym bohaterem 02.10.05, 21:31

                              • agagaby Re: Jak Mysz został Małgosinym bohaterem 02.10.05, 22:27

                                • agagaby Bajki odnoga-Wyprawa do Laponii...:) 02.10.05, 22:33

    • wenus.z.willendorfu I wtedy... 02.10.05, 22:04
      Gdy tylko dzieci ucichly i przestalo padac i wszyscy mieli czyste pieluchy, i
      gacie(pan Gajowy) postanowili sie naradziec . I wtedy...
      przyleciał kolejny posłaniec od mam- koliberek, który miał towarzyszyc dzieciom
      w ich wyprawie, bo mamy swietnie zdawały sobie sprawę, że takiej przygody
      maluszki jeszcze długo nie przeżyją. Po sprawdzeniu i weryfikacji przez
      leśniczego (odciski pazurka, skanowanie tęczówki oka oraz ustalenie wymiarów
      centymentrem krawieckim) nawet pani leśniczyna zgodziła się puścić nazajutrz
      całą gromadkę w dalszą drogę. Najpierw jednak zagoniła je wszystkie do łóżek, a
      miała w tym wprawę, bo za młodu jeździła na kolonie jako wychowawczyni.
      Rano wszyscy wstali w różowych humorach i sowicie zaopatrzeni na drogę, ruszyli
      dalej w las w towarzystwie koliberka. Małgosia, jako najbardziej dociekliwa,
      starała się dreptać tuż przy nim i zasypywała go milionem pytań:
      - a co to znaczy koliberek?
      - a dlaczego jesteś taki malutki? orzeł był większy (tu mimowolnie zadrżała na
      to wspomnienie, ale gdy tylko ujrzała krzepiącą minę Olinka, od razu się
      uspokoiła)
      - a ty też nie śpisz w nocy jak sowa i Glizdeczka?
      - a jak ty robisz?
      - a też toniesz jak kamyki czy pływasz jak patyki?
      - a masz swój samochód?
      - a gdzie jest twoja mama?
      ...i jeszcze wiele wiele innych. Koliberek z natury swej bardzo niecierpliwy,
      co chwilę od niej odlatywał, żeby napić się pysznego nektaru kwiatowego, ale
      zaaferowana zadawaniem pytań Małgosia nawet tego nie zauważała. Glizdeczka
      chciała ich dogonić, ale właśnie Matuś zaczął opowiadać o teletubisiach i
      słuchała zafascynowana, Kubuś czarował Frutkę opowieściami o wieży z klocków,
      którą kiedys na pewno zbuduje, ale Srajdzinka przerwała jego fantazje
      stwierdzeniem, że nad morzem widziała wieże i zamki z piasku, w co zupełnie nie
      mógł uwierzyć i troszeczkę nadąsany zamilkł. Mysz też był jakiś cichy, ale to
      pewnie dlatego, że Kasia zaoferowała mu pomoc w poprawieniu pieluchy, więc jego
      męski honor został nieco zachwiany. reszta dzieci rozbiegła się po lesie i
      każdy znalazł w nim coś ciekawego: a to kępkę macierzanki, a to dwa kasztany, a
      to wreszcie ktoś zobaczył dzięcioła. Oczywiście dzieci nie znały tych
      wszystkich nazw, ale to wcale im nie przeszkadzało w podziwianiu tych cudów.
      Nagle koliberek lecący na przedzie, zawołał zdumiony:
      - a co w tym lesie robi żyrafa?!
      Glizdeczka z Frutką od razu przybiwegły zobaczyć w końcu prawdziwą i żywą
      żyrafę. Rozglądały się jednak dookoła, ale w zasięgu wzroku były tylko cztery
      wysokie pieńki...
      • mmala6 Re: I wtedy... 02.10.05, 23:01
        poniewaz nasze maluchy juz sie zdazyly zmeczyc Glizdeczka z Matkiem (a
        jakze!)oparli sie o jeden pieniek, Srajdzinka, Olek i Frutka (najstarsi!!) o
        drugi, Mysz, Jachu i Malgosia o trzeci, Kubulek, Ninka, Gabriel o
        czwarty.Usiedli wyjeli prowiant przygotowany przez zone Lesniczego i rozmyslali
        czy te batoniki na drzewach to prawda czy nie.I okazalo sie, ze w czasie drzemki
        w domu Lesniczego wszystkie dzieci mialy taki sam sen! ze przyjechaly mamusie a
        na dodatek na krzaczkach pojawily sie wszystkie zakazane smakolyki!
        Glizdeczka z Matusiem dobrze wiedzieli, ze zadzialalo to samospelniajace sie
        proroctwo, nasluchali sie tego od swoich mamus jeszcze w brzuszku.Postanowili
        jednak nie opowiadac o tym pozostalym dzieciom.
        Nagle pienki zaczely sie przesuwac!jakiez bylo przerazenie dzieci, ktore upadly
        na trawe.Niektore nie potrafily sie same podniesc i Frutka, Olek i Srajdzinka
        musieli im pomagac (nawet Matkowi).Dzieci nie wiedzialy, ze pienko moga sie ruszac!
        Nagle Srjadzinka krzyknela:
        - o!piaty pieniek! i ma oczy!
        Dzieci spojrzaly w kierunku wskazywanym przez Srajdzinke i az usiadly (te ktore
        umialy) z wrazenia.Piaty pieniek mial oczy z dluuuugimi rzesami i duze szerkie zeby!
        -ale duzo zebow!-krzyknela Glizdeczka, ktora ma juz jednego zabka
        -pienki nie maja zebow-powiedzial scpetycznie Matus, ktory mial juz dwa zabki
        - ale ten pieniek ma!-powiedzial niepewnie Mysz- u nas w Niemczech niektore
        pienki maja zeby!a jak bylem w Paryzu to widzialem nawet taka duza metalowa
        antene na czterech nogach.Mama i tatus robili mi tam zdjecia ale mi sie to nie
        podobalo, bo bylo za duze, zeby wziac do buzi...

        Nagle pieniek zaczal sie smiac.
        Dzieci popatrzyly zdziwione...Frutka, jako maluch a nie niemowlak osmielona
        smiechem pienka zapytala:
        - Ty jestes takim bajkowym pienkiem, ktory ma oczy, zeby i sie smieje?
        Pieniek powiedzial:
        -nie jestem zadnym pienkiem, jestem zyrafa

        DZieci zapialy z zachwytu a Glizdeczka az dostala rumiencow:
        - zyraaaaafaaaaa!!!!!
        Matus wiedzial ze jego sympatia uwielbia zyrafy wiec po raz kolejny postanowil
        sie pokazac i zapytal zyrafy:
        - a czy moja przyjaciolka Glideczka moze Cie poglaskac?
        -oczywiscie-powiedziala zyrafa i sie przeciagnela.A jak sie przeciagnela to
        pokazala w calej okazalosci swoja piekna szyje.

        Dzieci po raz kolejny zapiszczaly z zachwytu, zwlaszcza dziewczynki,ktore
        chcialby miec taka szyje.
        Glizdeczka poslalala Matkowie dziekczynne promienne spojrzenie i podeszla do
        zyrafki i delikatnie poglaskala ja koniuszkami palcow.

        Nagle Frutka wpadla na genialny pomysl:
        - a moze zyrafka nam powie gdzie jest Las? jak ma taka dluga szuje to na pewno
        wszystko widzi!

        Zyrafka byla niezwykle mila i zaproponowala dzieciom zeby wskoczyly na nia i
        same zobaczyly czy widac Las.

        Tego nie trzeba bylo dzieciom powtarzac.Wszystkie wskoczyly na grzbiet zyrafki,
        te ktore nie umialy skakac wpelzly.Glizdeczka jako wielka fanka zyrafek
        doczolgala sie po szyi az na glowe zyrafy.

        Dzieci z niecierpliwoscia czekaly az Glizdeczka powie co widzi....
        • pampeliszka Re: I wtedy... 05.10.05, 15:09
          -Jejku jej! - zawołała Glizdeczka, swoim zwyczajem wydymając górną wargę.-Jejku jej!
          -Co tam widzisz?- ciekawski Mimczuś probował podażyć jej śladem, ale jeszcze
          sobie nie radził z chodzeniem po żyrafie. Bo to zupełnie co innego niż chodzenie
          po mamie.
          -Jejku jej!- Glizdeczka nie mogła nic innego wykrztusić.
          -Zacięłaś się?- zapytała Frutka.
          -No powiedz wreszcie - Nina aż podskoczyła, bo nie spokojnie mogła usiedzieć na
          swoim miejscu koło Gabrysia.
          -Ona nam nie chce powiedzieć- prawie rozpłakała się Kasia.
          -Nie bądz taka- poprosił Matuś.
          Tu Glizdeczka zmiękła i powiedziała- Sami zobaczycie, jesli nas tam pani zyrafa
          zawiezie.Zawieziesz nas, prawda?- błagalnie popatrzyła na żyrafę.
          -Ale dokąd?- chciał wiedzieć srodek lokomocji.
          Glizdeczka nachyliła się i zaczęła jej coś szeptać do ucha. Żyrafa się
          roześmiała i nagle ruszyła. Mysz i Jachu sie zachwiali, ale na szczescie nie
          spadli.
          Jechali i jechali, a dzieci męczyły Glizdeczkę pytaniami, co widziała z góry. W
          końcu zmiękła i powiedziała:
          -Tam jest taka strasznie wielka kupa kamieni!!!
          -Hurrraaaaa!!! zawołały jednym głosem Małgosia i Srajdzinka.
          -Co wy z tymi kamieniami?- nie mógł zrozumieć Kubuś.
          -Mamy swoje powody - powiedziała Glizdeczka.-Wiedziałam, że tego nie zrozumiecie
          i dlatego wam nie chciałam powiedziec.
          -Ja sie tez ciesze - wtracił Matuś. W koncu Glizdeczka chyba wie, co jest fajne.
          Gdy podeszli blisko owej kupy kamieni, Frutka zawolala:
          -To nie jest kupa kamieni, tylko ZAMEK.
          -A co to jest ZAMEK?- niesmiało zapytała Kasia.
          -To taki dom dla krolewny - wyjasnił jej Mysz.
          -Super! - zawołała Nina, podskoczyła na żyrafie i nie spadła tylko dlatego, że
          ją Kubuś złapał za spiocha.
          -Zobaczymy prawdziwą krolewne?- nie wierzyła Srajdzinka.
          Glizdeczka i Małgosia siedziały naburmuszone, bo na co im jakaś krolewna, skoro
          liczyły na wielką kupę kamieni.
          Zyrafa elegancko podjechała pod zamek i wysadziła wycieczke przed bramą, która
          niestety była zamknięta.
          Frutki to nie zmartwiło, podeszła blizej i zaczela stukać i wołać:
          -Halo, halo, jest tam kto?
          I wtedy ...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka